Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pub. Pokaż wszystkie posty

31 mar 2010

Bla-ni - wspomnienie Kogucika


Asia - Była deszczowa środa. Źle się rządziliśmy, bo znów wybrana przez Was knajpa została nam na koniec miesiąca.
Igor - Zebraliśmy się jednak w sobie i odwiedziliśmy Bla-Ni, a w zasadzie "Bla-Ni z Kogucika", bo tę restaurację-pub prowadzą osoby, które przez wiele lat prowadziły bar Kogucik przy ul. Piotrkowskiej (niedaleko Katedry).
Asia - Nie mieliśmy okazji odwiedzić Kogucika, ale ponoć smacznie tam karmili, bez większych obaw wybraliśmy się więc na Narutowicza (przy ul. Kilińskiego).
Igor - Trzeba przyznać, że lokalizacja jest nietypowa... ale o tym za chwilę.
Asia - Lekko zmoknięci weszliśmy do Bla-Ni. Napis nad drzwiami informuje, że to restauracja i pub, zaś na drzwiach jest dodatkowa kartka z informacją o organizacji imprez.
Igor - Weszliśmy do pustej sali. Nikogo przy stolikach, nikogo za barem...
Asia - ... gdy z głębi lokalu wyszła jakaś pani aż zapytałam czy otwarte i czy można coś zjeść. Na szczęście wszystko działało.
Igor - Kelnerka poszła po menu i wskazała nam wieszak na mokre okrycia.
Asia - A my zajęliśmy stolik (a właściwie ławę) przy oknie. Usiedliśmy na ławkach. Bo wnętrze wygląda jak... bar ew. karczma przystosowana do biesiad. Ławy i ławki można łatwo przestawić, w drugiej części lokalu jest dodatkowa sala z kulą dyskotekową pod sufitem i mini sceną.
Igor - Na żółtych ścianach zawieszone są zdjęcia z USA - fotografie ładne, ale jakoś bez związku z resztą Bla-Ni (Kogucika).
Asia - Wzięliśmy się za wybranie jakiegoś jedzenia. Pierwsze co rzuciło mi się w menu to zestaw obiadowy za 16 zł (zupa + drugie danie). Pomyślałam, że zapowiada się ciekawie. Smacznie i tanio.
Igor - Można zamówić samą zupę (np. żurek z jajkiem za 5 zł), tradycyjnego schabowego, zrazy, sznycla, golonkę czy sztukę mięsa...
Asia - ...i tradycyjne polskie sajgonki - obecność tych sajgonek wybitnie mnie rozbawiła. Jako dodatek do mięsa można wziąć np. frytki, ziemniaki z wody ale także kluski śląskie, makaron czy kaszę.
Igor - Kelnerka podeszła do nas w momencie kiedy ja już wybrałem. Poprosiłem o kotlet typu devolay i frytki.
Asia - Ja zdecydowałam się na pierś z kurczaka i mix surówek. Planowałam podjeść kilka frytek od Igora.
Igor - Kelnerka zaproponowała nam coś do picia, ale stwierdziliśmy, że się jeszcze chwilę zastanowimy.
Asia - Wróciliśmy do oglądania sali. Ławy przykryte są obrusami, na barze stały dekoracje świąteczne
Igor - I w Bla-Ni jest alkohol, nie tylko piwa, ale i wina, wódki i tequila - taki zestaw nie często się zdaża w normalnych barach.
Asia - Zaczęliśmy się zastanawiać dla kogo to jest lokal. Pierwsza odpowiedź jaka przyszła mi na myśl to turyści. Przyjeżdżając do Łodzi mają do wyboru hamburgera z budki lub "restaurację pub Bla-Ni". Dla mnie w nowym mieście wybór byłby oczywisty.
Igor - Trochę racji w rozumowaniu Asi było, ale nie chciałbym, aby taki lokal był wizytówką Łodzi.
Asia - Ponieważ mieliśmy pewnie jeszcze sporo czasu do przyniesienia naszych dań, udałam się do łazienki. Przywitała mnie tam karteczka, że "awaria spłuczki, trzeba odbić ręcznie. Za utrudnienia przepraszamy". A o samej łazience mogę powiedzieć: "kibel". Jest w nim niezbędne wyposażenie i nic poza tym.
Igor - Zacząłem przeglądać menu. Jest w nim wyraźnie napisane, że ceny mięs podane są bez dodatków. Kiedy zaczęliśmy sumować (mięso 11-16, frytki 6, surówka 5 zł) to wyszedł średnio obiad za 26 zł.
Asia - Bynajmniej nie jest to tanio jak na bar. Ratunkiem może być zestaw obiadowy za 16 zł.
Igor - Kiedy tak rozmawialiśmy cenach i podeszła do na kobieta z talerzami i podała nam nasze dania.
Asia - Przed Igorem stanął talerz z kotletem i sporą ilością frytek, a ja dostałam dwa talerze - na jednym liść sałaty i panierowana pierś z kurczaka a na drugim 3 surówki.
Igor - Hm... frytki... były w kolorze brązowo-przypalonym. Jako kucharz wstydziłbym się coś takiego położyć na talerzu! Pachniały i wyglądały jak pocięte w paseczki tosty z chleba, przypalone i o takim własnie kolorze. Do tego były twarde.
Asia - Fakt, frytki ciężko było nawet nakłuć widelcem. Ja zaczęłam od surówek. Z białej kapusty była znośna, kolejna była z przekiśniętym ogórkiem, a trzecia...
Igor - ... trzeciej spróbowałam ja i chciałem Asi zaoszczędzić tego paskudnego smaku.
Asia - Jedyne co mogło jeszcze jedzeniowo ten lokal to mięsa!
Igor - Nagryzłem mojego devolay. Nie było w nim masła ani ogórka, papryki czy pieczarek, był za to żółty ser. I coś czego się nie spodziewałem. Surowy kurczak!
Asia - Ja spróbowałam swojego i też się rozczarowałam. Miałam pierś z kurczaka w wersji bez przypraw. Na mięsie była tylko panierka z bułki tartej.
Igor - Smakowa porażka na całej linii! Ani frytki (za 6 zł!!!) nie były smaczne, ani surówki świeże, ani mięso dobrze zrobione.
Asia - Igora frytki wyglądały jak usmażone na patelni... przypalenie z dwóch stron tylko mnie w tym utwierdzało.
Igor - To już lepsze są frytki z McDonalds! Chociaż nieprzypalone i o ile tańsze!
Asia - Jadłam i nie sprawiało mi to przyjemności. Taka sytuacja nie zdarza się często.
Igor - Prawdopodobnie właściciele wyszli z założenia, że przychodzą tutaj tylko przyjezdni - przyjdą, zjedzą i nigdy nie wrócą.
Asia - My jednak nie wyjeżdżamy i zdecydowanie przestrzegamy przed Bla-Ni.
Igor - Wydaliśmy 34 zł za to coś co dostaliśmy... To nawet nie jest stosunkowo drogo. To bardzo drogo. Za 34 zł porządnie najedlibyśmy się hamburgerami z budek!
Asia - Czasami polecamy lokale na jakieś komunie, spotkania biznesowe czy randki. Ale Bla-Ni nie polecamy wcale.
Igor - Bo niestety, ale nie ma za co. 40 lat doświadczenia Kogucika, jak widać to za mało. Szkoda.

Wydatki:
Kotlet z piersi kurczaka 11,00 zł
Kotlet devolay 13,00 zł
Frytki 6,00 zł
Bukiet surówek 4,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +
jedzenie: -
czas: +
wystrój: +
czystość: +


Ogólna ocena:

Bla-Ni
www.blani.za.pl
ul. Narutowicza 42
tel: 0 604 275 501

15 sty 2010

Iberia - przaśny misz masz


Asia - W przeprowadzonej w poprzednim miesiącu sondzie, wskazaliście nam właśnie Iberię, jako miejsce do odwiedzenia i ocenienia.
Igor - Kompletnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. No ale skoro tyle osób zagłosowało.
Asia - Wiele razy planowaliśmy się tam udać, ale jakoś nigdy nie było nam po drodze. Mimo, że do tej restauracji wcale nie jest trudny dojazd - skrzyżowanie ulic Żeromskiego i Kopernika. Łatwo tam dojechać zarówno autem jak i tramwajem (obok są przystanki).
Igor - Iberia znajduje się pod adresem ul. Kopernika 25. I tak też sądziliśmy że jest wejście od strony tej ulicy. I tu pierwsze zdziwienie, uwaga na te drzwi! Tuż przed nimi była kiedyś kratka, taka do wycierania nóg. Niemniej jednak, z jakichś powodów tej kratki brak, a zamiast niej jest dziura, tak na oko na głębokość 50 cm. Tak więc chcąc wejść do Iberii, trzeba skorzystać z drugiego wejścia - od strony ul. Żeromskiego.
Asia - Kiedy już znaleźliśmy wejście, co wcale nie jest takie łatwe bo właściwe drzwi nie są jakoś specjalnie oznaczone, weszliśmy do środka.
Igor - Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, na zewnątrz widzieliśmy zaproszenie na "Dancing" (odbywają się w piątki i soboty od godziny dwudziestej). Ale w środku było pusto.
Asia - Tak pusto, że zastanawialiśmy się czy w ogóle jest otwarte.
Igor - Minęliśmy bar i zajrzeliśmy do kolejnej salki. Tam ktoś siedział, więc chyba Iberia jest czynna. Znaleźliśmy sobie więc miejsce przy jednym ze stoliczków i się rozpłaszczyliśmy.
Asia - Zastanawialiśmy się jakiego typu jest to lokal, bo usiedliśmy w salce gdzie połowę przestrzeni zajmował parkiet z kulą dyskotekową pod sufitem.
Igor - Nie mogąc doczekać się na kogoś z obsługi, sam poszedłem do baru po menu. Za barem nadal nikogo nie było.
Asia - Iberia kiedyś uchodziła z karczmę gruzińską. Nazwę zawdzięcza prawdopodobnie od starożytnej krainy w Gruzji - Iberii kaukaskiej.
Igor - Kiedyś. To dobre określenie, bo jestem pewien, że zarówno właściciel się zmienił, jak i klientela do której dopasowano lokal na bardziej "swojski".
Asia - Tu musiała zajść metamorfoza, ciekawe tylko po co zostawiono starą nazwę?
Igor - Może ktoś nie wiedział co ona oznaczała?
Asia - W menu dania jakie można uświadczyć to np. "białe myszki" z rozdziału przekąsek, "żur staropolski" z polewek, "przysmak góralski" z coś ze świnki, "odlot chińczyka" z coś z kurzynki, "wiedeński przysmak" z coś z wołowinki, "francuska podnieta" z coś z rybki, oraz "makaronowe Misz-Masz" z dań włoskich. (pisownia oryginalna)
Igor - Czyli mydło i powidło, kuchnie całego świata w wydaniu Starego Polesia. Trochę nas to zmartwiło, dlatego przy wyborze kierowaliśmy się jednak znanymi nam nazwami. Bez eksperymentów.
Asia - Po kilku minutach podszedł do nas kelner, tzn. człowiek z obsługi - ubrany w bluzę z kapturem, w dżinsach.
Igor - I zapytał czy chcę się czegoś napić. Wykręciłem się niezdecydowaniem i oddałem głos Asi.
Asia - Zaryzykowałam i zamówiłam "świnię w lesie" czyli polędwicę z pieczonymi pieczarkami, podawaną z ziemniaczkami i surówką. Do picia wziąłem herbatę, bo było dość zimno mimo włączonego kaloryfera.
Igor - A ja? Zamówiłem sobie "kobiecą nóżkę" czyli jedno udko kurczaka zapiekane z czosnkiem i cebulką, podawane z frytkami i surówką. Udko wedle zapewnień kelnera, miało być duże i abym się nie martwił że wyjdę głodny.
Asia - Ponieważ byliśmy bardzo głodni, poprosiliśmy także o jakieś przystawki. Dla mnie "pieczywo czosnkowe" z pieca.
Igor - A dla mnie na rozgrzanie "barszcz z krokietem".
Asia - Na zamówione przystawki nie czekaliśmy za długo.
Igor - No na dania główne też nie. Dokładniej mówiąc, kelner przyniósł je wszystkie jednocześnie (na dwa razy, w odstępie 45 sek.).
Asia - Moje pieczywo czosnkowe przypominało bardziej suchary - były co prawda ciepłe i posmarowane jakimś masłem, ale uważałam aby nie połamać sobie zębów.
Igor - Zgodnie z kolejnością, wziąłem najpierw zupkę. Barszcz był smaczny i bardzo gorący. Spróbowałem więc tylko krokieta i odstawiłem na bok, aby wziąć się za "nóżkę". Pasztecik był duży, niemal jak golonka. Prawdopodobnie spędził tyle samo czasu w piecu co tosty. Dla pieczywa było to za długo, dla krokiera nie - w środku był niestety jeszcze zimny.
Asia - Ja także odstawiłam przystawkę i zaczęłam próbować dania głównego. Ziemniaki były pocięte w plasterki i obsmażone, ale w smaku wyczuwalne było ich wcześniejsze ugotowanie. I było ich dużo. Bardzo dużo.
Igor - Obok sporawego udka, leżał kopiec frytek i trzy surówki. Dodatkowo mięsiwo zasypane było podsmażaną cebulką. Zacząłem próbowanie od surówek - jednej z lekkim posmakiem majonezu, drugą ewidentnie zrobioną z kiszonej kapusty, trzecia zaś z krojonej marchewki.
Asia - Ja żeby nie pozrzucać z talerza, musiałam najpierw pozjadać trochę surówek i ziemniaków i jeszcze odgarnąć ogromną ilość grzybów pod którymi było mięso. Mój talerz wręcz kipiał od ilości napakowanego jedzenia (ziemniaków i grzybów).
Igor - Moje danie także niemal wylewało się na stół. Tak trochę naćkano nam tego jedzenia, aż nie wiadomo jak się zabrać, aby nie pospadało. Dopiero po kilku kęsach dostrzegliśmy, że talerze na których podano nasze posiłki, to w rzeczywistości patery służące normalnie do podawania wędlin na przyjęciach.
Asia - Trochę trwało zanim dobrałam się do mięsa. Było bardzo gorące i soczyste, wysmażone... Zastanawiałem się tylko, czemu moja polędwica wyglądem, smakiem i konsystencją przypominała zwykły schab bez panierki.
Igor - Mój kurczak... jak ktoś czasem jeździ po Polsce, to z pewnością zatrzymywał się w przydrożnych barach. No to ten kurczak taki właśnie był. Skórka bez przypraw, trochę obsmażona. Samo mięso soczyste, ale trochę bez smaku. Mam podejrzenia że kawałek mięsa wrzucono na głęboki olej i w ten sposób go przygotowano.
Asia - W lokalu siedzieliśmy już tylko my i jakiś stały bywalec "na piwku". Z głośników nie leciała muzyka.
Igor - Ale tylko dlatego, że akurat w radiu przeprowadzano jakiś konkurs dla słuchaczy. Dzięki temu co chwila wysłuchiwaliśmy rozentuzjazmowanych młodych słuchaczy pozdrawiających swoich kolegów.
Asia - Wystrój? Misz masz stylowy: lustra z browarów, drewniane stoły, jakieś lampki, krata jak ogrodzenie niczym z cmentarza.
Igor - No i dramatyczny kibel. Nie, nie toaleta, kibel. Jak ktoś nie musi, to niech nie idzie! Śmierdzi, wszystko pourywane, lepiące się.
Asia - Kibel był faktycznie okrutny, ale pasował do całego lokalu.
Igor - Komu można go polecić? Poza osobom z sąsiedztwa, którzy z pewnością tu zaglądają, to jeśli tylko nie jest to dla was problem, polecam na imprezkę dla panów. Można się napić, najeść tłustych rzeczy idealnych pod mocne trunki.
Asia - Inne cele? Raczej mało romantycznie. Na spotkanie biznesowe odpada - wstyd straszliwy, a jedzenie jak w kiepskim barze.
Igor - No i jeszcze nasze wyjście. Normalnie się czeka na podejście kelnera po brudne naczynia. Ale najwyraźniej pan miał ciekawsze rzeczy na głowie. Bo oboje zdążyliśmy odwiedzić kibel, następnie ubrać się i podejść do baru.
Asia - Tam znów nikogo nie było. Po chwili pojawił się jakiś inny człowiek, który gdy dowiedział się po co podeszliśmy, zaczął krzyczeć na swojego kolegę na zapleczu.
Igor - Ważną sprawą była rozmowa telefoniczna, która zaraz przerwał i przyjął od nas wynagrodzenie. W sumie wyszło 51 zł.
Asia - I w zasadzie nie wiem za co. Za stertę ziemniaków, schabowego udającego polędwicę, sucharki, "swobodną" obsługę, "przyjemność" konsumpcji w rytmie przebojów dyskotekowych i koszmarne wrażenia estetyczne w kiblu. Czy aż tak nas nie lubicie, że wysłaliście nas do Iberii?
Igor - Też mnie zastanawiało, czy zwycięstwo w sondzie wynikało z niewiedzy czytelników, z ciekawości, z żartów czy złośliwości wobec nas. Wydatki:
Pieczywo czosnkowe 4 zł
Barszcz z krokietem 9 zł
Świnia w lesie 22,00 zł
Kobieca nóżka 13,00 zł
Herbata 3 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -4
jedzenie: -2
czas: +3
wystrój: -5
czystość: -4


Ogólna ocena:

Restauracja Iberia
ul. Kopernika 25
tel: 42 637 22 55


Wyświetl większą mapę

18 gru 2009

BUŁA - czerstwa


Asia - Było zimno, byłam głodna i do domu też było daleko.
Igor - Zaproponowałem Asi abyśmy weszli do BUŁY – baru/restauracji która jest na Narutowicza, blisko BUŁy (Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego).
Asia - Z daleka widać było, że lokal jest czyny i że są jeszcze wolne stoliki.
Igor - Podeszliśmy więc z nadzieją na jakiś ciepły i smaczny posiłek. Sporo ludzi w środku, sugerowało, że knajpa jest w porządku.
Asia - Podeszliśmy do drzwi i o mały włos nie połamałam nóg! Tuż przed drzwiami położone są płytki... przy odrobinie śniegu stały się wyjątkowo śliskie.
Igor - No cóż. Wejście z atrakcjami – ale zasadniczo mamy oceniać jedzenie. Wybraliśmy zatem stolik z dala od obecnych już w BULE palaczy, rozebraliśmy się i zaczęliśmy przeglądać menu.
Asia - Ja zdecydowałam się na pizzę (margarita) i herbatę...
Igor - Ja zaś na stek z frytkami i piwo. Podszedłem do baru złożyć zamówienie, przerwałem tym samym posiłek siedzącej za barem dziewczynie.
Asia - Igor musiał jednak poczekać, aż kelnerka ustali ze schowanym na zapleczu kucharzem, czy znajdzie się jakiś stek. Jakiś się znalazł.
Igor - Zapłaciłem i wróciłem. Ktoś miał nam nasze jedzenie przynieść do stolika.
Asia - Po chwili młoda dziewczyna przyniosła nam napoje.
Igor - My w tym czasie mieliśmy chwilę, aby rozejrzeć się po BULE i na spokojnie przeczytać menu.
Asia - Jak się okazało BUŁA to „grill pub & restaurant” a prócz tradycyjnych dań z grilla, shoarmy i pizzy mamy także szansę na dania kuchni polskiej (schabowy, mielony, pierogi).
Igor - Do wyboru także zupa pomidorowa czy barszcz (6-8 zł), risotto dla przykładu zaczyna się już od 12 zł, spaghetti zjemy za 15 zł.
Asia - W zasadzie ceny głównych dań oscylują wokół 15-25 zł. Ani specjalnie drogo, ani super tanio.
Igor - Menu samo w sobie jest złożoną, zalaminowaną kartką. Czyli w zasadzie w wszystko na miejscu.
Asia - Nie na miejscu niestety są palacze. W BULE jest jedna sala, a przez to, że lokal mianuje się także pubem, zaglądają tam osoby na zestaw „piwo + papieros”. Dość skutecznie zniechęca to do jedzenia.
Igor - Jak to w pubie, można pograć tutaj w rzutki czy poczytać prasę.
Asia - Nie zdążyłam jednak zatopić się w lekturze Dziennika Łódzkiego, bo pani przyniosła moją pizzę, a chwilę później stek Igora. Nim to się stało, odwiedziłam toaletę. To była szybka wizyta w dawno nie sprzątanym przybytku. Wróciłam, usiadłam i zaczęliśmy jeść.
Igor - Danie dostałem na dużym talerzu. Wyglądało fajnie i smacznie. Ale coś mi nie pasowało w mięsie... Wziąłem kęs, potem drugi... dla pewności poczęstowałem Asię swoim daniem i zapytałem o zdanie...
Asia - … no cóż, to co dostał Igor nie było stekiem a raczej karkówką.
Igor - To był karczek (mięso wieprzowe) zamiast steku (mięso wołowe)! Zarówno smak, konsystencja jak i wygląd mówiły, że to zdecydowanie inne mięso. Zdecydowanie tańsze mięso. Stek kosztował 28 zł, zaś zwykły karczek poniżej 20 zł. Dziwi mnie dodatkowo ten karczek a'la stek, zwłaszcza w sytuacji gdy podczas składania zamówienia kelnerka poszła do kuchni zapytać się czy steki jeszcze są... No ale ok, dałem się nabrać. Awantury robić mi się nie chciało, wolę opisać sytuację.
Asia - Na szczęście przy pizzy składającej się z ciasta, sosu i sera ciężko coś spitolić. Ale już przy samym sosie pomidorowym jest to o niebo łatwiejsze. Zwłaszcza, że BUŁA postawiła na prostą recepturę sosu do pizzy. Ketchup + oregano.
Igor - A ja wziąłem się za frytki, smażone na nieświeżym oleju. Dobrze, że chociaż miałem piwo do przepijania tego wszystkiego.
Asia - Coraz bardziej dokuczał nam smrodek dymu papierosowego dolatujący ze stolików obok.
Igor - Bez zbędnej zwłoki opuściliśmy więc BUŁĘ i ustaliśmy się w dalszy spacer.
Asia - Wyszliśmy najedzeni, ale nie usatysfakcjonowani. Lokal ten zapewnia wrażenie jedzeniowe na wyjątkowo przeciętnym poziomie.
Igor - Na minus działa dym papierosowy i słaba wentylacja, niski stosunek jakości jedzenia do jego ceny.
Asia - Na plus może lokalizacja dla studentów?
Igor - Bo to lokal raczej niskich lotów. Dla klientów nastawionych na piwo, a nie na jedzenie (piec do pizzy i grill były włączane dopiero po złożeniu zamówienia).
Asia - A skoro niskich lotów, to i polecać tej pijalki piwa, raczej nie ma sensu.
Igor - Tylko dla desperatów będących w okolicy.

Wydatki:
Stek 28,00 zł
Pizza 11,00 zł
Herbata 3,50 zł
Piwo (0,5l) 6,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -3
jedzenie: -2
czas: +2
wystrój: -2
czystość: -1


Ogólna ocena:

BUŁA - grill bar
ul. Narutowicza 99
tel. 42-6784414


Wyświetl większą mapę

31 sie 2009

Aktówka - jak w barze


Asia - Zarezerwowaliśmy sobie poniedziałek na wizytę w lokalu wybranym przez Was w ankiecie. Zarezerwowaliśmy sobie całe popołudnie na wizytę U Fabrykanta
Igor - W momencie rozpoczęcia remontu ul. Kilińskiego nie było łatwo się tam dostać, ale jakoś przedarliśmy się przez kilometrowe korki.
Asia - Ale tylko po to aby pocałować klamkę! Była 17:15... w pierwszej chwili pomyśleliśmy, że lokal jest po prostu czynny do 17, ale na drzwiach był wyraźny napis "do 18.00"
Igor - Do 18.00, tyle, że od wtorku do piątku!
Asia - Głodni, z perspektywą przedzierania się przez korki na Piłsudskiego ruszyliśmy w stronę Piotrkowskiej.
Igor - Trochę to trwało, ale gdy już dotarliśmy na Pietrynę, nie mogliśmy zdecydować się na miejsce. Tu byliśmy, tam nie bo są "w ankiecie", tutaj nie ma jedzenia, a tam to może innym razem. Tym sposobem dotarliśmy do numeru 15.
Asia - Znajduje się tam lokal o wdzięcznej nazwie "Aktówka".
Igor - Za względu na pogodę usiedliśmy w ogródku. Jednym z ostatnich przed dojściem do Manufaktury.
Asia - Nie wiem dlaczego, ale nazwa "Aktówka" skojarzyła mi się z aktami, takimi prawniczymi, teczkami...Dopiero gdy weszłam do środka zobaczyłam jak bardzo się myliłam. "Aktówka" tyczy się bowiem "aktów" i to bynajmniej nie teatralnych.
Igor - Zanim jednak Asia poszła do lokalu, do nas przyszła kelnerka z jedną kartą (drugą wzięliśmy sobie ze stolika obok).
Asia - I w menu też są akty.
Igor - Akt lejący czyli zupy, wodny - ryby, z młyna - pierogi, skrojony - sałatki, płaski - naleśniki (w wariancie na słodko aż 15 rodzajów!), jest także akt chmielowy (piwa) czy grupowy (drinki). Ceny przystępne do 13-15 zł za danie. Piwo 0,5l - 6 zł, a do godziny 16.00 można zjeść lunch za 14,50 zł.
Asia - Tak bardzo skupiłam się na nazwach działów, że szybciej przyszła kelnerka niż ja doczytałam do końca karty. Koniec końców wybrałam dwa naleśniki z pieczarkami, serem i wędliną z sosem grzybowym. Do picia woda.
Igor - Ja postanowiłem zjeść makaron rurki z sosem alla carbonara. Do tego coca-cola zero.
Asia - Gdy kelnerka poszła zaczęłam czytać dalej kartę...
Igor - ... ale kelnerka wróciła po chwili z informacją, że przeprasza, ale dopiero zaczęła zmianę i koledzy jej nie przekazali, że coca-coli zero nie ma. Poprosiłem więc o colę cherry, ale okazało się, że też nie ma. Poprosiłem więc o sprite.
Asia - Kiedy kelnerka już poszła - zajrzałam na dłużej do wnętrza Aktówki. Jest półmrok, na ścianach są kobiece akty. Stoły i krzesła są raczej nowoczesne, bardziej pasujące do kawiarni niż do restauracji.
Igor - Gdy Asia wróciła na stole leżały już podkładki i sztućce oraz stały napoje.
Asia - Na dania czekaliśmy kolejnych kilkanaście minut.
Igor - Ale w końcu się doczekaliśmy. Dania zostały przyniesione jednocześnie i od razu wylądowały na stole.
Asia - O moim daniu mogę powiedzieć, że było ciepłe. W smaku średnie - ot domowy naleśnik, bez soli, z nie do końca podgrzanym sosem (stężał).
Igor - Moje danie wyglądało jak w barze i takoż smakowało. Zjadłem, ale było bez rewelacji. Ot napełniłem żołądek i mogłem pójść dalej.
Asia - Kiedy już zjedliśmy miałam ochotę jak najszybciej wyjść - przeszkadzał mi hałas przejeżdżających samochodów - nie wiem czy to wina kostki w tym miejscu, ale auta zagłuszały rozmowę.
Igor - Komu można polecić ten lokal? Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia. Dla mnie jest taki trochę bez klimatu.

Wydatki:
Naleśniki 9,50 zł
Sos alla carbonara 14,90 zł
Woda 3,50 zł
Sprite 3,50 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -1
jedzenie: +1
czas: +2
wystrój: +2
czystość: +3


Ogólna ocena:

Aktówka rest zone
ul. Piotrkowska 15
tel. 042 630 12 55
www.aktowka.net

Wyświetl większą mapę

26 lip 2009

Dwie Dłonie - tylko na wynos


Asia - Ankieta "jaki lokal mamy odwiedzić w lipcu" jednoznacznie wskazała, że powinniśmy zajrzeć do "Dwóch Dłoni" - pierwszego w Polsce pubu dla osób migających (podaję za stroną www).
Igor - Wiele dobrego słyszałem o tym lokalu. A to że przyjazna obsługa, a to jedzenie słuszne, a to że nie ma tam nieprzyjemnych gości.
Asia - W niedzielne popołudnie zamieniliśmy więc tradycyjny obiad na menu w Dwóch Dłoniach (ul. Wólczańska 40/42).
Igor - Szedłem tam z ciekawością, jak tam jest i czy dogadam się nie migając.
Asia - Od wejścia słychać że lokal jest czynny. Z głośników wylewa się głośna muzyka i jest ogólnie gwarno - chociaż w innym znaczeniu niż w większości lokali. Kiedy my wchodziliśmy najgłośniejszą częścią DD była sala z bilardem.
Igor - W głównej sali gdzie stoi kilkanaście stolików, kilka było pozajmowanych. Niemniej wszyscy migali, a hałasu dodawała jedynie bardzo intensywna muzyka dochodząca z głośników. Wybraliśmy jeden ze stolików.
Asia - Usiedliśmy na chwilę i zorientowaliśmy się, że nikt do nas z menu nie podejdzie, więc Igor udał się do baru po karty dań.
Igor - Menu były włożone w specjalną kuwetę zamontowaną na środku dużej lady za którą stała barmanka. Wziąłem dwa egzemplarze i wróciłem do stolika.
Asia - Lektura zajęła nam trochę czasu - wybór pizzy jest ogromny, a dodatkowo w menu są informacje o promocjach, zasadach itp. Np za spożywanie produktów kupionych poza lokalem czeka nas kara 50 zł, a za dwa piwa mamy kolejkę na trambambuli.
Igor - Poza tym ciekawym zabiegiem dla laików, są "tłumaczenia" na język migowy. Dowiedzieć się można jest wymigać sałatki lub napoje.
Asia - Ale to także trzeba zrobić przy barze. Więc znów poszedł Igor.
Igor - No więc znów stałem i poszedłem zamówić jedzenie. Wybraliśmy zestaw taki, aby spróbować i się najeść.
Asia - Ja wybrałam pieczywo czosnkowe z serem i sałatkę meksykańską czyli kabanos, świeża papryka, czerwona fasola, cebula, chili, sos winny.
Igor - Ja zaś postawiłem na pizzę i to jaką! Wybrałem spośród wielu pizzę firmową, tzn. "Dwie Dłonie" w skład których wchodzi sos, 2x ser, pieczarki, 2x filet z kurczaka, papryka, cebula. W momencie składania składania zamówienia u barmanki, ujawniła się kelnerka. Dziewczyna siedząc na stołku barowym podpowiadała barmance jak przyjąć moje zamówienie.
Asia - Do tego wzięliśmy jeszcze napoje w postaci herbaty i piwa.
Igor - Gdy ja złożyłem zamówienie Asia wybyła do łazienki.
Asia - ... i weszłam tam mocno zaskoczona. Toaleta (unisex) wygląda jak w średniej klasy dyskotece - odrapane drzwi, metalowe sprzęty, napisy na ścianach. Dodatkowo pisuar jest tak ustawiony, że wychodząc z kabiny mogę się natknąć na męskie pośladki.
Igor - Podczas nieobecności Asi obserwowałem psiaka kręcącego się po podłodze lokalu. Wyglądał na stałego bywalca.
Asia - Ja zaś wracając zauważyłam, że na barze stoją już nasze napoje, więc idąc zgarnęłam je na stolik. Przed Igorem postawiłam szklankę z piwem a przed sobą szklankę (taką z uchem) z herbatą. Do tego cukier w domowej cukiernice.
Igor - Na nasze dania musieliśmy nieco poczekać. W tym czasie słuchaliśmy coraz bardziej dudniącej muzyki - męcząca jak na lokal gdzie przychodzi się jeść, dobra jak na wieczorną imprezę w sobotę.
Asia - Rozglądając się za siebie, spostrzegłam że na lustrze za naszymi plecami widać zacieki i kurz. Za dużo kurzu!
Igor - Jak już wspominałem, w lokalu byli także inni klienci - migali między sobą cały czas. Widać że to stali klienci, bo co jakiś czas zagadali do kelnerki, a to do kucharza wychodzącego co jakiś czas z kuchni, a to do człowieka który sprawiał wrażenie właściciela.
Asia - Powinniśmy słowo jeszcze napisać o wystroju jako takim. Na środku sali jest duża lustrzana kolumna, na ścianach są ciekawe, czarno-białe zdjęcia, na podłodze zwykłe płytki. Ciekawie jest za to nad barem, gdzie wykorzystany jest ten sam element co w menu, to znaczy ręce ułożone w kolejnych literach PJM (polskiego języka migowego). Taki trochę matrix, tyle, że z rąk.
Igor - Na ścianie obok wejścia jest zaś ściana ogłoszeń - znajdziemy tam dyplomy, nagrody i wyróżnienia jakie otrzymały Dwie Dłonie, informacje o promocjach, imprezach itp.
Asia - To właśnie z tej tablicy dowiedzieliśmy się, że ten lokal to "disco", "pub" i "pizza".
Igor - Wspominałem o dziewczynie która stwarzała wrażenie kelnerki? No więc okazało się, że była to kelnerka dla innych klientów, dla nas była samoobsługa. Szkoda tylko, że nie przez cały czas. Bo tak jak na początku dziwiłem się, że dziewczyna obsługuje innych a nie nas, tak w momencie kiedy zobaczyłem jak tarmosi się i nosi na rękach wspomnianego psa, stwierdziłem że wolę swoje danie przynieść samemu.
Asia - I kiedy Igor to powiedział, na rogu lady kucharz postawił nasze dania. Niestety, wówczas kelnerka się uaktywniła i tymi rękoma, którymi przed chwilą głaskała psa, wzięła nasze dania.
Igor - Po co ja się patrzyłem w tamtym kierunku? Po co ja widziałem, które kawałki pizzy wystające poza obręb talerza dotykały jej brudnych rąk?
Asia - Byliśmy w ciężkim szoku... Kelnerka po prostu przerwała zabawę z psem i podała nam nasze dania, na dodatek podeszła, postawiła i poszła sobie - bez słowa. Chociaż była to kelnerka mówiąca i migająca.
Igor - W jeszcze większe osłupienie wprawił nas kucharz, który po skończeniu wydawania dań wyszedł sobie przed bar na papieroska. Mam nadzieję, że chociaż on mył ręce...
Asia - Powoli staraliśmy się zacząć jeść. Ale tutaj kolejne zaskoczenie - moja sałatka była podana na miseczce z bambusa. Nie mam nic do takich naczyń, ale nie wiem jak zachowują się w zmywarce i czy po prostu da się je domyć po sosie, pomidorach itp.
Igor - Pierwszy kęs pizzy - niebo w gębie, co jak co ale jedzenie chociaż pyszne. Wszystko pachnące, delikatnie ciągnący się ser, pieczarki podsuszone dzięki czemu całość nie pływała na cieście, no i kurczaka faktycznie nie żałowali. Wziąłem dużą pizze, ale tak naprawdę to było tak wielkie niczym podwójna porcja. I do tego jaka pyszna.
Asia - Moja sałatka była sałatką. Nie powalała smakiem. Była dobra. Poprawna. Dość ostra, trochę chrupiąca. Ciekawe połączenie składników. Lepsze wrażenie robiło pieczywo czosnkowe - z prawdziwym wyciskanym czosnkiem i dużą ilością startego sera.
Igor - Kiedy doszedłem do 3/4 pizzy uzmysłowiłem sobie na czym polegał mój błąd - zamówiłem dużą pizzę na miejscu. Gdybym zamówił na wynos, z dostawą do domu to - mógłbym odłożyć resztę pysznej pizzy i odgrzać później, nie musiałbym wysłuchiwać dudniącej muzyki i nie musiałbym patrzeć na brud panujący w lokalu.
Asia - Tak, to słuszne spostrzeżenie. Pomogłam Igorowi trochę w jego pizzy i potwierdzam - była świetna. Ale niestety, ogólne wrażenie jakie zrobił na mnie lokal nie potwierdza obiegowej pozytywnej opinii o Dwóch Dłoniach.
Igor - Więc dla kogo jest to lokal? Z pewnością dobrze czują się w nim osoby głuchonieme - mogą bez problemu dogadać się z obsługą. Także fani darta, bilarda i trambambuli znajdą tu dla siebie miejsce. Być może imprezy są tu udane - repertuar mają.
Asia - Miejsce na randkę? Raczej nie. Spotkanie biznesowe - zdecydowanie nie. Jeśli już to wypad większą ekipą na piwo. A najlepiej to po prostu impreza w domu z dostawą pizzy z Dwóch Dłoni.

Wydatki:
Pieczywo czosnkowe z serem 7,00 zł
Sałatka meksykańska 12,00 zł
Pizza Dwie Dłonie (wielka) 28,50 zł
Piwo (ceny niestety nie pamiętamy, a rachunku nam nie dano)
Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -4
jedzenie: +4
czas: +3
wystrój: +2
czystość: -3


Ogólna ocena:

Dwie Dłonie
Łódź, ul. Wólczańska 40/42
tel. 042 630 10 05
www.dwiedlonie.pl



Wyświetl większą mapę

11 lip 2009

Portobello - nie udawaj włocha


Asia - Sobotnie popołudnie spędziliśmy w centrum miasta. Ponieważ zbliżał się wieczór postanowiliśmy zjeść na mieście, a ponieważ nie byliśmy pewni czy Ciepłe Kluchy, które mieliśmy odwiedzić jeszcze w czerwcu, są w sobotę otwarte, poszliśmy na plac Komuny Paryskiej do "Pub & Restaurant Portobello" na włoską kuchnię.
Igor - Byliśmy głodni, więc wiedzieliśmy, że musimy zacząć od przystawki.
Asia - Najpierw jednak wybraliśmy stolik - było to trudne, bo większość stolików w sobotni wieczór była pusta.
Igor - Zdziwiły nas te pustki, jak się potem okazało aż do naszego wyjścia byliśmy jednymi z nielicznych klientów.
Asia - Usiedliśmy z boku sali, i w kilka chwil potem podeszła do nas kelnerka podając karty dań.
Igor - A w nich risotto, dania kuchni włoskiej, dania mięsne, ryby, pizze. Także włoskie desery i przekąski - np. bułeczki własnej produkcji.
Asia - My jednak zdecydowaliśmy się na grzanki - apetyczne i z pomidorami.
Igor - Jako danie główne wybrałem tortellini z szynką w sosie śmietanowym, do tego colę.
Asia - Ja, upewniwszy się, że w razie czego Igor mi pomoże, wzięłam pizzę parmeńską i herbatę.
Igor - W menu są jednak takie dania jak polędwica z zielonym pieprzem, eskalopki w sosie cytrynowym, pierś z kurczaka w curry czy omlet z szynką.
Asia - "Dla miłośników kuchni włoskiej" kilka dań o włosko brzmiących nazwach. Opisy, trzeba przyznać, brzmiały smakowicie. Nie brakuje także kilku wariantów spaghetti.
Igor - Ale nie brakuje także sałatki greckiej (sic!) czy schabowego.
Asia - Na każdej stronie menu jest informacja, że czas oczekiwania na każde danie to 20 minut.
Igor - Już na pierwszy rzut oka widać, że Portobello to lokal nie dla studenta. Ceny przystawek na przykład wahają się od 8 do 38 zł (półmisek przysmaków włoskich). Piwo to wydatek 8 zł (zarówno za piwo z kija jak i butelki).
Asia - Kiedy już przewertowaliśmy menu podeszła kelnerka, przyjęła od nas zamówienie i po kilki chwilach wróciła z obrusem w kratę, sztućcami, materiałowymi serwetami i napojami.
Igor - Asia dostała imbryczek z wodą i herbatę a ja szklankę coli.
Asia - Po około 10 minutach kelnerka przyniosła nasze przystawki. Każde z nas otrzymało okrągły talerz z dwoma kromkami opieczonego pieczywa (nie tostowego, tylko takiego normalnego). Ja miałam na tym chlebie górę posiekanych, zimnych pomidorów ze skórką, mało było sera, a jeszcze mniej anchovies (anszua). Ot dwie opieczone kromki, z pomidorami. W połowie jedzenia całość już była zimna. Z całego dania powalała cena - 8 i 12 zł za takie coś.
Igor - Ja cały czas zastanawiałem się dla kogo jest to lokal. Z jednej strony obrus - położony na stole jak już zamówiliśmy jedzenie, z drugiej ceny - zupełnie nie jak w pubie i przestrzeń lokalu - jak na wielką imprezę. Siedząc w jednym końcu widzieliśmy co robią panie w kuchni, po przeciwległej stronie. Ni to pub, ni to restauracja, ni klub.
Asia - I do tego wystrój... W oknach kolorowe wyklejanki, drewniane podłogi, dużo stolików i ław; długi, drewniany bar ze sporym wyborem alkoholi.
Igor - Knajpa zrobiona w dyskotece.
Asia - Ponieważ przystawki skończyliśmy, udałam się do łazienki. Teraz już nie miałam wątpliwości, że jestem w jakimś klubie. I to takim, który swoje lata świetności ma za sobą.
Igor - Gdy Asia wróciła, kelnerka zabrała nasze naczynia, i po niedługim czasie przyniosła nasze dania główne.
Asia - Ja dostałam na talerzu od pizzy płaską pizzę, bez rantów, pokrytą kilkoma plastrami szynki parmeńskiej. Szkoda, że nóż był tępy, a kucharz nie pokroił parmeńskiej na mniejsze kawałki. Po podgrzaniu nie dało już się tego zrobić. Biorąc gryza pizzy, musiałam ściągać cały plaster wędliny. I do pizzy nie było sosu, tylko ew. oliwa, która została na stole od czasu przystawki.
Igor - Przede mną stanął duży, głęboki talerz wypełniony... uszkami, do tego trochę sosu. Jadłem, ale bez zachwytu. Jadałem już tortellini, ale to co dostałem w Portobello smakowało jak uszka z marketu. Poza tym porcja średniej wielkości. Z chęcią więc pomogłem Asi z jej pizzą.
Asia - Zjeść, zjadłam. Jak we Włoszech się nie poczułam. Za te pieniądze to wrażenie kiepskie. Na koniec jeszcze nie mogliśmy wyjść, bo naszą kelnerkę wcięło.
Igor - Kiedy odnalazła się po jakichś 15 minutach poprosiliśmy rachunek, zapłaciliśmy i nadal nie wiedząc jakiego typu to lokal, wyszliśmy.
Asia - Portobello-pub: dużo miejsc, sporo alkoholi, wysokie ceny. Portobello-restauracja: spory wybór dań, wysokie ceny. Portobello-dyskoteka: dużo miejsca, sporo alkoholi.
Igor - Jeśli komuś takie pomieszanie z poplątaniem odpowiada to OK. Nam nie musi.

Wydatki:
Grzanki apetyczne 12,00 zł
Grzanki z pomidorami 8,00 zł
Pizza parmeńska 23,00 zł
Tortellini z szynką w sosie śmietanowym 24,00 zł
Coca-cola 3,50 zł
Herbata 5,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +3
jedzenie: +2
czas: +2
wystrój: -3
czystość: +1


Ogólna ocena:

Portobello
Łódź, Plac Komuny Paryskiej 6A
tel. 042 639 77 90
www.portobello.com.pl



Wyświetl większą mapę

10 mar 2009

Irish Pub - irlandzka nie tylko nazwa


Igor - Dzień Świętego Patryka już 17 marca. Postanowiliśmy więc sprawdzić gdzie warto się bawić w tym roku.
Asia - Poszukaliśmy w sieci, co najbardziej pasuje pod irlandzki klimat w Łodzi.
Igor - Wyszło nam, że powinniśmy udać się do Dublin Pub lub Irish Pub.
Asia - Mieliśmy nawet szalony pomysł, aby każde z nas poszło do innego pubu w tym samym czasie. Ale zrezygnowaliśmy i poszliśmy razem do Dublin Pub.
Igor - Sprawdziliśmy w internecie, że tam coś serwują. Co? Nie udało nam się stwierdzić, gdyż wyszliśmy po 15 minutach oczekiwania przy stoliku na kogokolwiek z obsługi. Lokal był z lekka pusty, więc nie można ich wytłumaczyć nadmiernym ruchem.
Asia - Wstaliśmy i poszliśmy Piotrkowską do drugiego wybranego przez nas irlandzkiego miejsca w Łodzi.
Igor - Irish Pub znajduje się w bramie, jednego z najsławniejszych adresów naszego deptaka - we frontowej kamienicy znajduje się studencki klub Siódemki.
Asia - Latem całe podwórko zajęte jest przez ogródek. Zimą zostają tylko podesty i iglaki. Do Irish Pubu wchodzi się przez drewnianą przybudówkę.
Igor - Od progu widać bar i kilka stolików. Wydawać by się mogło, że lokal jest mały, jednak po zejściu do piwnicy odkrywamy kolejne pomieszczenia.
Asia - My jednak zdecydowaliśmy się zostać na poziomie 0. Gdy tylko usiedliśmy podszedł do nas kelner.
Igor - Kelner, który jest jednocześnie barmanem. Poczekał aż zdjęliśmy płaszcze i podał nam menu.
Asia - I w tym momencie odczuliśmy minus wybrania stolika na górze. Brak jasnego światła lub chociaż zapalonej świeczki spowodował, że dania wybieraliśmy troszkę po omacku (dosłownie).
Igor - Nad moją głową była lampka, ale bez żarówki. Na stole stał mały świecznik, ale świeczka w nim wypaliła się dawno przed naszym przyjściem. Suma summarum było ciemno, wręcz półmrok. Musiałem się nieźle nagimnastykować, aby skorzystać z resztek światła dobiegających z baru. Dodatkowych atrakcji dostarczał mi kiwający się fotel, z niepewną jedną z nóżek, gwarantował on mi że z pewnością bym nie zasnął.
Asia - Na szczęście poradziliśmy sobie... Ja zdecydowałam się na penne z suszonymi pomidorami i bryndzą.
Igor - Ja wybrałem Sheperd's Pie, czyli zapiekankę z polędwicy wołowej i ziemniaków podaną z ostrą musztardą. Na wszelki wypadek zapytałem jednak kelnera jak ostra jest ta musztarda - od tego zależało bowiem czy już teraz wybiorę coś do picia, czy dopiero później.
Asia - Ze względu na zimową aurę zdecydowałam się dodatkowo na herbatę. Kelner zapytał jaką... poprosiłam aby doradził jakiś smak, który będzie względnie pasował do wybranego przeze mnie dania. Stanęło na earl gray. Co ciekawe cena z paragonu różni się od tej na stronie www.
Igor - Taaa herbata pasująca do penne? No nic, ja poszedłem do toalety. Znajduje się ona w piwnicy, do której schodzi się po schodach. Tak więc osoby mające problemy w poruszaniu się - wybierajcie inne lokale. Toaleta urzekła mnie... zapachem! Tak pięknie pachnącej toalety już dawno nie odwiedzałem. Mieszanka korzennych zapachów unosząca się ze świecznika, plus pachnidełko rozpryskiwane przez dozownik i intensywnie pachnące kostki w pisuarach. Mieszanka może wydawać się zabójcza, a jednak nie jest. W łazience znajduje się automatyczny podajnik mydła i równie automatyczny, działający na fotokomórkę, podajnik papieru.
Asia - To ja dodam tylko jeszcze, że w damskiej toalecie jest dodatkowo podajnik kremu do rąk. Chwilę po tym jak Igor wrócił, kelner przyszedł ze sztućcami oraz herbatą.
Igor - Usiadłem i czekałem na zamówienie. Oglądając wnętrze - na ścianach obrazki, jednak w zumie to nic szczególnego nie przykuło naszej uwagi. No może poza palącym się płomieniem na podwórku. W menu było podane, że można czekać do pół godziny. I w sumie nie tak długo czekaliśmy. Kelner przyszedł i postawił przed nami nasze dania.
Asia - Początkowo myślałam, że się nie zmieszczą na naszym stoliczku. Mój makaron był bowiem podany na ogromnym kwadratowym talerzu. Całość wyglądała na niezbyt duże danie.
Igor - Natomiast moje danie, podane było na talerzu przypominającym żeliwna patelenkę, też sporawych rozmiarów.
Asia - Penne (czyli makaron rurki) polane było gęstym serowym sosem, o ciekawym smaku. Do tego kawałki pomidorów.
Igor - Natomiast moje "ciasto Sheperda" pachniało wyśmienicie. Z góry widać było tylko pierzynkę z tłuczonych ziemniaków. Były tak delikatne, że można to bardziej nazwać pure. Pod spodem znajdowało się ciekawe w smaku, mielone i smażone mięso polędwicy wołowej. A gdzie ta musztarda? W oddzielnym pojemniczku, do smaku.
Asia - Całość dania sycąca, smaczna, ale jakoś nie powalająca. Pozwalająca się najeść. I co ważne po zjedzeniu nie czułam się przejedzona. Dobre danie na lunch jak i na lekką kolację.
Igor - Moje danie było pyszne. Puszyste ziemniaki, a pod nimi ciepłe i soczyste mięso. Od góry posmarowałem ziemniaczaną pierzynkę musztardą. Nie wiem dlaczego opisali ją jako ostrą, bo ja bym ją ocenił jako średnią. Z całego dania zostawiłem tylko listki bazylii, którymi udekorowano Sheperd's Pie.
Asia - Dosłownie w kilka sekund po tym jak odłożyłam sztućce, przy stole pojawił się kelner i zabrał talerze.
Igor - Dobrze, że odłożyłem sobie z boczku menu, bo dzięki temu mogłem jeszcze do niego zajrzeć.
Asia - Ponieważ miło się siedziało w Irish Pub, a gości nie było zbyt dużo postanowiliśmy wybrać jeszcze jakiś deser. W zasadzie desery wybierał Igor. Dla mnie Creme Brulee, a dla siebie gruszkę z czekoladą.
Igor - W tym czasie przy barze zaczęli zasiadać kolejni goście. Zrobiła się ciekawa atmosfera, bo byliśmy w (przynajmniej z nazwy) irlandzkim pubie, a przy barze siedzieli jegomoście posługujący się wyspiarskim językiem.
Asia - Kelner gawędząc od czasu do czasu z gośćmi przy barze nie zapominał jednak o nas. Chwilę po złożeniu zamówienia na desery otrzymaliśmy sztućce.
Igor - Z pubowej atmosfery wytrącił mnie nagle dźwięk dzwoniącego telefonu... Dzwonił telefon przy barze. Nasz kelner po podniesieniu słuchawki powiedział tylko: "idę" i zniknął na dole. Tym oto sposobem dowiedzieliśmy się jak kuchnia powiadamia o gotowych daniach.
Asia - Kelner przyszedł po chwili z dwoma talerzami - tym razem duży, kwadratowy był dla Igora, a dla mnie miseczka z francuskim deserem.
Igor - Szczerze powiedziawszy, to spodziewałem się nieco więcej niż jednej małej gałeczki lodów, gruszki i talerza finezyjnie oblanego czekoladą w płynie.
Asia - Ja zaś z nadzieją chwyciłam łyżeczkę i delikatnie przebiłam skorupkę karmelu. Miłe dla ucha "trach" i już mogłam skosztować tego słodkiego deseru... No właśnie... słodkiego. Tutejszy deser nie był specjalnie słodki, konsystencja była budyniowa a posmak lekko przypalony. Z minuty na minutę jadłam coraz wolniej.
Igor - Szybko zjadłem moją ciepłą gruszkę. Równie szybko zniknęła gałeczka lodów. Na sam koniec "bawiłem" się w nakładanie sosu czekoladowego na widelczyk.
Asia - Kelner podchodząc kolejny raz do naszego stolika zapytał czy nam smakowało. Troszkę skłamaliśmy, że tak i poprosiliśmy o rachunek.
Igor - Sławek (imię z paragonu) podał go mnie.
Asia - Ale ponieważ 10 marca to (ponoć) Dzień Mężczyzny, wiec płaciłam ja. Już miałam podnieść się i podejść do baru, gdy obok stanął kelner z przenośnym terminalem. Transakcja przebiegła więc szybko i bezproblemowo.
Igor - Z pewnością Irish Pub, ze względu na ceny nie jest dla każdego. Choćby cena herbaty, którą zamówiła Asia (8 zł), pokazuje, że wypad do tego lokalu nie będzie tani.
Asia - Także ceny dań, oscylujące dookoła 40 zł nie zachęcają o częstego stołowania się. Choć Irish ma promocję: od 15 do 18 wybrane dania można kupić 50% taniej. Dla tych którzy jadają lunche na mieście to może być ciekawa propozycja w znośnej cenie.
Igor - Poszliśmy tam, aby zaproponować Wam coś na 17 marca - dzień Św. Patryka, patrona Irlandii. W Irish Pubie można liczyć na irlandzki klimat (także ceny), irlandzkie piwo i koncert, zaś w Dublin Pubie.... widzieliśmy plakaty reklamujące imprezę we wtorek i zachęcające do spróbowania zielonego piwa.
Asia - Wybór należy do Was. Liczymy, że prztestuJecie oba lokale w dniu zielonego święta i podzielicie się swoimi opiniami.

Wydatki:
Penne z bryndzą 19,00 zł
Sheperd's Pie 38,00 zł
Creme Brulee 15,00 zł
Gruszka z czekoladą 15,00 zł
Herbata 8,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +4
jedzenie: +4
czas: +5
wystrój: +3
czystość: +5


Ogólna ocena:

Irish Pub
Łódź, ul. Piotrkowska 77
042-632 48 76
www.irishpub.pl



Wyświetl większą mapę

6 lut 2008

Habibi - arabska hybryda


Igor - Już jakiś czas temu wymyśliliśmy sobie, że udamy się do Habibi. Jest to lokal utrzymany w klimacie arabskim.
Asia - W wycieczce do tego lokalu utwierdziły nas wyniki ankiety, która była dostępna na tym blogu po prawej stronie przez cały styczeń (pytaliśmy jaki lokal mamy "przetestować" w lutym).
Igor - Klub jest piętrowy. Na dole zaraz przy wejściu jest bar, kilka stolików z klimatycznymi poduchami, didżejka i parkiet. No bo Habibi to taka hybryda - dyskoteki, restauracji, pubu i szisza baru.
Asia - Ja nie nazwałabym parkietem powierzchni 2x3m, ale niech będzie ;-) widziałam tam kilka razy pląsające tancerki brzucha.
Igor - Tak czy inaczej wolę miejsca wyraziste, a nie wszystko w jednym. Kiedyś z Asią byliśmy w Habibi zapalić sziszę, innym razem poszliśmy i widzieliśmy jak rozkręca się impreza w rytmach arabskich. Z braku czasu niestety, ale musieliśmy wyjść i już w całej zabawie nie uczestniczyliśmy. Za oboma razami słyszeliśmy, że Habibi przymierza się do otwarcia kuchni, tak więc do znanego nam szisza baru, arabskiej dyskoteki miało dojść jeszcze jedno oblicze klubu - kulinarne.
Asia - Wybraliśmy się tam w środku tygodnia i zajęliśmy miejsca na parterze, na wygodnych jak mniemaliśmy poduchach. Niestety, poduchy do jedzenia okazały się średnio komfortowe. Usiedliśmy i rozpoczęło się oczekiwanie...
Igor - Byłem bardzo głodny, więc nie mogąc się już doczekać na kelnera, sam poszedłem do baru po menu. Wziąłem oba - kartę napojów, oraz kartę dań. Z obsługi był wówczas tylko barman, ale jakoś niewzruszenie reagował na moje "samowolki".
Asia - Też byłam głodna, a że nie miałam siły na pichcenie - chciałam zjeść coś mięsnego i chrupiącego. Stanęło na sałatce caesar tj. na siekanej sałacie rzymskiej z cienkimi płatkami sera parmezan oaz kawałkami grillowanego kurczaka, grzankami i dressingiem. Wieczorna godzina spowodowała także, że skusiłam się na kawę po turecku.
Igor - Ja przeglądając kartę dań, zatrzymałem się na stronie gdzie były potrawy z mięsa. Jako, że żadna z nazw nie wydała mi się wystarczająco zachęcająca, postawiłem na "specjalność szefa kuchni" - czyli grillowaną cielęcinę z cebulą i pomidorami, doprawioną kompozycją przypraw arabskich.
Asia - Wybraliśmy dania i nadal czekaliśmy na kelera lub barmana... Po dłuższej chwili zjawił się barman i przyjął nasze zamówienia. Ja poprosiłam także o mleko do arabskiej kawy (tak, wiem to profanacja).
Igor - Przy daniach mięsnych jest podane, że do każdego podawana jest porcja frytek, podsmażanych ziemniaczków lub ryżu. Przyjmujący zamówienie chyba jednak zapomniał, że wyboru dokonuje klient, a nie on sam. Jako że, nie do końca sam byłem zdecydowany, stwierdziłem że nie będę się dopominał i z przyjemnością zjem, co wylosuję.
Asia - I barmana znów wcięło. Skorzystałam dzięki temu z toalety - na szczęście wiedziałam gdzie jest, bo nie jest oznaczona i wygląda jak wejście na zaplecze.
Igor - Mijało już chyba pół godziny od wejścia nas do lokalu. Żeby już nie myśleć o ssącym mnie z głodu żołądku, postanowiłem nieco pooglądać wystrój Habibi. Widać, że ktoś miał pomysł na ten lokal. Detali jest od groma - od mozaiek na ścianach, zdobionych poduchach, bibelotów bliskowchodnich poprzytwierdzanych do ścian, aż na zdobionych żyrandolach kończąc. Tylko to światełko z tych lampidełek jakieś marne, zdecydowanie bardziej pasujące do nocnego klubu - pubu, ale nie miejsca gdzie się je i chciałoby się widzieć co podano na talerzu.
Asia - Wróćmy jednak do jedzenia... Po już na prawdę długim czasie barman przyniósł dla nas sztućce i moją kawę, a po kilku chwilach nasze dania. Przede mną stanęła wielka miska pełna sałatki - wyglądała pysznie, więc szybko zabrałam się do konsumpcji - najpierw ciepłego tosta (jednego z dwóch).
Igor - Ja za to otrzymałem kwadratowy talerz, na którym widniały dwa kawałki mięsa, obok jakieś warzywka i "dolosowany" kopczyk ryżu.
Asia - Jakież było moje zdziwienie gdy w ustach poczułam fetę. Otworzyłam szerzej oczy, porównałam składniki z talerza z tym co było zapisane w menu i okazało się, że otrzymałam sałatkę grecką. Zawahałam się czy powiedzieć o tym barmanowi, ale miałam taką ochotę na mięso, że poszłam reklamować swoje danie. Na szczęście pan stwierdził, że faktycznie zamawiałam inną sałatkę (no patrzcie!), przeprosił za błąd kucharza i powiedział, że zaraz dostanę właściwą.
Igor - Mój ryż jak ryż, smaczny, nie za twardy i nie za miękki. Podany wraz z pospolitymi w innych "pseudoarabskich" knajpach, kawałeczkami kluseczek. No i tak ciepły, że buchała z niego para. Tak ciepły, że mogłem sobie na nim położyć mięso, dzięki czemu było choć ciut cieplejsze. Niemniej kompozycja arabskich przypraw była wyczuwalna, ładnie pachniało. Surówka za to podana z ogromną ilością pietruszki. Było jej tyle, że w pierwszej chwili miałem wrażenie, że podano mi jakieś danie rybne :-)
Asia - Gdy Igor był w połowie swojego dania, dla mnie została przyniesiona właściwa sałatka. Ponownie się zdzwiłam gdy zobaczyłam, że obok sałatki leży kawałek tosta... ten, którego nie zdążyłam zjeść z sałatki greckiej. Nie szkodzi, że był zimny... ze zjedzeniem swojej porcji i tak musiałam poczekać na Igora, swój widelec oddałam bowiem z pierwszą sałatką, lecz nie dostałam nowego.
Igor - Godzina 18 już minęła, a w klubie pojawiło sie więcej obsługi. Za barem pojawił się jeszcze jeden barman, plus dwóch kelnerów. Może gdybyśmy przyszli nieco później, zostalibyśmy obsłużeni nieco lepiej. Nie mam tu jednak pretensji do barmana, był miły i sympatyczny, być może jako barman jest świetny. Jednak gdy przyszedł czas na płacenie, ja znów musiałem wstać i samemu przy barze zaproponować płatność za rachunek. Całe szczęście w Habibi można płacić kartą... i tu niestety kolejny minus - kiedy podpisałem wydruk, w zamian otrzymałem, od razu bez sprawdzenia, moją kartę. Czułbym się nieco bardziej bezpiecznie, gdyby jednak barman sprawdził zgodność podpisów na karcie i rachunku.
Asia - W sumie wyszłam najedzona - może nie jakoś rewelacyjnie i nie bez ssania żołądka spowodowanego długim oczekiwaniem na danie. Stwierdzam, że Habibi to pub w którym można coś przekąsić, a nie restauracja.
Igor - Ogólnie, to tego wieczoru byłbym w stanie jeszcze zamówić sziszę, miałem ochotę taką zapalić. Jednak po przejściach w zamawianiu jedzenia, odeszła mnie już ochota na spędzenie kolejnej godziny w Habibi. Tym bardziej, że wraz z przybyciem kolejnych osób z obsługi, dotychczasowe miejsce spokojne i do relaksu, zmieniło się w dyskotekę - muzyczka bardzo głośno, nieco za głośno jak na relaksik przy sziszy.
Asia - Ceny w menu też są raczej dyskotekowe, za 40 ml finlandii smakowej płaci się 12 zł, duży żywiec (z beczki) jest za 8 zł, heinneken 0,3 (butelka) też za 8 zł. Szisza kosztuje 20 zł za jednorazowe palenie. Można też zamówić sziszę z alkoholem (trunki dolewane są do dolnej części fajki wodnej i swoim aromatem wzbogacają aromat palonego tytoniu) 27 zł kosztuje szisza z winem, 28 zł z wódką a 35 zł z whiskey.

Wydatki:
Sałatka Caezar 16,00 zł
Lahme del garra (grillowana cielęcina) 25,00 zł
Kawa z kardamonem 5,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +2
jedzenie: +2
czas: +1
wystrój: +5
czystość: +5

Ogólna ocena:

Habibi
Łódź, Manufaktura
www.habibiclub.pl
tel 042-630 21 29

Wyświetl większą mapę

25 paź 2007

Fresh & Chili - no fresh & no chillout


Asia - Dawno nie byliśmy w żadnej knajpie, więc tak przed weekendem postanowiliśmy zjeść gdzieś na mieście.
Igor - Kilka razy słyszałem dobre opinie na temat Fresh & Chili, więc stwierdziłem, że dziś możemy pójść właśnie tam.
Asia - Od wejścia knajpa wygląda na modną, gdyż z trudem udało nam się znaleźć wolny stolik – prawie na samym końcu sali, prawie w przejściu, prawie tuż przed kuchnią.
Igor - Fresh & Chili to wg nazwy „pub & restauracja”, i mam wrażenie, że my siedzieliśmy na tym „&”. Przy czym część pubowa wygląda faktycznie na pub, ale niestety część restauracyjna przypomina stołówkę.
Asia - Zaraz po tym jak zajęliśmy miejsca, na stole pojawiły się menu. Niestety ciężko powiedzieć, że zostały przyniesione, gdyż kelnerka rzuciła je nam w przelocie przez salę.
Igor - Ja mniej więcej wiedziałem co chcę zamówić gdyż skusiło mnie wiszące na zewnątrz ogromne menu. Wybrałem szysz taouk na sposób libański czyli „polędwiczki z kurczaka z grilla, surówka i ryż/frytki/ziemniaczki”, głównym powodem zamówienia tego dania był przymiotnik „libański” - liczyłem na coś orientalnego.
Asia - Dopiero teraz (pisząc notatkę) zauważyłam co Ty jadłeś! Byłam przekonana, że na talerzu miałeś piersi z kurczaka... Ciekawe gdzie hodują kurczaki, które mają polędwiczki (i gdzie niby kurczak ma polędwiczki???). Ja miałam ochotę coś pochrupać, więc zamówiłam koftę z bakłażanem to znaczy „mięso cielęce, bakłażan, ziemniaki, pomidor, cebula, ser, ryż, surówka”. Jak się niedługo potem okazało, nie pochrupałm sobie bo całość była zapiekana...
Igor - Wśród napojów znalazłem ciekawą pozycję Ayran czyli jogurt naturalny z miętą i czosnkiem. Ponieważ pogoda nie jest upalna, postanowiliśmy wzmocnić się tym trunkiem.
Asia - Jak zwykle w takiej knajpie skorzystałam z okazji aby obejrzeć toaletę. Tutaj należy im się plus. Czysto, pachnąco, z zapasem mydła i papieru. Szkoda tylko że włącznik światła jest na zewnątrz i w każdej chwili mogą zapaść krępujące ciemności.
Igor - Korzystając z nieobecności Asi obserwowałem sobie kelnerki. Jednak patrząc na dziewczyny w t-shirtach i zwykłych, czarnych spodniach dresowych stwierdziłam, że ciekawiej będzie obserwować wnętrze lokalu. Widać, że w jego przygotowanie włożono wiele wysiłków i starań. Na ścianach wiszą bliskowschodnie pamiątki, w niektórych miejscach stoją szisze. Całość oświetlają charakterystyczne orientalne lampki.
Asia - Zapomniałeś dodać, że na ścianie wisi ogromny telewizor z włączonym jakimś kanałem muzycznym, a z głośników przebija się popowa „rąbanka”, dość skutecznie zagłuszana przez harmider panujący w pubo-restauracji.
Igor - Przyznam szczerze, że jest to nieco oryginalny harmider, gdyż część z gości Fresh&Chili stanowią Libańczycy – znajomi właściciela, Libańczyka, który był obecny w restauracji i obserwował cały lokal.
Asia - Wracając do jedzenia, które pojawiło się bardzo szybko, nawet za szybko jak na tę ilość klientów przebywających w lokalu... Miałam ochotę na świeże, chrupiące warzywa, niestety wspomniany w menu pomidor i bakłażan były totalnie rozgotowane i tworzyły coś na wzór sosu w którym ukryta był cielęcina. O ile ten sos był smaczny i lekko pikantny, to ciężko ocenić mi cielęcinę, bo znalazłam jej raptem 4 kawalątki. O ryżu mogę powiedzieć tyle że był letni – bez rewelacji, surówka zaś... chwile świeżości i chrupkości miała dawno za sobą.
Igor - Ja na swoje danie musiałem troszkę poczekać, gdyż nie zostało podane razem z daniem Asi. Widać mój ryż odgrzewał się dłużej, bo nawet był ciepły, ale bez rewelacji. Surówka, o której wspomniała Asia... hmm... no niczym z pobliskiego China Town – mimo wielu, kolorowych składników czuć i tak było głównie ocet. „Polędwiczki” były bardzo smaczne, delikatne, w niektórych miejscach miałem wrażenie, że nawet za delikatnie podsmażone.
Asia - Do naszych dań otrzymaliśmy od kelnerki dwa sosy: czosnkowy i ostry.
Igor - Sos czosnkowy był rewelacyjny, gęsty jak śmietana, o intensywnym smaku i zapachu. Bardzo smaczny.
Asia - Niestety w trzy godziny od zjedzenia czosnek mi się niemile wspomina – nie wiem czy to ten z sosu czy ten z jogurtu, ale wrażenie nie jest przyjemne.
Igor - Dodajmy może na koniec że ten lokal ma w menu około 130 potraw - od zup, przez dania wegetariańskie, kuchni śródziemnomorskiej, pizze, kanapki na deserach kończąc. Samo zaś menu jest przejrzyste, czyste i ładnie wykonane.
Asia - Przejrzyste niestety nie jest w lokalu powietrze – połączenie pubu z restauracją, przy niewystarczająco wydajnym wyciągu spowodowało, że nie siedzieliśmy tam ani minuty dłużej niż to było konieczne.
Igor - Poczekawszy aż kelnerka będzie obok nas przelatywać, poprosiłem o rachunek, który można w „Fresh & Chili” regulować kartą płatniczą. Lokal mnie zupełnie nie przekonał, ani jako pub ani jako restauracja, nie wiem czy tam wrócę. W zamyśle knajpa bardzo fajna, ale gorzej z realizacją.
Asia - Dla mnie ten pub/restauracja to studencka stołówka z kuchnią w stylu kebab house. Ani to dobre na business-lunch ani na romantyczną kolację.

Wydatki:
Kofta z bakłażanem – 16,00 zł
Szysz taouk na sposób libański – 17,50 zł
2 x Ayran – 2 x 4,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -2
jedzenie: +3
czas: +4
wystrój: +5
czystość: +4

Ogólna ocena:

Piotrkowska 123
www.freshchili.pl
tel 042-630 05 24

Wyświetl większą mapę

29 wrz 2007

Peron 6 - piwny odjazd


Asia - W sobotę wybraliśmy się na spacer po Piotrkowskiej. Ponieważ nam się wydłużył, postanowiliśmy zajrzeć do ostatniego przed Manufakturą pubu na Piotrkowskiej – Peron 6.
Igor - No właśnie, ostatniego – niewątpliwą wadą Peronu jest lokalizacja. Nieco daleko od innych lokali na Pietrynie, wymusza niejako specjalną doń wycieczkę.
Asia - Przy takiej ilości rodzajów piw, to faktycznie jest wycieczka – z piwem dookoła świata.
Igor - Pub chwali się, że oferuje ponad 170 (słownie: sto siedemdziesiąt) gatunków nektaru bogów, z najróżniejszych stron globu. Nie ma mowy, aby nawet najbardziej wymagające podniebienie nie zostało zadowolone.
Asia - Dotąd w swoim życiu, znalazłam zaledwie kilka piw, które mi smakowały. Z pewnością nie są to popularne marki (w Polsce).
Igor - Pub wygląda dość mało oryginalnie. Schodzi się do niego po schodach (znajduje się bowiem, w podwórku na poziomie -1: w byłej piwnicy). Mija sie kilka stolików ustawionych po dwóch stronach korytarzyka, następie bar z siedziskami, i kolejna salka ze stolikami. Na ścianach, pełno gablotek z kapslami, z emblematami, wafelkami, wszystkie piwne. Nad barem wiszą różne kufle, szklanice i stare butelki.
Asia - Te stoliki przy wejściu, ustawione są w podobny sposób jak przedziały w pociągu. Zapewnia to intymność pogaduszek, bo za plecami ma się ścianki, a „wejścia do przedziału” osłaniają słupy podpierające strop.
Igor - Usiedliśmy sobie przy barze, na dość wygodnych krzesłach barowych. Fajne, że od razu podszedł barman i widząc nasze niezdecydowanie podał nam menu (w pubie poza piwami, są także do zamówienia zakąski – polecam deskę serów).
Asia - Ponieważ wybór jest ogromny i zwykły śmiertelnik nie jest w stanie wybrać coś dla siebie, warto zdać się na barmana.
Igor - Tak! Obsługa Peronu wie co sprzedaje. Poza doradzeniem smaku, opowie także czym się dany rodzaj piwa wyróżnia, jak sie go szykuje, oraz skąd pochodzi.
Asia - W takim miejscu grzechem jest zamówić zwykłe komercyjne piwo.
Igor - Z resztą, zwykłego tyskacza, lecha czy żywca tu na szczęście nie sprzedają :-)
Asia - Po wyłuszczeniu barmanowi, moich preferencji smakowych, zaproponował mi St. Louis Premium Kriek - belgijskie piwo o smaku wiśni, lekko gazowane, słodkie, o zawartości alkoholu 3,2%, pojemność butelki 250ml. Piwo podane w kieliszku.
Igor - Mnie zaserwowano za to alzackie piwo dolnej fermentacji Wel Scotch. Zawartość alkoholu 6,2 %, warzone na słodzie dymionym torfem , z którego wyrabia się whisky. Pojemność butelki także 250ml.
Asia - Coś czuję, że częściej odwiedzając Peron 6, znajdę więcej gatunków piwa, które będzie mi smakowało. Nie mam nic więcej do dodania :-)
Igor - Tu nie ma co opowiadać! Tu trzeba przyjść i posmakować. Po takiej wizycie, każde piwko serwowane w zwykłych pubach, będzie wam smakować jak pomyje i daleki ubogi krewny tego cennego napoju, jakim jest piwo.

Wydatki:
St. Louis Premium Kriek – 8 zł
Wel Scotch – 9 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +5
jedzenie/picie: +5
czas: +5
wystrój: +4,5
czystość: +5

Ogólna ocena:

ul. Piotrkowska 6
www.peron6.pl
tel 042-639 80 19


Wyświetl większą mapę

Materiał serwisu MMLodz:

18 lip 2007

Whispers - pozytywnie najedzeni

Asia - W wakacyjną środę po długich poszukiwaniach (ale o tym kiedy indziej) zatrzymaliśmy się w ogródku Whispersa (grecko-cypryjska knajpa w Manufakturze).
Igor - To nie była nasza pierwsza wizyta.
Asia - Fakt, dzięki temu spokojnie możemy porównać to co było poprzednim razem z tym co teraz zastaliśmy.
Igor - Korzystając ze sprzyjającej aury, wybraliśmy sobie jeden ze stolików w ogródku. Nie musieliśmy długo czekać na kelnera, który pojawił się po kilku sekundach. Grzecznie nas przywitał i podał nam menu.
Asia - Z góry wiedzieliśmy, że nie poprzestaniemy na jednym daniu, bo oboje byliśmy bardzo głodni.
Igor - Wcześniej ustaliliśmy też, że mamy ochotę na mięso. Wybraliśmy najpierw przystawki. Ostatnio zasmakował mi ziemniak z tzatzikami, więc i tym razem postanowiłem go zamówić. Jest to tradycyjny ziemniak w mundurku (przekrojony na pół), podany na gorąco, polany sosem tzatziki.
Asia - Z powodu tzatzyków Igora, postanowiłam również wybrać coś czosnkowego ;-) a mianowicie pieczywo czosnkowe - ku mej radości przyprawione prawdziwym, wyciskanym ząbkiem czosnku.
Igor - Zanim zdążyliśmy wybrać danie główne pojawił się kelner. Bardziej lubię taką postawę obsługi, świadczy ona o zainteresowaniu się klientem.
Asia - Nauczeni doświadczeniem, postanowiliśmy zapytać "czy jest coś czego nie ma", gdyż nieraz informowano nas po przyjęciu zamówienia, że tego co wybraliśmy zabrakło.
Igor - Jako danie główne wybieraliśmy wśród mięs. Asia zamówiła wieprzowinę z ziemniaczkami i bukietem świeżych warzyw, a ja wołowinę z frytkami i gotowanymi warzywami. Do picia herbatę i sok jabłkowy. Napoje kelner przyniósł nam zaraz po złożeniu zamówienia. Nie wiedzieć tylko czemu, szklanka mojego soku jabłkowego przyozdobiona została ogromną ćwiartką pomarańczy. Ani to ładnie nie wyglądało, ani nie komponowało się smakowo.
Asia - Podczas składania zamówienia zapytałam o markę serwowanej herbaty i kawy. Miło zaskoczona byłam odpowiedzią, bo obsługa wiedziała o co pytam. Jest to zdecydowany plus, gdzieniegdzie bowiem na pytanie o rodzaj kawy można usłyszeć: "z ekspresu", a herbaty: "czarna". Czekając na jedzenie liczyliśmy, że kelner będzie wiedział czym jest "przystawka", gdyż podczas poprzedniej wizyty, zarówno danie główne jak i przystawkę dostaliśmy w tym samym momencie. Zdążyliśmy to powiedzieć, a z restauracji wyszedł kelner niosąc ziemniaczka i pieczywo.
Igor - Obie przystawki ładnie podane na dużych, kwadratowych talerzach. Taką przystawkę - ziemniaczka z tzatzikami, zamawiałem w tej knajpie już po raz trzeci, więc miałem do czego porównać. Tak jak za pierwszym razem, dostałem jedną połówkę ogromnego kartofla, to już za drugim były to dwie połówki mniejszego warzywa. Teraz dostałem cztery połówki, przeciętnej wielkości ziemniaczków. Niemniej smak był tak samo dobry.
Asia - Pieczywo czosnkowe to 2 kromki chleba tostowego, lekko podpieczone z prawdziwym czosnkiem (a nie z solą czosnkową czy granulkami, jak to bywa w innych lokalach). Do dekoracji był listek sałaty karbowanej. Ładne, smaczne i ciepłe.
Igor - Przystawki były bardzo smaczne, więc zjedliśmy wszystko niemal wylizując talerze ;-)
Kelner pojawił się dokładnie w tym momencie, w którym powinien - zaraz gdy odłożyliśmy sztućce. Kilka łyków napojów i znów pojawił się nasz sympatyczny kelner, trzymający w rękach talerze z naszym jedzonkiem.
Asia - Z uśmiechem postawił przed nami talerze i przyznał się, że zapomniał sztućców. Swoje niedopatrzenie naprawił dosłownie w kilka sekund. Przede mną leżały dwie sztuki sporego mięsa, ogromna ilość ziemniaczków oraz warzywa suto polane sosem winegret. Ale moje mięso nie smakowało jak wieprzowina...
Igor - ... a moje nie jak wołowina.
Asia - Doszliśmy do wniosku, że kucharz pomylił mięsa, więc gdy nikt nie patrzył zrobiliśmy szybką zamianę ;-) Teraz miałam już na talerzu wieprzowinę: soczystą, kruchą, jednak słabo przyprawioną (za krótko się marynowała?) i nie dość gorącą. Ilość sosu winegret, w którym kąpały się świeże warzywa dla mnie była ok, ale podejrzewam, że Igor kręciłby nosem.
Igor - Pierwsze wrażenie kiedy kelner postawił przede mną talerz - oj skromniutko. Na dużym talerzu, dostałem dwa kawałeczki mięsa (podmiana nic tu nowego nie wniosła), kilka średnich marchewek i brokułków, oraz porcję frytek. Mięso było podobnie jak u Asi, za krótko marynowane, ale co gorsza było tylko letnie. Frytki i warzywa były za to ciepłe i takie jakie powinny być - warzywa nie rozgotowane, a frytki nie ociekające tłuszczem, za to chrupiące i miękkie w środku.
Asia - Nie było już miejsca na deser.
Igor - Nie było. Sam byłem zaskoczony, jak danie które na pierwszy rzut oka wydawało się małe, może nasycić.
Asia - Całościowo wizyta była dobra, ale wpadka kucharza z mięsem spowodowała, że napiwek chcieliśmy zostawić tylko dla kelnera.
Igor - Dlatego też, gdy przyszedł nasz kelner spytałem jak dzieli się napiwkiem. „Kucharze mają inną stawkę, dlatego cały napiwek jest dla nas” odparł. Spytał się tylko czy będziemy płacić gotówką, czy może kartą. Szkoda to przyznać, ale możliwość zapłacenia kartą, jest jeszcze w wielu łódzkich lokalach szczytem luksusu.
Asia - Na sam koniec można dodać, że stolik przy którym siedzieliśmy, warto by było nieco dokręcić. Kołysał się zarówno w pionie jak i w poziomie.
Igor - Tak, ten stolik był dość osobliwy. Podobnie solniczka i pieprzniczka - dwie miseczki podane na talerzu, do których dodana była jedna łyżeczka.

Wydatki:
herbata - 4 zł
podwójny sok jabłkowy - 10 zł
pieczywo czosnkowe - 4 zł
ziemniak z tzatzikami - 8 zł
wieprzowina z warzywami - 23 zł
filet wołowy - 32 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa - +4
jedzenie - +3
czas - +4
wystrój - +3
czystość - +3


Ogólna ocena:


Manufaktura rynek
Łódź ul.Karskiego 5
tel. 042-632 41 29

Wyświetl większą mapę

PokazuJemy czytelników strony