Asia - Zziębnięci, w sobotni wieczór postanowiliśmy odwiedzić lokal nie w Manufakturze, gdzie tłumy poszukują prezentów gwiazdkowych, tylko gdzieś...
Igor - ... gdzieś nie na Piotrkowskiej. Przechodząc koło hotelu Grand skręciliśmy w ul. Traugutta i postanowiliśmy skosztować kuchni węgierskiej.
Asia - Aż mi się ciepło w żołądku zrobiło na samą myśl o jakimś ciepłym, sycącym gulaszu. Jednak gdy tylko weszliśmy do Varoski zrozumiałam, że chyba dziś tu nie zjemy.
Igor - W lokalu odbywała się jakaś impreza, zdecydowanie zamknięta dla osób z zewnątrz. Zanim się jednak odwróciliśmy na pięcie podeszła do nas kelnerka, z informacją, że może zadzwonić do Anatewki (ten sam właściciel) i tam nam zarezerwować stolik. A za to, że musimy iść tam, dostaniemy 25% zniżki. Kelnerka zaczęła więc dzwonić a my grzecznie czekaliśmy w przedsionku, żeby nie przeszkadzać gościom.
Asia - Wtedy podszedł do nas mężczyzna (nie kelner) i zaprosił do środka mówiąc, że dziś tutaj jest impreza jego przyjaciela, ale jeśli chcemy to koło baru jest taki mały stoliczek, który możemy zająć.
Igor - Nie protestowaliśmy zbytnio i tym samym znaleźliśmy się na imprezie zamkniętej. Chyba urodzinowej, bo potem śpiewano "100 lat".
Asia - Zajęto się nami bardzo szybko. Odwieszono nasze płaszcze na wieszakach, podano menu, zapalono świeczki... Szczerze powiedziawszy byłam już głodna, więc z apetytem przeglądałam menu, które zaczyna się daniami polecanymi przez szefa kuchni, potem wybór przystawek, zup, dań głównych, surówek, dodatków i deserów. W sumie 65 różnych pozycji.
Igor - No ale my zatrzymaliśmy się przy tym co poleca szef kuchni. Wszak restauracja węgierska, a szef polecał m.in. gulasze.
Asia - Ponieważ lubimy potrawy właściwe dla danej kuchni, ja wybierałam pomiędzy gulaszem warzywnym a gulaszem na czerwonym winie, o pomoc w podjęciu decyzji poprosiłam kelnerkę, która zdecydowanie rekomendowała ten drugi.
Igor - Ponieważ Asia wzięła pierwsze danie na które zwróciłem uwagę, aby zamówić coś innego do spróbowania, zdecydowałem się na Gulasz z kaczki a'la Król Batory.
Asia - W menu dodatki wymienione są osobno. Do wyboru kluseczki węgierskie (które doradziła mi kelnerka) czy kasza gryczana, ale także frytki, ziemniaczki opiekane czy normalne ziemniaki.
Igor - Mi kelnerka doradziła ziemniaczki opiekane. Tak się teraz zastanawiam co mnie podkusiło, aby do gulaszu nie wziąć np kaszy gryczanej, ewentualnie kartofelków z wody...
Asia - Na dworze było już zimno, my zmarznięci, zdecydowaliśmy się więc na zamówienie jakiegoś wina. W menu widnieje jedynie pozycja "wino czerwone". Poprosiłam więc o czerwone półwytrawne.
Igor - Ja zdecydowałem się na wytrawne. Którego nazwy w tym momencie już nie pamiętam.
Asia - Chwilę po tym jak na naszym stoliczku pojawiły się kieliszki z winem, podeszła kelnerka nalała nam aperitif nie z butelki, a z pipy w postaci długiej rurki zakończonej banią. Białe wytrawne wino.
Igor - Fajny gest, gdyby nie to, że na stole stały już kieliszki z zamówionym winem. Jedno białe, drugie czerwone...
Asia - Na pusty żołądek wina zaczęły działać wyjątkowo rozgrzewająco. Gdy już odtajałam na tyle aby się ruszyć do toalety, poszłam kilka kroków obok baru. Dość przestronnej, unisex łazienki, z ogromnym lustrem (na całą długość) i zapasem papieru toaletowego.
Igor - Kiedy Asia zostawiła mnie samego przy stoliku, zrozumiałem czemu dostaliśmy ten "okazyjny stolik". Był to jeden z dwóch w minipalarni. Tuż przy barku, schowany od reszty sali parawanem, służył jako miejsce schadzek palaczy. To co dla nich było przyjemnością i odskokiem od imprezy, dla nas miało stać się przez kolejną godzinę naszego pobytu normą.
Asia - No niestety, palaczy było kilku. Co dało się odczuć zwłaszcza po wyjściu. Ale wróćmy do tego co działo się jak już skończyliśmy białe wino. Kelnerka podeszła do mnie i postawiła przede mną trójnóg z moim gulaszem. Do tego na talerzu kluseczki i warzywna dekoracja.
Igor - No przede mną też stanął podobny trójnóg - sprytne trzymadełko, pod którego podwieszony był kociołek, tak sprytnie że wisiał nad zapalonym podgrzewaczem.
Asia - Dzięki temu przez cały czas gulasz był ciepły. A nakładaliśmy go małymi wazówkami wprost na talerze. Efektowne dla oka. Ilość gulaszu była wystarczająca - nie za duża, nie za mała. Przyjemnie zapełniająca żołądek, niezbyt pikantna.
Igor - Moja kaczka była smaczna. Ciekawa w smaku, niezbyt tłusta, lekko twardawa, a na końcu pozostawiała lekki piekący smak na języku. Tylko te opiekane ziemniaczki, nijak mi się komponowały do kawałków mięsa i sporej ilości sosu.
Asia - Jeszcze zanim ostatecznie wybraliśmy danie główne w menu wpadły nam w oko desery. Ponieważ zaś po gulaszu czuliśmy, że jeszcze mamy miejsce w żołądkach, a palaczy akurat nie było, więc ja z menu poprosiłam o kulę naleśnikową z bitą śmietaną.
Igor - Tak, postanowiliśmy zaryzykować. Zwykle mieliśmy nie najlepsze doświadczenia, zwykle po fenomenalnym jedzeniu dostawaliśmy niejakie desery. Ja postanowiłem wziąć Palacinki z mielonymi orzechami i gorącą czekoladą.
Asia - Po kilku minutach kelnerka postawiła na stole dwa talerze. Jeden pełen bitej śmietany. Z czubkiem! Całość polana sosem ajerkoniakowym. Ogromna porcja. Pod pierzynką ze śmietany ukryty był naleśnik, a pod nim jeszcze pokaźna kulka lodów waniliowych. Rozkosz dla podniebienia.
Igor - Asi deser był biały, duży i zimny - mój to jego zaprzeczenie. Kilka naleśniczków (po węgiersku "palacinków"), które owijały mielone orzechy, a wszystko oblane ciemną czekoladą. Całość ciepła i pachnąca. Wszystko smakowało wyśmienicie.
Asia - O ustawieniu i ilości miejsc nie możemy zbyt wiele napisać, gdyż podczas naszego pobytu stoły były zestawione razem. Możemy troszkę za to opowiedzieć o pozostałym wystroju.
Igor - Z zewnątrz kamienica nie wyróżnia się jakoś specjalnie spośród typowej łódzkiej architektury. Natomiast wnętrze stylizowane jest nieco na dwudziestolecie międzywojenne. Witraże w przedsionku, podobne stylowo przy barku i w głównej sali. Wszystko niemal jak od Tiffaniego.
Asia - Pod sufitem są półki ze starymi butelkami i dzbankami. Na ścianach obrazy. Za barem dyskretne półki z alkoholem. W kilku miejscach kiście papryczek chili oraz czosnku.
Igor - Ogólnie węgierski klimat. Całe szczęście że można dogadać się z obsługą.
Asia - Dla kogo jest Varoska?
Igor - Z pewnością nie jest to restauracja dla ubogiego studenta. Nie jest to też najwyższa półka, na którą mało kogo stać. Miejsce jest w centrum, a jednocześnie nieco na uboczu. Jeśli ma się wystarczająco dużo szczęścia, można zaparkować autko tuż pod lokalem.
Asia - Określiłabym Varoske jako lokal na "specjalne okazje", choć zapewne są tacy, którzy mogliby jadać tam codziennie. Na jakieś biznesowe spotkanie w niedużym gronie jak znalazł, na imieniny, itp.
Igor - No i przy odrobinie szczęścia, drzwi Wam otworzy i zaprosi do stolika sam właściciel - Paweł Zyner.
Wydatki:
Budapesztański gulasz na czerwonym winie 26,00 zł
Gulasz z kaczki a'la Król Batory 32,00 zł
Kluseczki 5,00 zł
Ziemniaczki opiekane 4,00 zł
Kula naleśnikowa z bitą śmietaną 10,00 zł
Palacinki z mielonymi orzechami i gorącą czekoladą 12,00 zł
Wino czerwone 6,00 zł
Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +3
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +4
czystość: +4
Ogólna ocena:
Restauracja Varoska
Łódź, ul. Traugutta 4
tel. 042-632 45 46
www.varoska.pl
Wyświetl większą mapę

