2009-06-30

Camino


Igor - Zaplanowaliśmy sobie popołudnie w "Ciepłych kluchach", bo do tego lokalu mieliśmy iść w czerwcu.
Asia - No i pojechaliśmy na Zachodnią 66a, trochę trwało zanim znaleźliśmy miejsce do zaparkowania.
Igor - Podchodzimy do restauracji i niestety, lokal zarezerwowany na imprezę zamkniętą. Dobrze wiedzieć, że można takową zorganizować w Ciepłych kluchach, jednak daje to ryzyko pocałowania klamki.
Asia - Będąc głodnymi, z zarezerwowanym czasem na posiłek "na mieście", zdecydowaliśmy się czegoś poszukać.
Igor - I tym sposobem trafiliśmy do Manufaktury, do jednej z ostatnich tam restauracji, w jakich nas jeszcze nie było z wizytą.
Asia - Restauracja rodzinna Camino.

Tekst w przygotowaniu. Zapraszamy niebawem.
"Ciepłe kluchy" nawiedzimy w lipcu, podobnie jak wybrane w sondzie "Dwie dłonie".

2009-06-12

Ganesh - w Bollywood


Igor - W restauracji o tej nazwie już raz byliśmy. Było to dość dawno, na początku prowadzenia naszego bloga. Wtedy zachwycaliśmy się małą, klimatyczną, nastrojową knajpką schowaną w jednej z bram na Piotrkowskiej. Czemu więc zdecydowaliśmy się iść tam jeszcze raz? Bo Ganesh otworzył nową siedzibę, dużo większą od pierwszej.
Asia - Zajął lokal przez wiele lat zajmowany przez restaurację Quattro (ul. Piotrkowska 55). Udaliśmy się tam podczas długiego weekendu - podobnie jak w całym mieście, tak i w restauracji nie było wielu klientów.
Igor - Weszliśmy po schodach przez wielkie otwarte na oścież drzwi. Wnętrze wygląda sympatycznie, ale a drugiej strony dość przeciętnie - długa sala, z wieloma stolikami poustawianymi symetrycznie. Jedynym ciekawym akcentem są dwa stoły w formie okręgu, dookoła których są ustawione sofy. Nad stołami są baldachimy z drobnych koralików, a centralnie nad stołem żyrandol z setek małych szkiełek. Niestety, stoliki są ciągle zarezerwowane, być może z myślą dla liczniejszej grupy klientów.
Asia - Zajęliśmy miejsce po prawej stronie (jak się potem okazało jest to część dla palących - w "starej" restauracji nie wolno było palić w ogóle). Po kilku chwilach podeszła do nas kelnerka podając karty - długie i wąskie. Przy czym kelnerka nie wyglądała jak kelnerka... to znaczy żadna z kelnerek nie wyglądała jak kelnerka. Gdyby nie to, że podawały menu lub chodziły z daniami wzięłabym je za klientki.
Igor - W menu są różne dania: z kurczaka, z baraniny, z ryb, desery, przystawki, oraz indyjskie kefiry.
Asia - Wybór całkiem spory, a i samo czytanie menu trochę trwa ponieważ najpierw większą czcionką mamy oryginalną nazwę dania, a dopiero niżej polski dokładny opis.
Igor - Po jakimś czasie przyszła kelnerka. I całe szczęście - nie mogliśmy się zdecydować, a byliśmy bardzo głodni.
Asia - Ponieważ miałam już upatrzone jedno danie zapytałam ile będziemy na nie czekać - od długości oczekiwania uzależniałam bowiem zamówienie przystawki. Niestety, kelnerka odpowiedziała "nie wiem". Zbita z tropu postanowiłam prócz malai kebab czyli kawałków kurczaka marynowanych w sosie śmietanowo-orzechowym, zamówić także Veg samosa czyli smażone pierożki wegetariańskie.
Igor - Ja postawiłem za to na baraninę. Poprzednim razem bardzo mi smakowała i stwierdziłem że i tym razem zjem ten rodzaj mięsa. Jednak kompletnie nie pamiętałem, co jadłem te dwa lata temu, więc zamówiłem u kelnerki Mutton Korma czyli baranina z migdałami i orzechami w łagodnym sosie śmietanowo-pomidorowym. I odpowiedź kelnerki była równie dziwna co w przypadku Asi - niech Pan tego nie zamawia, albo zmieni sos. Spytałem się co to znaczy, czy to że danie jest źle skomponowane? Kelnerka odparła że "oni" jedzą różne dziwne rzeczy, a w tym przypadku to źle smakuje. Zdziwiłem się bardzo! Zbity ze stropy spytałem się, co kelnerka może mi w takim razie polecić, zaproponowała Kadai Mutton - baranina z papryką, cebulą, imbirem i chili w sosie Curry. Nieświadomie, kelnerka odwiodła mnie od zamówienia tego samego dania co przy poprzedniej wizycie.
Asia - W czasie jak Igor dyskutował z kelnerką o swoim daniu, ja przewertowałam menu i znalazłam do picia jogurt, wcześniej jednak zapytałam kelnerki który będzie najbardziej pasował do mojego dania. Poleciła Lassi natural czyli jogurt indyjski naturalny.
Igor - Asia zamówiła przystawkę, więc stwierdziłem że i coś wezmę jako starter. Tym bardziej, że baraninę się długo przygotowuje - nie chciałem ryzykować śmierci głodowej. Znalazłem coś co zostało nazwane Garlib Naan czyli placki z mąki pszennej z czosnkiem i domówiłem to jako drugą przystawkę. Do picia także zamówiłem jogurt (poprzednim razem bardzo mi smakował), wybrałem Lassi garlic czyli napój jogurtowy czosnkowy.
Asia - Zanim kelnerka przyszła do nas z talerzem mieliśmy dość czasu aby rozejrzeć się po nowym Ganeshu. Te okrągłe stoliki pod baldachimem wyglądają rewelacyjnie. Do tego ciekawy, ceglany kolor ścian i klimatyczna muzyka płynąca z głośników.
Igor - Nie tylko z głośników. Na ścianach wiszą duże telewizory, na których puszczane są hinduskie teledyski, muzykę z nich można usłyszeć w całym lokalu. Także w toalecie.
Asia - Toaleta utrzymana jest w klimacie. Dominują kolory czarny i czerwony. Czysto, nietuzinkowo i muzycznie.
Igor - Można dodać, że całość świetnie wyglądającej toalety burzy jeden fakt. Bo wszystko pachnie, świetnie dopasowane, podajnik do mydła to metalowy pojemniczek, umywalka o ciekawym designie... i do tego wszystkiego postawiony na blacie papier w rolce do wycierania rąk.
Asia - Po powrocie do stolika podeszła do nas kelnerka i położyła przed nami białe talerze, na nich czerwona serwetka, a na niej sztućce: widelec, nóż i łyżka. Zastanowiłam się po co nam łyżka, ale nie zdążyłam zapytać bo kelnerka zniknęła.
Igor - Po kolejnej minucie na naszym stole pojawiły się przystawki! Garlic Naan to trzy placki z mąki pszennej przyrządzone z czosnkiem. Jako przekąska - wyśmienite. Smak czosnku lekki i nie narzucający się, choć popijając jogurtem również o smaku czosnku, trudno było wyczuć różnicę. Sam jogurt, to napój mleczny w którym wyczuwalne są kawałki zgniecionego czosnku. Całość wyśmienicie oczyszcza kubeczki, ale tę zaletę doceniłem nieco później.
Asia - Veg Samosa to zaś dwa pierożki podane na sałacie z dwoma sosami. Jeden sos był zielony i wyglądał na chrzanowy, drugi był w kolorze czekoladowym i w smaku był słodki, troszkę miodowy. Pierożki z zewnątrz bardzo chrupiące, nadziane pastą (chyba) ziemniaczano-curry.
Igor - Sosy (a właściwie dipy) te pasowały także do placków. Kiedy zjedliśmy przystawki, pojawiła się kelnerka - naszymi daniami głównymi.
Asia - Ja dostałam owalny talerz z kawałkami kurczaka i surówką oraz koszyczek z Naan - czyli plackami z mąki przennej, tym razem jednak już bez dodatków.
Igor - Dla mnie przyniosła dwa talerze - jeden mniejszy, podłużny z kopczykiem białego ryżu, drugi większy, własiciwie półmisek z cząstkami mięsa w gęstym sosie.
Asia - W Ganesh, dostaje się potrawy na osobnych talerzach, a następnie przekłada w dowolnie wybranych proporcjach na talerz z którego się je. Bardzo wygodne. Mój kurczak pocięty był w średniej wielkości kwadratowe kawałki. Mięso było aksamitne w smaku, bardzo soczyste, śmietanowa marynata była wyśmienita, a orzechy dawały tylko delikatny, przyjemny posmak. Do tego wszystkiego ryż - biały, niesolony; oraz surówka mocno przyprawiona papryką. W zasadzie to mięsem i ryżem przegryzałam właśnie tę surówkę.
Igor - Ja także sobie chwalę taki sposób podawania jedzenia. Daje to możliwość skosztowania każdego ze składników posiłku razem lub z osobna. Moje mięso było zatopione w gęstym sosie, w którym zanurzone były kawałki warzyw. Całość kompozycji była wyraźnie ostra, to zasługa imbiru dawała bardzo ciekawy i wyraźny smak. Ryż, biały i sypki, świetne uzupełnienie.
Asia - Przyjemnym dodatkiem do naszych dań były jogurty - właśnie przy głównym daniu docenić można ich spokojny smak. W zasadzie w zaskoczyła mnie mile wielkość porcji. Poprzednim razem dania były równie pyszne, ale porcje zdecydowanie mniejsze. Tym razem po zamówieniu przystawki i dania głównego byliśmy najedzeni.
Igor - Tak, zdecydowanie wielkość porcji jest większa niż poprzednim razem i całe szczęście bez uszczerbku na jakości. Ja byłem bardzo przyjemnie najedzony.
Asia - Gdy wróciliśmy do domu spojrzeliśmy na stronę internetową restauracji Ganesh i co się okazało? Po pierwsze na witrynie brak jest informacji, że w Łodzi są dwa Ganesh'e, za to jest link do warszawskiej knajpy.
Igor - A po drugie ceny w internetowym menu są niższe od tych które widzieliśmy będąc w restauracji, średnio o 3 zł.
Asia - Ja bym podtrzymała moją opinię odnośnie tego lokalu - można zajrzeć od czasu do czasu i spróbować przepysznej kuchni, ale jest tam za drogo, aby stołować się codziennie.
Igor - A ja dodam, że mamy mimo wszystko w Łodzi dwie różne restauracja Ganesh - jedną małą, klimatyczną, ze spokojną muzyką; oraz drugą większą, nastawioną na wielu klientów, z dyskotekowym bollywood z głośników - bardziej komercyjną. Osobiście wolę tę pierwszą.
Asia - Komu zatem można polecić nowy Ganesh? Zdecydowanie można wybrać się tam większą ekipą i zająć stolik pod baldachimem. Klimatyczny, rozwywkowy wieczór zapewniony.
Igor - Super jedzenie, wystrój i czystość... tylko ta obsługa.

Wydatki:
Garlic Naan 11,00 zł
Veg Samosa 10,00 zł
Malai Kebab 23,00 zł
Kadai Mutton 31,00 zł
Lassi natural 7,00 zł
Lassi garlic 8,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +2
jedzenie: +5
czas: +5
wystrój: +4
czystość: +5


Ogólna ocena:

"Ganesh"
Łódź, ul. Piotrkowska 55
www.ganesh.pl


Wyświetl większą mapę

2009-05-26

Quattro - nijako


Asia - W jeden z letnich czerwcowych dni głodni po spacerze od sklepu do sklepu z=postanowiliśmy usiąść w ogródku restauracji Quattro.
Igor - O ile mnie pamięć nie myli, to ta lokalizacja Quattro jest już trzecią. Początkowo ta restauracja znajdowała się tuż obok Qvo Vadis przy Piotrkowskiej, następnie wywędrowała vis a vis pierwszego lokum... Około roku temu przenieśli się pod numer 76 Piotrkowskiej. Czy doczekamy się czwartego adresu?
Asia - Uważam, że obecna lokalizacja jest bardzo przyjemna - nieopodal pasażu Rubinsteina.
Igor - Korzystając z pięknej wiosenniej pogody, usiedliśmy w ogródku. Jeśli lubicie siadać na nierównej podłodze, zbitej z paździerzowych desek, gdzie krzesełka poustawiane są jeden obok drugiego - polecam to miejsce.
Asia - I proszę uważać przy odsuwaniu się na krześle - barierka ograniczająca ogródek jest dalej niż brzeg podłogi, zatem bardzo łatwo spaść z podestu.
Igor - No ale do rzeczy. Kelnerka zauważyła nas dość szybko - podeszła do nas i zostawiała dwie karty dań. Zwykłe, zalaminowane, formatu A4 kartki.
Asia - Do wyboru nie tylko pizze, ale także dania z makaronu, trochę deserów czy nawet drinki. Po dość szybkim przejrzeniu menu zdecydowałam się na danie z kuchni polskiej, swojskie a jednocześnie sycące: potrawkę z kurczaka.
Igor - Ja natomiast nie chciałem się objadać czymś ciężkim i postanowiłem zamówić sałatkę. Jednak, aby dostarczyć swojemu organizmowi nieco kalorii wybrałem sałatkę z kurczakiem.
Asia - Gdy podeszła do nas kelnerka zapytaliśmy o czas oczekiwania na te dania, ponieważ miało to być około 20 minut, poprosiliśmy o przystawkę w postaci frytek.
Igor - Bardziej przekąskę niż przystawkę. Ot taki "czosoumilacz", którego w tej restauracji nie zaznacie.
Asia - Fakt, na frytki czekaliśmy ok 10 minut i zdecydowanie nie umiliły nam one czasu. Były twarde, przepieczone, ciemne i przesolone.
Igor - Mogliśmy zamówić coś innego? Nie w Quattro. Sącząc piwo, czekaliśmy na nasze dania. W tak piękna pogodę, w ogródku na Piotrkowskiej nie zamówić piwa byłoby grzechem.
Asia - Upływający czas umilaliśmy sobie oglądaniem przechodniów, którzy robili sobie zdjęcia przy fortepianie Rubinsteina. Na szczęście po jakichś 25 minutach podeszła do nas kelnerka z naszymi daniami - była to inna kelnerka niż ta co przyjęła zamówienie.
Igor - Postawiła talerze przed nami i bez słowa odeszła. Moja sałatka wyglądała apetycznie i pachniała kusząco. Kurczak którego kawałki były na samej górze kopczyka warzyw, był dobrze wysmażony i był gorący (to niby powinno być normalne, ale wiele razy spotkałem się z letnim, albo nawet zimnym kurczakiem w sałatce).
Asia - Moja potrawka z kurczaka była podana z białym, dość twardym ryżem. Całość była ciepła, przyjemnie kremowa. Porcja była bardzo duża i sycąca.
Igor - Poza wspomnianym kurczakiem, w mojej sałatce było też sporo warzywek. Wszystkie chrupiące i raczej świeże. Nie zamówiłem skomplikowanego dania, ale patrząc na menu to raczej specjałów bym nie znalazł. Kiedyś jadłem w Quattro gyrosa, było to dla mnie na tyle długie we wspomnieniach przeżycie, że musiało minąć trochę czasu zanim odważyłem się zawitać tu ponownie. Tym razem postanowiłem zamówić coś lżejszego.
Asia - Nad jedzeniem raczej nie będę się dłużej rozwodzić. Pomiędzy "przystawką" a daniem głównym weszłam do środka lokalu. To co rzuca się w oczy to ogromny telewizor z włączonym kanałem muzycznym. Ja jednak szukałam toalety. Jest ona vis a vis baru. Duże pomieszczenie ze sporym lustrem, ogromną umywalką i malutkim kranikiem. Czysto.
Igor - Sam lokal też jest spory, ale nie sądzę aby nadawał się na duże imprezy - jest tu kilka mniejszych salek, pomiędzy którymi są małe przejścia.
Asia - Wydaje mi się, że można tam przystanąć w piątek pomiędzy jednym klubem a drugim. I tyle.
Igor - Bo i na romantyczne schadzki to nie najlepsze miejsce. Na wypad z kolegami, piwko z możliwością zjedzenia - tak.
Asia - Gdy kelnerka już zauważyła, że skończyliśmy... a właściwie zauważyła, że zaczęliśmy zbierać się do wyjścia przyniosła nam nasz rachunek.
Igor - Można w Quattro płacić kartą, ale tylko po wejściu do lokalu. Tak więc czekała mnie jeszcze wycieczka do środka.
Asia - Czy warto zawitać do Quattro ze względu na jedzenie - niekoniecznie, ze względu na wystrój - niekoniecznie. Jeśli idąc zgłodniejecie - można zaryzykować.

Wydatki:
Frytki 5,00 zł
Potrawka z kurczaka 15,00 zł
Sałatka 15,00 zł
Piwo (0,5l) 7,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +1
jedzenie: +2
czas: +1
wystrój: -1
czystość: +4


Ogólna ocena:

"Quattro"
Łódź, ul. Piotrkowska 76
tel. 042 661-73-93



Wyświetl większą mapę

Który lokal był najlepszy w 2008 roku?