Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *****. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *****. Pokaż wszystkie posty

27 lut 2010

Satyna - nieoczywiste miejsce


Igor - Zbliżał się koniec lutego a my nadal nie odwiedziliśmy Satyny...
Asia - Niby w centrum miasta, dwa kroki od Piotrkowskiej (Plac Komuny Paryskiej 5a), obok dyskoteki BLU, na tyłach łódzkiego magistratu.
Igor - Pojechaliśmy do Satyny w sobotni wieczór, jednak zanim weszliśmy przeszło nam przez myśl, że lokalu odbywa się impreza zamknięta. Wewnątrz pusto, światła pozapalane a stoły nakryte pełną zastawą.
Asia - Na drzwiach nie było jednak żadnej kartki, że dziś nieczynne. Weszliśmy więc nieśmiało.
Igor - Zaraz podszedł do nas kelner, witając, zapraszając dalej i pytając czy życzymy sobie stolik w sali dla palących czy niepalących. Wybraliśmy stolik ("lożę") pod ścianą.
Asia - Chociaż do wyboru mieliśmy wieeeeele wolnych miejsc. Zdecydowana większość stołów ustawiona jest na środku w ten sposób, że siedząc w jednym końcu restauracji widzimy osoby siedzące w drugim końcu.
Igor - Kelner dał nam chwilę czasu na rozebranie się z płaszczy i podszedł z kartami.
Asia - Mnie jako pierwszy w menu rzucił się w oczy domowy rosół z marchewką i makaronem, zanim jednak ostatecznie wybraliśmy podszedł kelner proponując coś do picia.
Igor - Poprosiliśmy jednak o chwilę czasu i postanowiliśmy zaszaleć. Pełnego zestawu obiadowego nie damy rady zjeść, ale apetycznie wyglądały sałatki
Asia - Spodobała mi się taka z kurczakiem, pomarańczą, kiełkami i owocami granatu - wyjątkowo niestandardowe połączenie.
Igor - Ja wybrałem sałatkę z boczkiem wędzonym i jajkiem w koszulce. W momencie gdy podszedł kelner mieliśmy wybrane tylko sałatki, zamówiliśmy je i ustaliliśmy, że za chwilę podamy główne dania.
Asia - Wróciłam do zup... krem z kalafiora, grzybowa, w menu są także ryby (np. okoń z miętą i anchovies) mięso (goleń jagnięca faszerowana czosnkiem, pół kaczki z jabłkiem)... ja jednak wybrałam poliki wołowe z kluskami półfrancuskimi i warzywami smażonymi.
Igor - Ja zaś zdecydowałem się na polędwicę wołową z ziemniacznym purre, prażoną cebulą i pomidorami. Kiedy mieliśmy już upatrzone dania podszedł kelner z "czasoumilaczem" - pasztetem z konfiturą z żurawiny i kromkami bagietki.
Asia - Dla naszych głodnych żołądków był to miły starter. Delikatny w smaku, miękki z ciepłą, chrupiącą bagietką. Przyjemnie pachnący.
Igor - Było tak, apetyczne, że chciało się jeść dalej tylko pieczywo i pasztet. Powstrzymaliśmy się jednak.
Asia - Z głośników leciała spokojna muzyka, zachęcająca do zwolnienia tempa, do skupienia się na jedzeniu.
Igor - Muzyka skłaniała także do rozmyśleń... dla kogo jest ten lokal. Ogromna przestrzeń, centrum miasta, elegancji wystrój. Pierwsze co przyszło mi na myśl to imprezy firmowe lub rodzinne.
Asia - Wydaje mi się, że wystrój Satyny może wystraszyć potencjalnego klienta, który zastawione stoły może utożsamiać z wysokimi cenami. Może zdarzyć się tak, że ktoś wybierze np. Kebab House, tylko dlatego, że wygląda bardziej "swojsko" czy "mniej zobowiązująco"; kwota na rachunku będzie jednak taka sama i w Kebab i w Satynie.
Igor - Kiedy zakończyliśmy przystawkę, kelner szybko zabrał puste talerze a chwilę później podał nam duże talerze z naszymi sałatkami.
Asia - Nie tylko w menu wyglądały niecodziennie! Sposób podania i przystrojenia także był niecodzienny, i dodatkowo wzmagał apetyt.
Igor - Ochoczo zabraliśmy się do jedzenia. Słowa jakie cisnęły nam się na usta to: "mmmm", całość sałat była świetnie dobrana i doprawiona.
Asia - Moja, dzięki pomarańczy i granatom była bardzo soczysta i wyrazista w smaku.
Igor - U mnie zaś smak był bardzo dobry, ale nie tak zaskakujący jak u Asi. Z uśmiechami na twarzach jedliśmy nasze sałatki i z coraz większym zaciekawieniem oczekiwaliśmy dań głównych.
Asia - Czas od momentu jak skończyliśmy sałatki, do momentu podania dań mięsnych był idealny. Spokojnie przełknęliśmy, wymieniliśmy się wrażeniami smakowymi i podszedł kelner podając talerze.
Igor - I tym razem wizualnie dania były bardzo atrakcyjne. Ja tym razem zostałem talerz i dwie miseczki - w jednej był sos, a w drugiej surówka z pomidora. Całość bardziej zdecydowana w smaku niż moja wcześniejsza sałatka.
Asia - U mnie było na odwrót! Sałatka była mocna w smaku, zaś poliki i kluski półfrancuskie smaczne, syczące, ale nie tak zapadające w pamięć (i kubeczki smakowe).
Igor - Jedliśmy z zadowoleniem, ciesząc się, że trafiliśmy właśnie tutaj.
Asia - Dania na dużych talerzach nie wyglądały początkowo jako takie którymi można się najeść, ale to mylne wrażenie.
Igor - Kiedy już kończyliśmy zaczęliśmy zastanawiać się nad deserem.
Asia - Z łakomstwa byliśmy w stanie zamówić coś małego...
Igor - ... ale kilka razy było już tak, że w restauracji jedliśmy wyśmienity obiad, a potem kiepski deser, który zaniżał punktację "jedzenie" oraz psuł ogólnie wrażenie.
Asia - Kiedy się zastanawialiśmy co zrobić, podszedł do nas kelner pytając czy nam smakowało.
Igor - Przyznaliśmy, że dania były bardzo dobre.
Asia - Na co miły kelner odparł, że proponuje nam deser... Musze przyznać, że nie byliśmy zbytnio asertywni i zgodziliśmy się, uprzedzając, że dużo już nie zjemy.
Igor - Ustaliliśmy, że dostaniemy jedną porcję na dwoje, żeby po prostu spróbować czegoś słodkiego. W momencie gdy kelner odszedł zdałem sobie sprawę, że w zasadzie nie wiem co zamówiliśmy. Miało być dobre.
Asia - I było! Niedługo musieliśmy czekać na puchar z deserem satyna (sprawdziliśmy w domu na stronie internetowej, że to musiało być to)
Igor - W wysokim kielichu czekała na nas ponownie świetna kompozycja smakowa... Polecamy każdemu i wyjątkowo nie zdradzimy składników. Zapewniam, że będziecie mile zaskoczeni i zadowoleni.
Asia - W Satynie spędziliśmy niewiele ponad godzinę. Godzinę ze smakiem. W centrum miasta, ale jednak z dala od zgiełku i pośpiechu.
Igor - Jestem zadowolony z tego co zjedliśmy, z cen i obsługi, w dalszym ciągu mam jednak wątpliwości dla kogo to lokal. Ciężko tu o intymny stolik (chyba, że gdzieś pod ścianą). Ze względu na wystrój lokal celuje chyba w spotkania biznesowe.
Asia - Idealny wydaje się być na efektowne imprezy czy to rodzinne (komunie, wesela) czy firmowe.
Igor - Obawiam się jednak, że niewielu Łodzian będzie na tyle odważnych, aby wejść na obiad do lokalu, który wygląda bardzo elegancko i drogo. Choć prawdziwe jest tylko to pierwsze. Relacja jakości i smaku do cen jest bardzo przyzwoita.

Wydatki:
Sałatka z kurczakiem 18,00 zł
Sałatka z boczkiem i jajkiem 18,00 zł
Poliki wołowe z kluskami półfrancuskimi i bukietem warzyw 25,00 zł
Polędwica wołowa z puree, prażoną cebulą i pomidorem 33,00 zł
Deser Satyna 14,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +5
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +4
czystość: +5


Ogólna ocena:

Satyna
www.restauracjasatyna.pl
plac Komuny Paryskiej 5a
tel: 42 235 41 21

30 lis 2009

LaVende - bistro w dobrym stylu


Asia - Wybraliśmy się do LaVende, gdyż w naszej sondzie wybraliście właśnie ten lokal.
Igor - Jakoś przez cały miesiąc było nam nie po drodze na ulicę Rewolucji, gdzie znajduje się ten lokal. Ale jakoś dotarliśmy.
Asia - LaVende znajduje się vis a vis dawnej przychodni Palma, a obecnie budynku Uniwersytetu Łódzkiego. Tuż obok jest przystanek autobusowy, z którego wysiadają studenci.
Igor - Trochę trudno tutaj znaleźć miejsce do parkowania samochodów, dlatego polecamy przejażdżkę komunikacją MPK. Do przystanku tramwajowego także jest niedaleko.
Asia - A z przystanku autobusowego wystarczy tylko przejść przez ulicę. Przeszliśmy zatem i weszliśmy do jasnego, beżowo-pastelowego wnętrza.
Igor - Usiedliśmy przy jednym z beżowo-lawendowych stolików, na beżowych krzesłach, pośród beżowo-lawendowych dekoracji. I po kilku chwilach podeszła do nas kelnerka i z uśmiechem położyła przed nami beżowo-lawendowe menu.
Asia - Po otwarciu menu od razu zabraliśmy się za czytanie. Zestawy śniadaniowe?
Igor - Nie, raczej przyszliśmy zjeść coś innego.
Asia - Po krótkiej chwili do naszego stolika podeszła kelnerka, z pytaniem czy już się na coś zdecydowaliśmy.
Igor - Trochę mało czasu – ledwo, otworzyliśmy kartę dań.
Asia - Poprosiliśmy więc o jeszcze 5 minut do namysłu.
Igor - Zacząłem się zastanawiać nad sałatami z ciepłą, pachnącą bagietką i masłem, ewentualnie interesująco brzmiała z „zupa z lawendy”.
Asia - Ja natomiast zastanawiałam się nad knedlami z owocami.
Igor - W menu można można wybierać dania podzielone na kategorie: śniadania, sałatki, naleśniki, desery, dodatki, napoje ciepłe i zimne.
Asia - Przy czym z dodatków jest jedynie bagietka, konfitura i masło. Nie ma frytek, nie ma ziemniaczków i innych dodatków.
Igor - Może są, tylko my nie znaleźliśmy.
Asia - Wahałam się pomiędzy „plackiem wegetariańskim z żółtym serem, w sosie majonezowym, pomidorem, ogórkiem, czerwoną cebulą, oliwkami i sałatą lodową” a „knedlami z owocami”. Kusiło mnie to, że knedle są zapiekane, mogą być dzięki temu dobre.
Igor - Tym razem nie miałem ochoty na zjedzenie jakiegoś mięsa. Próbowałem zatem wybrać coś pomiędzy sałatkami, plackami a jakąś pastą.
Asia - Ale pasty są takie pospolite, niczym nie wyróżniające się od tych u konkurencji - carbonara, bolonese. A ja tym czasem zauważyłam danie na które się ostatecznie zdecydowałam – „pierogi z ziemniakami, serem górskim, boczkiem i cebulą”.
Igor - A ja upatrzyłem sobie placek, miałem jedynie obawy czy się nim najem.
Asia - Poczekaliśmy na kelnerkę, która zjawiła się tym razem dokładnie w tym momencie co trzeba. Zamówiłam więc pierogi, a na rozgrzanie czarną herbatę.
Igor - A ja spytałem się, czy upatrzony placek z kurczakiem nie będzie za ostry – w menu obok tej pozycji był symbol ostrzegający. Kelnerka odparła, że smak sosu będzie jedynie bardziej wyrazisty. Z takimi zapewnieniami zdecydowałem się na to danie.
Asia - Na nasze potrawy musieliśmy czekać około kwadransa.
Igor - Pierwsze wrażenie – O! Duża porcja, nawet bardzo. Do tego bardzo dobra. Sos potrawy, zgodnie z zapewnieniami kelnerki nie był bardzo ostry, a jedynie wyrazisty.
Asia - Moje danie było niewielkie (6 szt.). I wyglądało bardzo apetycznie. Dostałam małe sakiewki z ciasta wypełnione aromatycznym nadzieniem. Jak się potem okazało to też pierogi, tyle, że pieczone, a nie gotowane w wodzie.
Igor - Wszystko u mnie było pyszne! Spojrzałem też na danie Asi i przyznam, wyglądało bardzo ciekawie. Takie woreczki do zjedzenia.
Asia - Ciasto wyglądało bardziej jak papier ryżowy. Było takie cienkie, delikatne i kruche. Naprawdę fajny smak i miłe wrażenia wzrokowe.
Igor - Zjedliśmy te ciekawe dania słuchając spokojnej, relaksującej muzyki.
Asia - Cisza, spokój, delikatne kolory... Prawdziwa chwila zapomnienia.
Igor - Warto dodać, że LaVende to drugi lokal tego samego właściciela, usytuowany w pobliżu uczelni (ten pierwszy to Gęsi Puch). Przełamuje to stereotyp, że przy uczelniach mogą utrzymać się tylko puby, kluby i pizzerie.
Asia - W sumie LaVende to szansa na smaczny posiłek, w nie najniższej cenie, ale za to blisko uczelni. **

Wydatki:
Pierogi 13,80 zł
Kawałki kurczaka w pikantnym sosie chilli 13,80 zł
Herbata 4,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +4
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +5
czystość: +5


Ogólna ocena:

Bistro & Cafe La Vende
ul. Rewolucji 1905r. 40A
www.lavende.eu
tel. 042 630 43 08. kom. +48 512 04 30 30

Wyświetl większą mapę

8 paź 2009

iCOFFEE – i sobie odpoczęłam


Asia - Kobieta musi się czasem wybrać sama do knajpy. Zwłaszcza jak to jest tak piękny dzień jak ostatni poniedziałek lata. Dzień przebiegał bezproblemowo, więc aby podtrzymać dobry humor wygospodarowałam sobie chwilę na kawę. Zamiast jednak popijać ją pospiesznie w drodze, zatrzymałam się na rynku w Manufakturze i zajrzałam do iCOFFEE.
Od wejścia karteczki „samoobsługa” informują nas, że samemu trzeba zamówić i odebrać napoje przy barze. Podeszłam więc do uśmiechniętej baristki i przyznałam, że nie wiem co chcę, ale ma zawierać kawę i sporo mleka, i nie musi mnie obudzić (czytaj: zabić ilością kofeiny). Pani zapytała czy może to być kawa z lodami. Ze względu na ładną pogodę uznałam, że czemu nie. I tak oto w niecałe 2 minuty ustaliłyśmy jaka kawa spełni moje oczekiwania.
Kiedy kawa wolno sączyła się z ekspresu porozmawiałam z panią baristką o mieszankach kaw jakich używają i jakie mają w sprzedaży (można wybierać w 4 rodzajach ziaren).
Do kawy zaproponowano mi ciastko lub czekoladki – ale co za dużo to nie zdrowo. Zostałam tylko przy kawie z gałką lodów waniliowych.
Do wyboru miałam dwie pojemności – 240 ml i 350 ml.
Do kawy – standardowo wybór cukrów i słodzików. Łyżeczki są metalowe, więc jeśli ktoś lubi zjeść piankę z mleka, to polecam raczej iCOFFEE niż np. Coffee Heaven (gdzie są mieszadełka).
Ze swoją kawą wyniosłam się do ogródka. Cisza, spokój, szum fontanny, do tego naprawdę dobra kawa. Wspaniała chwila relaksu. Polecam każdemu taką odskocznię raz na jakiś czas. Pójść na kawę i robić przez ten czas „nic”.
Zanim wróciłam do rzeczywistości, zajrzałam do toalety i odkryłam 3 poziomy iCOFFEE. Na pierwszym jest bar i małe stoliczki, na drugim czarna kanapa i dwa dwu-osobowe stoliki, a na trzecim (z oknem na rynek Manufaktury) kanapa i fotele. Dopiero na 4 poziomie jest łazienka. Przestronna, unisex, zadbana. I pachniała świeżością, a nie kawą.

Wizytę oceniam na 5. Miła baristka, która potrafiła wyjaśnić różnice pomiędzy mieszankami kaw i dobrać kawę do gustu klienta. Komfortowe w użyciu filiżanki i małe salki, które dają wrażenie intymności, pozwalają miło spędzić tam czas.
Polecam lokal na niezobowiązujące spotkania, pogaduchy, na chwilę zapomnienia.

Wydatki:
Cafe affogato średnie 9,90 zł

  Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +5
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +4
czystość: +4


Ogólna ocena:

Kawiarnia iCOFFEE
ul. Karskiego 5, rynek Manufaktury
tel. 507 025 189
http://www.icoffee.pl

Wyświetl większą mapę

26 wrz 2009

Dekadencja - z nutką dobrego smaku


Asia - W sobotę, 26 września spacerowaliśmy po troszkę chłodnej ul. Piotrkowskiej.
Igor - Spacer nam się przeciągnął i w godzinie sobotniego obiadu zamiast być w domu, w dalszym ciągu byliśmy na mieście.
Asia - Szybko sprawdziliśmy, że we wrześniu czeka nas wizyta w Dekadencji.
Igor - Ta herbaciarnia znajduje się przy ul. Piotrkowskiej 35, ale nawet jeśli ktoś zapomni dokładny adres, to wystarczy aby rozglądał się po bramach. Przy tej właściwej stoi bowiem koziołek kierujący do tego lokalu.
Asia - Weszliśmy do Dekadencji i poczuliśmy się jak w innym świecie. Wystrój, muzyka, ludzie. Ta wizyta zapowiadała się niezwykle...
Igor - Niezwykłe było też to, że przy dwóch stolikach siedzieli goście, a nie było widać nikogo kto by obsługiwał.
Asia - Staliśmy tak troszkę zdezorientowani,aż podeszła do nas dziewczyna z tekstem: "Państwo chyba pierwszy nas u nas, prawda?"
Igor - Wybraliśmy stolik w kącie - stolik będący kiedyś stołem do maszyny do szycia.
Asia - Ja od razu zwróciłam uwagę na ilość detali i bibelotów w zasięgu mojego wzroku... ale o tym później, bo podeszła do nas kelnerka z menu i informacją, że skoro jestesmy pierwszy raz to jeszcze nie wiemy, że na regale stoją baryłki i można sobie dolewać wina.
Igor - Ponieważ byliśmy głodni zaczęliśmy od jedzenia - "dekadencja - kruchy placek z pieczonymi owocami i bakaliami"... już sam opis wywoływał ślinotok.
Asia - A opis szarlotki na ciepło z lodami nie dość, że wywołał uśmiech na mojej twarzy, to jeszcze zapragnęłam ją zjeść.
Igor - Ale byliśmy bardzo głodni, więc zdecydowaliśmy się najpierw na barszczyk z pasztecikiem.
Asia - A potem słodkości - dwa pierwsze ciasta z menu.
Igor - Zanim jednak przyszła kelnerka znaleźliśmy w menu propozycję dla panów.
Asia - W sumie w menu jest kilka ciekawych propozycji - np kawa z mlekiem i kilkoma likierami. Ja ostatecznie wybrałam dla siebie herbatę rumową, a Igor wiśniową.
Igor - Gdy kelnerka podeszła wyjaśniliśmy co chcemy i dalej podziwialiśmy ilość bibelotów na ścianach i parapetach.
Asia - Stare zdjęcia w puzderkach, broszki, szydełkowane obrusy, porcelanowe lalki na ścianach, maszyny do szycia... Słowem babciny pokój w dobrym stylu.
Igor - Niezbyt długo czekaliśmy na barszczyk z pasztecikami - dobrze doprawiony, rozgrzewający, w ogromnych kubkach.
Asia - Odpowiednia porcja aby zapełnić żołądek i zostawić sobie miejsce na deser.
Igor - Przy czym to nie jedyne jedzenie. Panowie mogą być zainteresowani "połówką z zakąską" albo "ćwiartką z zakąską" - wódka w odpowiedniej ilości i talerz zimnych zakąsek.
Asia - Mnie zaś w oko wpadła kawa z mlekiem i likierami np. kokosowym. Nie sposób wszystkiego spróbować za jednym razem.
Igor - I gdy tak podziwialiśmy to co nas otaczało, i co apetycznego jest w menu, doszedł jeszcze jeden bodziec... Zapach ciast, które postawiła przed nami kelnerka.
Asia - Pachniały cudnie! A jak smakowały... mmmm... prawdziwe domowe ciasto, świeże, pachnące, słodkie.
Igor - Niebo w gębie...
Asia - Nie dziwię się, że jedno z tych ciast jest ciastem "głównym" tzn nazwanym tak jak lokal.
Igor - Dopiero jak zaczęliśmy jeść uzmysłowiłem sobie, że zamiast dwóch imbryczków na stole mamy tylko jeden. I to ten z herbatą dla Asi. Nie upominałem się o swoją, bo przyjemnie rozgrzał mnie barszcz, ale wydawało mi się to cokolwiek dziwne.
Asia - Jak już o herbacie wspomniałeś, to warto zaznaczyć w czym jest ona podana - w stylowym białym imbryczku, z ażurowymi dekoracjami. Podobny, ażurowy był podstawek pod filiżanką. Nie jest to najnowsza kolekcja Villeroy, tylko raczej zestaw wyszperany gdzieś na strychu.
Igor - Kiedy już wyczyściliśmy talerze z okruszków po ciastach zaczęliśmy rozglądać się za kelnerką. Ale jak to bywa w tego typu lokalach, do obsługi i sali i kuchni jest tylko jedna osoba. Więc najrozsądniej jest wstać i podejść do kuchni. I tak też zrobiliśmy.
Asia - Komu można polecić ten lokal?
Igor - Łasuchom. Zdecydowanie fanom domowych wypieków.
Asia - Opisy herbat i wybór kaw też jest niczego sobie. Do Dekadencji należy się wybrać na chwilę relaksu.

Wydatki:
Barszcz czerwony z pasztecikiem 7,00 zł
Herbata 6,00 zł
Ciasto1 9,00 zł
Ciasto2 15,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +4
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +5
czystość: +5


Ogólna ocena:

Dekadencja - tee and coffee club
ul. Piotrkowska 35
www.dekadencja.net

12 cze 2009

Ganesh - w Bollywood


Igor - W restauracji o tej nazwie już raz byliśmy. Było to dość dawno, na początku prowadzenia naszego bloga. Wtedy zachwycaliśmy się małą, klimatyczną, nastrojową knajpką schowaną w jednej z bram na Piotrkowskiej. Czemu więc zdecydowaliśmy się iść tam jeszcze raz? Bo Ganesh otworzył nową siedzibę, dużo większą od pierwszej.
Asia - Zajął lokal przez wiele lat zajmowany przez restaurację Quattro (ul. Piotrkowska 55). Udaliśmy się tam podczas długiego weekendu - podobnie jak w całym mieście, tak i w restauracji nie było wielu klientów.
Igor - Weszliśmy po schodach przez wielkie otwarte na oścież drzwi. Wnętrze wygląda sympatycznie, ale a drugiej strony dość przeciętnie - długa sala, z wieloma stolikami poustawianymi symetrycznie. Jedynym ciekawym akcentem są dwa stoły w formie okręgu, dookoła których są ustawione sofy. Nad stołami są baldachimy z drobnych koralików, a centralnie nad stołem żyrandol z setek małych szkiełek. Niestety, stoliki są ciągle zarezerwowane, być może z myślą dla liczniejszej grupy klientów.
Asia - Zajęliśmy miejsce po prawej stronie (jak się potem okazało jest to część dla palących - w "starej" restauracji nie wolno było palić w ogóle). Po kilku chwilach podeszła do nas kelnerka podając karty - długie i wąskie. Przy czym kelnerka nie wyglądała jak kelnerka... to znaczy żadna z kelnerek nie wyglądała jak kelnerka. Gdyby nie to, że podawały menu lub chodziły z daniami wzięłabym je za klientki.
Igor - W menu są różne dania: z kurczaka, z baraniny, z ryb, desery, przystawki, oraz indyjskie kefiry.
Asia - Wybór całkiem spory, a i samo czytanie menu trochę trwa ponieważ najpierw większą czcionką mamy oryginalną nazwę dania, a dopiero niżej polski dokładny opis.
Igor - Po jakimś czasie przyszła kelnerka. I całe szczęście - nie mogliśmy się zdecydować, a byliśmy bardzo głodni.
Asia - Ponieważ miałam już upatrzone jedno danie zapytałam ile będziemy na nie czekać - od długości oczekiwania uzależniałam bowiem zamówienie przystawki. Niestety, kelnerka odpowiedziała "nie wiem". Zbita z tropu postanowiłam prócz malai kebab czyli kawałków kurczaka marynowanych w sosie śmietanowo-orzechowym, zamówić także Veg samosa czyli smażone pierożki wegetariańskie.
Igor - Ja postawiłem za to na baraninę. Poprzednim razem bardzo mi smakowała i stwierdziłem że i tym razem zjem ten rodzaj mięsa. Jednak kompletnie nie pamiętałem, co jadłem te dwa lata temu, więc zamówiłem u kelnerki Mutton Korma czyli baranina z migdałami i orzechami w łagodnym sosie śmietanowo-pomidorowym. I odpowiedź kelnerki była równie dziwna co w przypadku Asi - niech Pan tego nie zamawia, albo zmieni sos. Spytałem się co to znaczy, czy to że danie jest źle skomponowane? Kelnerka odparła że "oni" jedzą różne dziwne rzeczy, a w tym przypadku to źle smakuje. Zdziwiłem się bardzo! Zbity ze stropy spytałem się, co kelnerka może mi w takim razie polecić, zaproponowała Kadai Mutton - baranina z papryką, cebulą, imbirem i chili w sosie Curry. Nieświadomie, kelnerka odwiodła mnie od zamówienia tego samego dania co przy poprzedniej wizycie.
Asia - W czasie jak Igor dyskutował z kelnerką o swoim daniu, ja przewertowałam menu i znalazłam do picia jogurt, wcześniej jednak zapytałam kelnerki który będzie najbardziej pasował do mojego dania. Poleciła Lassi natural czyli jogurt indyjski naturalny.
Igor - Asia zamówiła przystawkę, więc stwierdziłem że i coś wezmę jako starter. Tym bardziej, że baraninę się długo przygotowuje - nie chciałem ryzykować śmierci głodowej. Znalazłem coś co zostało nazwane Garlib Naan czyli placki z mąki pszennej z czosnkiem i domówiłem to jako drugą przystawkę. Do picia także zamówiłem jogurt (poprzednim razem bardzo mi smakował), wybrałem Lassi garlic czyli napój jogurtowy czosnkowy.
Asia - Zanim kelnerka przyszła do nas z talerzem mieliśmy dość czasu aby rozejrzeć się po nowym Ganeshu. Te okrągłe stoliki pod baldachimem wyglądają rewelacyjnie. Do tego ciekawy, ceglany kolor ścian i klimatyczna muzyka płynąca z głośników.
Igor - Nie tylko z głośników. Na ścianach wiszą duże telewizory, na których puszczane są hinduskie teledyski, muzykę z nich można usłyszeć w całym lokalu. Także w toalecie.
Asia - Toaleta utrzymana jest w klimacie. Dominują kolory czarny i czerwony. Czysto, nietuzinkowo i muzycznie.
Igor - Można dodać, że całość świetnie wyglądającej toalety burzy jeden fakt. Bo wszystko pachnie, świetnie dopasowane, podajnik do mydła to metalowy pojemniczek, umywalka o ciekawym designie... i do tego wszystkiego postawiony na blacie papier w rolce do wycierania rąk.
Asia - Po powrocie do stolika podeszła do nas kelnerka i położyła przed nami białe talerze, na nich czerwona serwetka, a na niej sztućce: widelec, nóż i łyżka. Zastanowiłam się po co nam łyżka, ale nie zdążyłam zapytać bo kelnerka zniknęła.
Igor - Po kolejnej minucie na naszym stole pojawiły się przystawki! Garlic Naan to trzy placki z mąki pszennej przyrządzone z czosnkiem. Jako przekąska - wyśmienite. Smak czosnku lekki i nie narzucający się, choć popijając jogurtem również o smaku czosnku, trudno było wyczuć różnicę. Sam jogurt, to napój mleczny w którym wyczuwalne są kawałki zgniecionego czosnku. Całość wyśmienicie oczyszcza kubeczki, ale tę zaletę doceniłem nieco później.
Asia - Veg Samosa to zaś dwa pierożki podane na sałacie z dwoma sosami. Jeden sos był zielony i wyglądał na chrzanowy, drugi był w kolorze czekoladowym i w smaku był słodki, troszkę miodowy. Pierożki z zewnątrz bardzo chrupiące, nadziane pastą (chyba) ziemniaczano-curry.
Igor - Sosy (a właściwie dipy) te pasowały także do placków. Kiedy zjedliśmy przystawki, pojawiła się kelnerka - naszymi daniami głównymi.
Asia - Ja dostałam owalny talerz z kawałkami kurczaka i surówką oraz koszyczek z Naan - czyli plackami z mąki przennej, tym razem jednak już bez dodatków.
Igor - Dla mnie przyniosła dwa talerze - jeden mniejszy, podłużny z kopczykiem białego ryżu, drugi większy, własiciwie półmisek z cząstkami mięsa w gęstym sosie.
Asia - W Ganesh, dostaje się potrawy na osobnych talerzach, a następnie przekłada w dowolnie wybranych proporcjach na talerz z którego się je. Bardzo wygodne. Mój kurczak pocięty był w średniej wielkości kwadratowe kawałki. Mięso było aksamitne w smaku, bardzo soczyste, śmietanowa marynata była wyśmienita, a orzechy dawały tylko delikatny, przyjemny posmak. Do tego wszystkiego ryż - biały, niesolony; oraz surówka mocno przyprawiona papryką. W zasadzie to mięsem i ryżem przegryzałam właśnie tę surówkę.
Igor - Ja także sobie chwalę taki sposób podawania jedzenia. Daje to możliwość skosztowania każdego ze składników posiłku razem lub z osobna. Moje mięso było zatopione w gęstym sosie, w którym zanurzone były kawałki warzyw. Całość kompozycji była wyraźnie ostra, to zasługa imbiru dawała bardzo ciekawy i wyraźny smak. Ryż, biały i sypki, świetne uzupełnienie.
Asia - Przyjemnym dodatkiem do naszych dań były jogurty - właśnie przy głównym daniu docenić można ich spokojny smak. W zasadzie w zaskoczyła mnie mile wielkość porcji. Poprzednim razem dania były równie pyszne, ale porcje zdecydowanie mniejsze. Tym razem po zamówieniu przystawki i dania głównego byliśmy najedzeni.
Igor - Tak, zdecydowanie wielkość porcji jest większa niż poprzednim razem i całe szczęście bez uszczerbku na jakości. Ja byłem bardzo przyjemnie najedzony.
Asia - Gdy wróciliśmy do domu spojrzeliśmy na stronę internetową restauracji Ganesh i co się okazało? Po pierwsze na witrynie brak jest informacji, że w Łodzi są dwa Ganesh'e, za to jest link do warszawskiej knajpy.
Igor - A po drugie ceny w internetowym menu są niższe od tych które widzieliśmy będąc w restauracji, średnio o 3 zł.
Asia - Ja bym podtrzymała moją opinię odnośnie tego lokalu - można zajrzeć od czasu do czasu i spróbować przepysznej kuchni, ale jest tam za drogo, aby stołować się codziennie.
Igor - A ja dodam, że mamy mimo wszystko w Łodzi dwie różne restauracja Ganesh - jedną małą, klimatyczną, ze spokojną muzyką; oraz drugą większą, nastawioną na wielu klientów, z dyskotekowym bollywood z głośników - bardziej komercyjną. Osobiście wolę tę pierwszą.
Asia - Komu zatem można polecić nowy Ganesh? Zdecydowanie można wybrać się tam większą ekipą i zająć stolik pod baldachimem. Klimatyczny, rozwywkowy wieczór zapewniony.
Igor - Super jedzenie, wystrój i czystość... tylko ta obsługa.

Wydatki:
Garlic Naan 11,00 zł
Veg Samosa 10,00 zł
Malai Kebab 23,00 zł
Kadai Mutton 31,00 zł
Lassi natural 7,00 zł
Lassi garlic 8,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +2
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +4
czystość: +5


Ogólna ocena:

"Ganesh"
Łódź, ul. Piotrkowska 55
www.ganesh.pl


Wyświetl większą mapę

8 maj 2009

Montenegro - góry na talerzu


Igor - Już dawno korciło mnie, aby odwiedzić Czarnogórę. W łódzkim wydaniu mamy restaurację bałkańską o wdzięcznej nazwie Montenegro.
Asia - Restauracja ta jest nieco na uboczu od zgiełku Manufaktury i Piotrkowskiej. Ale jest dość klimatyczna.
Igor - Schowana pomiędzy zabytkowymi fabrykami, ulokowana została w willi fabrykanckiej. Dla niezorientowanych, Montenegro jest tuż obok Powiatowego Urzędu Pracy.
Asia - Czyli między ul. 6 Sierpnia a Struga. Dokładnie jest to ul. Wólczańska 51 - piękna willa, nieco przytłoczone przez sąsiadujące budynki.
Igor - Ale wszystko wygląda zewnątrz całkiem ciekawie, znalazło się nawet miejsce na ogródek. Wybraliśmy jednak wnętrze, do którego wchodzi się przez duże uchylone okno.
Asia - W sumie ogródek miły, ale jakiś taki bez wyrazu. Ot drewniany, okrągły bar. I kilka małych stoliczków i drewnianych krzesełek.
Igor - Zaraz po wejściu zobaczyliśmy dwa stoliki i przejście do innej sali... Wyszliśmy dalej, aby wybrać dla siebie jakieś miejsce.
Asia - Gdy tylko przekroczyliśmy prób drugiej sali podeszła do nas uśmiechnięta kelnerka i zapytała gdzie mamy ochotę usiąść. Tu, w przedsionku czy na zewnątrz.
Igor - Wybraliśmy "przedsionek". Mieliśmy dzięki temu oko zarówno na bar, na salę, ogródek jak i możliwość siedzenia na miękkich skórzanych kanapach (ustawionych pod ścianami) a nie na krzesłach.
Asia - Kelnerka zapytała tylko czy palimy - pewnie dlatego, że wybraliśmy miejsca oznaczone z każdej strony kartkami "zakaz palenia". Chwilę potem podała nam karty i zaproponowała coś do picia.
Igor - Postanowiliśmy jednak wybrać najpierw danie główne. Zaczepnie zapytałem czy pani coś poleca. Zwróciła naszą uwagę na pierwszą, niebieską stronę. Kelnerka zachęciła do zamówienia jagnięciny. Nie wiem czy to siła sugestii, czy brak innych równie atrakcyjnych dań, ale zostałem przy pierwszym daniu: jagnięcina z makaronem ryżowym, zapiekaną z serami.
Asia - Ja po przejrzeniu menu także wróciłam na pierwszą stronę. Wybrałam jednak pyszny karczek w sosie śmietanowym, serwowany z ryżem lub makaronem ryżowym".
Igor - Kelnerka dała nam około 5 minut na wybranie potraw. Po tym czasie podeszła, ponownie z uśmiechem na ustach, i przyjęła zamówienie. Stwierdziliśmy, że jednak troszkę już zgłodnieliśmy domówiliśmy jako przystawkę chlebek bałkański z masłem czosnkowym.
Asia - Ja skorzystałam z okazji i zapytałam się o drogę do toalety. Do wyboru przejście przez ogródek i wejście głównymi drzwiami do willi, lub przejście przez salę. Ciężko ocenić ten przybytek, bo jest on wspólny dla Montenegro jak i umiejscowionym w budynku organizacji.
Igor - Też tam trafiłem. Musze przyznać, że toaleta jest chyba najsłabszym elementem restauracji! Tragedia. Jak w jakimś ośrodku kolonijnym - czuć klimat lat słusznie minionych. Brak ciepłej wody, a suszarka tylko dmucha ciepłym strumieniem powietrza, zamiast suszyć.
Asia - Gdy Igora nie było kelnerka podała naszą przystawkę, i widząc, że Igor wychodził do ogródka - sama chciała wyjść i go zawołać.
Igor - Z toalety wracałem już inna drogą, bo przez środek lokalu. Drzwi rozdzielające restaurację i resztę budynku są niczym wejścia na zaplecze.
Asia - W między czasie, moja uwagę zwróciła muzyka jaką słychać w Montenegro. Jest klimatyczna, aktualna i z pewnością pochodząca z Czarnogóry.
Igor - Kiedy wróciłem, na stole stała już przystawka. Ciepły chlebek, przypominający trochę konsystencją ciasto pizzy. Do tego podana porcja masełka.
Asia - Sześć trójkątów i kuleczka masła. Wszystko bardzo smaczne i delikatne. Idealna przekąska o delikatnym posmaku czosnku.
Igor - I tak na dobrą sprawę ta przekąska była świetnym pomysłem. W momencie kiedy skończyliśmy jeść, przyszła aby zabrać nasze talerze i jeden z dwóch podanych zestawów sztućców. Kelnerka wróciła już po kilku chwilach z talerzami, na których parowały nasze dania.
Asia - Jak tylko zobaczyłam wielkość naszych potraw, byłam przekonana, ze nie damy rady zjeść tutaj deseru. Kelnerka postawiła przede mną ogromny, kwadratowy talerz z niewielkim kopczykiem makaronu ryżowego i dużą ilością pociętego karczku i grzybów zatopionych w kremowym, śmietanowym sosie.
Igor - Mój, także kwadratowy, talerz był zapełniony jeszcze większą porcją. Na pierwszy rzut oka widać było tylko roztopiony żółty ser. Pod tą pachnącą warstwą, widziałem makaron ryżowy (makaron w kształcie ryżu, wymieszany z pomidorowym sosem). Dopiero kiedy zacząłem operować widelcem dotarłem do kawałków mięsa. I to dużej ilości. Ogólnie porcja ogromna i przede wszystkim pyszna!
Asia - W moim osobistym rankingu sosów i potraw od dawna na pierwszym miejscu jest Spaghetti z boczkiem i pieczarkami, od dzisiaj na drugim miejscu jest ten przepyszny sos z Montenegro! Polecam tę potrawę każdemu kto lubi lekkie i aromatyczne jedzenie. Tę kremową konsystencję trzeba poprostu samemu poczuć.
Igor - Moje danie było za to zupełnie inne. Jagnięcina wyraźna w smaku, makaron miękki i z przyjemnym posmakiem pomidorów. Tylko ten ser jakieś taki nijaki - ot kawałek plastra sera roztopiony na górze kopczyka jedzenia. No ale nie ma co marudzić, całość była rewelacyjna. Nawet jeśli komuś się wydaje że nie lubi jagnięciny, powinien spróbować to danie.
Asia - Powoli nasze dania znikały z talerzy... porcje są pokaźne, więc nikt głodny raczej Montenegro nie opuści. Zaskoczyła nas kelnerka, która widząc, że skończyliśmy, podeszła do nas mówiąc: "jestem z Państwa dumna!".
Igor - Wywołała tym uśmiech na naszych twarzach i zaproponowała nam deser... przy następnej wizycie.
Asia - Zdecydowanie zawitamy do Montenegro spróbować jeszcze deseru orzechowego oraz banana w koniaku. Prócz tego można tam skosztować zakąsek, sałatek, dań z ryb, grilla czy zup.
Igor - Ciekawostką jest menu. Wszystkie dania mają bowiem bałkańskie, oryginalne nazwy, a dopiero opis pozwala ustalić co się kryje pod danym określeniem.
Asia - Jak głosi napis na początku menu: "nie tak trudno znaleźć kraj, w którym w magiczny sposób mieszają się kultury: śródziemnomorska, orientalna i słowiańska". Nie tak trudno znaleźć w Łodzi lokal w którym można odnaleźć klimat bałkański.
Igor - Za wszystko zapłaciłem kartą, choć tej możliwości pewny nie byłem bo nigdzie nie ma wzmianki, że akceptują karty.
Asia - No i dla kogo Montenegro jest idealnym lokalem?
Igor - Z uwagi na ciszę, polecam ten lokal parom. Z pewnością łatwość znalezienia miejsca do parkowania, sprzyja też spotkaniom biznesowym. Z racji wielkości porcji, zadowolone z wizyty będą wszystkie łakomczuchy.
Asia - Ciężko będzie się tam stołować codziennie, ze względu na ceny, ale wizyta od czasu do czasu jest jak najbardziej wskazana. Nie wiem czy lokal zezwala na oranizowaniwe imprez zamkniętych, ale układ pomieszczeń plus ogródek powodują, że spokojnie można tam zaprosić większą ilość gości.

Wydatki:
Chleb z masłem czosnkowym 4,00 zł
Jagnięcina z makaronem 39,50 zł
Karczek w śmietanie 30,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +5
jedzenie: +5
czas: +4
wystrój: +2
czystość: +4


Ogólna ocena:

"Montenegro"
Łódź, ul. Wólczańska 51
tel. 042-632 00 94 www.montenegro.info.pl


Wyświetl większą mapę

1 lut 2009

PrzyznaJemy - najlepszy 2008



Asia - Na początku stycznia ogłosiliśmy konkurs "PrzyznaJemy tytuł najlepszego 2008 roku". W ankiecie na naszym jedzeniowym blogu wypisaliśmy wszystkie lokale, które oceniliśmy w 2008 roku na pięć gwiazdek.
Igor - Następnie przez dwa tygodnie mieliście możliwość wybrania lokalu jaki powinniśmy nagrodzić.
Asia - W głosowaniu wzięło udział 188 osób! I to właśnie te osoby zdecydowały, że
Igor - Tytuł Najlepszej Kawiarni 2008 przyznaJemy Affogato a Tytuł Najlepszej Restauracji 2008 przyznajemy Analogii.
Asia - Zdecydowanie polecamy wszystkim czytelnikom TestuJemy Łódź wybranie się do tych dwóch lokali.
Igor - Przypominamy także o możliwości wpisywania w Księdze Gości propozycji lokali jakie możemy odwiedzić.
Asia - I obiecuJemy dać zwycięskim knajpom znać, że zostały wybrane przez Was za najlepsze.

13 gru 2008

W Biegu cafe - dobry przystanek

Asia - późna jesień zachęca do odwiedzania kawiarni i herbaciarni jak żadna inna pora roku. Zawitałam więc wieczorem do "W Biegu Cafe". Po maratonie w poszukiwaniu prezentów gwiazdkowych potrzebowałam chwili spokoju. I zaznaczam, że listę prezentów mam, szukałam tylko sklepów w których św. Mikołaj może spełnić prośby grzecznych dzieci.
Weszłam więc do W Biegu Cafe przy ul. Piotrkowskiej 69, bo jakoś ten sam lokal (?) czy raczej "wysepka" w Manfakturze mnie nie przekonuje. Podeszłam do kasy gdzie stał młody wysoki chłopak. Pora była już późna więc nie byłam zdecydowana na kawę. Poprosiłam więc o pomoc: lekka, słaba kawa lub rozgrzewająca herbata. Chłopak się uśmiechnął i stwierdził, że łatwego zadania nie ma. Zaproponował mi latte ew. herbatę zimową z nutką cytryny. Ponieważ ta "nutka" zabrzmiała bardzo fajnie zdecydowałam się na nią.
Chłopak zapytał tylko gdzie usiądę i rozpoczął przygotowywanie gorącej herbaty dla mnie. Wybrałam mały stolik pod ścianą. Świetna sprawa dla osób które przychodzą same na kawę. Zazwyczaj w tego typu lokalach są wygodne fotele i sofy - w sam raz na pogaduszki we dwie czy więcej osób. Tutaj zaś jest kilka małych stolików, takich jednoosoowych. Nie czuję wtedy, że ktoś powinien ze mną tu siedzieć. Dla tych, którzy chcą napić się kawy sami, ale jednocześnie nie tracić nic z tego co dzieje się na Piotrkowskiej przygotowany jest blat i stoliki barowe wzdłuż okna. Ciekawe rozwiązanie, zwłaszcza dla tych co idą Piotrkowską.
Nie czekałam długo na dzbanuszek i filiżankę. Odczekałam ustawowe 8 minut podane na ogonku herbaty przeglądając menu. Prócz kawy, herbaty i kanapek można tu zjeść normalne śniadanie i lunch (lokal jest czynny od 7.00 - rzecz mało spotykana). Ceny może nie zachęcają do częstego stołowania się, ale awaryjnie można coś przekąsić. Moja herbata nazywała się "Winter dream" marki Ronnefeldt. Po nalaniu do filiżanki zachwycił mnie jej przyjemny aromat i jasno złoty kolor. Ze stojącej na stoliczku szklaneczki wzięłam cukier (do wyboru zwykły- biały i trzcinowy). Ilość akurat na posłodzenie jednej filiżanki (niezbyt dużej).
W sumie z dzbanka "wycisnęłam" pięć filiżanek gorącego napoju. W międzyczasie przejrzałam bieżące wydanie Wyborczej i Newsweeka, ale w lokalu są też inne tytuły. Dla spragnionych najświeższych wiadomości - działa hot spot (bezprzewodowy dostęp do internetu). Panujący półmrok zapewnia intymność i pozwala się troszkę wyciszyć.
Jeśli chodzi o podsumowanie to na plus są godziny otwarcia: od 7.00 do 22.00, przyjemna spokojna atmosfera i małe stoliki. Zastanawia mnie cena mojej herbaty. Zapłaciłam 7 zł, choć w menu jest wersja: 5zł dla jednej osoby i 11 zł dla dwóch. Czyżby mnie policzyli za półtorej? ;-)

Wydatki: Herbata zimowa: 7,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +4
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +4
czystość: +5


Ogólna ocena:

W Biegu cafe - Piotrkowska
ul. Piotrkowska 69
tel. 0-42 632 93 55
www.wbiegucafe.pl


Wyświetl większą mapę

26 lis 2008

Niebieskie Migdały - aromatyczne miejsce


Asia - Nareszcie... Otwierałam właśnie drzwi do innego świata. Świata bajki, czarodziejskich zapachów, niesamowitego aromatu i wewnętrznego spokoju.
Igor - Bo chyba tylko takie słowa oddają klimat z jakim klient się spotyka w Niebieskich Migdałach.
Asia - Jest to nieduży lokalik, w podwórku przy ul. Piotrkowskiej 200, napakowany bibelotami: kwiatki, ozdoby, zasłony, obrusy, serwetki, lampki, świeczki, dzbanuszki, książki... Słowem mydło i powidło, ale tak dobrane, że wszystko pasuje do siebie.
Igor - W tym lokalu można poczuć się nieco jak Guliwer - wszystko malutkie i niskie. Poza kilkoma szczegółami, to wnętrze oczarowuje swoja ciepłotą i przepięknym zapachem.
Asia - Kiedy usiedliśmy w wygodnych fotelach, podeszła do nas Pani. No właśnie, ni to kelnerka, ni to ekspedientka. Chyba miano gospodyni najlepiej tutaj pasuje.
Igor - Podeszła do nas z menu i od razu przeszła na "ty". Ogólnie w lokalu panuje bardzo miła, rodzinna wręcz atmosfera i takie spoufałości ze strony właścicielki(?) nie powinny nikogo drażnić. Wręcz są dodatkowy elementem tego, że w Niebieskim Migdałach można poczuć się jak w domu.
Asia - Ja z karty wybrałam herbatę firmową - "Niebieskie Migdały". Stwierdziłam, że jeśli ktoś nazywa jeden z serwowanych napojów imieniem lokalu, to musi on być dobry.
Igor - A ja miałem problem z wyborem. Stwierdziłem, że zdam się na dobór dobrej pani właścicielki. Doradziła mi, abym wziął torcik budyniowy i komponującą się z nim herbatę "Jesienne Marzenie".
Asia - Zanim nasze herbatki znalazły się na stole mieliśmy czas na pogaduszki. Ogólnie rzecz ujmując jest to idealne miejsce na rozmowy.
Igor - W tym na rozmowy zakochanych, bo kilka minut po nas do Niebieskich Migałów weszły dwie pary. Za każdym razem z powitalną różą.
Asia - Gospodyni pozwalała gościom zająć miejsca, a potem z właściwym sobie poczuciem humoru i bezpośredniością podchodziła do stolika z pytaniem o "chwilowe zabranie róży z pola widzenia".
Igor - Obsługa, to jeden z atutów tego lokalu, ale miłe są też wnętrza. Ciepłe kolorystycznie bibeloty, fotele, ciepła tapeta. Jedyne co mnie za każdym razem zdumiewa negatywnie w wystroju Niebieskich Migdałów, to paskudny pomalowany na biało kaloryfer - żeberka, które każdy zna z blokowisk.
Asia - Po kilku minutach na naszym stoliku stanęły dwa imbryczki, nakryte kapturkami oraz dwie śliczne, małe filiżanki. No i oczywiście torcik dla Igora.
Igor - Gospodyni poprosiła o odczekanie 3 minut, aby herbata się zaparzyła, więc zacząłem od ciastka. Aksamitne w smaku, wielowarstwowe ciastko w formie tortu smakuje genialnie! A w połączeniu z herbatą. Na dobrą sprawę, to słowami tego nie da się opisać.
Asia - No a herbata. Palce lizać (gdyby nie to, że gorąca). Mieszanka herbat o nazwie "Niebieskie migdały" przyjemnie zaskoczyła mnie słodkim, lekko truskawkowym smakiem. Odrobina cukru pozwoliła idealnie wydobyć jej przyjemny smak i aromat. Herbata w sam raz na wieczór. Nie usypiająca, ale relaksująca.
Igor - Natomiast "Jesienne Marzenie" faktycznie pozwala pozwala pomarzyć w jesienny wieczór. Mieszanka w której doszukałem się cynamonu i goździków, z pewnością kryje dużo więcej zagadek dla naszych kubeczków smakowych. Chyba każdemu taka herbata będzie smakować inaczej, ale z pewnością każdemu będzie smakować.
Asia - Plusem Niebieskich Migdałów jest to, że przy każdej wizycie dana herbata może mieć troszkę inną kompozycję smakową. Nie są to bowiem gotowe mieszanki, tylko tajemne receptury Gospodyni. I to sprawia, że ta herbaciarnia jest jeszcze bardziej magiczna.
Igor - Samo przebywanie w tej herbaciarni jest przyjemnością - miłe wnętrza i słodki zapach. Dodatkowo można spróbować wyśmienitej herbaty i równie dobrych, dopasowanych do napoju, ciast i ciasteczek. A wszystko dopełnia przemiła atmosfera którą tworzy obsługa.
Asia - Idealne miejsce na randki (nie tylko te pierwsze!) i na pogaduszki. Trzeba tylko pamiętać o wcześniejszym odwiedzeniu bankomatu, bo w Niebieskich Migdałach nie można płacić kartą. Nie można także palić, ale to chyba oczywiste.

Wydatki:
Herbata "Niebieskie Migdały" 8.00 zł
Herbata "Jesienne Marzenie" 8.00 zł
Torcik budyniowy 12.00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +5
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +4
czystość: +5


Ogólna ocena:

Herbaciarnia Niebieskie Migdały
Łódź, ul. Piotrkowska 200
tel. 609 511 484


Wyświetl większą mapę

24 paź 2008

Gęsi Puch - smaczna kakofonia


Asia - W głosowaniu prowadzonym przez cały wrzesień, wybraliście restaurację Gęsi Puch. Ponad 50% czytelników stwierdziło, że powinniśmy odwiedzić ten lokal. W październikowy piątek, bez wcześniejszej rezerwacji, wybraliśmy się w okolice osiedla akademickiego Politechniki Łódzkiej.
Igor - Bo restauracja ta znajduje się na skrzyżowaniu Al. Politechniki i ul. Radwańskiej, w budynku pofabrycznym. Każdy jeżdżący w tych okolicach, bez trudu namierzy ten lokal, bo wejście znajduje się od strony ulicy.
Asia - Weszliśmy, choć nie wiedzieliśmy czego się spodziewać... budynek fabryczny, okolica studencka, nazwa jak dla karczmy. Zaraz jednak po przekroczeniu progu Gęsiego Puchu zrozumieliśmy skąd "gęsi" w nazwie. Przed nami znajdowały się dwie OGROMNE gęsi - tak na oko 2,5 metra. Przyznam, że intrygująca dekoracja.
Igor - Kicz okrutny, niczym pojazdy dla zakochanych w parku rozrywki. Ale dalej już nie było tak łatwo aby ocenić styl wystroju lokalu. No ale zanim zaczęliśmy się na dobre rozglądać po jednej sali, podeszła do nas managerka i grzecznie przywitała. Od razy wypytała się dla ilu osób potrzebny jest stolik, czy chcemy usiąść przy piecu opalanym drewnem, czy może gdzie indziej. Opcji aby wejść na pierwsze piętro nie było - tego dnia odbywała się tam impreza zamknięta - jak się później okazało jakieś urodziny.
Asia - Wybraliśmy stolik z boku sali i już po chwili podeszła do nas kelnerka podając menu i od razu zabierając zbędne kieliszki (stolik przygotowany był na więcej osób). Menu to kartka A3 złożona na pół. Wybór niezbyt imponujący.
Igor - W menu można znaleźć 5 rodzajów zup, 8 przystawek, 3 rodzaje pierogów, 9 dań głównych i 5 deserów. Plus napoje zimne, ciepłe i alkohole.
Asia - Ceny od 8 zł do ponad 50 zł za jedno danie. Lokal ewidentnie nie jest nastawiony na studencką kieszeń. Dość szybko wybraliśmy dania dla siebie. Ja zdecydowałam się na filet ze szpinakiem i grzybami w sosie pomidorowym, z ryżem i surówką z białej kapusty z ogórkiem.
Igor - Ja stwierdziłem, że zjem rybkę - łosoś z pure, a do tego blanszowane warzywa. W menu nie było win, więc gdy podeszła do nas kelnerka, spytałem się czy w lokalu serwowane są też jakieś wina. Kelnerka od razu stwierdziła, że zaraz przyniesie kartę win, co powiedziała zaraz uczyniła.
Asia - Gdy Igor wybierał dla siebie wino, ja zdecydowałam się na herbatę. Wybraliśmy po prostu stolik przy oknie i coraz bardziej czułam, wiejący od niego chłód.
Igor - No właśnie, to bardzo dziwne. Na dworze nie ma jeszcze mrozów, a czułem się jakby było co najmniej 20 stopni poniżej zera. Kelnerki opatulone chustami, widać było po nich że niska temperatura w lokalu to normalność. I nawet ten opalany drewnem piec nie dawał rady - w restauracji panował przejmujący chłód.
Asia - Chwilkę tak siedzieliśmy, gdy nagle podeszła do nas inna kelnerka z pytaniem czy nasze zamówienie zostało już przyjęte. Ponieważ nie, zaproponowała zapisanie naszych wyborów, a Igorowi dodatkowo pomogła w wyborze najbardziej odpowiedniego wina.
Igor - Zamówiliśmy dania które wybraliśmy, ale o wino wolałem spytać. W karcie tylko dwie pozycje były serwowane na kieliszki, resztę można było kupić jedynie na butelki. Spytałem się więc, które wino kelnerka by mi poradziła. Niestety, nie była w stanie powiedzieć mi nic poza to co wyczytałem w karcie. Zamówiłem więc lampkę Mederano blanko.
Asia - Korzystając z chwili przerwy odwiedziłam toaletę. Zdecydowanie nową, lśniącą, pachnącą i chłodną (od okien). Widać, że ktoś projektując ten lokal nie szczędził pieniędzy na wyposażenie.
Igor - Kiedy i ja wróciłem z równie wypicowanej toalety, na stole czekała na nas przekąska. A był to mały kawałek z jednej strony przypieczonego pysznego pieczywa, a do tego twarożek.
Asia - W sam raz na przeczekanie, oszukanie żołądka i podsycenie apetytu. Po dłuższej chwili kelnerka podała nam nasze napije oraz sztućce... i gdy już chciałam sięgnąć po cukier, sądząc, że na dania jeszcze trochę poczekamy, podeszły do nas obie kelnerki niosąc nasze dania.
Igor - WOW! To pierwsze wrażenie. Pięknie podane, kuszące zapachem, wyglądem i sposobem przygotowania, plus małe niby nic nie znaczące dodatki. Mój łosoś położony był na kupce tłuczonych ziemniaków (nazwanych szumnie pure), reszta talerza udekorowana polanym sosem pomarańczowym i czekoladowym. Warzywa blanszowane, podane były w osobnym półmisku. Do tego sosjerka z sosem pieczarkowym.
Asia - Na moim talerzu uwagę przykuwał kieliszek, w którym schowany był ryż (mieszanka białego i dzikiego). Kelnerka odkryła go dopiero gdy danie stało przede mną. Dwa filety z kurczaka nadziane farszem szpinakowo-grzybowym, do tego sałatka na osobnej miseczce. Wszystko ciepłe, pachnące i zachęcające do jedzenia. Smak nie rozczarowywał. Wszystkie zmysły mówiły mi: "tak, to jest smaczne".
Igor - I wszystko smakowałoby jeszcze bardziej gdyby nie mały mankament - przez wspomnianą wcześniej niską temperaturę, musiałem jeść dość szybko, bo niestety jedzenie stygło w oczach.
Asia - Gdy już mieliśmy okazje skosztować każdego elementu naszych dań podeszła managerka lokalu z pytaniem czy nasze potrawy nam smakują. Przy czym mnie zapytała wprost czy smakuje filet, a Igora, czy łosoś... Słowem nie będąc przy składaniu zamówień wiedziała co jemy.
Igor - To było miłe, że obsługa się pyta czy smakuje. Bardzo to lubię, bo odczytuje to jako wyraz szacunku dla klienta. Może i każdego pytają, ale miłe. Niemniej po kolejnych kilkunastu kęsach podeszła pierwsza z kelnerek z tym samym pytaniem. Znów z uśmiechem, a my znów odpowiedzieliśmy że przepyszne. Jednak gdy po jakimś czasie podeszła i druga z kelnerek, znów pytając czy nam smakuje, zaczęło mnie to bawić. Czy aby oni nie są pewni czy podali nam smaczne potrawy?
Asia - Po skończonym daniu stwierdziłam, że danie i herbata troszkę mnie rozgrzały, więc może warto spróbować deseru. Zabierającą naczynia kelnerką poprosiliśmy więc o menu i bez większego wahania wybraliśmy Chatkę Baby Jagi oraz gruszkę gotowaną w klarze z sosem cynamonowym z kwaśną śmietaną lub sosem waniliowym.
Igor - Teraz, będąc najedzeni, nieco rozgrzani napojami, oczekując na deser, mieliśmy czas aby porozglądać się po wnętrzu. Wspomniane na początku, witające od samego progu kiczowate gęsi, mieliśmy cały czas na widoku. Jak już wspomniałem, z pozostałą częścią wystroju, już nie jest tak łatwo.
Asia - Doszliśmy do wniosku, że w tym lokalu nałożone są na siebie trzy rozłączne style. Elegancki (kryształowe żyrandole, stoły z obrusami i kieliszkami, krzesła, toalety), wiejski (drewniane schody, bar, coś na kształt fontanny) i fabrykancki... w zasadzie zostały tylko mury i słupy. Elementem dodatkowym są wspomniane już gęsi, gęsi puch porozrzucany tu i ówdzie oraz telewizor (na szczęście umieszczony w dyskretnym miejscu).
Igor - I powiem szczerze, że z wystrojem, z jego oceną mamy największe problemy. Bo jakość, smak i sposób podania jedzenia jest bezapelacyjnie świetny i godny polecenia. Obsługa wyśmienita - dyskretna, fachowa i taktowna. Ale wystrój, można określić eklektycznym, o ile wszystkie jej elementy byłyby równie dobrej jakości. Niemniej kiczowate tytułowe gęsi i ich porozsypywany puch, są... prowincjonalne.
Asia - Wróćmy jednak do naszego deseru, którego nadal (po 30 minutach) nie było... Nerwowo zerkaliśmy w stronę kuchni, która jest otwarta na restaurację, więc można podejrzeć, co akurat jest przygotowywane. Znów zrobiło nam się chłodno. A deserów na horyzoncie nie było. Gdy już prawie porzuciliśmy nadzieję, podeszła kelnerka z dwoma talerzami... i zrozumieliśmy dlaczego trzeba było tyle czekać.
Igor - No właśnie. Można by pomyśleć, że deser jak deser, coś słodkiego i już. Niemniej tutaj nasze dania wyglądały jak małe dzieła sztuki, sztuki kulinarnej.
Asia - Moja gruszka znajdowała się na środku głębokiego talerza, oblana sosami, przykryta kratką z karmelu, pachnąca cynamonem.
Igor - A moja chatka, miała wdzianko z nici karmelowych. Obok na talerzu gustownie rozlane sosy, czekoladowy i wiśniowy. Do tego kilka kandyzowanych wisienek.
Asia - Gdyby było cieplej w Gęsim Puchu, pewnie posiedzielibyśmy troszkę dłużej i może skusili się na kolejny deser. Jednak chłód od okien i drzwi oraz rozpoczynające się na górze urodziny (z mocnym nagłośnieniem i wodzirejem zachęcającym do odśpiewania kolejnych życzeń) skłoniły nas do poproszenia o rachunek.
Igor - Zaraz pojawiła się kelnerka, która oczywiście upewniła się że nam smakowało. Poprosiliśmy o rachunek, a kelnerka spytała się czy chcemy zapłacić gotówką czy kartą. Po chwili przyniosła nam pudełeczko z rachunkiem w środku.
Asia - Dla kogo jest to lokal? Podczas naszej wizyty odbywały się tam 3 imprezy - jedna na piętrze, dwie na parterze (na 5 i 8 osób), stwierdzam, że goście powinni być zadowoleni, gdyż obsługa robiła co mogła aby goście byli usatysfakcjonowani. Można tam też zajrzeć na obiad/ lokację we dwoje (stolik przy kominku). Również rodzice z małymi dziećmi nie powinni się obawiać - Gęsi Puch posiada stoliczki dla najmłodszych klientów. Najmniej widzę tam spotkanie biznesowe - każdego kontrahenta będzie rozpraszała gęś.
Igor - Dwie gęsi! Aha, i takie niestety mało spotykane zachowanie w polskich lokalach - w Gęsim puchu się nie pali. Kto chce przykurzyć dymka musi wyjść na zewnątrz lokalu.

Wydatki:
Filet ze szpinakiem 26.00 zł
Łosoś w sosie 27.00 zł
Chatka Baby Jagi 10.00 zł
Gruszka gotowana 9.00 zł
Herbata 4.00 zł
Mederano blanko 8.00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +5
jedzenie: +5
czas: +4
wystrój: +2
czystość: +5


Ogólna ocena:


Gęsi Puch
Łódź, ul. Stefanowskiego 17 (przy al. Politechniki)
tel. 0-42 651-99-99



Wyświetl większą mapę

22 sie 2008

Analogia - do smaku


Asia - W piątkowe popołudnie Igor zadzwonił, że zabiera mnie na Stary Rynek - stwierdziłam "czemu nie", jak się okaże, że nie ma tam co zjeść to Manufaktura jest obok.
Igor - Bo Łódź kulinarna to nie tylko Piotrkowska i Manufaktura, a kiedyś widziałem że coś powstało na naszym Starym Mieście.
Asia - Zawitaliśmy zatem do lokalu o wdzięcznej nazwie Analogia.
Igor - Kompletnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Czy idąc tam zrobiliśmy jakieś rozpoznanie? Nie. Czy wiedzieliśmy jaką kuchnię tam serwują? Nie. Czy wiedzieliśmy jakie są ceny? Też nie. No ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tego nie sprawdzili na własnym podniebieniu.
Asia - Podeszliśmy do lokalu z lekką niepewnością... Na zewnątrz restauracji, pod arkadami, znajdują się trzy stoliki - więc można jeść i patrzeć na park i rynek. Postanowiliśmy jednak wejść do środka. Ciemne stoły i jasne materiałowe krzesła sprawiały przytulne wrażenie.
Igor - Wejście sprawia wrażenie lokalu hmmmmm wysmakowanego. Weszliśmy do środka, do pierwszej sali. Dużo miejsc, każde przytulne, duże kanapy i wygodne krzesła. Na ścianach obrazy, nad każdym stoliczkiem stylowe żyrandole. Przez chwilę się obawiałem, czy aby menu nie będzie po francusku ;-)
Asia - Gdy tylko usiedliśmy podeszła do nas uśmiechnięta kelnerka i podała dwa menu. Niezbyt obszerne. Formatu A3, złożone na pół. Zachęcająco wyglądała okładka informując: "kuchnia polska", "kuchnia niemiecka", "kuchnia żydowska", kuchnia rosyjska".
Igor - No i wyjaśniła się konwencja lokalu. Cztery kultury tworzące Łódź, w tej restauracji odwzorowywane są poprzez kuchnie czterech nacji. Bardzo ciekawy zabieg i taki łódzki - w sam raz na Rynek Starego Miasta.
Asia - Szybko podjęliśmy więc decyzję o spróbowaniu czegoś z każdej kuchni. Mnie w oko wpadł na początek indyk w cymesie, z ryżem i migdałami i zielonym groszkiem (kuchnia żydowska).
Igor - Ja postawiłem na kuchnię rosyjską, a z niej Bitki Skobielewa, puree ziemniaczane, kiszony ogórek. Jako że byłem bardzo głodny, stwierdziłem że zjem także jakąś przystawkę. Zdecydowałem się na "ciepłą zakąskę" z kuchni polskiej, czyli Placki ziemniaczane z kwaśną śmietaną, które można też otrzymać z konfiturą. Ja zostałem jednak przy śmietanie.
Asia - Gdy usłyszałam o tych plackach ziemniaczanych sama zrobiłam się bardziej głodna! Jednak po przejrzeniu menu i gramatur poszczególnych dań i zakąsek zdecydowałam się na coś międzynarodowego - blanszowane warzywa. Liczyłam, że na sam koniec skosztujemy czegoś z kuchni niemieckiej.
Igor - Kelnerka, która przyjęła zamówienia zniknęła na zapleczu, a ja stwierdziłem że odwiedzę toaletę. Trafić do niej nie jest trudno, bo znajduje się tuż obok wejścia. Wspólne wejście dla kobiet i mężczyzn prowadzą do korytarzyka z umywalką i lustrem, a dopiero oddzielne drzwi prowadzą do toalet. Wszędzie czysto i pachnąco. No może troszkę zdziwił mnie brak żarówki w jednej z lampek... ale to tylko szczegół.
Asia - Ja w tym czasie rozglądałam się po naszej sali. Ciekawy bar z ciemnego drewna, jasne ściany, ciemna podłoga, figurki żydów z monetami, herb Łodzi z 1915 r., obrazy na ścianach. Słowem - sala wyglądała jak pokój, gustownie urządzony pokój.
Igor - Kiedy wróciłem, na stole stały już nasze napoje. W szklance było już trochę nalane, reszta czekała w buteleczce.
Asia - W zasadzie czekaliśmy na przystawkę około 15 minut, ale zaaferowani detalami, dodatkami i ogólnie atmosferą panującą w Analogii nie zauważyliśmy upływającego czasu.
Igor - Tak, choć w lokalu była bardzo mało ludzi... Czekaliśmy, aż się doczekaliśmy. Pojawiła się przesympatyczna kelnerka i położyła przed nami sztućce. Czy na danie musieliśmy czekać długo? Nie, bo sztućce to był znak, że zaraz otrzymamy nasze przystawki.
Asia - Przede mną kelnerka postawiła ogromny biały talerz z bukietem kolorowych warzyw. Zapachniało smakowicie. Spróbowałam i oniemiałam - dostałam ciepłe warzywa, jeszcze chrupiące wewnątrz, o niesamowicie żywych kolorach. Super przygotowane!
Igor - A ja otrzymałem trzy placki ziemniaczane, każdy z osobna polany śmietaną. Spróbowałem i stwierdziłem że dobre. Nie rewelacyjne, ale poprawne, nie wysmażone na wiór, ani też niedosmażone. Nie najadłem się, ale i oto chodziło. Miło zaspokoiłem największy głód i czekałem na danie główne.
Asia - A dania główne pojawiły się niebawem. Najpierw kelnerka położyła przy mnie sztućce, następnie miseczkę w zielonym groszkiem, obok Igora kiszone ogórki i poszła po talerze.
Igor - Po chwili oczekiwania, przyszła kelnerka i postawiła przed nami nasze dania. Życzyła smacznego i zostaliśmy sami. Tylko my i piękny zapach jaki unosił się z talerza... Aż się chciało jeść.
Asia - Niestety, internet nie pozwala załączać zapachów do notek na blogu, ale proszę wyobraźcie sobie zapach prażonych migdałów, pieczonego indyka i delikatną, słodką woń cymesu. Migdały były wymieszane z ryżem i uformowane w zgrabną kulkę. Indyk był w panierce, polany cymesem i posypany migdałami. Jako dekoracja na talerzu znajdowała się załata, pietruszka, cytryna i pomidor. Słowo jeszcze tylko o groszku. Był blanszowany podobnie jak moja przystawka. Ciepły, twardy i lekko słodki. Całość komponowała się idealnie.
Igor - A co ty tam mówisz! Moje danie to dopiero był "cymes"! Coś przesmacznego. Bitki miękkie i soczyste, kruche i wyborne w smaku. No i do tego ten wyśmienity sos. Nie będę się dalej rozpisywał, bo aż mi ślinka leci. Tak czy inaczej, całość wspaniała w smaku. Tak byłem odurzony smakiem mięsa, że nawet nie zwróciłem uwagi, że zamiast puree z menu, zostały mi podane zwykłe kartofle. Nie szkodzi, to te bitki były gwiazdą wieczoru. Aha i do tego kiszone ogórki. Chciałoby się rzec, "jak u mamy"... Mamo, przepraszam, ale czasem ogórki wychodzą Ci gorsze niż te które jadłem w Analogii. Ale tylko czasem ;-)
Asia - Przed rozpoczęciem jedzenia pamiętałam, że chcieliśmy spróbować deser z kuchni niemieckiej. Jednak porcje były tak sycące, że o deserze nie chciałam nawet słyszeć. Po prostu nie miałam miejsca, a wszystkie moje zmysły chłonęły te smakowite zapachy i obrazy.
Igor - Czy warto dalej rozpisywać się jak pyszne było jedzenie? Może i warto, ale bardziej warto się po prostu wybrać do Analogii.
Asia - Polecamy tę knajpę wszystkim tym, którzy cenią sobie spokój. Wydaje mi się, że można tam zorganizować zarówno biznesowe spotkanie jak i rodzinną uroczystość.
Igor - Ale to także doskonałe miejsce na romantyczna kolację. Jest tu wszystko co potrzeba - cisza, wygodne siedzenia, piękne wnętrza, sympatyczna obsługa, no i oczywiście pyszne jedzenie. A jakie ceny? Kiedy skończyliśmy nasze posiłki, kelnerka przychodziła i zabierała każdy talerzyk w tym momencie, w którym powinna - w momencie kiedy był już nieużywany. A kiedy już skończyliśmy wszystko, kelnerka spytała się czy może jeszcze w czymś nam służyć. Poprosiliśmy o rachunek. Byłem pewien, że będzie trzycyfrowy.
Asia - Istotna informacja: w lokalu można płacić kartą. Okazało się jednak, nasz rachunek opiewał na kwotę poniżej 100 zł. Tak smaczne jedzenie, taka ilość, za taką cenę?
Igor - I tak na koniec, tytułem podsumowania: jeszcze się nie zdarzyło, abyśmy we wszystkich kategoriach przyznali jakiemuś łódzkiemu lokalowi same piątki. To oznacza tylko jedno: jeśli tam jeszcze nie byliście, to czym prędzej nadróbcie te zaległości, zwłaszcza że Festiwal Dialogu 4 Kultur, już na dniach. Tak więc do zobaczenia, bo i my tam z pewnością wrócimy.
Wydatki:
Placki ziemniaczane z kwaśną śmietaną 10.00zł
Warzywa blanszowane 4.00zł
Bitki Skobielewa, puree ziemniaczane, kiszony ogórek 28.00zł
Filety z indyka w cymesie, ryż zapiekany z płatkami migdałowymi, zielony groszek 24.00zł
Sok 0,2l 3.50zł
Woda 0,2l 3.00zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: 5
jedzenie: 5
czas: 5
wystrój: 5
czystość: 5

Ogólna ocena:

Restauracja „Analogia”
Łódź, St. Rynek 2
tel. 0-42 636 56 56
www.analogia.com.pl


Wyświetl większą mapę

PokazuJemy czytelników strony