Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotrkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotrkowska. Pokaż wszystkie posty

18 lut 2010

Chłopska izba - turystyczna wiocha


Asia - Jest połowa lutego. Z ankiety wynika, że powinniśmy odwiedzić Satynę, ale nie tym razem.
Igor - Krążyliśmy trochę po Piotrkowskiej i w okolicach hotelu Grand stwierdziliśmy, że zjemy coś "na mieście".
Asia - Mimowolnie spojrzeliśmy na drugą stronę ulicy i mieszczącą się w narożnej kamienicy "Chłopską Izbę"...
Igor - Często przechodziliśmy obok tej karczmy/restauracji, ale jakoś nigdy nie mieliśmy ochoty aby tam zajrzeć.
Asia - A dziś powiedzieliśmy sobie - dlaczego nie. I weszliśmy.
Igor - Od wejścia widać, że poświęcono wiele czasu i prawdopodobnie też pieniędzy na przerobienie tego lokalu na chłopską izbę. Drewniane ławy (stoły) i drewniane ławy (do siedzenia), skóry na tych drugich, nieregularne ściany, suszone zioła pod sufitem, snopek siana w rogu... i do tego wszystkiego Zakopower z głośników.
Asia - Zanim zdążyliśmy się rozejrzeć, stojąc na środku, sali podszedł do nas kelner, przywitał i zachęcił do zajęcia miejsc.
Igor - Wybraliśmy jeden z 10 stołów, powiesiliśmy płaszcze na kołkach - tak na kołkach, a nie na wieszakach. Pod tym względem Chłopska Izba jest dopracowana w najmniejszym detalu.
Asia - Usiedliśmy i przyszedł kelner z kartami dań. Dużymi, obitymi materiałem, z ręcznie malowanymi kwiatami na okładce, spiętymi wstążkami.
Igor - Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to napis, że przy większych grupach, do rachunku doliczana jest automatycznie opłata za serwis.
Asia - Dalej było już przyjemniej: poczekadełko - chleb ze smalcem, przystawki np. placki ziemniaczane z łososiem lub zapiekany camembert z żurawiną. Jak na moje oko i żołądek spore dania.
Igor - Są też zupy (np. barszcz, żurek), jest decha górala (deska serów), dania na ciepło (np. golonko żniwiarza), dania z bydła rogatego, ryby z wiejskiego stawu, dania z chłopskiego młyna, jest też zielenina, napoje, piwo i wina i "możliwość zadeserowania tyż jest" (wypieki Jagusi albo puchar lodowy).
Asia - Mnie w tym wszystkim rzucił się w oczy "kurczakowy cycek z owczym serem zapieczony"
Igor - A ja usilnie próbowałem wybrać coś z "bydła rogatego".
Asia - Igor tak długo się zastanawiał, że kelner zastał go jeszcze niezdecydowanego.
Igor - A Asię kelner przyłapał na kaszance z gruzami i kapustą.
Asia - Nie omieszkałam zapytać go co to jest. I okazało się, że to ubite ziemniaki. Do zjedzenia poprosiłam jednak tego kurczakowego cycka. Kelner od razu dopytał się o dodatki. Nie zastanawiałam się nad nimi, ale wspólnie ustaliliśmy, że najlepsze będą opiekane ziemniaczki i gotowane warzywa.
Igor - Asia dopytała jakie to będą warzywa i czy na pewno dobre... kelner wyjaśnił, że to marchewka, brokuły itp, i że warzywa są dobre, bo "teraz jakieś lepsiejsze mamy".
Asia - Gdy zaś Igor przyznał, że jeszcze nie wie - kelner od razu wyrecytował zestaw z jadłem drwala i buraczkami.
Igor - Ja jednak nadal obstawałem przy bydle rogatym. Kelner stwierdził, że w takim razie tylko sznycel z jajkiem sadzonym, do tego frytki i "kapuchę zasmażaną". Skoro kelner poleca nie wpada się nie zgodzić aby to przetestować.
Asia - Kelner odszedł, a my mieliśmy chwilę aby uważniej porozglądać się po Chłopskiej Izbie. Na ścianie za nami były wymalowane kwiaty.
Igor - Dosłownie chwilę, bo zaraz wrócił kelner z dwoma pajdami wiejskiego chleba i miseczką smalcu. Trzeba przyznać, że smaczne było to poczekadełko.
Asia - Wracając do wystroju - gdzieniegdzie wisiały tkane makatki, na półkach pod sufitem stały miski, kierzanka (takie coś drewniane do ubijania masła), grzejniki były zasłonięte płotkiem z drewnianych kołków.
Igor - Rozglądałem się po tej restauracji szukając jakiegoś przejścia do innej sali, ale nic takiego tam nie ma. Cały lokal składa się z kilkunastu stołów. Więcej niż 40 osób nie wejdzie (przy założeniu, że na imprezie zostawiamy kawałek podłogi na parkiet). Na pierwszej stronie menu jest nawet zachęta i informacja, że w lokalu można zorganizować bankiety komunie i spotkania biznesowe.
Asia - Nasze dywagacje przerwał nam kelner - inny niż poprzednio - który przyniósł nam nasze dania. Najpierw ja dostałam swojego cycka, a potem Igor sznycla.
Igor - Duże, owalne talerze, apatyczny wygląd jadła, miły zapach - danie zapowiadało się ciekawie.
Asia - U mnie też ładnie, kolorowo... tylko pierwsze co mi się rzuciło w oczy to minimalna ilość ziemniaczków (8 szt. za 4 zł), ale warzywa jak najbardziej poprawne i ilościowo, i smakowo. No i mięso. Mmmm... niebo w gębie. Zdecydowanie to najmocniejszy punkt mojego dania. Soczysta pierś z kurczaka, przyjemnie roztopiony wędzony ser, ciekawa kombinacja przypraw. Bardzo dobre.
Igor - Ja zacząłem od frytek, długich, cienkich, średnich w smaku, początkowo chrupiących... ale z biegiem czasu zaczęły namiękać sokiem wypływającym z kapusty. Bardzo kwaśnej kapusty. Jedno do drugiego pasowało nijak. Chyba lepiej gdybym dostał zwykłe ziemniaki albo kopytka. Ale gdy doszedłem do mięsa - nie miałem uwag. Było dobrze wysmażone, miało smaczną, chrupiącą panierkę, a sadzone jajko dopełniało smaku.
Asia - Mimo iż początkowo wydawało się, że danie nie jest największe - bez problemu się najadłam. Głównie naprawdę smacznym mięsem.
Igor - W pewnym momencie poczuliśmy się nieswojo. W lokalu zapała cisza... długa cisza. Gdy ponownie udało się uruchomić muzykę stwierdziliśmy że czas wyjść - zaczęły powtarzać się piosenki, które słyszeliśmy wchodząc.
Asia - Ja jeszcze udałam się do łazienki... chociaż w pierwszej chwili zwątpiłam gdzie ona jest. Okazało się, że należy przejść obok baru i skręcić w lewo. Są tam dwa pomieszczenia do jednej wchodzą "baby" a do drugiej "chłopy".
Igor - Siedzieliśmy chwilę w oczekiwaniu na kelnera, ale ponieważ akurat żaden z nich nie przechadzał się po sali podszedłem sam do baru poprosić o rachunek i zapytałem czy można płacić kartą. Na szczęście tak. Wystarczyło podejść do kasy. I wtedy miałem okazję zobaczyć jak wydawane są dania z kuchni... przez okienko w wiejskim kredensie! Chłopska izba na całego! W każdym detalu.
Asia - Wychodząc zobaczyliśmy obcokrajowców przy jednym ze stolików.
Igor - Fakt - lokal ma lokalizację wyjątkowo turystyczną - w pobliżu są dwa duże hotele. I zapewne dla gości z zagranicy kuchnia polska w stylowej chłopskiej izbie jest czymś ciekawym. Samym łodzianom nie do końca musi to odpowiadać, zwłaszcza zewnętrzne okiennice nijak nie pasujące do reszty ulicy Piotrkowskiej.
Asia - My jednak musimy docenić smak mięs i pracę włożoną w dostosowanie wystroju wewnątrz do charakteru restauracji.
Igor - I jeszcze słowo o cenach. W menu podane są osobno mięsa, zielenina i dodatki i ceny też są osobne, co razem może dać dość wysoką kwotę.
Asia - Dla kogo to lokal? Dla turystów na pewno.
Igor - Dla kogo jeszcze? Nie wiem. Ja tego klimatu nie czuję.
Asia - Na spotkania biznesowe? Hmmmm na dość niewygodnych ławach?
Wydatki:
Filet z kurczaka z owczym serem 20,50 zł
Pieczone ziemniaki 4,00 zł
Warzywa na parze 5,00 zł
Sznycel z jajkiem sadzonym 24,50 zł
Frytki 5,00 zł
Kapusta zasmażana 5,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +4
jedzenie: +4
czas: +5
wystrój: +4
czystość: +5


Ogólna ocena:

Chłopska Izba
ul. Piotrkowska 54
tel: 42 630 80 87

Wyświetl większą mapę

15 sty 2010

Greenway - po drodze

Asia – Początek nowego roku, powrót do rzeczywistości... Niestety, okazało się, że nie wróciłam tak całkiem – zapomniałam wziąć ze sobą jakiegokolwiek jedzenia z domu. Będąc na Piotrkowskiej zajrzałam do Green Way przy pasażu Rubinsteina. Nie była to moja pierwsza wizyta tam, dlatego wiedziałam co i jak i gdzie. Ale dopiero po powrocie do domu zorientowałam się, że żadna z wcześniejszych wizyt nie została spisana na TestuJemy. Naprawiam więc to niedopatrzenie.

Weszłam do Green Way w porze obiadowej. Sala była zapełniona mniej więcej w połowie, a przy kasie stało kilka kolejnych osób. Stanęłam więc za nimi, wzięłam kartę i postanowiłam zjeść kotlety warzywno-ziemniaczane. Gdy przyszła moja kolej okazało się, że rzeczonych kotletów nie ma. Pani w koszulce firmowej Green Way zaproponowała mi samosy. Poprosiłam jednak o coś innego... Chwila zastanowienia i pani za baru podsunęła pomysł na pulpety greckie z surówką i sosem. Ponieważ było zimno na zewnątrz i słońca jakoś tak mało, wymieniłam surówkę na marchewkę.
Za całość zapłaciłam 9 zł.

Znalazłam sobie mały stolik, położyłam wszystkie zbędne rzeczy i czekałam na informację za baru, że danie jest już gotowe. Bo Green Way to raczej bar niż ekskluzywna restauracja. Danie zamawiamy sami przy barze, sami po nie idziemy i sami odnosimy do „okienka”. Sami też powinniśmy zadbać aby zostawić po sobie czysty stolik.
Nie musiałam czekać na słowa „pulpety greckie” - na szczęście jest to mówione na tyle głośno, że można usłyszeć nawet z końca sali i jednocześnie tonem który mówi „Twoje jedzenie jest gotowe, smacznego”, a nie jak czasem w innych lokalach: „Żarcie! Zabierać!”. Wzięłam więc talerz i sztućce (stoją w koszyczkach koło baru) i usiadłam.
Marchewka to był dobry wybór! Dostałam pół talerza świeżej, startej marchewki! Ogromna dawka witaminy D. Do tego na talerzu miałam dwa pulpety... okrągłe, miękkie, bardzo puszyste i jeszcze parujące. Całość polana była białym sosem. Zjadłam wszystko z apetytem. Za 9 zł dostałam dużą porcję obiadową, smaczną i wyjątkowo energetyczną.
Gdy skończyłam rozejrzałam się po pozostałych gościach Green Way. Było i małżeństwo po 40., i dwie młode dziewczyny na plotach, i pani po 50., i dwóch panów w garniturach i z teczkami, i kobieta około 30-letnia... Słowem – nie jestem w stanie określić kto jest „typowym” bywalcem Green Way. Na pewno są to ci, którzy zamiast shoarmy i frytek, chcą zjeść coś lepszego. Na menu możemy bowiem znaleźć napis „Green Way – przystanek zdrowia” oraz „bez ulepszaczy smakowych”. Dla tych którzy lubią zjeść smacznie i zdrowo istotną może być informacja, że można sobie zamówić świeżo wyciskane soki, a do zestawów śniadaniowych w cenie jest jabłko na wynos.

Jak mogę podsumować lokal? Dobre jedzenie, szybka obsługa. Troszkę brakuje mi „ogarnięcia sali” przez pracowników (nie każdy stosuje się do odnoszenia naczyń, stoliki czasem wymagają przetarcia mokrą ścierką). Daję mocną 4.

Wydatki:
Pulpety greckie z surówką 9,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +4
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +4
czystość: +4


Ogólna ocena:


Green Way Łódź, ul. Piotrkowska 80 tel. 042 632 08 52 www.greenway.pl

26 wrz 2009

Dekadencja - z nutką dobrego smaku


Asia - W sobotę, 26 września spacerowaliśmy po troszkę chłodnej ul. Piotrkowskiej.
Igor - Spacer nam się przeciągnął i w godzinie sobotniego obiadu zamiast być w domu, w dalszym ciągu byliśmy na mieście.
Asia - Szybko sprawdziliśmy, że we wrześniu czeka nas wizyta w Dekadencji.
Igor - Ta herbaciarnia znajduje się przy ul. Piotrkowskiej 35, ale nawet jeśli ktoś zapomni dokładny adres, to wystarczy aby rozglądał się po bramach. Przy tej właściwej stoi bowiem koziołek kierujący do tego lokalu.
Asia - Weszliśmy do Dekadencji i poczuliśmy się jak w innym świecie. Wystrój, muzyka, ludzie. Ta wizyta zapowiadała się niezwykle...
Igor - Niezwykłe było też to, że przy dwóch stolikach siedzieli goście, a nie było widać nikogo kto by obsługiwał.
Asia - Staliśmy tak troszkę zdezorientowani,aż podeszła do nas dziewczyna z tekstem: "Państwo chyba pierwszy nas u nas, prawda?"
Igor - Wybraliśmy stolik w kącie - stolik będący kiedyś stołem do maszyny do szycia.
Asia - Ja od razu zwróciłam uwagę na ilość detali i bibelotów w zasięgu mojego wzroku... ale o tym później, bo podeszła do nas kelnerka z menu i informacją, że skoro jestesmy pierwszy raz to jeszcze nie wiemy, że na regale stoją baryłki i można sobie dolewać wina.
Igor - Ponieważ byliśmy głodni zaczęliśmy od jedzenia - "dekadencja - kruchy placek z pieczonymi owocami i bakaliami"... już sam opis wywoływał ślinotok.
Asia - A opis szarlotki na ciepło z lodami nie dość, że wywołał uśmiech na mojej twarzy, to jeszcze zapragnęłam ją zjeść.
Igor - Ale byliśmy bardzo głodni, więc zdecydowaliśmy się najpierw na barszczyk z pasztecikiem.
Asia - A potem słodkości - dwa pierwsze ciasta z menu.
Igor - Zanim jednak przyszła kelnerka znaleźliśmy w menu propozycję dla panów.
Asia - W sumie w menu jest kilka ciekawych propozycji - np kawa z mlekiem i kilkoma likierami. Ja ostatecznie wybrałam dla siebie herbatę rumową, a Igor wiśniową.
Igor - Gdy kelnerka podeszła wyjaśniliśmy co chcemy i dalej podziwialiśmy ilość bibelotów na ścianach i parapetach.
Asia - Stare zdjęcia w puzderkach, broszki, szydełkowane obrusy, porcelanowe lalki na ścianach, maszyny do szycia... Słowem babciny pokój w dobrym stylu.
Igor - Niezbyt długo czekaliśmy na barszczyk z pasztecikami - dobrze doprawiony, rozgrzewający, w ogromnych kubkach.
Asia - Odpowiednia porcja aby zapełnić żołądek i zostawić sobie miejsce na deser.
Igor - Przy czym to nie jedyne jedzenie. Panowie mogą być zainteresowani "połówką z zakąską" albo "ćwiartką z zakąską" - wódka w odpowiedniej ilości i talerz zimnych zakąsek.
Asia - Mnie zaś w oko wpadła kawa z mlekiem i likierami np. kokosowym. Nie sposób wszystkiego spróbować za jednym razem.
Igor - I gdy tak podziwialiśmy to co nas otaczało, i co apetycznego jest w menu, doszedł jeszcze jeden bodziec... Zapach ciast, które postawiła przed nami kelnerka.
Asia - Pachniały cudnie! A jak smakowały... mmmm... prawdziwe domowe ciasto, świeże, pachnące, słodkie.
Igor - Niebo w gębie...
Asia - Nie dziwię się, że jedno z tych ciast jest ciastem "głównym" tzn nazwanym tak jak lokal.
Igor - Dopiero jak zaczęliśmy jeść uzmysłowiłem sobie, że zamiast dwóch imbryczków na stole mamy tylko jeden. I to ten z herbatą dla Asi. Nie upominałem się o swoją, bo przyjemnie rozgrzał mnie barszcz, ale wydawało mi się to cokolwiek dziwne.
Asia - Jak już o herbacie wspomniałeś, to warto zaznaczyć w czym jest ona podana - w stylowym białym imbryczku, z ażurowymi dekoracjami. Podobny, ażurowy był podstawek pod filiżanką. Nie jest to najnowsza kolekcja Villeroy, tylko raczej zestaw wyszperany gdzieś na strychu.
Igor - Kiedy już wyczyściliśmy talerze z okruszków po ciastach zaczęliśmy rozglądać się za kelnerką. Ale jak to bywa w tego typu lokalach, do obsługi i sali i kuchni jest tylko jedna osoba. Więc najrozsądniej jest wstać i podejść do kuchni. I tak też zrobiliśmy.
Asia - Komu można polecić ten lokal?
Igor - Łasuchom. Zdecydowanie fanom domowych wypieków.
Asia - Opisy herbat i wybór kaw też jest niczego sobie. Do Dekadencji należy się wybrać na chwilę relaksu.

Wydatki:
Barszcz czerwony z pasztecikiem 7,00 zł
Herbata 6,00 zł
Ciasto1 9,00 zł
Ciasto2 15,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +4
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +5
czystość: +5


Ogólna ocena:

Dekadencja - tee and coffee club
ul. Piotrkowska 35
www.dekadencja.net

31 sie 2009

Aktówka - jak w barze


Asia - Zarezerwowaliśmy sobie poniedziałek na wizytę w lokalu wybranym przez Was w ankiecie. Zarezerwowaliśmy sobie całe popołudnie na wizytę U Fabrykanta
Igor - W momencie rozpoczęcia remontu ul. Kilińskiego nie było łatwo się tam dostać, ale jakoś przedarliśmy się przez kilometrowe korki.
Asia - Ale tylko po to aby pocałować klamkę! Była 17:15... w pierwszej chwili pomyśleliśmy, że lokal jest po prostu czynny do 17, ale na drzwiach był wyraźny napis "do 18.00"
Igor - Do 18.00, tyle, że od wtorku do piątku!
Asia - Głodni, z perspektywą przedzierania się przez korki na Piłsudskiego ruszyliśmy w stronę Piotrkowskiej.
Igor - Trochę to trwało, ale gdy już dotarliśmy na Pietrynę, nie mogliśmy zdecydować się na miejsce. Tu byliśmy, tam nie bo są "w ankiecie", tutaj nie ma jedzenia, a tam to może innym razem. Tym sposobem dotarliśmy do numeru 15.
Asia - Znajduje się tam lokal o wdzięcznej nazwie "Aktówka".
Igor - Za względu na pogodę usiedliśmy w ogródku. Jednym z ostatnich przed dojściem do Manufaktury.
Asia - Nie wiem dlaczego, ale nazwa "Aktówka" skojarzyła mi się z aktami, takimi prawniczymi, teczkami...Dopiero gdy weszłam do środka zobaczyłam jak bardzo się myliłam. "Aktówka" tyczy się bowiem "aktów" i to bynajmniej nie teatralnych.
Igor - Zanim jednak Asia poszła do lokalu, do nas przyszła kelnerka z jedną kartą (drugą wzięliśmy sobie ze stolika obok).
Asia - I w menu też są akty.
Igor - Akt lejący czyli zupy, wodny - ryby, z młyna - pierogi, skrojony - sałatki, płaski - naleśniki (w wariancie na słodko aż 15 rodzajów!), jest także akt chmielowy (piwa) czy grupowy (drinki). Ceny przystępne do 13-15 zł za danie. Piwo 0,5l - 6 zł, a do godziny 16.00 można zjeść lunch za 14,50 zł.
Asia - Tak bardzo skupiłam się na nazwach działów, że szybciej przyszła kelnerka niż ja doczytałam do końca karty. Koniec końców wybrałam dwa naleśniki z pieczarkami, serem i wędliną z sosem grzybowym. Do picia woda.
Igor - Ja postanowiłem zjeść makaron rurki z sosem alla carbonara. Do tego coca-cola zero.
Asia - Gdy kelnerka poszła zaczęłam czytać dalej kartę...
Igor - ... ale kelnerka wróciła po chwili z informacją, że przeprasza, ale dopiero zaczęła zmianę i koledzy jej nie przekazali, że coca-coli zero nie ma. Poprosiłem więc o colę cherry, ale okazało się, że też nie ma. Poprosiłem więc o sprite.
Asia - Kiedy kelnerka już poszła - zajrzałam na dłużej do wnętrza Aktówki. Jest półmrok, na ścianach są kobiece akty. Stoły i krzesła są raczej nowoczesne, bardziej pasujące do kawiarni niż do restauracji.
Igor - Gdy Asia wróciła na stole leżały już podkładki i sztućce oraz stały napoje.
Asia - Na dania czekaliśmy kolejnych kilkanaście minut.
Igor - Ale w końcu się doczekaliśmy. Dania zostały przyniesione jednocześnie i od razu wylądowały na stole.
Asia - O moim daniu mogę powiedzieć, że było ciepłe. W smaku średnie - ot domowy naleśnik, bez soli, z nie do końca podgrzanym sosem (stężał).
Igor - Moje danie wyglądało jak w barze i takoż smakowało. Zjadłem, ale było bez rewelacji. Ot napełniłem żołądek i mogłem pójść dalej.
Asia - Kiedy już zjedliśmy miałam ochotę jak najszybciej wyjść - przeszkadzał mi hałas przejeżdżających samochodów - nie wiem czy to wina kostki w tym miejscu, ale auta zagłuszały rozmowę.
Igor - Komu można polecić ten lokal? Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia. Dla mnie jest taki trochę bez klimatu.

Wydatki:
Naleśniki 9,50 zł
Sos alla carbonara 14,90 zł
Woda 3,50 zł
Sprite 3,50 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -1
jedzenie: +1
czas: +2
wystrój: +2
czystość: +3


Ogólna ocena:

Aktówka rest zone
ul. Piotrkowska 15
tel. 042 630 12 55
www.aktowka.net

Wyświetl większą mapę

4 sie 2009

Pieczarka - specjalność zakładu


Igor - Bar Pieczarka jest na Piotrkowskiej od nie wiem jak dawna. Nigdy jednak nie był na tyle intrygujący aby skusił mnie do wejścia.
Asia - Ale pewnego słonecznego dnia, mając w domu awaryjny obiad postanowiliśmy zajrzeć na małe co nieco.
Igor - Bar jest nieopodal UMŁ, można by powiedzieć że pod UMŁ, ściślej rzecz ujmując w piwnicach tegoż samego budynku przy ul. Piotrkowskiej 106/110.
Asia - Wydawało mi się, że przez wiele lat był tam bar sałatkowy - ale mogę się mylić. Weszliśmy do zupełnie nieznanego nam wnętrza. Malutkiego.
Igor - Faktycznie, po zejściu schodami w dół weszliśmy do małego pomieszczenia, z ladą sprzedawcy po środku, z sześcioma stolikami na salce.
Asia - Na ladzie leżały menu, więc je sobie wzięliśmy, usiedliśmy i zaczęliśmy wybierać nasze przekąski.
Igor - A w karcie znajdywał się niewielki wybór dań kuchni domowej - kotlety, surówki, pierogi, naleśniki. Był też niewielki wybór napojów bezalkoholowych.
Asia - Ceny nie wygórowane (na pierwszy rzut oka), czysto, spokojnie. W sam raz aby wyskoczyć z pracy na szybkie jedzenie.
Igor - Wybraliśmy dość szybko: ja medalion i frytki (każda z pozycji to osobny punkt i indywidualna cena), Asia zaś zestaw pieczarki, frytki i dodatki.
Asia - Dania jak to w barze, zamawia się przy barze. Igor, więc zabawił się w kelnera i zamówił nasze potrawy.
Igor - No i od razu musiałem zapłacić. Wróciłem do stolika i rozpoczęliśmy oczekiwania. Wtedy wpadło mi do głowy wyjaśnienie dla nazwy baru - można by pomyśleć że nazwa "Pieczarka" to od grzyba, ale ja bym stawiał bardziej na małą pieczarę.
Asia - Nasze oczekiwanie nie trwało długo. Jakieś 10-15 minut. Po tym czasie pani zza baru przyniosła nam sztućce i nasze talerze. Mój na pierwszy rzut oka wyglądał ciekawie. Bardzo kolorowo. Ale jak zaczęłam jeść... No faktycznie dostałam przekąskę. Z zimnymi frytkami, ogromnymi pieczarkami, niewielką ilością: konserwowej papryki, kiszonego ogóra, zielonego ogórka ze skórką, groszku, 4 kawałków pomidorka, liścia sałaty, koperku do dekoracji, paskudnej kukurydzy z puszki i ketchupu. Zjadłam, ale zdecydowanie bez apetytu.
Igor - Zamówiony medalion okazał się smacznym mięsem schabowym w który zawinięte było nadzienie z pieczarek. Frytki niczego sobie, bez rewelacji, ale były ciepłe. Moje danie było przyjemną przekąską, ewentualnie dobrym obiadem dla mniej głodnego.
Asia - A ponieważ Pieczarka to bar, więc nie przesiadywaliśmy tam dłużej niż to konieczne. Zamówiliśmy, zapłaciliśmy, zjedliśmy i wyszliśmy. Całą wizyta trwała nie dłużej niż 30 minut.
Igor - No i chyba w takim celu jest stworzona "Pieczarka", na lunch w ciągu dnia. Zdecydowanie nie jest to miejsce do posiedzenia i kontemplowania.

Wydatki:
Zestaw pieczarki, frytki, dodatki 12 zł
Frytki 5,00 zł
Medalion 9,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +2
jedzenie: +2
czas: +5
wystrój: -1
czystość: +4


Ogólna ocena:

Bar Pieczarka
Łódź, ul. Piotrkowska 106/110


Wyświetl większą mapę

15 lip 2009

InVito - zwykła pizzeria


Igor - Jest środa 15 lipca, połowa miesiąca po tym jak powinniśmy odwiedzić Ciepłe Kluchy.
Asia - Zaraz po pracy udaliśmy się na Zachodnią 66A, niestety byliśmy tam za pięć dwunasta, a w zasadzie za pięć 19.00.
Igor - Okazało się, że możemy jeszcze wejść i zjeść, ale niestety wybór dań nie jest już za duży. Nie chcąc więc przetrzymywać pracowników, postanowiliśmy poszukać czegoś w okolicy.
Asia - Poszliśmy więc na drugą stronę kwartału ulic Zachodnia, Próchnika, Piotrkowska, Więcowskiego. I weszliśmy do InVito przy Piotrkowskiej 25.
Igor - Jest to pizzeria - sieciówka, w tym momencie poza Łodzią InVito jest także w Warszawie, Gdyni, Krakowie, Wrocławiu, Sandomierzu i Bielsko-Białej.
Asia - Mimo, że lokal ten jest otwarty stosunkowo od niedawna, już teraz nie brak mu klientów. Ogródek, który wydał nam się najlepszym miejscem na leni obiad, był niestety wypełniony po brzegi. Zdecydowaliśmy się wejść do klimatyzowanego środka.
Igor - Takie upały, że jednak klima nie dawała rady, i warunki były podobne do tych na zewnątrz. W środku, jest jedna sala wypełniona stoliczkami. Przede wszystkich czteroosobowymi, ale są też miejsca na liczniejszych grup.
Asia - Zaraz po tym jak usiedliśmy, podeszła do nas kelnerka i położyła menu.
Igor - Karty, to 8 stron zalaminowanych kartek formatu A4.
Asia - Na stoiku stały karteczki informujące, że wino białe lub czerwone sprzedawane na lampki (100 ml) kosztuje 5 złotych.
Igor - A w samym menu znaleźć można przekąski, zupy, sałatki, spaghetti, penne, tagliatelle, tortellini, lasagne, no i oczywiście bogaty wybór pizzy. 29 rodzajów oraz możliwość skomponowania własnej pizzy - każdy dodatek w zależności od wielkości ciasta kosztuje 3.50 zł lub 4.50 zł.
Asia - Najdroższa pizza kosztuje 34.90 zł (Frutti di mare 42cm), a najtańsza Margherita kosztuje 14.90 zł za 32cm.
Igor - Poza jedzeniem, można też zamówić napoje zimne, alkohole i wina.
Asia - Do napojów jak i do win podawana jest "przekąska gastronomiczna".
Igor - No ale podeszła do nas kelnerka i musieliśmy się na coś zdecydować. Asia wzięła Sałatkę wegetariańską, ja zaś skusiłem się na pizzę. Wybrałem Calzone Capri czyli pizzę "pieróg" (sos, ser, szynka, pieczarki, oregano), licząc na coś smacznego i wyglądającego nieco inaczej.
Asia - Kelnerka przyjęła od nas zamówienie i zabrała jedną z kart. My zaś zaczęliśmy się rozglądać po lokalu.
Igor - Pod sufitem zawieszone są dwa duże monitory, na których wyświetlany jest jakiś program (chyba N Sport).
Asia - Po chwili przyszła do nas kelnerka z zamówionymi napojami i przekąską gastronomiczną.
Igor - Nie do końca wiemy jak nazwać te paluszki, przypominały nieco kształtem grissini. Były z wierzchu pokryte delikatnie słoną i ostrawą warstwą. Delikatnie wypieczone, świetnie pasowały jako "czasoumilacze". Wraz z tymi paluszkami, kelnerka przyniosła dwie malutkie miseczki z sosami - jeden biały: czosnkowy, drugi brunatno-czerwony: pomidorowy z dodatkiem ziół.
Asia - Chrupiąc rozglądaliśmy się dalej. Na ciekawie wystrojonej sali stało trzynaście stoliczków, przy których wszystkie krzesełka i po jednym czerwonym fotelu. Krzesełka czarne i zwykłe, ciekawie komponowały się przy zupełnie inaczej wyglądających fotelach.
Igor - Na jednej ze ścian namalowany jest duży fresk przedstawiający amfiteatr Claudi.
Asia - Po drugiej stronie sali, na ścianach wiszą czarno-białe fotografie. Na podłodze położone są duże kremowe kafle, kompletujące dość nowoczesny wystrój.
Igor - Wystrój uzupełniały dwie szafeczki na butelki z winami.
Asia - Było ich zdecydowanie więcej niż w menu. Poza tym wszystkie butelki były puste. Wszystko stało tylko dla ozdoby.
Igor - Nasza przekąska szybko znikała. Była pyszna, a w połączeniu z przyniesionymi sosami smakowała jeszcze bardziej. Na tyle, że zjadłem chyba z połowę sosjerek.
Asia - Ponieważ naszych dań jeszcze nie było, udałam się do toalety. O ile większość znajdującego się tam sprzętu była czysta, tak poręcz tuż przy muszli, nie widziała ścierki chyba od tygodnia. Damska toaleta połączona jest ubikacją dla niepełnosprawnych.
Igor - Swoją drogą śmieszne jest, że lokal posiada toaletę dla niepełnosprawnych, ale żeby się do niego dostać trzeba pokonać dwa stopnie i wąskie wejście.
Asia - Niedługo potem przyszła kelnerka z naszymi daniami. Przede mną stanął kwadratowy talerz wypełniony po brzegi składnikami sałatki. Jako dodatek dwie kromeczki bagietki, sowicie nasączonych oliwą (albo bardziej prawodopodobne że olejem).
Igor - Przede mną zaś postawiono ogromny talerz z parującą pizzą. Wtedy tez okazało się, że te dwa pyszne sosy, nie były dodatkiem do przekąski gastronomicznej, a sosami do pizzy. Połowę zjadłem wraz z paluszkami, druga połowa miała mi starczyć do pizzy? No i zapomniano też o jakiejś łyżeczce do nalewania sosu - widelcem robi się to wyjątkowo ciężko, a wylewanie z tych miseczek kończyło się zaciekami na stole.
Asia - Moja sałatka składała się z sałaty, pomidora, ogórka, papryki, cebuli, kukurydzy i oliwek. Całość zroszona sosem winegret, ale w menu było podane, że sałatkę można także zamówić z sosem czosnkowym - kelnerka nie dała mi jednak wyboru.
Igor - Po przekrojeniu ciasta, z środka wylała się woda. Niestety, ale pieczarki których użyto do mojego dania, nie były wcześniej przesuszone, przez co całą wodę jaką w sobie miały - oddały podczas pieczenia.
Asia - Za to moja sałatka była świeża i chrupiąca. Sosu winegret jest nie za dużo, akurat w sam raz.
Igor - Moja pizza nie należała do najlepszych jakie jadłem. Ciasto nieco gumowate, nadzienie pływające, a szynka pociachana na wielkie plastry.
Asia - Ja w swoim daniu nie znalazłam wad.
Igor - Pałaszując nasze dania spostrzegliśmy, że przestała grać muzyka. Po przyjściu coś sączyło się z głośników, teraz jedyne co było słychać to odgłosy z kuchni.
Asia - Zastanówmy się nad samym lokalem. Wnętrze nie jest porywające, jest bardzo czyste i nowoczesne. Nie jest też przytulnie, co raczej sprzyja szybkiemu wejściu i zjedzeniu, ale nie posiedzeniu ze znajomymi lub na randce.
Igor - InVito znajduje się tuz obok pizzerii Presto - dość silnej konkurencji. Vis a vis jest "szybkonald's" na parterze Magdy.
Asia - Kiedy zjedliśmy, pojawiła się kelnerka pytając czy chcielibyśmy coś jeszcze.
Igor - Poprosiliśmy o rachunek, upewniając się że można płacić kartą. I tu miła niespodzianka na koniec. Kelnerka spytała się, czy jesteśmy studentami bądź mamy swoją firmę - dla tych grup przewidziane są zniżki (odpowiednio 15 i 20%). To samo, przy zamówieniu dużej pizzy, gdyż za drugą płacimy 50% ceny.
Asia - Komu polecić InVito? Tym, którzy chcą szybko zjeść w ciągu dnia w niezobowiązujacej atmosferze.
Igor - No i na koniec - to jest pizzeria, można zamówić na wynos.

Wydatki:
Sałatka wegetariańska 13,90 zł
Pizza Calzone Capri 16,90 zł
Pepsi 4,50 zł
Mirinda 4,50 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +2
jedzenie: +2
czas: +5
wystrój: +2
czystość: +4


Ogólna ocena:

InVito
Łódź, Piotrkowska 25
tel.0 801 468 486
www.invitopizza.pl
11:00-23:00 w piątki i soboty do 24:00



Wyświetl większą mapę

12 cze 2009

Ganesh - w Bollywood


Igor - W restauracji o tej nazwie już raz byliśmy. Było to dość dawno, na początku prowadzenia naszego bloga. Wtedy zachwycaliśmy się małą, klimatyczną, nastrojową knajpką schowaną w jednej z bram na Piotrkowskiej. Czemu więc zdecydowaliśmy się iść tam jeszcze raz? Bo Ganesh otworzył nową siedzibę, dużo większą od pierwszej.
Asia - Zajął lokal przez wiele lat zajmowany przez restaurację Quattro (ul. Piotrkowska 55). Udaliśmy się tam podczas długiego weekendu - podobnie jak w całym mieście, tak i w restauracji nie było wielu klientów.
Igor - Weszliśmy po schodach przez wielkie otwarte na oścież drzwi. Wnętrze wygląda sympatycznie, ale a drugiej strony dość przeciętnie - długa sala, z wieloma stolikami poustawianymi symetrycznie. Jedynym ciekawym akcentem są dwa stoły w formie okręgu, dookoła których są ustawione sofy. Nad stołami są baldachimy z drobnych koralików, a centralnie nad stołem żyrandol z setek małych szkiełek. Niestety, stoliki są ciągle zarezerwowane, być może z myślą dla liczniejszej grupy klientów.
Asia - Zajęliśmy miejsce po prawej stronie (jak się potem okazało jest to część dla palących - w "starej" restauracji nie wolno było palić w ogóle). Po kilku chwilach podeszła do nas kelnerka podając karty - długie i wąskie. Przy czym kelnerka nie wyglądała jak kelnerka... to znaczy żadna z kelnerek nie wyglądała jak kelnerka. Gdyby nie to, że podawały menu lub chodziły z daniami wzięłabym je za klientki.
Igor - W menu są różne dania: z kurczaka, z baraniny, z ryb, desery, przystawki, oraz indyjskie kefiry.
Asia - Wybór całkiem spory, a i samo czytanie menu trochę trwa ponieważ najpierw większą czcionką mamy oryginalną nazwę dania, a dopiero niżej polski dokładny opis.
Igor - Po jakimś czasie przyszła kelnerka. I całe szczęście - nie mogliśmy się zdecydować, a byliśmy bardzo głodni.
Asia - Ponieważ miałam już upatrzone jedno danie zapytałam ile będziemy na nie czekać - od długości oczekiwania uzależniałam bowiem zamówienie przystawki. Niestety, kelnerka odpowiedziała "nie wiem". Zbita z tropu postanowiłam prócz malai kebab czyli kawałków kurczaka marynowanych w sosie śmietanowo-orzechowym, zamówić także Veg samosa czyli smażone pierożki wegetariańskie.
Igor - Ja postawiłem za to na baraninę. Poprzednim razem bardzo mi smakowała i stwierdziłem że i tym razem zjem ten rodzaj mięsa. Jednak kompletnie nie pamiętałem, co jadłem te dwa lata temu, więc zamówiłem u kelnerki Mutton Korma czyli baranina z migdałami i orzechami w łagodnym sosie śmietanowo-pomidorowym. I odpowiedź kelnerki była równie dziwna co w przypadku Asi - niech Pan tego nie zamawia, albo zmieni sos. Spytałem się co to znaczy, czy to że danie jest źle skomponowane? Kelnerka odparła że "oni" jedzą różne dziwne rzeczy, a w tym przypadku to źle smakuje. Zdziwiłem się bardzo! Zbity ze stropy spytałem się, co kelnerka może mi w takim razie polecić, zaproponowała Kadai Mutton - baranina z papryką, cebulą, imbirem i chili w sosie Curry. Nieświadomie, kelnerka odwiodła mnie od zamówienia tego samego dania co przy poprzedniej wizycie.
Asia - W czasie jak Igor dyskutował z kelnerką o swoim daniu, ja przewertowałam menu i znalazłam do picia jogurt, wcześniej jednak zapytałam kelnerki który będzie najbardziej pasował do mojego dania. Poleciła Lassi natural czyli jogurt indyjski naturalny.
Igor - Asia zamówiła przystawkę, więc stwierdziłem że i coś wezmę jako starter. Tym bardziej, że baraninę się długo przygotowuje - nie chciałem ryzykować śmierci głodowej. Znalazłem coś co zostało nazwane Garlib Naan czyli placki z mąki pszennej z czosnkiem i domówiłem to jako drugą przystawkę. Do picia także zamówiłem jogurt (poprzednim razem bardzo mi smakował), wybrałem Lassi garlic czyli napój jogurtowy czosnkowy.
Asia - Zanim kelnerka przyszła do nas z talerzem mieliśmy dość czasu aby rozejrzeć się po nowym Ganeshu. Te okrągłe stoliki pod baldachimem wyglądają rewelacyjnie. Do tego ciekawy, ceglany kolor ścian i klimatyczna muzyka płynąca z głośników.
Igor - Nie tylko z głośników. Na ścianach wiszą duże telewizory, na których puszczane są hinduskie teledyski, muzykę z nich można usłyszeć w całym lokalu. Także w toalecie.
Asia - Toaleta utrzymana jest w klimacie. Dominują kolory czarny i czerwony. Czysto, nietuzinkowo i muzycznie.
Igor - Można dodać, że całość świetnie wyglądającej toalety burzy jeden fakt. Bo wszystko pachnie, świetnie dopasowane, podajnik do mydła to metalowy pojemniczek, umywalka o ciekawym designie... i do tego wszystkiego postawiony na blacie papier w rolce do wycierania rąk.
Asia - Po powrocie do stolika podeszła do nas kelnerka i położyła przed nami białe talerze, na nich czerwona serwetka, a na niej sztućce: widelec, nóż i łyżka. Zastanowiłam się po co nam łyżka, ale nie zdążyłam zapytać bo kelnerka zniknęła.
Igor - Po kolejnej minucie na naszym stole pojawiły się przystawki! Garlic Naan to trzy placki z mąki pszennej przyrządzone z czosnkiem. Jako przekąska - wyśmienite. Smak czosnku lekki i nie narzucający się, choć popijając jogurtem również o smaku czosnku, trudno było wyczuć różnicę. Sam jogurt, to napój mleczny w którym wyczuwalne są kawałki zgniecionego czosnku. Całość wyśmienicie oczyszcza kubeczki, ale tę zaletę doceniłem nieco później.
Asia - Veg Samosa to zaś dwa pierożki podane na sałacie z dwoma sosami. Jeden sos był zielony i wyglądał na chrzanowy, drugi był w kolorze czekoladowym i w smaku był słodki, troszkę miodowy. Pierożki z zewnątrz bardzo chrupiące, nadziane pastą (chyba) ziemniaczano-curry.
Igor - Sosy (a właściwie dipy) te pasowały także do placków. Kiedy zjedliśmy przystawki, pojawiła się kelnerka - naszymi daniami głównymi.
Asia - Ja dostałam owalny talerz z kawałkami kurczaka i surówką oraz koszyczek z Naan - czyli plackami z mąki przennej, tym razem jednak już bez dodatków.
Igor - Dla mnie przyniosła dwa talerze - jeden mniejszy, podłużny z kopczykiem białego ryżu, drugi większy, własiciwie półmisek z cząstkami mięsa w gęstym sosie.
Asia - W Ganesh, dostaje się potrawy na osobnych talerzach, a następnie przekłada w dowolnie wybranych proporcjach na talerz z którego się je. Bardzo wygodne. Mój kurczak pocięty był w średniej wielkości kwadratowe kawałki. Mięso było aksamitne w smaku, bardzo soczyste, śmietanowa marynata była wyśmienita, a orzechy dawały tylko delikatny, przyjemny posmak. Do tego wszystkiego ryż - biały, niesolony; oraz surówka mocno przyprawiona papryką. W zasadzie to mięsem i ryżem przegryzałam właśnie tę surówkę.
Igor - Ja także sobie chwalę taki sposób podawania jedzenia. Daje to możliwość skosztowania każdego ze składników posiłku razem lub z osobna. Moje mięso było zatopione w gęstym sosie, w którym zanurzone były kawałki warzyw. Całość kompozycji była wyraźnie ostra, to zasługa imbiru dawała bardzo ciekawy i wyraźny smak. Ryż, biały i sypki, świetne uzupełnienie.
Asia - Przyjemnym dodatkiem do naszych dań były jogurty - właśnie przy głównym daniu docenić można ich spokojny smak. W zasadzie w zaskoczyła mnie mile wielkość porcji. Poprzednim razem dania były równie pyszne, ale porcje zdecydowanie mniejsze. Tym razem po zamówieniu przystawki i dania głównego byliśmy najedzeni.
Igor - Tak, zdecydowanie wielkość porcji jest większa niż poprzednim razem i całe szczęście bez uszczerbku na jakości. Ja byłem bardzo przyjemnie najedzony.
Asia - Gdy wróciliśmy do domu spojrzeliśmy na stronę internetową restauracji Ganesh i co się okazało? Po pierwsze na witrynie brak jest informacji, że w Łodzi są dwa Ganesh'e, za to jest link do warszawskiej knajpy.
Igor - A po drugie ceny w internetowym menu są niższe od tych które widzieliśmy będąc w restauracji, średnio o 3 zł.
Asia - Ja bym podtrzymała moją opinię odnośnie tego lokalu - można zajrzeć od czasu do czasu i spróbować przepysznej kuchni, ale jest tam za drogo, aby stołować się codziennie.
Igor - A ja dodam, że mamy mimo wszystko w Łodzi dwie różne restauracja Ganesh - jedną małą, klimatyczną, ze spokojną muzyką; oraz drugą większą, nastawioną na wielu klientów, z dyskotekowym bollywood z głośników - bardziej komercyjną. Osobiście wolę tę pierwszą.
Asia - Komu zatem można polecić nowy Ganesh? Zdecydowanie można wybrać się tam większą ekipą i zająć stolik pod baldachimem. Klimatyczny, rozwywkowy wieczór zapewniony.
Igor - Super jedzenie, wystrój i czystość... tylko ta obsługa.

Wydatki:
Garlic Naan 11,00 zł
Veg Samosa 10,00 zł
Malai Kebab 23,00 zł
Kadai Mutton 31,00 zł
Lassi natural 7,00 zł
Lassi garlic 8,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +2
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +4
czystość: +5


Ogólna ocena:

"Ganesh"
Łódź, ul. Piotrkowska 55
www.ganesh.pl


Wyświetl większą mapę

26 maj 2009

Quattro - nijako


Asia - W jeden z letnich czerwcowych dni głodni po spacerze od sklepu do sklepu z=postanowiliśmy usiąść w ogródku restauracji Quattro.
Igor - O ile mnie pamięć nie myli, to ta lokalizacja Quattro jest już trzecią. Początkowo ta restauracja znajdowała się tuż obok Qvo Vadis przy Piotrkowskiej, następnie wywędrowała vis a vis pierwszego lokum... Około roku temu przenieśli się pod numer 76 Piotrkowskiej. Czy doczekamy się czwartego adresu?
Asia - Uważam, że obecna lokalizacja jest bardzo przyjemna - nieopodal pasażu Rubinsteina.
Igor - Korzystając z pięknej wiosenniej pogody, usiedliśmy w ogródku. Jeśli lubicie siadać na nierównej podłodze, zbitej z paździerzowych desek, gdzie krzesełka poustawiane są jeden obok drugiego - polecam to miejsce.
Asia - I proszę uważać przy odsuwaniu się na krześle - barierka ograniczająca ogródek jest dalej niż brzeg podłogi, zatem bardzo łatwo spaść z podestu.
Igor - No ale do rzeczy. Kelnerka zauważyła nas dość szybko - podeszła do nas i zostawiała dwie karty dań. Zwykłe, zalaminowane, formatu A4 kartki.
Asia - Do wyboru nie tylko pizze, ale także dania z makaronu, trochę deserów czy nawet drinki. Po dość szybkim przejrzeniu menu zdecydowałam się na danie z kuchni polskiej, swojskie a jednocześnie sycące: potrawkę z kurczaka.
Igor - Ja natomiast nie chciałem się objadać czymś ciężkim i postanowiłem zamówić sałatkę. Jednak, aby dostarczyć swojemu organizmowi nieco kalorii wybrałem sałatkę z kurczakiem.
Asia - Gdy podeszła do nas kelnerka zapytaliśmy o czas oczekiwania na te dania, ponieważ miało to być około 20 minut, poprosiliśmy o przystawkę w postaci frytek.
Igor - Bardziej przekąskę niż przystawkę. Ot taki "czosoumilacz", którego w tej restauracji nie zaznacie.
Asia - Fakt, na frytki czekaliśmy ok 10 minut i zdecydowanie nie umiliły nam one czasu. Były twarde, przepieczone, ciemne i przesolone.
Igor - Mogliśmy zamówić coś innego? Nie w Quattro. Sącząc piwo, czekaliśmy na nasze dania. W tak piękna pogodę, w ogródku na Piotrkowskiej nie zamówić piwa byłoby grzechem.
Asia - Upływający czas umilaliśmy sobie oglądaniem przechodniów, którzy robili sobie zdjęcia przy fortepianie Rubinsteina. Na szczęście po jakichś 25 minutach podeszła do nas kelnerka z naszymi daniami - była to inna kelnerka niż ta co przyjęła zamówienie.
Igor - Postawiła talerze przed nami i bez słowa odeszła. Moja sałatka wyglądała apetycznie i pachniała kusząco. Kurczak którego kawałki były na samej górze kopczyka warzyw, był dobrze wysmażony i był gorący (to niby powinno być normalne, ale wiele razy spotkałem się z letnim, albo nawet zimnym kurczakiem w sałatce).
Asia - Moja potrawka z kurczaka była podana z białym, dość twardym ryżem. Całość była ciepła, przyjemnie kremowa. Porcja była bardzo duża i sycąca.
Igor - Poza wspomnianym kurczakiem, w mojej sałatce było też sporo warzywek. Wszystkie chrupiące i raczej świeże. Nie zamówiłem skomplikowanego dania, ale patrząc na menu to raczej specjałów bym nie znalazł. Kiedyś jadłem w Quattro gyrosa, było to dla mnie na tyle długie we wspomnieniach przeżycie, że musiało minąć trochę czasu zanim odważyłem się zawitać tu ponownie. Tym razem postanowiłem zamówić coś lżejszego.
Asia - Nad jedzeniem raczej nie będę się dłużej rozwodzić. Pomiędzy "przystawką" a daniem głównym weszłam do środka lokalu. To co rzuca się w oczy to ogromny telewizor z włączonym kanałem muzycznym. Ja jednak szukałam toalety. Jest ona vis a vis baru. Duże pomieszczenie ze sporym lustrem, ogromną umywalką i malutkim kranikiem. Czysto.
Igor - Sam lokal też jest spory, ale nie sądzę aby nadawał się na duże imprezy - jest tu kilka mniejszych salek, pomiędzy którymi są małe przejścia.
Asia - Wydaje mi się, że można tam przystanąć w piątek pomiędzy jednym klubem a drugim. I tyle.
Igor - Bo i na romantyczne schadzki to nie najlepsze miejsce. Na wypad z kolegami, piwko z możliwością zjedzenia - tak.
Asia - Gdy kelnerka już zauważyła, że skończyliśmy... a właściwie zauważyła, że zaczęliśmy zbierać się do wyjścia przyniosła nam nasz rachunek.
Igor - Można w Quattro płacić kartą, ale tylko po wejściu do lokalu. Tak więc czekała mnie jeszcze wycieczka do środka.
Asia - Czy warto zawitać do Quattro ze względu na jedzenie - niekoniecznie, ze względu na wystrój - niekoniecznie. Jeśli idąc zgłodniejecie - można zaryzykować.

Wydatki:
Frytki 5,00 zł
Potrawka z kurczaka 15,00 zł
Sałatka 15,00 zł
Piwo (0,5l) 7,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +1
jedzenie: +2
czas: +1
wystrój: -1
czystość: +4


Ogólna ocena:

"Quattro"
Łódź, ul. Piotrkowska 76
tel. 042 661-73-93



Wyświetl większą mapę

19 kwi 2009

Ramzes - pierwowzór Shpinxa


Igor - Wpadliśmy do tego lokalu dość przypadkowo. Idąc Piotrkowską, która była zablokowana przez jakieś wyścigi regat, natknęliśmy się na Ramzesa.
Asia - Jest to knajpa pod numerem 40, która jest tutaj chyba niemal "od początku".
Igor - Fakt, Ramzes jest najstarszą restauracją tego typu (kebab, shoarma, gyros), która mieści się w Łodzi. Mało kto wie, ale to właśnie Ramzes jest pierwowzorem Sphinxa. Tak tak, to Ramzes dał impuls do stworzenia tej ogólnopolskiej znanej sieci restauracji.
Asia - Co jakiś czas Ramzes z resztą przechodził lifting, zmieniając wygląd, logo...
Igor - Aż dziw, że jeszcze nie zdecydowaliśmy się go przetestować na naszej witrynie.
Asia - Być może dlatego, że restauracja ta znajduje się w mniej popularnej części Piotrkowskiej. Bo to odcinek pomiędzy ulicami Jaracza i Narutowicza.
Igor - Natomiast będąc już w tej części deptaka, trudno przeoczyć Ramzesa. Nad ogromnymi oknami widnieje czerwony napis "restauracja", a przy wejściu są dwie duże (wielkości drzwi) czerwone plansze z przedstawionym menu. Troszkę mi to przypomina bardziej fast food, a nie restaurację, no ale co się dziwić skoro właściciel jest ten sam co i Kebab House.
Asia - Zaraz po wejściu po trzech schodkach, trafiamy do małego przedsionka. Dzięki tej sztuczce, nie widać od razu, że wnętrze Ramzesa to jedna salka.
Igor - Bo nie jest to za duży lokal. Natomiast od wejścia ja poczułem dziwny zapach. Ni to woń jakiegoś dania, ni to perfumy. Jakis taki dziwny zapach starego oleju.
Asia - Szybko zdecydowaliśmy się na stolik. Staraliśmy się nie usiąść komuś na plecach, ale ustawienie stołów i krzeseł nie ułatwia tego. W zasadzie sala Ramzesa przypomina małą stołówkę.
Igor - Z nietypowym elementem jakim są skórzane sofy i niskie stoliki ustawione "w oknie".
Asia - Usiedliśmy w rogu. Chwilę czekaliśmy na kelnerkę, która podała nam karty. I wtedy spojrzeliśmy z bliska na nasz stolik. Na drewnianym stole ze słojami widać było kółka od szklanek oraz resztki jedzenia... Fuj!
Igor - Można powiedzieć, że kelnerka zauważyła nas od razu. Sympatyczna dziewczyna, ale na oko zupełnie nie można jej stroju odróżnić od ubrań gości. koszulka z krótkim rękawkiem, jakieś spodnie i to wszystko. OK, rozumiem luźny styl, ale to było bardziej niechlujne niż stylowe.
Asia - W menu jest co wybierać. Tak jak Igor napisał: od shoarmy przez kebab, gyros, skrzydełka na polędwiczkach i "Naleśniku Kairskim" kończąc. Ja zdecydowałam się na shoarmę z kurczaka z warzywami z surówkami i pitą.
Igor - Ale takie dania można dostać niemal wszędzie i nie ma co ich zamawiać kiedy chce się zjeść coś nowego. Moja uwagę przykuła nazwa "czarnulka z Ramzesa" - szynka wieprzowa opiekana w orientalnej marynacie. Do dania podawany jest bukiet surówek i pita.
Asia - Ponieważ byliśmy głodni, zdecydowaliśmy się na jakąś przystawkę.
Igor - I tu problem, bo w Ramzesie za przystawki podawane są kapusta lub buraczki zasmażane, bukiet surówek, a nawet mizeria i ogórek kiszony! Z prawdziwych przystawek możemy zamówić pieczarki z grilla lub "Kleopatrę" - ser pieczony camembert z żurawiną i chlebkiem pita. Przy tak ubogim wyborze, zdecydowaliśmy się na "sałatkę tonno" - czyli tuńczyk, pomidory, cebula, oliwki, jajko, kukurydza, sałata lodowa i chlebek pita.
Asia - Gdy kelnerka zauważyła, że już wybraliśmy, przyjęła zamówienie precyzując jakie chcielibyśmy dodatki: ryż, frytki lub opiekanie ziemniaczki. Dopytała także o napoje. Ja zdecydowałam się na herbatę a Igor - pepsi.
Igor - Kiedy kelnerka odeszła, mogliśmy się skupić na wnętrzach restauracji. W sumie, to nie za bardzo jest na czym oko zawiesić, być może z tego powodu zawieszono pod sufitem telewizora. Ciągle zmieniające się obrazki z muzycznej stacji, być może przykuwają uwagę, ale czy do restauracji chodzi się po to aby gapić się w ekran? Muzyka też nie była za szczególna - puszczona jakaś komercyjna stacja radiowa z "jebjeb-muzyczką".
Asia - Gdzieniegdzie na ścianach były motywy arabskie. Jakiś obrazek, jakaś dekoracja. Nad barem rząd lampek z kolorowymi szkiełkami. Moje ogólne wrażenie? Ciemno. Pomimo wielkiego okna.
Igor - Lampki też nie za szczególne, takie jakie już od dawna można oglądać w Sphinxach. Okna fajne, mimo że plastikowe, to ktoś postarał się o ciekawe naklejki iminujące bliskowschodnie elementy architektoniczne. No i niestety na tym koniec.
Asia - Bez trudu znalazłam toaletę. Tuż przed barem, z niebieską naklejką. I tam też jest przedsionek. Do wyboru dwie kabiny (unisex). I znów - ciemno! Nie ma mowy o poprawieniu makijażu. A wystrój? Muszla, zlew, lustro, suszarka. Standard.
Igor - Kiedy i ja wróciłem z kibelka, kelnerka już zdążyła przynieść sałatkę i sztućce. Jedliśmy ją wspólnie, bo chcieliśmy tylko czymś nasycić głód. Jednak ani ja ani Asia nie znaleźliśmy w sałatce zapowiadanych w menu oliwek, jajka, a sałata nie była lodowa, no i gdzieś podział się chlebek pita.
Asia - Dość szybko poradziliśmy sobie z sałatką. Porcja spora, w zasadzie dla jednej osoby może stanowić danie główne.
Igor - Gdy kelnerka podeszła zabrać talerz zawahała się czy zostawić nam nasze sztućce, których już używaliśmy. Postanowiła jednak zabrać sam talerz.
Asia - Przetarliśmy więc widelce i czekaliśmy na główne danie. Po jakichś 15 minutach stanęły przed nami dwa talerze ze sporymi porcjami. W sumie najwięcej było frytek.
Igor - Moja czarnulka, faktycznie była czarna. Pachniała kusząco, była świeżo wyjęta z tłuszczu - błyszczała się, no i w smaku była nieco słona :-) Niestety, powalający to smak nie był. Miałem wrażenie, jakbym jadł przypalone mięso - mam nadzieję, że to nie jest sekret przyrządzania tego dania. Bukiet surówek znośny, choć z cała pewnością czekały one na podanie już od jakiegoś czasu. Frytki? Ludzie, zmieniajcie ten olej (czy fryturę) częściej!
Asia - Moje danie było gorące (także talerz, o czym uprzedziła mnie kelnerka). Opinię o surówkach mam taką samą jak Igor, choć trzeba przyznać, że nie wyglądały one na kupowane - raczej ktoś siada i faktycznie je kroi. Zasadnicza część dania to siekane mięso, na nim sporo opiekanych na patelni warzyw i na tym wszystkim jeszcze żółty ser. Danie było sycące, ale nie powalające.
Igor - Jadłem i jadłem, ale niestety nie obyło się bez sosów. Jednak wolę, kiedy mięsa są same w sobie na tyle smaczne aby nie było trzeba ich doprawiać. A sosy podawane są standardowe: łagodny, czosnkowy i ostry. I przyznać trzeba, że sosy są dobre, gęste i wyraźne w smaku. No może czosnkowy mógłby być wykonywany z prawdziwego warzywa, a nie z proszku.
Asia - Po zjedzeniu byłam pełna, przepiłam całość herbatą (mała filiżanka) i już chciałam wyjść. Zapach unoszący się w Ramzesie zaczął być nieznośny. Do zapachu oleju doszedł smród palonych obok papierosów (brak jest sali dla niepalących) oraz dym z fajki wodnej.
Igor - Akurat ten drugi dym był słodki i nie kłócił się tak bardzo. Jednak jak już pisałem - nie toleruje palenia i jedzenia w tym samym momencie. To są dwie przyjemności, które najlepiej smakować z osobna.
Asia - Niestety, ciężko wyjść z knajpy bez płacenia... Ale jak tu zapłacić jak kelnerka gaworzy z barmanką i nie patrzy na salę?
Igor - W końcu po kilku minutach oczekiwania kelnerka nas zauważyła. Kiedy przyniosła rachunek spytałem się czy mogę zapłacić kartą. Na szczęście, było to możliwe.
Asia - Igor musiał iść do baru, aby dokonać płatności, a ja zostałam sam przy stole... na którym pozostały brudne naczynia.
Igor - Przy barze też było dziwnie. Siedział jakiś facet z laptopem, za barem dziewczyna udająca barmankę (w stroju niczym nie wyróżniającym się) oraz kelnerka, która zamiast iść posprzątać siedziała na krzesełku i patrzyła co barmanka robi. Jakoś nie miałem ochoty zostawiać napiwku, bo i nie było za bardzo za co.

Wydatki:
Czarnulka z Ramzesa 20,00 zł Shoarma z kurczaka, z serem i z warzywami 19,00 zł
Sałatka Tono 13,00 zł
Herbata 3,50 zł
Pepsi 6,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +1
jedzenie: +1
czas: +3
wystrój: +1
czystość: -1


Ogólna ocena:

"Ramzes"
Łódź, ul. Piotrkowska 40
tel. 042-63 11 700


Wyświetl większą mapę

21 mar 2009

Restauracja Złota - tylko z nazwy


Asia - Pierwszego dnia wiosny postanowiliśmy wybrać się na spacer. Pierwsze promyki wiosennego słońca nie były jednak na tyle rozgrzewające, aby długo chodzić po Piotrkowskiej.
Igor - A ponieważ dodatkowo zbliżała się godzina obiadowa postanowiliśmy zajrzeć do Restauracji Złotej przy ul. Piotrkowskiej 146.
Asia - To jest niedaleko Centralu II i wieżowca mBanku, wejście do tego lokalu (który jest w piwnicy) jest między budkami z hot-dogami a salonem jubilerskim.
Igor - Jeszcze na zewnątrz restauracji można zapoznać się z menu. W specjalnej małej gablocie, wisi karta dań jakie serwuje lokal. Czas lektury umila muzyka jaka płynie z głośnika zawieszonego na zewnątrz Złotej.
Asia - Zainteresowani kilkoma daniami oraz średnimi cenami postanowiliśmy wejść. Schody prowadzą w dół i w lewo. Po ich otworzeniu weszliśmy do "przedpokoju" z którego na wprost widzieliśmy bar, a na prawo i lewo odchodziły korytarze.
Igor - Podszedł do nas kelner, który zauważył, że nie wiemy gdzie iść i pokierował nas na lewo, uprzednio pytając czy życzymy sobie stolik dla palących czy niepalących.
Asia - Weszliśmy do "pokoju". Z nakrytymi stołami (zarówno obrusy, zastawa jak i kieliszki), wykładziną dywanową (poplamioną), lustrami, drewnianymi ścianami. Tworzyło to dość spójną całość.
Igor - ... no może za wyjątkiem ogromnego klimatyzatora nad wejściem. Na tyle dużego, że w zupełności psuł wystrój tego pomieszczenia. Niestety, nikt nie zadbał aby w najmniejszym stopniu przysłonić jakoś to szkaradztwo.
Asia - Chwilę po tym jak usiedliśmy podszedł do nas kelner podając karty dań. Być może pierwszy dzień wiosny i piękna pogoda na zewnątrz sprawiły, że zapomniał zapalić świeczki postawionej na środku stołu.
Igor - W czasie gdy wybieraliśmy dania, do restauracji weszły jeszcze dwie osoby. No bo właśnie, lokal w sobotnie popołudnie świecił pustkami.
Asia - Dość szybko w menu odnalazłam dania, które zainteresowały mnie przed wejściem. Mimo iż to pierwszy dzień wiosny wybrałam gulasz z kaczą i buraczkami.
Igor - Mnie, nie wiedzieć czemu, naszło na jakąś rybę. Wybór padł na pstrąga podawanego z frytkami i bukietem surówek.
Asia - Gdy kelner podszedł ponownie złożyliśmy zamówienie. Obsługujący nas pan nalegał abyśmy od razu wybrali jakieś napoje. Byliśmy jednak już dość głodni, więc poprosiliśmy aby przyszedł za chwilę.
Igor - W czasie czekania na nasz posiłek, poszedłem do toalety. Już w połowie drogi zwątpiłem czy aby dobrze idę, bo doszedłem do otwartych drzwi do kuchni. Przez chwilę pooglądałem co tam się szykuje i w jakich warunkach. Całe szczęście nie zobaczyłem niczego co by mnie zniechęciło do jedzenia. Okazało się, że toaleta jest jeszcze dalej, na samym końcu korytarza. Toaleta bardzo mała, w miarę czysta, ale co mnie najbardziej zdziwiło to brak ciepłej wody.
Asia - W tym czasie podszedł znów kelner pytając czy już coś wybraliśmy do picia. Odpowiedziałam, że jeszcze nie i czekałam aż Igor wróci.
Igor - Gdy tylko przyszedłem ponownie podszedł kelner z pytaniem o napoje. Asia, aby się rozgrzać poprosiła o czerwone wino pół wytrawne.
Asia - Wtedy pan zapytał o to czy całą butelkę, bo jeśli tak to poda kartę win, a jeśli chcę kieliszek, to mam do wyboru tylko dwa, bo tylko takie są otwarte. Jakoś nie czułam się na siłach wypić całą butelkę, więc poprosiłam o lampkę.
Igor - Spróbowałem wina Asi i stwierdziłem że i ja uraczę się tym samym. Wiem - czerwone wino do ryby pasuje jak...
Asia - Inna sprawa, ze kelner nie zaprotestował. I w zasadzie mogłabym skończyć wątek o winie, gdyby nie to, że zostały podane w dwóch różnych kieliszkach. Oba były do wina czerwonego, ale ewidentnie z dwóch różnych kompletów. Niby drobiazg, a nieładnie to wyglądało.
Igor - Czekaliśmy i czekaliśmy, a do lokalu wszedł może jeszcze jeden pan, który zasiadł przy barze leczyć kaca. Kelner obsługujący drugi stolik rozmawiał z klientami na tyle głośno że bez problemu było go słychać w naszej salce. To co najbardziej zapamiętałem, to stwierdzenie "nie schodzą" jako wytłumaczenie czemu ryby zamówione przez klientów nie zostaną im podane. Rozumiem, że bywają mało popularne dania, ale klienta można jakoś ciekawie zbajerować, a nie prosto z mostu między oczy.
Asia - Widocznie moje buraczki też nie schodziły, bo po jakimś czasie kelner przyszedł i zapytał czy zamiast buraczków mogę dostać bukiet surówek. Gdy odpowiedziałam, że wolałabym brokuły, usłyszałam, że kucharz pozwolił tylko na zaproponowanie bukietu surówek. Czyżby brokułów też nie było??
Igor - No i dalej czekaliśmy i się deczko nudziliśmy. Przygrywała nam muzyka z głośnika. Czasem taką słyszę w marketach, gdzie po nalotach ludzi z Zaiksów czy innych "chroniących biduli z przemysłu fonograficznego", zdecydowano się na granie bezpłatnego badziewia. Choć czasem dźwięki przypominały Rubika. Nawet częściej niż czasem.
Asia - Ostatecznie kelner na dwa razy przyniósł nam nasze dania. Z surówkami na osobnych talerzykach. Przede mną postawił talerz z kaszą, mięsem i gulaszem.
Igor - Moja ryba pachniała smakowicie. Frytki także wyglądały poprawnie. Surówki... nic specjalnego, choć marchewka smakowała na niedawno skrojoną.
Asia - Zaś mój gulasz... No cóż. Ciężko ładnie podać gulasz z sosem. Jednak bezkształtność masy jaką otrzymałam była straszna. Do tego wszystkiego poprzerastane, żylaste mięso. Szczerze powiedziawszy w tej cenie oczekiwałam czegoś lepszego.
Igor - Zabrałem się za pstrąga. Był delikatnie mówiąc delikatny - mało wyrazisty w smaku, a na domiar złego tuż przy kręgosłupie mięso nie było jeszcze gotowe. Ogólnie smaczne, ale bez większych Restauracja Złota - Dokumenty Googlewzlotów smakowych.
Asia - Miło się siedziało na miękkich krzesłach, ale czas nieubłaganie płynął, więc postanowiliśmy pospacerować jeszcze troszkę w tym wiosennym słońcu. Pomimo 177 pozycji w menu i ponad 50 różnych daniach nic nie skłoniło nas aby zamówić deser.
Igor - Trochę trwało zanim kelner zauważył, że już skończyliśmy i chcemy wyjść. Gdybyśmy może mieli notebooki, to byśmy posurfowali za darmo - w lokalu jest dostępne Wi-Fi.
Asia - Gdy poprosiliśmy o rachunek i po kilku minutach go dostaliśmy. Na szczęście w Złotej można płacić kartą płatniczą. Kelner po dłuższej chwili zawołał mnie do baru prosząc o PIN. Mogłam dzięki temu zajrzeć za bar... Bynajmniej nie był złoty.
Igor - Kiedy Asia wróciła do stołu, ubraliśmy się i wyszliśmy niezauważenie.
Asia - Zwykle w tym miejscu recenzji zastanawiamy się komu można polecić ten lokal.
Igor - Być może restauracja Złota nie musi starać się o gości, gdyż ogromny biurowiec mBank zapewnia stały dopływ klientów biznesowych w ciągu tygodnia. My przyszliśmy w sobotę...
Asia - Romantycznego obiadu w Złotej nie widzę, prędzej jakieś rodzinne spotkanie lub właśnie szybki biznesowy lunch.

Wydatki:
Pstrąg z frytkami i bukietem surówek 28,00 zł
Gulasz z kaszą i buraczkami 22,00 zł
Wino czerwona 2 x 8,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -1
jedzenie: +1
czas: +3
wystrój: +1
czystość: +3


Ogólna ocena:

Restauracja Złota
Łódź, ul. Piotrkowska 146
042 636-11-11
www.zlota.com.pl


Wyświetl większą mapę

10 mar 2009

Irish Pub - irlandzka nie tylko nazwa


Igor - Dzień Świętego Patryka już 17 marca. Postanowiliśmy więc sprawdzić gdzie warto się bawić w tym roku.
Asia - Poszukaliśmy w sieci, co najbardziej pasuje pod irlandzki klimat w Łodzi.
Igor - Wyszło nam, że powinniśmy udać się do Dublin Pub lub Irish Pub.
Asia - Mieliśmy nawet szalony pomysł, aby każde z nas poszło do innego pubu w tym samym czasie. Ale zrezygnowaliśmy i poszliśmy razem do Dublin Pub.
Igor - Sprawdziliśmy w internecie, że tam coś serwują. Co? Nie udało nam się stwierdzić, gdyż wyszliśmy po 15 minutach oczekiwania przy stoliku na kogokolwiek z obsługi. Lokal był z lekka pusty, więc nie można ich wytłumaczyć nadmiernym ruchem.
Asia - Wstaliśmy i poszliśmy Piotrkowską do drugiego wybranego przez nas irlandzkiego miejsca w Łodzi.
Igor - Irish Pub znajduje się w bramie, jednego z najsławniejszych adresów naszego deptaka - we frontowej kamienicy znajduje się studencki klub Siódemki.
Asia - Latem całe podwórko zajęte jest przez ogródek. Zimą zostają tylko podesty i iglaki. Do Irish Pubu wchodzi się przez drewnianą przybudówkę.
Igor - Od progu widać bar i kilka stolików. Wydawać by się mogło, że lokal jest mały, jednak po zejściu do piwnicy odkrywamy kolejne pomieszczenia.
Asia - My jednak zdecydowaliśmy się zostać na poziomie 0. Gdy tylko usiedliśmy podszedł do nas kelner.
Igor - Kelner, który jest jednocześnie barmanem. Poczekał aż zdjęliśmy płaszcze i podał nam menu.
Asia - I w tym momencie odczuliśmy minus wybrania stolika na górze. Brak jasnego światła lub chociaż zapalonej świeczki spowodował, że dania wybieraliśmy troszkę po omacku (dosłownie).
Igor - Nad moją głową była lampka, ale bez żarówki. Na stole stał mały świecznik, ale świeczka w nim wypaliła się dawno przed naszym przyjściem. Suma summarum było ciemno, wręcz półmrok. Musiałem się nieźle nagimnastykować, aby skorzystać z resztek światła dobiegających z baru. Dodatkowych atrakcji dostarczał mi kiwający się fotel, z niepewną jedną z nóżek, gwarantował on mi że z pewnością bym nie zasnął.
Asia - Na szczęście poradziliśmy sobie... Ja zdecydowałam się na penne z suszonymi pomidorami i bryndzą.
Igor - Ja wybrałem Sheperd's Pie, czyli zapiekankę z polędwicy wołowej i ziemniaków podaną z ostrą musztardą. Na wszelki wypadek zapytałem jednak kelnera jak ostra jest ta musztarda - od tego zależało bowiem czy już teraz wybiorę coś do picia, czy dopiero później.
Asia - Ze względu na zimową aurę zdecydowałam się dodatkowo na herbatę. Kelner zapytał jaką... poprosiłam aby doradził jakiś smak, który będzie względnie pasował do wybranego przeze mnie dania. Stanęło na earl gray. Co ciekawe cena z paragonu różni się od tej na stronie www.
Igor - Taaa herbata pasująca do penne? No nic, ja poszedłem do toalety. Znajduje się ona w piwnicy, do której schodzi się po schodach. Tak więc osoby mające problemy w poruszaniu się - wybierajcie inne lokale. Toaleta urzekła mnie... zapachem! Tak pięknie pachnącej toalety już dawno nie odwiedzałem. Mieszanka korzennych zapachów unosząca się ze świecznika, plus pachnidełko rozpryskiwane przez dozownik i intensywnie pachnące kostki w pisuarach. Mieszanka może wydawać się zabójcza, a jednak nie jest. W łazience znajduje się automatyczny podajnik mydła i równie automatyczny, działający na fotokomórkę, podajnik papieru.
Asia - To ja dodam tylko jeszcze, że w damskiej toalecie jest dodatkowo podajnik kremu do rąk. Chwilę po tym jak Igor wrócił, kelner przyszedł ze sztućcami oraz herbatą.
Igor - Usiadłem i czekałem na zamówienie. Oglądając wnętrze - na ścianach obrazki, jednak w zumie to nic szczególnego nie przykuło naszej uwagi. No może poza palącym się płomieniem na podwórku. W menu było podane, że można czekać do pół godziny. I w sumie nie tak długo czekaliśmy. Kelner przyszedł i postawił przed nami nasze dania.
Asia - Początkowo myślałam, że się nie zmieszczą na naszym stoliczku. Mój makaron był bowiem podany na ogromnym kwadratowym talerzu. Całość wyglądała na niezbyt duże danie.
Igor - Natomiast moje danie, podane było na talerzu przypominającym żeliwna patelenkę, też sporawych rozmiarów.
Asia - Penne (czyli makaron rurki) polane było gęstym serowym sosem, o ciekawym smaku. Do tego kawałki pomidorów.
Igor - Natomiast moje "ciasto Sheperda" pachniało wyśmienicie. Z góry widać było tylko pierzynkę z tłuczonych ziemniaków. Były tak delikatne, że można to bardziej nazwać pure. Pod spodem znajdowało się ciekawe w smaku, mielone i smażone mięso polędwicy wołowej. A gdzie ta musztarda? W oddzielnym pojemniczku, do smaku.
Asia - Całość dania sycąca, smaczna, ale jakoś nie powalająca. Pozwalająca się najeść. I co ważne po zjedzeniu nie czułam się przejedzona. Dobre danie na lunch jak i na lekką kolację.
Igor - Moje danie było pyszne. Puszyste ziemniaki, a pod nimi ciepłe i soczyste mięso. Od góry posmarowałem ziemniaczaną pierzynkę musztardą. Nie wiem dlaczego opisali ją jako ostrą, bo ja bym ją ocenił jako średnią. Z całego dania zostawiłem tylko listki bazylii, którymi udekorowano Sheperd's Pie.
Asia - Dosłownie w kilka sekund po tym jak odłożyłam sztućce, przy stole pojawił się kelner i zabrał talerze.
Igor - Dobrze, że odłożyłem sobie z boczku menu, bo dzięki temu mogłem jeszcze do niego zajrzeć.
Asia - Ponieważ miło się siedziało w Irish Pub, a gości nie było zbyt dużo postanowiliśmy wybrać jeszcze jakiś deser. W zasadzie desery wybierał Igor. Dla mnie Creme Brulee, a dla siebie gruszkę z czekoladą.
Igor - W tym czasie przy barze zaczęli zasiadać kolejni goście. Zrobiła się ciekawa atmosfera, bo byliśmy w (przynajmniej z nazwy) irlandzkim pubie, a przy barze siedzieli jegomoście posługujący się wyspiarskim językiem.
Asia - Kelner gawędząc od czasu do czasu z gośćmi przy barze nie zapominał jednak o nas. Chwilę po złożeniu zamówienia na desery otrzymaliśmy sztućce.
Igor - Z pubowej atmosfery wytrącił mnie nagle dźwięk dzwoniącego telefonu... Dzwonił telefon przy barze. Nasz kelner po podniesieniu słuchawki powiedział tylko: "idę" i zniknął na dole. Tym oto sposobem dowiedzieliśmy się jak kuchnia powiadamia o gotowych daniach.
Asia - Kelner przyszedł po chwili z dwoma talerzami - tym razem duży, kwadratowy był dla Igora, a dla mnie miseczka z francuskim deserem.
Igor - Szczerze powiedziawszy, to spodziewałem się nieco więcej niż jednej małej gałeczki lodów, gruszki i talerza finezyjnie oblanego czekoladą w płynie.
Asia - Ja zaś z nadzieją chwyciłam łyżeczkę i delikatnie przebiłam skorupkę karmelu. Miłe dla ucha "trach" i już mogłam skosztować tego słodkiego deseru... No właśnie... słodkiego. Tutejszy deser nie był specjalnie słodki, konsystencja była budyniowa a posmak lekko przypalony. Z minuty na minutę jadłam coraz wolniej.
Igor - Szybko zjadłem moją ciepłą gruszkę. Równie szybko zniknęła gałeczka lodów. Na sam koniec "bawiłem" się w nakładanie sosu czekoladowego na widelczyk.
Asia - Kelner podchodząc kolejny raz do naszego stolika zapytał czy nam smakowało. Troszkę skłamaliśmy, że tak i poprosiliśmy o rachunek.
Igor - Sławek (imię z paragonu) podał go mnie.
Asia - Ale ponieważ 10 marca to (ponoć) Dzień Mężczyzny, wiec płaciłam ja. Już miałam podnieść się i podejść do baru, gdy obok stanął kelner z przenośnym terminalem. Transakcja przebiegła więc szybko i bezproblemowo.
Igor - Z pewnością Irish Pub, ze względu na ceny nie jest dla każdego. Choćby cena herbaty, którą zamówiła Asia (8 zł), pokazuje, że wypad do tego lokalu nie będzie tani.
Asia - Także ceny dań, oscylujące dookoła 40 zł nie zachęcają o częstego stołowania się. Choć Irish ma promocję: od 15 do 18 wybrane dania można kupić 50% taniej. Dla tych którzy jadają lunche na mieście to może być ciekawa propozycja w znośnej cenie.
Igor - Poszliśmy tam, aby zaproponować Wam coś na 17 marca - dzień Św. Patryka, patrona Irlandii. W Irish Pubie można liczyć na irlandzki klimat (także ceny), irlandzkie piwo i koncert, zaś w Dublin Pubie.... widzieliśmy plakaty reklamujące imprezę we wtorek i zachęcające do spróbowania zielonego piwa.
Asia - Wybór należy do Was. Liczymy, że prztestuJecie oba lokale w dniu zielonego święta i podzielicie się swoimi opiniami.

Wydatki:
Penne z bryndzą 19,00 zł
Sheperd's Pie 38,00 zł
Creme Brulee 15,00 zł
Gruszka z czekoladą 15,00 zł
Herbata 8,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +4
jedzenie: +4
czas: +5
wystrój: +3
czystość: +5


Ogólna ocena:

Irish Pub
Łódź, ul. Piotrkowska 77
042-632 48 76
www.irishpub.pl



Wyświetl większą mapę

27 lut 2009

Kawiarnia Syrena - herbata i szisza


Asia - Po zjedzeniu niedrogiej chińszczyzny, postanowiliśmy zaszaleć i zjeść jeszcze deser w jakiejś kawiarni lub herbaciarni.
Igor - I idąc Piotrkowską zaszliśmy do małej kawiarenki przy Piotrkowskiej 66. Dość niepozorna, w oknach jakieś kraty, małe drzwi. No ale spróbowaliśmy, zaryzykowaliśmy i weszliśmy.
Asia - Wcześniej wiele razy mijałam ten lokal, ale jakoś nie wchodziłam, bo wydawał mi się taki "z poprzedniej epoki"... Stare drzwi, klasyczna witryna, okienko aby kupić coś stojąc na ulicy.
Igor - Otóż to, witryna nie zachęca ale intryguje swoją archaicznością. Po otwarciu drzwi wyglądających jak te zakładane w dawnych supersamach - szkło i aluminium, weszliśmy do środka.
Asia - Lokal jest raczej wąski i długi. Od lewej strony są w nim: ściana, kanapa, rząd stolików, krzesła, przejście, krzesła, rząd stolików, kanapa, ściana.
Igor - Bar znajduje się na końcu sali. Tak na dobrą sprawę to nie wiedzieliśmy czy panuje samoobsługa czy jest jakiś kelner. Na wszelki wypadek, po tym jak się rozpłaszczyliśmy, poszedłem do baru zamówić coś na deser.
Asia - Tuż obok baru stoją dwie lodówki. Jedna z napojami, druga z ciastami: torty, szarlotka, sernik... Do tego przy barze słoiki z ciasteczkami z orzechów i pączki. Moje oczy aż pojaśniały na takie smakołyki.
Igor - W barze do tego duży wybór napojów i soków. Można też napić się świeżego soku z marchewki (szklanka 5zł). Nie wiem, ale alkoholu chyba nie sprzedają. Nie jestem do końca przekonany, bo w menu nie było a jakaś butelka piwa rzuciła mi się w oczy.
Asia - Na pewno ucieszą się wielbiciele herbat: do wyboru jest wiele rodzajów czarnych herbat. A dla kawoszy ekspres ciśnieniowy (w menu jest np. cappucino).
Igor - Gdy zamówiłem dla Asi herbatę i sernik, a dla mnie biały tort usiedliśmy przy stoliku. Pan który stał za barem powiedział, że zaraz nam to poda.
Asia - Początkowo nie zwróciłam na to uwagi, ale Pan miał jakiś obcy akcent. Dopiero jak usiadłam i rozejrzałam się po tej kawiarni zauważyłam, że w zasadzie przy każdym stoliku siedzą ludzie innej narodowości. Ciekawie to wyglądało.
Igor - Można by powiedzieć, że Bliski Wschód. Gwar panował w całej kawiarni, ale słychać było przede wszystkim język arabski. Także wielu gości paliło fajki wodne, przez co w lokalu było dość mglisto. Ale był to dość przyjemny w zapachu dym.
Asia - Fakt, dla tych którzy nie tolerują dymu dłuższa wizyta w Syrenie może być męcząca, bo na klimatyzację nie ma co liczyć. W lokalu nie dość że panuje półmrok, to jeszcze chmura siwego dymu... Klimat jak z filmów o bossach mafii.
Igor - No ale do naszego stolika podszedł pan, który wcześniej przyjął zamówienie. Postawił na stoliku filiżankę i wybraną saszetkę z herbatą. Po chwili wrócił z nałożonymi na dwa talerzyki ciastami.
Asia - Herbata marki Ahmad nie wymaga komentowania - albo się ją lubi, albo nie. Ja lubię bardzo. Na szczęście w coraz większej ilości sklepów można ją kupić. Zaś sernik? Osobiście wolę sernik pieczony, który ma temperaturę pokojową (a nie z lodówki), ale gdy za chwilkę się ogrzał był całkiem smaczny. Bardzo waniliowy, z półkruchym spodem. Do gorącej herbaty w sam raz.
Igor - Mój torcik wyglądał apetycznie. Duża porcja białego tortu z biszkoptowego ciasta, do tego dużo białej i ciemnej czekolady. Całość smaczna ale bez rewelacji. Sam bardzo lubię słodycze, ale ciasta lubię lekkie w smaku. Niestety, mój tort był trochę tłusty, a całość zapychająca. Zjadłem jednak całą porcję, bo pomimo lekkiego uczucia nadmiaru słodyczy, całość mi smakowała.
Asia - Spokojnie mogliśmy jeść nasz deser i bezkarnie rozglądać się po kawiarni. A jest na czym oko zawiesić. Przy ścianach są buteleczki, świeczniki, obrazki, lustra. Na stołach i obok stołów oraz w witrynie stoją kolorowe butelki fajek wodnych.
Igor - Ogólnie rzecz biorą to miejsce ma specyficzny klimat. Można się poczuć jak w jakimś arabskim kraju, choć niestety aktualna temperatura temu nie sprzyja. Przy stołach ludzie z róznych stron świata, rozmawiają nie po polsku, palą fajki wodne, nawet z głośników lecą hity popu z krajów arabskich.
Asia - Nie jest to miejsce na spotkanie biznesowe (chyba, że kontrahent jest Arabem), ale na spotkanie ze znajomymi zdecydowanie tak. Atmosfera jest swobodna, jest gwarno, można posiedzieć, pośmiać się. Minusem jest jednak powietrze. Wszystkie ubrania nadają się od razu do prania.
Igor - Chyba jeszcze tu wrócę, choćby po to aby spróbować fajki wodnej (szisza).

Wydatki:
Herbata 4,00 zł
Sernik 4,50 zł
Torcik 4,50 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +3
jedzenie: +3
czas: +5
wystrój: +2
czystość: +3


Ogólna ocena:

Kawiarnia Syrena
Łódź, ul. Piotrkowska 66


Wyświetl większą mapę

China Restaurant - zjeść i wyjść


Igor - W piątkowy wieczór, łażąc po sklepach na Pietrynie, zgłodnieliśmy. Uzmysłowiliśmy sobie, że nie napisaliśmy jeszcze lutowej recenzji.
Asia - A, że luty krótki, to jakoś nam tak szybko zleciało. Dla odmiany poszukiwania wolnego lokalu trwały długo.
Igor - A to, kuchnia nie taka jak byśmy chcieli, a to za daleko, a to w końcu tłoczno. I takim oto sposobem wylądowaliśmy w lokalu przy Piotrkowskiej 41.
Asia - Jeszcze nie tak dawno w tym miejscu był jakiś sklep, ale teraz mieści się tam lokal "China Restaurant", utrzymany w kolorystyce czarno-czerwonej.
Igor - Ogólnie wygląda to bardziej jak fast-food podający chińskie dania. Bo od wejścia jest jedna duża sala dla gości, a w końcu jest lada z kasą a za nią kucharz uwijający się przy wookach.
Asia - Na jednej ścianie długi pasek zdjęć z Chin, na drugiej ogromne chińskie znaki oraz wielka plazma z włączonym kanałem muzycznym. A przy oknach wysoko zawieszony blat i stołki barowe.
Igor - Tak, w telewizorze Viva, z głośników ESKA, a dookoła chińskie widoczki. No ale usiedliśmy przy jednym ze stoliczków i czekaliśmy na kelnerkę.
Asia - W zasadzie to zanim podeszła mogliśmy wybrać swoje dania, ponieważ karty dań stoją na stolikach. Ot dwie karki czerwonego brystolu przewiązane wstążeczką z nadrukowanymi daniami i cenami.
Igor - W tej karcie były 62 pozycje, w tym napoje i piwa. Jak na chiński bar, jest w czym wybierać - ryże smażone, kurczak, wieprzowina i wołowina na kilkanaście sposobów.
Asia - Do dań można wybrać sobie różnorodne dodatki od białego ryżu, przez ryż z warzywami, makaron sojowy na frytkach kończąc. Ja zdecydowałam się na kurczaka GomBao z ryżem i warzywami.
Igor - Ja nie wiedziałem co wziąć, ale postawiłem na smażony ryż z warzywami, jajkiem i wieprzowiną. Ceny obu dać dzieliła różnica 10 groszy. Byłem bardzo ciekaw skąd ona wynikała.
Asia - Warto wspomnieć w tym miejscu o cenach, bo są dość niewygórowane. Np. 11,10 zł; 11,30 zł; czy 13,20 zł. Zdążyliśmy przeczytać menu, rozejrzeć się po China Restaurant, a kelnerki nadal nie było. Zajęta była sprzątaniem po poprzednich klientach.
Igor - Każdy stolik jest spryskiwany jest jakimś środkiem czyszczącym i czyszczony szmatką. Po kilku minutach kelnerka pojawiła się przy naszym.
Asia - Przekazaliśmy nasz wybór. Pani zapytała czy życzymy sobie coś do picia. Ponieważ nie wiedzieliśmy czego się spodziewać - postanowiliśmy domówić picie później.
Igor - Po kilku minutach, kelnerka znów się pojawiła przynosząc sztućce i pałeczki.
Asia - A ja zapytałam gdzie jest toaleta. Po pierwszym wyjaśnieniu myślałam, że mam iść na zaplecze. Toaleta jest bowiem tuż obok baru, ale zamiast iść prosto do kuchni należy skręcić w lewo. Dość przestronna, z maluteńką umywalką, sporym lustrem o fatalną żarówką. Taką chyba energooszczędną, która potrzebuje kilku chwil aby się rozpalić. Tak więc dopiero jak wychodziłam światło było na tyle mocne aby poprawić chociażby makijaż.
Igor - W tym czasie na stole postawiono moje danie. Talerz, na którym średniej wielkości kopczyk ryżu, z którego wystawały kawałeczki warzyw i kilka cząstek mięsa. Niestety, wieprzowina najwyraźniej nie była za długo smażona. No więc ja siedziałem przy stole, Asi jeszcze nie było (jak i jej dania) a ja głodny nad talerzem jedzenia.
Asia - Gdy wróciłam byłam zaskoczona, że danie już jest. Tęsknie zerknęłam więc w kierunku kuchni licząc, że zaraz dostanę także moje... Wzięłam więc swoje pałeczki i delikatnie zaczęłam podskubywać danie Igora.
Igor - Jadłem sobie, ale w sumie bez rewelacji. Ot, ryż z dodatkami. Kupka ryżu znikała, a dania Asi dalej nie było. Pomyślałem - wreszcie, jest sprawiedliwość na tym świecie, bo do tej pory to ja zwykle musiałem czekać na swoje danie. Doszedłem do mniej więcej 3/4 dania, kiedy pojawiła się kelnerka z daniem Asi.
Asia - I zamarłam! Postawiony przede mną talerz był o 5 cm w każą stronę większy od Igorowego! Pół zajmował: ryż z dużymi kawałkami warzyw (brokuły, kalafior, groszek, troszkę marchewki), a drugie pół: mięso, warzywa, orzechy i sos. Gorące, parujące i ciekawie pachnące. Kilka kęsów utwierdziło mnie w przekonaniu, że trzeba było zamówić jakieś picie. Danie było delikatnie pikantne. Na szczęście Igor skończył swoją porcję i zaczął mi pomagać. Taka ilość i takie przyprawy są idealne dla kobiety o wilczym apetycie.
Igor - Szkoda, że nasze dania nie zostały przyniesione jednocześnie - prawdopodobnie zamienilibyśmy się daniami.
Asia - Powoli, powoli... uporaliśmy się z kurczakiem GomBao. Ciekawie chrupało się kawałki orzeszków ziemnych. Całość oceniam smacznie. A w tej cenie nawet bardzo smacznie.
Igor - Jako że moje danie było mniejsze, ja czułem pewien niedosyt. Dlatego tez po zakończeniu mojej porcji podjadałem od Asi warzywka i mięso.
Asia - Był piątek, wieczór. Za oknem snuły się grupki klubowiczów. A wewnątrz China Restaurant były wolne stoliki. W sumie się dziwię, bo zamiast jeść kanapkę czy kebab to chyba lepiej wejść i przekąsić coś tanio tutaj.
Igor - Tanio, na talerzu i metalowymi sztućcami. Można się najeść.
Asia - Komu polecić ten lokal? Wszystkim, którzy muszą coś szybko zjeść na mieście. Biznesowa kolacja tam średnio pasuje, ale już niezobowiązujący lunch aby porozmawiać o czymś zawodowym - tak.
Igor - Ot, wejść, za niewielkie pieniądze zjeść i wyjść. Poza posiłkiem, nie należy od tego baru za wiele wymagać. Wyszliśmy więc i poszliśmy na deser...

Wydatki:
Kurczaka GomBao z ryżem i warzywami 11,10 zł
smażony ryż z warzywami, jajkiem i wieprzowiną 11,20 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +1
jedzenie: +4
czas: +3
wystrój: +3
czystość: +4


Ogólna ocena:

China Restaurant
Łódź, ul. Piotrkowska 41
tel. 042-634 26 51


Wyświetl większą mapę

PokazuJemy czytelników strony