04-01-2010

Manekin - imitacja obsługi


Igor - Dziś w naszej księdze gości przeczytaliśmy, że w Gazecie Wyborczej jest tekst o nowootwartych restauracjach i kawiarniach.
Asia - Postanowiliśmy, że nie możemy przegapić takiej okazji i postanowiliśmy wybrać się tam od razu.
Igor - Na pierwszy ogień poszedł Manekin...
Asia - Zdzowniliśmy się z Igorem i ustaliliśmy, że spotkany się popołudniu, już na miejscu.
Igor - Nie byłem pewien czy dobrze zrozumiałem lokalizację Manekina, wszak nie tak dawno temu byliśmy z Asią w "Kamienicy". Całkiem nowym lokalu na łódzkim rynku.
Asia - Ale okazało się, że Manekin to to samo miejsce, co "Kamienica", a jeszcze wcześniej "Hola Amigo".
Igor - Widocznie łodzianie nie docenili amerykańsko-meksykańskiego jedzenia i możliwości posiedzenia przy dobrym jedzeniu w piątek wieczorem.
Asia - Wróćmy jednak do stycznia 2010 roku. Przyszłam do Manekina pierwsza. Za barem zobaczyłam 3 osoby plus jeszcze jedną dziewczynę przy patelniach. Nikt się mną nie zainteresował, więc sama zaczęłam sobie szukać miejsca. Ostatecznie usiadłam gdzieś po prawej stronie od wejścia. Usiadłam i zwątpiłam, czy aby na pewno dobrze zrobiłam. Może to jest lokal, gdzie zamawia się przy barze? Przez 10 minut siedziałam sobie sama, aż wreszcie podeszła do mnie dziewczyna z ogromną kartą dań.
Igor - Ja utknąłem w korkach, więc deczko miałem się spóźnić...
Asia - Jak już miałam kelnerkę na wyciągnięcie ręki to od razu poprosiłam o drugą kartę dań dla Igora, i powiedziałam, że czekam jeszcze na kogoś, więc po zamówienie może pani przyjść gdy już będziemy oboje. I to był mój błąd! Igor się spóźniał, a kelnerka (mimo iż kilkakrotnie przechodziła obok, mimo iż przychodzili nowi klienci, mimo iż próbowałam ją zazepić delikatnym "przepraszam") mnie nie zauważała. Ostatecznie mocniejsze "przepraszam chcę zamówić kawę" pomogło.
Igor - Wszedłem do lokalu, który wydawało mi się że znałem. Z dawnych wnętrz pozostały jedynie schody przy wejściu. Asia powiedziała przez telefon, że siedzi w drugiej salce. Zapomniała tylko dodać, w której drugiej. Bo wchodzi się do Manekina od razu przy barze i jedna druga salka jest po lewej od wejścia, a druga druga po prawej. Z tej po prawej znowu trzecia. Normalnie inny lokal, nawet śladu po poprzednikach.
Asia - Gdy zobaczyłam Igora ucieszyłam się. Siedziałam już w Manekinie ponad 20 minut. Ledwo co zdążyłam zamówić kawę (po 10 minutach od zamówienia nadal jej nie miałam). Przeczytałam już całe menu i byłam zdecydowana na to co chcę zjeść. I byłam głodna.
Igor - Też byłem głodny, jednak byłem przekonany, skoro Asia czekała już tyle minut, to mam mało czasu do przyjścia kelnerki. Rozejrzałem się więc szybko po menu, dokonałem wyboru naleśnika a'la Stroganow i... czekałem.
Asia - Ja mając o wiele więcej czasu na lekturę wybrałam sobie wariant na słodko - naleśniki z serkiem mascarpone, czerwonymi porzeczkami i do tego sos śmietankowy. Ale jak ktoś chce to może wziąć naleśniki wytrawne, primavera (z sałatą lodową, pomidorami i dodatkami), naleśniki ziemniaczane, z serem czy spaghetti naleśnikowe. A do tego wszystkiego jeszcze można sobie wybrać ciepły lub zimny sos. No i jest oczywiście wybór naleśników na słodko (20 rodzajów), naleśniki z lodami czy naleśniki zapiekane, gdzie urzekły mnie naleśniki z ryżem, malinami i migdałami. Gdyby ktoś miał przesyt naleśników, może zamówić sobie zwykłą zupę czy sałatkę.
Igor - Mieliśmy tyle czasu, że menu przeczytałem sobie raz jeszcze, i jeszcze raz. Rozbawił mnie zapis, że można domówić jako dodatkiem chleb z masłem - w sam raz do naleśników.
Asia - Klienci ze stolika obok, którzy przyszli tuż po mnie dostali już swoje zamówione napoje... Liczyłam, że za moment i ja dostanę swoją kawę.
Igor - Ale kelnerka przyszła, postawiła kawę Asi i poszła.
Asia - Ona poszła a ja się załamałam. Dostałam cappucino z pianą na dwa... milimetry, rozlane na spodku, z mokrą od rozlanej kawy łyżeczką... a serwetek w zasięgu wzroku nie było.
Igor - No to zacząłem oglądać ściany. Menu obczytane, za oknem nic ciekawego, nic do czytania nie wziąłem, a głód dawał się we znaki. No ale co na tych ścianach... normalnie miejsce dla miłośników łódzkich tramwajów! Na jednej ścianie widok przedwojennego placu wolności z tramwajami, obok widok ulicy Nowomiejskiej z tramwajem, obok kolejna ulica i kolejny stary tramwaj. Wszystkie fotografie czarno-białe. Dodatkowo miejsce w którym szykone sa naleniki, stylizowane jest na tramwaj - buda z pantografem. W innej sali widziałem także stare fotografie łódzkich ulic. No jest to jakiś pomysł, ale czy dobry na naleśnikarnie?
Asia - Zaczęłam niecierpliwie patrzeć już nie tylko na zegarek ale i w stronę baru. Zdążyłam już obejrzeć ściany, lampy i markizy od wewnętrznej strony okien...
Igor - Kelnerka znowu przeszła obok naszego stolika i... poszła dalej.
Asia - Po piętnastu minutach po kawie podeszła wreszcie kelnerka z pytaniem, czy już może przyjąć zamówienie.
Igor - Myślałem że parsknę śmiechem. No ale głód był większy, więc przystąpiliśmy do składania zamówienia.
Asia - Ja poprosiłam o upatrzone wcześniej naleśniki z mascarpone, porzeczkami i sosem śmietankowym.
Igor - A ja poprosiłem o naleśnik a'la stroganow. Co ciekawe, obok tego dania widniał napis "nowość", tak jakby cała knajpa nie była nowością.
Asia - Kelnerka zanotowała nasze zamówienie i poszła.
Igor - Wzięła jedną kartę od Asi, a moja została w powietrzu. Bez słowa, nic. Przyszło nam dalej czekać i czekać i czekać.
Asia - I na czekaniu minęło kolejne 15 minut.
Igor - Rozumiecie? Nasze naleśniki robiono 15 minut! Nie wiem, ale w domu z przyszykowaniem wszystkich składników zajmuje mi to chyba tyle czasu. A my byliśmy w naleśnikarni.
Asia - A Kelnerki z naszymi naleśnikami nie było. i Właśnie w tym momencie orientowałam się, że nigdzie nie jest napisane ile naleśników dostaje się w porcji... Stwierdziłam, że jeśli to będzie jeden naleśnik za 9 zł to trochę przesada...
Igor - Jest! Idzie! A nie, to dania dla stolika obok, który przyszedł po nas.
Asia - Minęła już prawie godzina od kiedy przyszłam do Manekina i wreszcie...! Podeszła kelnerka z dwoma kwadratowymi talerzami dla nas.
Igor - Moja porcja wyglądała konkretnie, faktycznie coś poza naleśnikowym ciastem i sosem było zawinięte w środku.
Asia - Moje wątpliwości co do ilości naleśników wypowiedziałam w złą godzinę. Na talerzu miałam bowiem jednego naleśnika, złożonego na kwadrat, a w miseczce w roku był sos z łyżeczką.
Igor - Mój naleśnik był również złożony w kwadrat. W środku był farsz grzybowo, paprykowo jakiś tam. Wszystko polane ostrawym sosem.
Asia - Szybko wzięłam sztućce i zaczęłam jeść. Spodziewałam się, że porzeczki będą ciekawie komponować się z mascarpone i dodatkowo kontrastować ze słodkim sosem. Tyle, że ilość porzeczek była... zdawkowa. W zasadzie troszkę na środku, na kilka "kwaśnych" kęsów. Na pozostałej powierzchni zostało mi smakowanie serka.
Igor - A ja się najadłem. Choć ze stroganowem nie wiem co miało to wspólnego. Podstawowy zarzut to rodzaj rodzaj mięsa - z kurczaka.
Asia - Nie wiem czy mogę powiedzieć, że się najadłam. Na pewno się zasłodziłam, ale daniem obiadowym bym tego mojego naleśnika nie nazwała. Szybciej deserem.
Igor - Kiedy kelnerka do nas podeszła, po dziesięciu minutach od podania talerzy, spytała się czy coś jeszcze nam podać. Szkoda mi było czasu na kolejne rzeczy. Poprosiłem o rachunek.
Asia - Kelnerka zabrała po drodze mój talerz, po chwili wróciła po Igora i przyniosła rachunek (filiżanka od kawy została). Ja ten czas spędziłam w toalecie - równie nowej jak cały lokal, z kwadratową armaturą. Widać, że ktoś miał pomysł nie tylko na wnętrze restauracji, ale zadbał też o styl łazienek.
Igor - Rachunek kelnerka przyniosła mi bardzo sprawnie. Zapakowany w małe etui. Stwierdziłem, że nie będę dawał napiwku, bo i za co?
Asia - Zapłaciliśmy i wyszliśmy. Wychodząc słyszeliśmy jak nasza kelnerka zbierała monety z podłogi, które wyleciały z etui na rachunek.
Igor - Wyszedłem z naleśnikarni. Z naleśnikarni w której spędziłem godzinę. Z czego większość czasu upłynęło na czekaniu.
Asia - I tym bardziej jest to dziwne, że za barem widziałam nawet 4 osoby jednocześnie i tylko naszą kelnerkę, która chodziła, podawała karty, zbierała zamówienia i sama robiła kawę wchodząc za bar... Pozostali byli. Stali.
Igor - Najważniejsza rzecz jaka mnie zdziwiła to to, że poszedłem do naleśnikarni zjeść. A poszedłem do jakiegoś lokalu, który aspiruje do bycia trendy kawiarnią, do której przychodzi się posiedzieć, pogadać, napić kawy. Jeśli taki zamiar mieli twórcy lokalu, to ja tego nie kupuję! Dla mnie naleśniki to jedzenie, niczym z wakacyjnej plaży.
Asia - I może to jest ten "koncept"? Że masz przyjść i się zrelaksować (mnie osobiście naleśniki kojarzą się z sobotnim popołudniem u rodziców)... Czyli Manekin to nie naleśnikarnia-bar, a raczej naleśnikarnia-kawiarnia. Przyjdź, posiedź, (poczekaj), pogadaj, zamów jednego naleśnika. Może komuś to odpowiada.
Igor - Przykro mi, mnie nie. Poszedłem zjeść, a zmuszono mnie do czekania. Czekania, które toleruję gdy widzę dużo klientów a mało obsługi. W Manekinie to było na odwrót.
Asia - Czy to jest fajny lokal? Tak, do posiedzenia. Jeśli ktoś ma sporo czasu i chce posiedzieć w niebanalnym wnętrzu i zjeść coś ciekawego - polecamy. Jeśli macie mniej niż godzinę wolnego rekomendujemy inny lokal.

Wydatki:
Naleśnik na słodko 9,50 zł
Naleśnik a'la Stroganow 11,50 zł
Cappucino 5,50 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -4
jedzenie: +3
czas: -5
wystrój: +5
czystość: +5


Ogólna ocena:

Naleśnikarnia Manekin
ul. 6 sierpnia 1, Łódź
tel. 42 671-07-84 www.manekin.pl

Wyświetl większą mapę

24-12-2009

Święta święta

Życzymy Wam smacznych świąt! Przez ten wolny czas postaramy się nadrobić zaległości.

18-12-2009

BUŁA - czerstwa


Asia - Było zimno, byłam głodna i do domu też było daleko.
Igor - Zaproponowałem Asi abyśmy weszli do BUŁY – baru/restauracji która jest na Narutowicza, blisko BUŁy (Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego).
Asia - Z daleka widać było, że lokal jest czyny i że są jeszcze wolne stoliki.
Igor - Podeszliśmy więc z nadzieją na jakiś ciepły i smaczny posiłek. Sporo ludzi w środku, sugerowało, że knajpa jest w porządku.
Asia - Podeszliśmy do drzwi i o mały włos nie połamałam nóg! Tuż przed drzwiami położone są płytki... przy odrobinie śniegu stały się wyjątkowo śliskie.
Igor - No cóż. Wejście z atrakcjami – ale zasadniczo mamy oceniać jedzenie. Wybraliśmy zatem stolik z dala od obecnych już w BULE palaczy, rozebraliśmy się i zaczęliśmy przeglądać menu.
Asia - Ja zdecydowałam się na pizzę (margarita) i herbatę...
Igor - Ja zaś na stek z frytkami i piwo. Podszedłem do baru złożyć zamówienie, przerwałem tym samym posiłek siedzącej za barem dziewczynie.
Asia - Igor musiał jednak poczekać, aż kelnerka ustali ze schowanym na zapleczu kucharzem, czy znajdzie się jakiś stek. Jakiś się znalazł.
Igor - Zapłaciłem i wróciłem. Ktoś miał nam nasze jedzenie przynieść do stolika.
Asia - Po chwili młoda dziewczyna przyniosła nam napoje.
Igor - My w tym czasie mieliśmy chwilę, aby rozejrzeć się po BULE i na spokojnie przeczytać menu.
Asia - Jak się okazało BUŁA to „grill pub & restaurant” a prócz tradycyjnych dań z grilla, shoarmy i pizzy mamy także szansę na dania kuchni polskiej (schabowy, mielony, pierogi).
Igor - Do wyboru także zupa pomidorowa czy barszcz (6-8 zł), risotto dla przykładu zaczyna się już od 12 zł, spaghetti zjemy za 15 zł.
Asia - W zasadzie ceny głównych dań oscylują wokół 15-25 zł. Ani specjalnie drogo, ani super tanio.
Igor - Menu samo w sobie jest złożoną, zalaminowaną kartką. Czyli w zasadzie w wszystko na miejscu.
Asia - Nie na miejscu niestety są palacze. W BULE jest jedna sala, a przez to, że lokal mianuje się także pubem, zaglądają tam osoby na zestaw „piwo + papieros”. Dość skutecznie zniechęca to do jedzenia.
Igor - Jak to w pubie, można pograć tutaj w rzutki czy poczytać prasę.
Asia - Nie zdążyłam jednak zatopić się w lekturze Dziennika Łódzkiego, bo pani przyniosła moją pizzę, a chwilę później stek Igora. Nim to się stało, odwiedziłam toaletę. To była szybka wizyta w dawno nie sprzątanym przybytku. Wróciłam, usiadłam i zaczęliśmy jeść.
Igor - Danie dostałem na dużym talerzu. Wyglądało fajnie i smacznie. Ale coś mi nie pasowało w mięsie... Wziąłem kęs, potem drugi... dla pewności poczęstowałem Asię swoim daniem i zapytałem o zdanie...
Asia - … no cóż, to co dostał Igor nie było stekiem a raczej karkówką.
Igor - To był karczek (mięso wieprzowe) zamiast steku (mięso wołowe)! Zarówno smak, konsystencja jak i wygląd mówiły, że to zdecydowanie inne mięso. Zdecydowanie tańsze mięso. Stek kosztował 28 zł, zaś zwykły karczek poniżej 20 zł. Dziwi mnie dodatkowo ten karczek a'la stek, zwłaszcza w sytuacji gdy podczas składania zamówienia kelnerka poszła do kuchni zapytać się czy steki jeszcze są... No ale ok, dałem się nabrać. Awantury robić mi się nie chciało, wolę opisać sytuację.
Asia - Na szczęście przy pizzy składającej się z ciasta, sosu i sera ciężko coś spitolić. Ale już przy samym sosie pomidorowym jest to o niebo łatwiejsze. Zwłaszcza, że BUŁA postawiła na prostą recepturę sosu do pizzy. Ketchup + oregano.
Igor - A ja wziąłem się za frytki, smażone na nieświeżym oleju. Dobrze, że chociaż miałem piwo do przepijania tego wszystkiego.
Asia - Coraz bardziej dokuczał nam smrodek dymu papierosowego dolatujący ze stolików obok.
Igor - Bez zbędnej zwłoki opuściliśmy więc BUŁĘ i ustaliśmy się w dalszy spacer.
Asia - Wyszliśmy najedzeni, ale nie usatysfakcjonowani. Lokal ten zapewnia wrażenie jedzeniowe na wyjątkowo przeciętnym poziomie.
Igor - Na minus działa dym papierosowy i słaba wentylacja, niski stosunek jakości jedzenia do jego ceny.
Asia - Na plus może lokalizacja dla studentów?
Igor - Bo to lokal raczej niskich lotów. Dla klientów nastawionych na piwo, a nie na jedzenie (piec do pizzy i grill były włączane dopiero po złożeniu zamówienia).
Asia - A skoro niskich lotów, to i polecać tej pijalki piwa, raczej nie ma sensu.
Igor - Tylko dla desperatów będących w okolicy.

Wydatki:
Stek 28,00 zł
Pizza 11,00 zł
Herbata 3,50 zł
Piwo (0,5l) 6,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -3
jedzenie: -2
czas: +2
wystrój: -2
czystość: -1


Ogólna ocena:

BUŁA - grill bar
ul. Narutowicza 99
tel. 42-6784414


Wyświetl większą mapę

PokazuJemy czytelników strony