Igor - Już jakiś czas temu wymyśliliśmy sobie, że udamy się do Habibi. Jest to lokal utrzymany w klimacie arabskim.
Asia - W wycieczce do tego lokalu utwierdziły nas wyniki ankiety, która była dostępna na tym blogu po prawej stronie przez cały styczeń (pytaliśmy jaki lokal mamy "przetestować" w lutym).
Igor - Klub jest piętrowy. Na dole zaraz przy wejściu jest bar, kilka stolików z klimatycznymi poduchami, didżejka i parkiet. No bo Habibi to taka hybryda - dyskoteki, restauracji, pubu i szisza baru.
Asia - Ja nie nazwałabym parkietem powierzchni 2x3m, ale niech będzie ;-) widziałam tam kilka razy pląsające tancerki brzucha.
Igor - Tak czy inaczej wolę miejsca wyraziste, a nie wszystko w jednym. Kiedyś z Asią byliśmy w Habibi zapalić sziszę, innym razem poszliśmy i widzieliśmy jak rozkręca się impreza w rytmach arabskich. Z braku czasu niestety, ale musieliśmy wyjść i już w całej zabawie nie uczestniczyliśmy. Za oboma razami słyszeliśmy, że Habibi przymierza się do otwarcia kuchni, tak więc do znanego nam szisza baru, arabskiej dyskoteki miało dojść jeszcze jedno oblicze klubu - kulinarne.
Asia - Wybraliśmy się tam w środku tygodnia i zajęliśmy miejsca na parterze, na wygodnych jak mniemaliśmy poduchach. Niestety, poduchy do jedzenia okazały się średnio komfortowe. Usiedliśmy i rozpoczęło się oczekiwanie...
Igor - Byłem bardzo głodny, więc nie mogąc się już doczekać na kelnera, sam poszedłem do baru po menu. Wziąłem oba - kartę napojów, oraz kartę dań. Z obsługi był wówczas tylko barman, ale jakoś niewzruszenie reagował na moje "samowolki".
Asia - Też byłam głodna, a że nie miałam siły na pichcenie - chciałam zjeść coś mięsnego i chrupiącego. Stanęło na sałatce caesar tj. na siekanej sałacie rzymskiej z cienkimi płatkami sera parmezan oaz kawałkami grillowanego kurczaka, grzankami i dressingiem. Wieczorna godzina spowodowała także, że skusiłam się na kawę po turecku.
Igor - Ja przeglądając kartę dań, zatrzymałem się na stronie gdzie były potrawy z mięsa. Jako, że żadna z nazw nie wydała mi się wystarczająco zachęcająca, postawiłem na "specjalność szefa kuchni" - czyli grillowaną cielęcinę z cebulą i pomidorami, doprawioną kompozycją przypraw arabskich.
Asia - Wybraliśmy dania i nadal czekaliśmy na kelera lub barmana... Po dłuższej chwili zjawił się barman i przyjął nasze zamówienia. Ja poprosiłam także o mleko do arabskiej kawy (tak, wiem to profanacja).
Igor - Przy daniach mięsnych jest podane, że do każdego podawana jest porcja frytek, podsmażanych ziemniaczków lub ryżu. Przyjmujący zamówienie chyba jednak zapomniał, że wyboru dokonuje klient, a nie on sam. Jako że, nie do końca sam byłem zdecydowany, stwierdziłem że nie będę się dopominał i z przyjemnością zjem, co wylosuję.
Asia - I barmana znów wcięło. Skorzystałam dzięki temu z toalety - na szczęście wiedziałam gdzie jest, bo nie jest oznaczona i wygląda jak wejście na zaplecze.
Igor - Mijało już chyba pół godziny od wejścia nas do lokalu. Żeby już nie myśleć o ssącym mnie z głodu żołądku, postanowiłem nieco pooglądać wystrój Habibi. Widać, że ktoś miał pomysł na ten lokal. Detali jest od groma - od mozaiek na ścianach, zdobionych poduchach, bibelotów bliskowchodnich poprzytwierdzanych do ścian, aż na zdobionych żyrandolach kończąc. Tylko to światełko z tych lampidełek jakieś marne, zdecydowanie bardziej pasujące do nocnego klubu - pubu, ale nie miejsca gdzie się je i chciałoby się widzieć co podano na talerzu.
Asia - Wróćmy jednak do jedzenia... Po już na prawdę długim czasie barman przyniósł dla nas sztućce i moją kawę, a po kilku chwilach nasze dania. Przede mną stanęła wielka miska pełna sałatki - wyglądała pysznie, więc szybko zabrałam się do konsumpcji - najpierw ciepłego tosta (jednego z dwóch).
Igor - Ja za to otrzymałem kwadratowy talerz, na którym widniały dwa kawałki mięsa, obok jakieś warzywka i "dolosowany" kopczyk ryżu.
Asia - Jakież było moje zdziwienie gdy w ustach poczułam fetę. Otworzyłam szerzej oczy, porównałam składniki z talerza z tym co było zapisane w menu i okazało się, że otrzymałam sałatkę grecką. Zawahałam się czy powiedzieć o tym barmanowi, ale miałam taką ochotę na mięso, że poszłam reklamować swoje danie. Na szczęście pan stwierdził, że faktycznie zamawiałam inną sałatkę (no patrzcie!), przeprosił za błąd kucharza i powiedział, że zaraz dostanę właściwą.
Igor - Mój ryż jak ryż, smaczny, nie za twardy i nie za miękki. Podany wraz z pospolitymi w innych "pseudoarabskich" knajpach, kawałeczkami kluseczek. No i tak ciepły, że buchała z niego para. Tak ciepły, że mogłem sobie na nim położyć mięso, dzięki czemu było choć ciut cieplejsze. Niemniej kompozycja arabskich przypraw była wyczuwalna, ładnie pachniało. Surówka za to podana z ogromną ilością pietruszki. Było jej tyle, że w pierwszej chwili miałem wrażenie, że podano mi jakieś danie rybne :-)
Asia - Gdy Igor był w połowie swojego dania, dla mnie została przyniesiona właściwa sałatka. Ponownie się zdzwiłam gdy zobaczyłam, że obok sałatki leży kawałek tosta... ten, którego nie zdążyłam zjeść z sałatki greckiej. Nie szkodzi, że był zimny... ze zjedzeniem swojej porcji i tak musiałam poczekać na Igora, swój widelec oddałam bowiem z pierwszą sałatką, lecz nie dostałam nowego.
Igor - Godzina 18 już minęła, a w klubie pojawiło sie więcej obsługi. Za barem pojawił się jeszcze jeden barman, plus dwóch kelnerów. Może gdybyśmy przyszli nieco później, zostalibyśmy obsłużeni nieco lepiej. Nie mam tu jednak pretensji do barmana, był miły i sympatyczny, być może jako barman jest świetny. Jednak gdy przyszedł czas na płacenie, ja znów musiałem wstać i samemu przy barze zaproponować płatność za rachunek. Całe szczęście w Habibi można płacić kartą... i tu niestety kolejny minus - kiedy podpisałem wydruk, w zamian otrzymałem, od razu bez sprawdzenia, moją kartę. Czułbym się nieco bardziej bezpiecznie, gdyby jednak barman sprawdził zgodność podpisów na karcie i rachunku.
Asia - W sumie wyszłam najedzona - może nie jakoś rewelacyjnie i nie bez ssania żołądka spowodowanego długim oczekiwaniem na danie. Stwierdzam, że Habibi to pub w którym można coś przekąsić, a nie restauracja.
Igor - Ogólnie, to tego wieczoru byłbym w stanie jeszcze zamówić sziszę, miałem ochotę taką zapalić. Jednak po przejściach w zamawianiu jedzenia, odeszła mnie już ochota na spędzenie kolejnej godziny w Habibi. Tym bardziej, że wraz z przybyciem kolejnych osób z obsługi, dotychczasowe miejsce spokojne i do relaksu, zmieniło się w dyskotekę - muzyczka bardzo głośno, nieco za głośno jak na relaksik przy sziszy.
Asia - Ceny w menu też są raczej dyskotekowe, za 40 ml finlandii smakowej płaci się 12 zł, duży żywiec (z beczki) jest za 8 zł, heinneken 0,3 (butelka) też za 8 zł. Szisza kosztuje 20 zł za jednorazowe palenie. Można też zamówić sziszę z alkoholem (trunki dolewane są do dolnej części fajki wodnej i swoim aromatem wzbogacają aromat palonego tytoniu) 27 zł kosztuje szisza z winem, 28 zł z wódką a 35 zł z whiskey.
Wydatki:
Sałatka Caezar 16,00 zł
Lahme del garra (grillowana cielęcina) 25,00 zł
Kawa z kardamonem 5,00 zł
Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +2
jedzenie: +2
czas: +1
wystrój: +5
czystość: +5
Ogólna ocena:
Habibi
Łódź, Manufaktura
www.habibiclub.pl
tel 042-630 21 29
Wyświetl większą mapę

