Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *. Pokaż wszystkie posty

31 mar 2010

Bla-ni - wspomnienie Kogucika


Asia - Była deszczowa środa. Źle się rządziliśmy, bo znów wybrana przez Was knajpa została nam na koniec miesiąca.
Igor - Zebraliśmy się jednak w sobie i odwiedziliśmy Bla-Ni, a w zasadzie "Bla-Ni z Kogucika", bo tę restaurację-pub prowadzą osoby, które przez wiele lat prowadziły bar Kogucik przy ul. Piotrkowskiej (niedaleko Katedry).
Asia - Nie mieliśmy okazji odwiedzić Kogucika, ale ponoć smacznie tam karmili, bez większych obaw wybraliśmy się więc na Narutowicza (przy ul. Kilińskiego).
Igor - Trzeba przyznać, że lokalizacja jest nietypowa... ale o tym za chwilę.
Asia - Lekko zmoknięci weszliśmy do Bla-Ni. Napis nad drzwiami informuje, że to restauracja i pub, zaś na drzwiach jest dodatkowa kartka z informacją o organizacji imprez.
Igor - Weszliśmy do pustej sali. Nikogo przy stolikach, nikogo za barem...
Asia - ... gdy z głębi lokalu wyszła jakaś pani aż zapytałam czy otwarte i czy można coś zjeść. Na szczęście wszystko działało.
Igor - Kelnerka poszła po menu i wskazała nam wieszak na mokre okrycia.
Asia - A my zajęliśmy stolik (a właściwie ławę) przy oknie. Usiedliśmy na ławkach. Bo wnętrze wygląda jak... bar ew. karczma przystosowana do biesiad. Ławy i ławki można łatwo przestawić, w drugiej części lokalu jest dodatkowa sala z kulą dyskotekową pod sufitem i mini sceną.
Igor - Na żółtych ścianach zawieszone są zdjęcia z USA - fotografie ładne, ale jakoś bez związku z resztą Bla-Ni (Kogucika).
Asia - Wzięliśmy się za wybranie jakiegoś jedzenia. Pierwsze co rzuciło mi się w menu to zestaw obiadowy za 16 zł (zupa + drugie danie). Pomyślałam, że zapowiada się ciekawie. Smacznie i tanio.
Igor - Można zamówić samą zupę (np. żurek z jajkiem za 5 zł), tradycyjnego schabowego, zrazy, sznycla, golonkę czy sztukę mięsa...
Asia - ...i tradycyjne polskie sajgonki - obecność tych sajgonek wybitnie mnie rozbawiła. Jako dodatek do mięsa można wziąć np. frytki, ziemniaki z wody ale także kluski śląskie, makaron czy kaszę.
Igor - Kelnerka podeszła do nas w momencie kiedy ja już wybrałem. Poprosiłem o kotlet typu devolay i frytki.
Asia - Ja zdecydowałam się na pierś z kurczaka i mix surówek. Planowałam podjeść kilka frytek od Igora.
Igor - Kelnerka zaproponowała nam coś do picia, ale stwierdziliśmy, że się jeszcze chwilę zastanowimy.
Asia - Wróciliśmy do oglądania sali. Ławy przykryte są obrusami, na barze stały dekoracje świąteczne
Igor - I w Bla-Ni jest alkohol, nie tylko piwa, ale i wina, wódki i tequila - taki zestaw nie często się zdaża w normalnych barach.
Asia - Zaczęliśmy się zastanawiać dla kogo to jest lokal. Pierwsza odpowiedź jaka przyszła mi na myśl to turyści. Przyjeżdżając do Łodzi mają do wyboru hamburgera z budki lub "restaurację pub Bla-Ni". Dla mnie w nowym mieście wybór byłby oczywisty.
Igor - Trochę racji w rozumowaniu Asi było, ale nie chciałbym, aby taki lokal był wizytówką Łodzi.
Asia - Ponieważ mieliśmy pewnie jeszcze sporo czasu do przyniesienia naszych dań, udałam się do łazienki. Przywitała mnie tam karteczka, że "awaria spłuczki, trzeba odbić ręcznie. Za utrudnienia przepraszamy". A o samej łazience mogę powiedzieć: "kibel". Jest w nim niezbędne wyposażenie i nic poza tym.
Igor - Zacząłem przeglądać menu. Jest w nim wyraźnie napisane, że ceny mięs podane są bez dodatków. Kiedy zaczęliśmy sumować (mięso 11-16, frytki 6, surówka 5 zł) to wyszedł średnio obiad za 26 zł.
Asia - Bynajmniej nie jest to tanio jak na bar. Ratunkiem może być zestaw obiadowy za 16 zł.
Igor - Kiedy tak rozmawialiśmy cenach i podeszła do na kobieta z talerzami i podała nam nasze dania.
Asia - Przed Igorem stanął talerz z kotletem i sporą ilością frytek, a ja dostałam dwa talerze - na jednym liść sałaty i panierowana pierś z kurczaka a na drugim 3 surówki.
Igor - Hm... frytki... były w kolorze brązowo-przypalonym. Jako kucharz wstydziłbym się coś takiego położyć na talerzu! Pachniały i wyglądały jak pocięte w paseczki tosty z chleba, przypalone i o takim własnie kolorze. Do tego były twarde.
Asia - Fakt, frytki ciężko było nawet nakłuć widelcem. Ja zaczęłam od surówek. Z białej kapusty była znośna, kolejna była z przekiśniętym ogórkiem, a trzecia...
Igor - ... trzeciej spróbowałam ja i chciałem Asi zaoszczędzić tego paskudnego smaku.
Asia - Jedyne co mogło jeszcze jedzeniowo ten lokal to mięsa!
Igor - Nagryzłem mojego devolay. Nie było w nim masła ani ogórka, papryki czy pieczarek, był za to żółty ser. I coś czego się nie spodziewałem. Surowy kurczak!
Asia - Ja spróbowałam swojego i też się rozczarowałam. Miałam pierś z kurczaka w wersji bez przypraw. Na mięsie była tylko panierka z bułki tartej.
Igor - Smakowa porażka na całej linii! Ani frytki (za 6 zł!!!) nie były smaczne, ani surówki świeże, ani mięso dobrze zrobione.
Asia - Igora frytki wyglądały jak usmażone na patelni... przypalenie z dwóch stron tylko mnie w tym utwierdzało.
Igor - To już lepsze są frytki z McDonalds! Chociaż nieprzypalone i o ile tańsze!
Asia - Jadłam i nie sprawiało mi to przyjemności. Taka sytuacja nie zdarza się często.
Igor - Prawdopodobnie właściciele wyszli z założenia, że przychodzą tutaj tylko przyjezdni - przyjdą, zjedzą i nigdy nie wrócą.
Asia - My jednak nie wyjeżdżamy i zdecydowanie przestrzegamy przed Bla-Ni.
Igor - Wydaliśmy 34 zł za to coś co dostaliśmy... To nawet nie jest stosunkowo drogo. To bardzo drogo. Za 34 zł porządnie najedlibyśmy się hamburgerami z budek!
Asia - Czasami polecamy lokale na jakieś komunie, spotkania biznesowe czy randki. Ale Bla-Ni nie polecamy wcale.
Igor - Bo niestety, ale nie ma za co. 40 lat doświadczenia Kogucika, jak widać to za mało. Szkoda.

Wydatki:
Kotlet z piersi kurczaka 11,00 zł
Kotlet devolay 13,00 zł
Frytki 6,00 zł
Bukiet surówek 4,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +
jedzenie: -
czas: +
wystrój: +
czystość: +


Ogólna ocena:

Bla-Ni
www.blani.za.pl
ul. Narutowicza 42
tel: 0 604 275 501

15 sty 2010

Iberia - przaśny misz masz


Asia - W przeprowadzonej w poprzednim miesiącu sondzie, wskazaliście nam właśnie Iberię, jako miejsce do odwiedzenia i ocenienia.
Igor - Kompletnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. No ale skoro tyle osób zagłosowało.
Asia - Wiele razy planowaliśmy się tam udać, ale jakoś nigdy nie było nam po drodze. Mimo, że do tej restauracji wcale nie jest trudny dojazd - skrzyżowanie ulic Żeromskiego i Kopernika. Łatwo tam dojechać zarówno autem jak i tramwajem (obok są przystanki).
Igor - Iberia znajduje się pod adresem ul. Kopernika 25. I tak też sądziliśmy że jest wejście od strony tej ulicy. I tu pierwsze zdziwienie, uwaga na te drzwi! Tuż przed nimi była kiedyś kratka, taka do wycierania nóg. Niemniej jednak, z jakichś powodów tej kratki brak, a zamiast niej jest dziura, tak na oko na głębokość 50 cm. Tak więc chcąc wejść do Iberii, trzeba skorzystać z drugiego wejścia - od strony ul. Żeromskiego.
Asia - Kiedy już znaleźliśmy wejście, co wcale nie jest takie łatwe bo właściwe drzwi nie są jakoś specjalnie oznaczone, weszliśmy do środka.
Igor - Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, na zewnątrz widzieliśmy zaproszenie na "Dancing" (odbywają się w piątki i soboty od godziny dwudziestej). Ale w środku było pusto.
Asia - Tak pusto, że zastanawialiśmy się czy w ogóle jest otwarte.
Igor - Minęliśmy bar i zajrzeliśmy do kolejnej salki. Tam ktoś siedział, więc chyba Iberia jest czynna. Znaleźliśmy sobie więc miejsce przy jednym ze stoliczków i się rozpłaszczyliśmy.
Asia - Zastanawialiśmy się jakiego typu jest to lokal, bo usiedliśmy w salce gdzie połowę przestrzeni zajmował parkiet z kulą dyskotekową pod sufitem.
Igor - Nie mogąc doczekać się na kogoś z obsługi, sam poszedłem do baru po menu. Za barem nadal nikogo nie było.
Asia - Iberia kiedyś uchodziła z karczmę gruzińską. Nazwę zawdzięcza prawdopodobnie od starożytnej krainy w Gruzji - Iberii kaukaskiej.
Igor - Kiedyś. To dobre określenie, bo jestem pewien, że zarówno właściciel się zmienił, jak i klientela do której dopasowano lokal na bardziej "swojski".
Asia - Tu musiała zajść metamorfoza, ciekawe tylko po co zostawiono starą nazwę?
Igor - Może ktoś nie wiedział co ona oznaczała?
Asia - W menu dania jakie można uświadczyć to np. "białe myszki" z rozdziału przekąsek, "żur staropolski" z polewek, "przysmak góralski" z coś ze świnki, "odlot chińczyka" z coś z kurzynki, "wiedeński przysmak" z coś z wołowinki, "francuska podnieta" z coś z rybki, oraz "makaronowe Misz-Masz" z dań włoskich. (pisownia oryginalna)
Igor - Czyli mydło i powidło, kuchnie całego świata w wydaniu Starego Polesia. Trochę nas to zmartwiło, dlatego przy wyborze kierowaliśmy się jednak znanymi nam nazwami. Bez eksperymentów.
Asia - Po kilku minutach podszedł do nas kelner, tzn. człowiek z obsługi - ubrany w bluzę z kapturem, w dżinsach.
Igor - I zapytał czy chcę się czegoś napić. Wykręciłem się niezdecydowaniem i oddałem głos Asi.
Asia - Zaryzykowałam i zamówiłam "świnię w lesie" czyli polędwicę z pieczonymi pieczarkami, podawaną z ziemniaczkami i surówką. Do picia wziąłem herbatę, bo było dość zimno mimo włączonego kaloryfera.
Igor - A ja? Zamówiłem sobie "kobiecą nóżkę" czyli jedno udko kurczaka zapiekane z czosnkiem i cebulką, podawane z frytkami i surówką. Udko wedle zapewnień kelnera, miało być duże i abym się nie martwił że wyjdę głodny.
Asia - Ponieważ byliśmy bardzo głodni, poprosiliśmy także o jakieś przystawki. Dla mnie "pieczywo czosnkowe" z pieca.
Igor - A dla mnie na rozgrzanie "barszcz z krokietem".
Asia - Na zamówione przystawki nie czekaliśmy za długo.
Igor - No na dania główne też nie. Dokładniej mówiąc, kelner przyniósł je wszystkie jednocześnie (na dwa razy, w odstępie 45 sek.).
Asia - Moje pieczywo czosnkowe przypominało bardziej suchary - były co prawda ciepłe i posmarowane jakimś masłem, ale uważałam aby nie połamać sobie zębów.
Igor - Zgodnie z kolejnością, wziąłem najpierw zupkę. Barszcz był smaczny i bardzo gorący. Spróbowałem więc tylko krokieta i odstawiłem na bok, aby wziąć się za "nóżkę". Pasztecik był duży, niemal jak golonka. Prawdopodobnie spędził tyle samo czasu w piecu co tosty. Dla pieczywa było to za długo, dla krokiera nie - w środku był niestety jeszcze zimny.
Asia - Ja także odstawiłam przystawkę i zaczęłam próbować dania głównego. Ziemniaki były pocięte w plasterki i obsmażone, ale w smaku wyczuwalne było ich wcześniejsze ugotowanie. I było ich dużo. Bardzo dużo.
Igor - Obok sporawego udka, leżał kopiec frytek i trzy surówki. Dodatkowo mięsiwo zasypane było podsmażaną cebulką. Zacząłem próbowanie od surówek - jednej z lekkim posmakiem majonezu, drugą ewidentnie zrobioną z kiszonej kapusty, trzecia zaś z krojonej marchewki.
Asia - Ja żeby nie pozrzucać z talerza, musiałam najpierw pozjadać trochę surówek i ziemniaków i jeszcze odgarnąć ogromną ilość grzybów pod którymi było mięso. Mój talerz wręcz kipiał od ilości napakowanego jedzenia (ziemniaków i grzybów).
Igor - Moje danie także niemal wylewało się na stół. Tak trochę naćkano nam tego jedzenia, aż nie wiadomo jak się zabrać, aby nie pospadało. Dopiero po kilku kęsach dostrzegliśmy, że talerze na których podano nasze posiłki, to w rzeczywistości patery służące normalnie do podawania wędlin na przyjęciach.
Asia - Trochę trwało zanim dobrałam się do mięsa. Było bardzo gorące i soczyste, wysmażone... Zastanawiałem się tylko, czemu moja polędwica wyglądem, smakiem i konsystencją przypominała zwykły schab bez panierki.
Igor - Mój kurczak... jak ktoś czasem jeździ po Polsce, to z pewnością zatrzymywał się w przydrożnych barach. No to ten kurczak taki właśnie był. Skórka bez przypraw, trochę obsmażona. Samo mięso soczyste, ale trochę bez smaku. Mam podejrzenia że kawałek mięsa wrzucono na głęboki olej i w ten sposób go przygotowano.
Asia - W lokalu siedzieliśmy już tylko my i jakiś stały bywalec "na piwku". Z głośników nie leciała muzyka.
Igor - Ale tylko dlatego, że akurat w radiu przeprowadzano jakiś konkurs dla słuchaczy. Dzięki temu co chwila wysłuchiwaliśmy rozentuzjazmowanych młodych słuchaczy pozdrawiających swoich kolegów.
Asia - Wystrój? Misz masz stylowy: lustra z browarów, drewniane stoły, jakieś lampki, krata jak ogrodzenie niczym z cmentarza.
Igor - No i dramatyczny kibel. Nie, nie toaleta, kibel. Jak ktoś nie musi, to niech nie idzie! Śmierdzi, wszystko pourywane, lepiące się.
Asia - Kibel był faktycznie okrutny, ale pasował do całego lokalu.
Igor - Komu można go polecić? Poza osobom z sąsiedztwa, którzy z pewnością tu zaglądają, to jeśli tylko nie jest to dla was problem, polecam na imprezkę dla panów. Można się napić, najeść tłustych rzeczy idealnych pod mocne trunki.
Asia - Inne cele? Raczej mało romantycznie. Na spotkanie biznesowe odpada - wstyd straszliwy, a jedzenie jak w kiepskim barze.
Igor - No i jeszcze nasze wyjście. Normalnie się czeka na podejście kelnera po brudne naczynia. Ale najwyraźniej pan miał ciekawsze rzeczy na głowie. Bo oboje zdążyliśmy odwiedzić kibel, następnie ubrać się i podejść do baru.
Asia - Tam znów nikogo nie było. Po chwili pojawił się jakiś inny człowiek, który gdy dowiedział się po co podeszliśmy, zaczął krzyczeć na swojego kolegę na zapleczu.
Igor - Ważną sprawą była rozmowa telefoniczna, która zaraz przerwał i przyjął od nas wynagrodzenie. W sumie wyszło 51 zł.
Asia - I w zasadzie nie wiem za co. Za stertę ziemniaków, schabowego udającego polędwicę, sucharki, "swobodną" obsługę, "przyjemność" konsumpcji w rytmie przebojów dyskotekowych i koszmarne wrażenia estetyczne w kiblu. Czy aż tak nas nie lubicie, że wysłaliście nas do Iberii?
Igor - Też mnie zastanawiało, czy zwycięstwo w sondzie wynikało z niewiedzy czytelników, z ciekawości, z żartów czy złośliwości wobec nas. Wydatki:
Pieczywo czosnkowe 4 zł
Barszcz z krokietem 9 zł
Świnia w lesie 22,00 zł
Kobieca nóżka 13,00 zł
Herbata 3 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -4
jedzenie: -2
czas: +3
wystrój: -5
czystość: -4


Ogólna ocena:

Restauracja Iberia
ul. Kopernika 25
tel: 42 637 22 55


Wyświetl większą mapę

15 wrz 2008

Carte Blanche - tylko galeria


Igor - W naszej ankiecie w poprzednim miesiącu, zdecydowaliście że mamy odwiedzić restaurację Carte Blanche. Choć właściwie powinniśmy napisać Klub Galeria Carte Blanche.
Asia - Umówiliśmy się więc tam zaraz po pracy. Przy tych chłodach, które zawitały teraz do naszego kraju miałam ochotę na ciepłe jedzenie w przytulnej atmosferze.
Igor - Zanim tam poszliśmy, przewertowałem trochę internet. W 2004 roku Newsweek w swoim rankingu przyznał Carte Blanche, tytuł najlepszego wnętrza... Brzmi ciekawie, ale my oceniamy głównie jedzenie.
Asia - Najpierw jednak trzeba trafić do Carte Blanche. Lokal umiejscowiony jest przy al. Piłsudskiego, między Piotrkowską a Sienkiewicza, po tej stronie co hotel czy kino. Jednak wejście jest dość ukryte, bo restauracja ta mieści się w wieżowcu, stojącym za hotelem Ibis.
Igor - I nawet jak się stoi przed witryną, to nie do końca wiadomo gdzie jest wejście. Pierwsze wrażenie? Czemu nikt nie wymienił szyb ani drzwi? Wyglądem, surowcem jak i wykonaniem, nawiązują one do najlepszych lat peerelu. Po wejściu do środka, zupełnie inny świat. Wyczytałem także w sieci, że w Carte Blanche odbywają się wernisaże, no i samo wnętrze wygląda jak jedna z prac Kobro. Ogólnie, dość nietuzinkowe stoły, fotele i ciekawa kładka prowadząca na półpiętrze.
Asia - Ogólnie wystrój troszkę surowy, ale pozwalający wyeksponować znajdujące się na ścianach obrazy.
Igor - Od razu gdy usiedliśmy, podeszła do nas starsza kobieta i podała menu.
Asia - Jedno menu, w czarnej okładce, takie wąskie, długie. Na pierwszej stronie pozycje "lunch ciepły" i "lunch zimny", dalej kilka zup, dania z kurczaka i nawet jedno z kaczki, trochę ryb (w tym pstrąg), desery i kawy oraz przeogromny wybór herbat: biłe, czarne, zielone, czerwone, mieszane + opisy ich działania. Przez moment poczułam się jak w herbaciarni...
Igor - No właśnie - to restauracja czy herbaciarnia? Połowa menu to wszelakie herbaty, podzielone na kolory. Do jedzenia też jest z czego wybrać. Zacząłem więc wertować menu i wybrałem pstrąga smażonego z migdałami podawanego z brokułami.
Asia - Widząc, że chyba dokonaliśmy wyboru, starsza pani wstała z pierwszego przy wejściu stoliczka i podeszła do nas.
Igor - Asi zamówienie zostało przyjęte bez większych problemów, natomiast gdy ja powiedziałem swoje, pani zakręciła nosem i odparła, że ryby mają mocno zmrożone więc będzie trzeba długo czekać. Nie powiedziała przy tym, co oznacza długo. Osłupiałem. Spytałem więc, co może mi polecić. I co mi poleciła? To samo co Asi. Tym razem ja pokręciłem nosem, bo zwykle zamawiamy różne potrawy, aby mieć jakieś porównanie. Poprosiłem o jakieś inne typy...
Asia - Pani zaproponowała Igorowi coś co nazywało się Kofta i było kawałkami wołowiny na szpadzie z sosem czosnkowym, ziemniakami z koperkiem i surówką. Skoro Pani polecała, to Igor się zgodził. Ja miałam dostać Sacz - czyli filet z kurczaka z cukinią, bakłażanem, pieczarkami, papryką z grilla i ryżem. Do tego poprosiłam o herbatę regenerującą (z hibiskusem, różą, nagietkiem, pomarańczą, cytryną, bławatkiem i czymś tam jeszcze).
Igor - Stwierdziłem że dobrze, że może być i czekałem...
Asia - Ja po kilkunastu minutach dostałam herbatę w imbryczku, który stał na filiżance. Czasem w marketach można spotkać takie zestawy, że filiżanka stanowi podstawek dla imbryczka - o ile w domowym zaciszu jest to wygodne, tak w restauracji miałam problem gdzie postawić imbryk gdy nalałam herbatę. Co więcej nalewając troszkę rozlałam... aby móc przetrzeć stół musiałam udać się do toalety po papier, bo serwetek na stołach brak. (Uwaga! Kobiety o wzroście poniżej 150 cm proszone są o noszenie własnego lusterka, gdyż z tego w toalecie nie skorzystają - wisi bardzo wysoko).
Igor - A ja czekałem...
Asia - Po mniej więcej 25 minutach od złożenia zamówienia z kuchni wyłoniła się starsza pani niosąc talerz i zawinięte sztućce dla mnie. Postawiła przede mną dość duży talerz z pokaźną porcją jedzenia. Chciałam zacząć jeść, ale stwierdziłam, że poczekam na Igora. W lokalu jest dość chłodno, więc stwierdziliśmy, że zacznę zanim danie wystygnie.
Igor - A ja czekałem... oglądając wypalone dziurki w kanapie
Asia - Moje danie wyglądało całkiem apetycznie, na środku spory kopczyk ryżu, dookoła sos z mięsem i warzywami. Chociaż teraz właśnie zaczęłam się zastanawiać gdzie w daniu były pieczarki, ale w momencie jedzenia jakoś mi to specjalnie nie przeszkadzało. Mimo iż całość była suto przyprawiona czerwoną papryką - danie nie było ostre. W sam raz na smak (chociaż ryż bym osobiście troszkę dosoliła).
Igor - A ja czekałem...
Asia - Zbliżałam się powoli do połowy mojego dania
Igor - A ja czekałem... słuchając przebojów radia Złote Przeboje
Asia - Z zaniepokojeniem patrzyłam na starszą panią, która w najlepsze czytała sobie gazetę przy jednym ze stolików i kucharza, który palił papierosa siedząc obok niej. Ja już prawie kończyłam, a nic nie zapowiadało pojawienia się dania dla Igora
Igor - A ja czekałem...
Asia - Skończyłam jeść, dopiłam herbatę. Minęła równa godzina od momentu naszego wejścia do Carte Blanche. Zjadłam, najadłam się, a Igor sobie oglądał ściany.
Igor - Postanowiliśmy przestać czekać. Podszedłem do starszej Pani aby uregulować rachunek.
Asia - Zwątpiłam... czyżby pani zapomniała co zaproponowała Igorowi?
Igor - No najwyraźniej. Ale za późno, ja przestałem już czekać. Z niesmakiem, z dobrze pooglądanym sufitem, ścianami, fotelami, stołami, oknami i talerzem Asi, wstałem i poszedłem po rachunek. Okazało się, że także na nim zabrakło mojego zamówienia. Nie wiem, ale mnie wydałoby się dziwne, że przychodzi dwójka osób, a tylko jedna cokolwiek zamawia i spożywa. Ja bym się przynajmniej spytał, czy aby na pewno nic ta druga osoba nie chce. No ale nie mówmy co bym ja zrobił, a co zrobiła obsługa Carte Blanche - a nie zrobiła nic aby choćby zaprosić na ponowne odwiedziny tego lokalu. I szczerze mówiąc ja nie chcę, nic mnie tu nie przekonało ani urzekło. Może jak będzie jakiś ciekawy wernisaż, to wrócę, ale jeść nie zamierzam! Po co mam marnować czas na czekanie?
Asia - Dla kogo jest to lokal? Dla artystów chcących zrobić wystawę. Obsługa, jedzenie ani sposób podania herbaty nie urzeka. Ploteczki, spotkanie biznesowe, rodzinny obiad? Nie - nie widzę tu żadnego z takich spotkań.
Igor - No więc po co można wejść do Carte Blanche? Może tylko po to, aby zobaczyć nietuzinkowe wnętrze. Ale to już tak od kilku lat jak sądzę, a to jednak za mało aby zachęcić ludzi do przyjścia do, bądź co bądź, restauracji. No więc proszę mi powiedzieć / napisać - dlaczego nas tam wysłaliście?

Wydatki:
Sacz 17.00 zł
Herbata (400 ml) 7.00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -4
jedzenie: 2
czas: -2
wystrój: 3
czystość: 1


Ogólna ocena:


Carte Blanche
Łódź, al. Piłsudskiego 9
tel. 0-42 631 03 37



Wyświetl większą mapę

26 mar 2008

Rademenes - dużo życzeń


Igor - Idąc Piotrkowską, chcieliśmy coś zjeść i Asia zachęcona miłym logo restauracji, zaczęła oglądać duże wywieszone w bramie menu.
Asia - Pamiętałam również, że lokal ten przeszedł metamorfozę. Wcześniej nazywał się "Metro" i chyba dwa razy wygrał konkurs na najładniejszy ogródek przy ul. Piotrkowskiej. Jakiś czas temu jednak nazwę "Metro" zastąpił "Rademenes".
Igor - I mimo, że właściciel określił lokal jako "restauracja", to my twierdzimy że to pizzeria z dużym wyborem alkoholi.
Asia - Choć nie wiem czy nie lepsze byłoby określenie "pub" z możliwością zjedzenia pizzy... Skąd te nasze wątpliwości? Już opisujemy wszystko po kolei.
Igor - Po wejściu na podwórko, w lewej oficynie można dostrzec małe wejście do lokalu. Weszliśmy i... chwila zawahania, czy aby na pewno Rademenes jest jeszcze otwarty. Co prawda muzyczka grała, ale zero ludzi, nikogo, pustki.
Asia - Ale za barem dostrzegliśmy barmankę. Doszliśmy więc do wniosku, że jednak lokal działa i coś tu będziemy mogli zjeść.
Igor - Usiedliśmy przy jednym (ze wszystkich wolnych) stoliku, a po chwili zjawiła się kelnerka i przyniosła nam menu.
Asia - Zerkając na tablicę umieszczoną w bramie już wiedziałam co zamówię, ale rzuciłam też okiem na inne dania. W karcie są przystawki, sałatki, dania główne i 13 rodzajów pizzy. Z czego to samej pizzy jest prawie tyle co pozostałych dań. "Jedzeniowy wybór" jest więc niezbyt imponujący.
Igor - W przeciwieństwie do wyboru alkoholi i drinków. Cognac, brandy, tequila, rum, szampany, wina, wermuty, whisky, likiery, wódki i giny, do tego 221 rodzajów drinków plus 14 specjalnie polecanych przez barmana.
Asia - Co więcej ceny tych alkoholi nie są wygórowane. Za jedną porcję Bolsa zapłacimy 5 zł. Także ceny pizzy wahają się od 10 zł (za małą pizzę 20 cm średnicy) do 28 zł za wielką (34 cm.) pizzę Rademenes (ser + pięć dowolnie wybranych składników). Można także zamówić pizzę standardową, o średnicy 28 cm.
Igor - Ja zdecydowałem się na Pizzę Kebab - czyli placek ciasta z czterema składnikami: ser, kebab wieprzowy, cebula i papryka.
Asia - Moja Pizza Salami, to dodane dwa składniki do podstawowego sera - salami i pepperoni. Zaraz po tym jak złożyliśmy zamówienie kelnerka przyniosła nam tace, sztućce oraz dwa komplety sosów (co nie jest raczej normą w łódzkich lokalach).
Igor - Sosy od razu zacząłem sprawdzać na konsystencję. Były gęste i o wyrazistym zapachu.
Asia - Smak także niczego sobie. Ja niestety, zaczęłam jednak jedzenie pizzy najpierw bez sosu - żeby ocenić samą pizzę... Ech... Po wzięciu kawałka pizzy przeraziłam się! Zamiast wyrośniętego brzegu miałam twardy, niewypieczony, zakalcowaty placek. Na szczęście miałam herbatę aby przepijać ten kamień - dostałam zwykłego Liptona i to nawet nie w opakowaniu gastronomicznym (tej kopercie), tylko zwykłą torebkę taką jaką kupuję normalnie w sklepie.
Igor - Ja na swoją pizzę musiałem jeszcze chwilę poczekać. Kelnerka nie przyniosła obu posiłków jednocześnie. Widziałem przez otwarte drzwi kuchni, jak kucharka kończyła szykowanie mojego placka. Przyniosła po kilku minutach... od pizzy Asi, moja różniła się wyglądem, składnikami, wielkością, nazwą... ale niestety, nie smakiem.
Asia - Żeby obrazowo przedstawić twardość ciasta wyobraźcie sobie półcentymetrowej grubości kawał zakalcowego ciasta. Tak przypieczonego, że można nim było stukać w talerz - zgroza!
Igor - Rademenesowa pizza przypomina nieco, moje nieudane eksperymenty z domową pizzą. Gdzie jedynie duża ilość mokrych składników, czyniła posiłek zjadliwym. Niestety, ciasto tutaj było tak twarde, że oboje mieliśmy pokaleczone podniebienia, sam już nie wiem czy bardziej od twardego ciasta, czy tylko od gorącego sosu, który krył się pod skorupką zasmażonego sera. Aha, pisałem że moja pizza nazywała się kebab, że była z kebabem i miał być to kebab wieprzowy? No był, tylko kucharce chyba bliżej było do kawałków kurczaka, bo tylko takie mięso znalazło się na mojej pizzy. Zapomnijcie też o rantach, bo wyróżniał je jedynie brak składników.
Asia - Nic więcej ponad to co napisał Igor o pizzy dodać nie mogę. Ciasto źle wyrobione, niewyrośnięte, twarde i niesmaczne. Na szczęście nie wszystko było aż tak złe. Plusik dla toalety - dużej i przestronnej, szkoda że niezbyt czystej (lustra i umywalki przydałoby się przecierać chociaż z kurzu).
Igor - Ale czy Rademenes jest miejscem niegodnym polecenia? Jako pizzerię zdecydowanie odradzamy, ale jako miejsce do posiedzenia już nie jest aż tak źle. Lokal jest rzadko odwiedzany, co stanowi jednak plus dla nielubiących tłoku, zadymionych przez palaczy pomieszczeń, czy lubią mieć wybór alkoholi. Bo co jak co, ale tu trunków jest dużo. Rademenes, a wcześniej Metro, słynęło właśnie z tego że nie było tylko jednej marki piwa, do wyboru są "wystawione na wystawie" - jak napisano w menu. Poza tym dość szeroki wachlarz alkoholi o niewygórowanych cenach. Sporo jest też miejsca do posiedzenia. Duże i wygodne kanapy, przy stołach o nieregularnych kształtach, co stanowi dość ciekawy wystrój wnętrz. Zdecydowanie nie odnosi się wrażenia siedzenia na stołówce, gdzie wszyscy siedzą przy jednakowych stołach i krzesłach.
Asia - Ciekawym dopełnieniem wystroju Rademenesa są obrazy. Przewijający się na nich motyw to kobieta i kot. Troszkę ich stylizacja przypomina mi czołówkę programu Kuby Wojewódzkiego.
Igor - Nie mogąc się doczekać kelnerki, sam poszedłem do baru i poprosiłem o rachunek. Pani, której najwyraźniej przeszkodziłem w rozwiązywaniu krzyżówek, poszła w drugi koniec baru gdzie stała kasa i wystukała mi rachunek. Co w tym czasie robiły kelnerka i kucharka? To samo co i barmanka. Bo wiecie, w Rademenesie jest tylu klientów, że naszą parę mogła obsługiwać jedna osoba! Tak! Jedna osoba, była w stanie obsłużyć wszystkich klientów jacy przewinęli się przez tę pizzerię w ciągu niecałej godziny jaką spędziliśmy w tym lokalu. Czy był ktoś więcej poza naszą dwójką i kelnerko-barmanko-kucharką, odpowiedzcie sobie sami ;-)

Wydatki:
Pizza Kebab duża 19,50 zł
Pizza Salami mała 10,00 zł
Herbata 3,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -4
jedzenie: -5
czas: +2
wystrój: +3
czystość: +3

Ogólna ocena:

Rademenes
Łódź ul. Piotrkowska 83
tel. 042-666 30 34


Wyświetl większą mapę

19 cze 2007

In Centro - omijać z daleka

Asia - Nie wiem jakim cudem, ale na wielu forach w internecie, spotkałam się z opinią że In Centro to najlepsza pizzeria w Łodzi. Albo to wypisuje sam właściciel, albo pracownicy. No chyba, że komuś odpowiada klimat PRLu.
Igor - Tak, to jedna z niewielu knajp w Łodzi, które kompletnie nie przypadły nam do gustu. Dla upewnienia swoich sądów, odwiedziliśmy ten lokal dwukrotnie na przestrzeni kilku miesięcy. Podczas obu naszych wizyt mieliśmy podobne odczucia, różnica polegała na warunkach atmosferycznych panujących na zewnątrz – raz siedzieliśmy sobie w pseudoogródku, za drugim razem z powodu deszczu kisiliśmy się w środku.
Asia - Skierowani głodem i brakiem czasu na poszukiwanie innej knajpy, weszli do tej ponoć najlepszej pizzerii w Łodzi.
Igor - Mówiąc szczerze, jakoś uległem opiniom m.in. Makłowicza i Bikonta, którzy twierdzili w „Przewodniku Newsweeka”, że lepszej pizzy dawno nie jedli.
Asia - Może tę konkretną zrobili specjalnie dla nich,
Igor - albo Panowie nigdy w In Centro nie byli, a swoją ocenę napisali na podstawie bzdurnych opinii zamieszczonych w internecie.
Asia - Po wejściu do pizzerii usiedliśmy przy stoliku, który wyglądał jak jeden z tych widzianych przy smażalniach ryb nad morzem.
Igor - Ogólnie cały lokal wygląda, jakby sprzedawano tam jedynie marne portowe rybki. Zero wystroju, zero klimatu. Stoliczki i krzesełka plastikowo-metalowe, na blacie stoi na stałe jakaś kartka ze spisem dań. Gdyby tego ktoś nie widział, to na głównej ścianie jest duża tablica z wypisanymi wszystkimi pizzami.
Asia - Z dużego wyboru różnych „placków”, wybraliśmy jedną z bardziej popularnych i bezpiecznych (nie za wiele dodatków, jeśli coś miałoby nam zaszkodzić, łatwo byśmy doszli co dokładnie)
Igor - Wybraliśmy pizze z szynką. Bez zbędnych dodatków, które mogły rozwodnić ciasto (pieczarki, pomidor, papryka). Nie ma co jednak liczyć na kelnera. Pizzę trzeba zamówić osobiście „na kasie”. Płaci się z góry i tylko gotówką – obsługująca mnie paniusia, poza grymasem zrobiła też duże oczy, że śmiem proponować płacenie kartą kredytową.
Asia - Igor z kasy wrócił z napojami i numerkiem naszej pizzy. Wszystko podane na "gustownej" plastikowej tacy.
Igor - Przyniosłem też dwa sosy, które czekały już nalane przy kasie. Żeby ktoś choć postarał się oczyścić te sosjerki, aby nie było widać, że były wielokrotnie już używane.
Asia - Chcąc skorzystać z toalety, także musiałam iść do kasy, bo „klucz do toalety znajduje się w kasie”.
Igor - Ja nie miałem tego problemu, bo klucz do męskiego kibla, pewnie się zgubił, bo drzwi były otwarte na oścież.
Asia - Z czystymi rękoma, czekaliśmy na to jak zostaniemy wywołani, że nasza pizza już gotowa.
Igor - Bo w tym lokalu panują takie zwyczaje, jak już we wspomnianej smażalni ryb – kasa woła numerek gotowego dania.
Asia - Jest! Wykrzyczano nasz numerek. Podnieśliśmy ręce, że to my. Do stolika pizzę przyniósł nam sam pizzerman.
Igor - Może i fajny zabieg marketingowy, ale zniweczony gdy z bliska widzi się usyfiony strój kucharza, wystające ze spodni gacie, oraz gołe owłosione łydki (bo spodenki trzeba mieć krótkie w tym zawodzie).
Asia - Nie czepiaj się kucharza, najważniejsze jest jak smakuje pizza. Nie ważne, czy robi ją kucharz w spodenkach, bez spodni czy w spódnicy.
Igor - OK. Dostaliśmy pizze, jedną na dwóch talerzach. Poprosiłem o przekrojenie na pół, ale potraktowano to zbyt dosłownie – każde z nas otrzymało po jednym kawałku, wielkości połowy pizzy.
Asia - I tak lepiej, bo poprzednim razem, choć pizza była pokrojona to była na jednym talerzu i zawierała inne składniki od tych, które zamówiliśmy.
Igor - Jakie to szczęście, że w ogóle dostaliśmy pizzę!
Asia - Ale czym byłaby pizza bez dobrego sosu. Chcąc nalać sobie odrobinę, wychlusnęło mi się pół sosjerki. Trochę rzadki ten sos.
Igor - Ale Ty naiwna jesteś. Chciałaś gęstego sosu? Dostałaś wodnisty ketchup z odrobiną oregano.
Asia - Czosnkowy, wcale nie był lepszy. Również wodnisty i z granulowanego czosnku.
Igor - Sama pizza... no z całą pewnością jadałem lepsze. Ciasto było grube i słabo wypieczone. Zwykle zjadam ranty, bo w nich czuć cały smak przygotowanego ciasta – tym razem nie było to ani przyjemne, ani zdrowe (od surowego ciasta, można się rozchorować).
Asia - Najgorsze, że następnego dnia oboje czuliśmy, jakbyśmy połknęli kamienie. Prawdopodobnie, ciasto po wyrobieniu, nie miało czasu na wyrośnięcie.
Igor - In Centro możemy uznać, za największą porażkę, na kulinarnej mapie Łodzi.
Asia - Niby mówi się, że do trzech razy sztuka. Jednak na trzecia wizytę w tym dusznym lokalu, szkoda nam czasu, zdrowia i pieniędzy. Bo co jak co, ale jakość usług jest kompletnie niewspółmierna do cen.

Wydatki:
Pizza Vesuvio 14 zł
Sprite 5 zł
Karotka 2 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -4
jedzenie: -3,5
czas: -3
wystrój: -5
czystość: -3

Ogólna ocena:

Pizzeria In-Centro
Łódź ul. Piotrkowska 153
www.incentro.com.pl
tel 042-636 99 92


Wyświetl większą mapę

1 kwi 2007

Nasza ocena

Oceniając odwiedzone przez nas lokale bierzemy wiele czynników pod uwagę. Każda skala poszczególnych ocen jest dopasowana do typu knajpy i stosunku oferowanej usługi do cen. Dlatego też, nie zawsze oceny dwóch różnych lokali można ze sobą porównywać. Stąd też postanowiliśmy wprowadzić ocenę ogólną. Jest to nasze podsumowanie ogólnego wrażenia, jakie wywarła na nas knajpa.

Jedna * oznaczona jest w tekście jednym symbolem

* beznadzieja, odradzamy
** w ostateczności
*** bez rewelacji
**** można dobrze zjeść
***** zdecydowanie polecamy

PokazuJemy czytelników strony