4 maj 2008

Pepe verde - a hooj z załogą


Igor - Będąc w Manufakturze często mijaliśmy ten lokal. Jakoś tak nie za bardzo wiedzieliśmy "z czym go się je". Bo nazywa się tawerną, słychać z wewnątrz muzykę żeglarską, kiedyś kelnerki były stylizowane na majtków, a w menu... jak po sztormie.
Asia - Postanowiliśmy zawitać do tawerny Pepe Verde. Już od wejścia ma się wrażenie, że schodzimy na łajbę, z tą różnicą, że grunt pod nogami się nie buja.
Igor - Zostaliśmy przywitani przez kilka kelnerek, które stoją przy znajdującym się tuż obok wejścia, barze. Zobaczyliśmy jakieś wolne miejsca przy stoliczku, a że był sympatycznie na uboczu, od razu tam zasiedliśmy.
Asia - Zawsze można jednak podjąć wyzwanie i wspiąć po schodach dwa poziomy wyżej. Na parterze jest bar, kuchnia i kilka stolików, na pierwszym piętrze toaleta i kolejne stoliki, a na samej górze kilka stolików pod sufitem.
Igor - Na ścianach pełno charakterystycznych elementów wystroju, z pewnością pamiątek właściciela. Są koła ratunkowe, koła sterowe, mapy, prospekty. W menu wyczytaliśmy że pod sufitem zamontowany jest oryginalny fragment żagla z katamaranu "Warta Polpharma", który pod komendą kpt. Romana Paszke brał udział - jako pierwszy i na razie jedyny polski jacht - w regatach wokół Ziemi The Race 2000. Natomiast na jednej ze ścian rozpięta jest - również oryginalna - flaga bitewna z "Łódki Bols".
Asia - Gdy zajęliśmy miejsca rozpoczęło się oczekiwanie na kelnerkę. Myśleliśmy, że skoro przy barze stały chyba z cztery dziewczyny, zaraz ktoś do nas podejdzie. Ale minęła nas jedna, druga, trzecia... krążyły na górę i na dół, skutecznie omijając nasz stolik.
Igor - Mijały kelnerki i kolejne minuty... pierwsza, druga, trzecia, czwarta, a gdy zaczęła się piąta... jedna ze schodzących po schodach kelnerek zaszła nas od naszej sterburty i spytała się, czy już złożyliśmy zamówienie. Ale ona spytała się i popłynęła dalej. No ale ktoś nas wreszcie zauważył, pocieszaliśmy się. Po pół minucie podeszła kolejna kelnerka z elektronicznym notesem i chciała przyjąć zamówienie. No dobra, ale my chcielibyśmy najpierw zobaczyć co można u Państwa zjeść, bo nie dostaliśmy nawet menu. A hooj!
Asia - Dziewczyna odwróciła się i podała nam menu - jedno w postaci zalaminowanej kartki A4, drugie w drewnianej okładce, wewnątrz z kartkami w poszarpanych koszulkach - ale nie było to artystyczne poszarpanie, tylko zużycie materiału.
Igor - No ale nic to, najważniejsze jest w końcu jedzenie. Tawerna oferuje: ryby (które jak podkreśla się w menu są zawsze świeże), mięsa, ale także pizze i pasty. Są też zupy, sałatki, desery i alkohole.
Asia - Szkoda tylko, że tych rybnych dań jest raptem 6. Większy jest wybór pizzy czy makaronów. Słowem taverna Pepe Verde to taka nadmorska pizzeria. Po szybkim przejrzeniu menu zdecydowałam się na Papardelle z serem Gorgonzola czyli szeroki, płaski makaron z charakterystycznym w smaku serem.
Igor - No a ja nie mogłem się zdecydować, więc Asia wybrała za mnie. Pizza Calzone to ciasto w kształcie pieroga, podane wraz z szynką, białą mozzarellą i świeżymi pomidorami. Jako że głód już nam doskwierał, a na nasze dania musimy nieco poczekać, domówiliśmy jeszcze przystawkę w postaci dwóch bułeczek z pieca, posmarowanych masłem czosnkowym.
Asia - Zaraz po złożeniu zamówienia poszłam na piętro do toalety... Brawa dla tego, kto bez zastanowienia wybierze dobrą toaletę. W tej tawernie zamiast klasycznych oznaczeń mamy "koło ratunkowe" oraz "kotwicę". Koło jest dla Pań, kotwica dla Panów. I to jedyne co jest ciekawego w tym przybytku. Wewnątrz dość ciasno, niezbyt jasno. A wychodząc ma się wrażenie że zaraz uderzy się drzwiami w stolik stojący via a vis toalet. Gdy wróciłam na stole leżały już sztućce.
Igor - Po około dziesięciu minutach od złożenia zamówienia, pojawiła się kelnerka z naszym daniem. Ale ale, przyszła z talerzykiem na którym nie było naszej przystawki, tylko danie dla Asi. Kelnerka grzecznie spytała, czy Asia zechce przyjąć danie już teraz, bo kucharz się pomylił i takie tam...
Asia - A hooj! No cóż miałam zrobić... zgodziłam się. Liczyłam, że za moment dostaniemy przystawkę i makaron poczeka na stoliku. Ale czas mijał a przystawki nie było. Zaczęłam więc nieśmiało jeść. I tu pierwsze zaskoczenie - czy w menu było podane, że moja potrawa zawiera orzechy? Igor sprawdził i okazało się, że o orzechach nie ma ani słowa. Lubię orzechy, więc jadłam dalej. Ale niestety, kolejne zaskoczenie - moje danie nie było gorące, ani nawet ciepłe. Było letnie. A zimny talerz powodował, że stygło błyskawicznie. Trzeci szok nastąpił przy kolejnym kęsie... w ustach poczułam łupinę od orzecha! W sumie do końca dania znalazłam ich jeszcze trzy! Teraz żałuję, że nie poprosiłam o wymianę całego dnia po znalezieniu pierwszej łupiny. Może druga porcja byłaby ciepła i bez przykrych, twardych niespodzianek.
Igor - No więc ja sobie siedziałem i patrzyłem na Asię, a przystawki nadal nie było. Kelnerka pojawiła się z nią, po kolejnych pięciu minutach. Dwie dość sporawe bułki, aż parowały z gorąca. Górna warstwa była chrupiąca, była lekko nawet przypalona, nawet pod bardzo małym naciskiem, łamała się. W środku widać było roztopione masełko i kawałeczki czosnku. Poczułem przyjemny zapach więc wziąłem sztućce i zacząłem kroić naszą przystawkę. Spróbowałem i... poza tym, że były ciepłe i świeże, a ja głodny, to nic więcej nie można o nich powiedzieć ani napisać. A gdzie tu smak, ktoś spyta. No ja też nie wiem. A hooj!
Asia - Gdy ja kończyłam swój makaron, skrzętnie wydłubując orzechy, podeszła kelnerka z pizzą-pierogiem dla Igora.
Igor - No pysznie, teraz Asia będzie patrzyła jak ja jem. Jest sprawiedliwość na tym świecie! Na dużym talerzu otrzymałem pieróg zajmujący może z 1/3 jego powierzchni. Wszystko gorące, a po nacięciu ciasta wypłynął ciepły sos ze świeżych pomidorów(nieobranych, ale to już szczegół). Przy kolejnym kęsie okazało się, że "producent" naładował mi do środka żółtego sera. A miała być biała mozzarella! A hooj! Znalazłem w środku też kilka kawałków szynki. Do pizzy otrzymałem też dwie sosjerki z sosami, standardowym czosnkowym i pomidorowym. Oba o wyrazistym smaku i o lekko lejącej się konsystencji. Byłem tak głodny, że już nawet niedoczyszczone sztućce nie były w stanie mnie zniechęcić.
Asia - No tak, Igor zajadał się pizzą, a ja siedziałam. Nie przypominam sobie restauracji w której otrzymalibyśmy przystawkę po daniu głównym. Przez moment zastanawiałam się nad zamówieniem deseru, ale obawiałam, się, że mogę dostać go po wyjściu z lokalu.
Igor - Gdy ja byłem w połowie swojego dania, podeszła kelnerka z pytaniem, czy może już zabrać pusty talerz Asi. Sytuacja się powtórzyła, po skończeniu dania przeze mnie. Nie chcąc ryzykować dalej, ale także dlatego że najedliśmy się do syta, poprosiliśmy o rachunek.
Asia - Zastanawiało nas czy i tym razem będziemy długo czekać. Na szczęście kelnerka zjawiła się dość szybko podając nam wiklinowy koszyczek z paragonem. Zapłacić moglimy jedynie gotówką, gdyż "transakcje kartami płatniczymi są niemożliwe". Odliczyliśmy więc należną kwotę i czym prędzej wyszliśmy. Dopiero w drodze do domu zaczęłam się zastanawiać, co z makaronem zrobiłaby moja koleżanka - uczulona na orzechy. Może ja właśnie dostałam danie po takiej osobie, która odmówiła zjedzenia nadprogramowego składnika. Moje papardelle zjawiło się bowiem wyjątkowo szybko na stole. Za szybko.
Igor - No co tu na koniec napisać? Czy nam się podobało, czy smakowało, czy miejsce godne polecenia, a może czy chcemy tam wrócić? Zawsze do wszystkich lokali idziemy z pustą kartą na której zapisujemy nasze uwagi. Czasem bywa tak, że pierwsze wrażenie wyznacza nam kierunek w jakim podążymy z wyznaczeniem opinii, ale czasem mimo pierwszego złego wrażenia później dowiadczalimy samych miłych doznań. Ale tym razem była katastrofa. Wręcz sztorm na morzu, gdzie co chwilę raz z jednej burty raz z drugiej, wlewały nam się na pokład niechciane fale. Nawet uczucie sytości i ładne wnętrza nie starczyły aby uratować tę łajbę. Poszła na dno wraz z załogą. A hooj!

Wydatki:
Bułeczki z pieca opalanego drewnem, z masłem czosnkowym 2 szt. 6.90 zł
Papardelle z serem Gorgonzola 15.90zł
mała Pizza Calzone 17.90zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -3
jedzenie: -4
czas: -2
wystrój: 5
czystość: 4

Ogólna ocena:

Pepe verde
Łódź ul. Karskiego 5
tel. 042-630 88 98
www.tawerna.com.pl

Wyświetl większą mapę

6 komentarzy:

  1. NIGDY WIĘCEJ!
    Co za żenująca obsługa. Poszedłem tam wczoraj z dwiema osobami towarzyszącymi. Nic nie zapowiadało tego, że wyjdę z tego czegoś głodny.
    Kelnerka po tym jak przyjęła zamówienie zniknęła. Miała co prawda problemy z zapamiętaniem zamówienia, ale coś tam naskrobała na karteczce.
    Powiem tylko tyle, że dania przychodziły na raty. Tzn najpierw pierwsze danie, drugie dopiero jak pierwszej zostało zjedzone. Ja na swoje się już nie doczekałem, bo stwierdziłem że prawie 40min na sałatkę czekać nie będę!
    I jeszcze jakieś głupkowate tłumaczenie kelnerki, która starała się mi wytłumaczyć, że dania wychodzą po kilka z jednego rodzaju. No i faktycznie, stolik obok, który przyszedł na długo po nas, dostał wszystkie 4 sałatki grecki... ale wtedy ja już wychodziłem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy2/5/10

    ale wy wszyscy piszecie glupoty, łącznie z tymi co chodzą po lokalach

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy5/8/10

    witam, często bywam u Was ale w ostatnim czasie mam wrażenie, że jest gorzej jeśli chodzi o czystość. Jedzenie jak zawsze super ! Pozdrawiam , ahoj !

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy2/3/12

    Nie mam żadnych zastrzeżeń ;p Obsługa bardzo miła, dobre jedzenie. Fakt, że trzeba czekać czasami na jedzenie troszkę dłużej, ale to wynika z ilości klientów. Całość na 5 :) Tak trzymać ;p

    OdpowiedzUsuń

PokazuJemy czytelników strony