Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ***. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ***. Pokaż wszystkie posty

23 paź 2009

Revelo - bez revelacji


Igor - Pamiętając jakie problemy mieliśmy aby zjeść "U Fabrykanta", postanowiliśmy z wizytą w Revelo nie czekać do ostatniego dnia miesiąca.
Asia - Zajrzeliśmy tam więc w piątek 23 października. Lokal jest blisko Piotrkowskiej, więc przespacerowaliśmy się do niego.
Igor - Nie do końca wiedzieliśmy czego się spodziewać, czasami w gazetach pojawiały się pochwały zarówno dla restauracji jak i hoteliku na piętrze.
Asia - Budynek z zewnątrz wygląda bardzo ładnie i super się komponuje z ogródkiem obok. Takim prawdziwym ogrodem w centrum miasta.
Igor - Wchodzi się przez jedne drzwi do ciemnego korytarza, a potem mija kolejne drzwi, za którymi powitało nas dwóch panów w dość oryginalnych strojach.
Asia - Jeden nas powitał, drugi wziął płaszcze i wręczył numerek do szatni (w szatni stał kolejny pan). Ten pierwszy zapytał czy mieliśmy rezerwację i jaki chcemy stolik (część dla palących czy nie), a na koniec pokazał kilka miejsc do wyboru.
Igor - Usiedliśmy przy ogromnym okrągłym stole.
Asia - Należy dodać: starym stole z masywnymi nogami, które poczułam siadając. Wytrzymałam, siedząc "na nodze" kilka chwil i musieliśmy się przesiąść o 10 cm w bok.
Igor - Wtedy podszedł kelner z menu. Równie stylowym jak cały lokal. Menu stylizowane jest na starą gazetę, z fikuśnymi czcionkami i reklamami.
Asia - Zanim zamówiliśmy dania główne zastanawialiśmy się nad przystawką. Jednak nie byliśmy aż tak głodni, aby zjeść pełen zestaw obiadowy.
Igor - Ja ostatecznie wybrałem schab z grilla z melonem.
Asia - A ja skusiłam się na gnocchi z filetem drobiowym ze śliwką i gorgonzolą. Zanim jednak padł ostateczny wybór, kelner robił co w jego mocy, aby zaproponować mi danie, które mi przypasuje.
Igor - W menu można znaleźć kilka ciekawie brzmiących propozycji... łosoś, halibut, stek z tuńczyka, schab cielęcy z sałatką prowansalską, stek z wołu...
Asia - Są i napoje. Standard restauracyjny: kawa, herbata, woda (perrier), whisky, ballantine's, rum, koniaki. Do swojego dania chciałam zamówić wino. Niestety kelner nie zaproponował podania mi karty win, tylko wybierałam w ciemno. Stanęło na białym, wytrawnym (bo tylko takie było) dla mnie i czerwonym dla Igora.
Igor - Chwilę po tym jak kelner odszedł z naszym zamówieniem, podszedł do nas inny kelner podając przystawkę - umilacz czasu. Był to delikatny w smaku pasztet, lekko opieczony, z żurawiną i bułką paryską. Bardzo dobry początek.
Asia - Niedługo po tym jak skończyliśmy kelner przyniósł nasze dania, mimo iż w menu jest adnotacja że czas oczekiwania to 30 minut.
Igor - Ja dostałem kawał schabu z kością, fantazyjnie ułożony i połączony z dodatkami.
Asia - Moje danie nie oszałamiało ferią barw (nie miało prawa). Jasny kurczak, jasne gnocchi, śliwka obtoczona w sosie serowo-śmietanowym. Wszystko podane w wielkim, głębokim talerzu. W smaku poprawne.
Igor - ... no, ja niestety nie mogę tego powiedzieć o swoim daniu. Było zwykłe, bez fajerwerków, bez polotu, bez zachwytu. Najsmaczniejsze z całego dania były kuleczki melona.
Asia - Suma sumarum dania okazały się dość sycące. Zjedliśmy, wypiliśmy i poprosiliśmy o rachunek.
Igor - Kelner, który przyszedł z rachunkiem zapytał czy smakowały nam dania... Trochę wymijająco przyznałem, że przystawka była bardzo dobra.
Asia - Przy wyjściu pożegnały nas znów trzy osoby. Kelner i dwóch panów w szatni, i wtedy zauważyłam bicykla opartego o barierkę schodów prowadzących na piętro.
Igor - Bo w Revelo prócz restauracji jest także możliwość wynajęcia apartamentu.
Asia - Wychodziliśmy trochę z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony mnóstwo obsługi, która stara się być uprzejma i jest na każde zawołanie, wyszukane dania, przemyślany wystrój, spore (jak na łódzkie warunki) ceny...
Igor - ... a z drugiej jakość dań jakie w tej cenie otrzymujemy. Czasami wychodzimy z lokalu nie tylko najedzeni, ale i zachwyceni kombinacją smaków, przyprawami, dodatkami. Niestety nie tym razem.
Asia - Dla kogo to lokal? Z mojego punktu widzenia warto tam zajrzeć żeby zobaczyć jak może wyglądać spójna koncepcja wystroju restauracji. Bo w Revelo wszystko co widzimy jest spójne.
Igor - W ogólnej ocenie dajemy 3*, bo może można zjeść w Revelo dobrze, ale my na takie dania nie trafiliśmy. **

Wydatki:
Gnocchi z filetem drobiowym 28,00 zł
Schab z grilla 36,00 zł
Wino białe (barnock station) 11,00 zł
Wio czerwone (tenta tinto) 11,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +4
jedzenie: +3
czas: +5
wystrój: +5
czystość: +5


Ogólna ocena:

Revelo - Rezydencja & Restauracja
ul. Wigury 4/6
www.revelo.pl


Wyświetl większą mapę

22 lip 2009

Ciepłe Kluchy - tanio i szybko


Igor - Z półmiesięcznym poślizgiem, ale udało nam się dotrzeć w upalny dzień do Ciepłych Kluch
Asia - Jest to lokal, który zwyciężył w głosowaniu, na lokal, do odwiedzenia jeszcze w czerwcu.
Igor - Udało nam się dopiero zjeść tam za trzecim razem. Najpierw była tam impreza zamknięta, potem poszliśmy tam tuż przed zamknięciem (19:00).
Asia - Ale dzisiaj nic już nie stanęło nam na przeszkodzie.
Igor - Ciepłe Kluchy to bar. Można pokusić się nawet o określenie "szybkiej obsługi". Wejście do niego wiedzie po schodach w dół, do piwnicy kamienicy przy Zachodniej 66 tuż przy skrzyżowaniu z ul. Próchnika.
Asia - Wewnątrz czerwone ściany, czarne stoliki, czerwone obrusy, drewniane podkładki pod talerze, metalowe krzesła z czarną wyściółką. I bar, przy którym się zamawia.
Igor - Tak, w Ciepłych Kluchach podchodzi się po prostu do baru i mówi co cię chce zjeść. Reszta jest samoobsługą.
Asia - Samemu bierze się sztućce, nalewa kompot (jeśli się go zamawia za 80 gr), gdy danie jest gotowe - samemu bierze się je z lady i potem odnosi do okienka. Jak w prawdziwym barze.
Igor - Ponieważ Ciepłe Kluchy reklamują się jako "obiady domowe i nie tylko" zdecydowałem się na tradycyjnego schabowego z ziemniakami i surówką.
Asia - Ja wybrałam coś lekkiego - ryż ze śmietaną i cynamonem. Uznałam, że przy temperaturze 32*C nie przełknę mięsa. Do tego obowiązkowo kompot.
Igor - Na nasze danie nie czekaliśmy długo. Około 10 minut. W tym czasie oboje zwiedziliśmy toaletę unisex. Muszla, mała umywalka, mydło, ręcznik - nic zaskakującego. Nie wyobrażam sobie co się może tu dziać podczas imprez zamkniętych. Toaleta jest bowiem w połowie lokalu.
Asia - W pierwszej sali jest regularny bar. Kilka stolików, ustawionych pod ścianami. Druga, w głębi, uruchamiana jest chyba podczas większych imprez.
Igor - Po kilkunastu minutach pani z barem podała nazwy naszych dań. Dobrze, że nie przez mikrofon jak w smażalni ryb. Poszedłem po dwa talerze.
Asia - Na głębokim był mój ryż, obficie przyprawiony cynamonem i różyczka z bitej śmietany.
Igor - Ja na płaskim, średniej wielkości talerzu dostałam po łyżeczce trzech surówek, kilka ziemniaków, pociętych na połówki, a na wierzchu leżał kotlet schabowy.
Asia - Już po pierwszym kęsie ryżu uznałam, że nazwa powinna brzmieć "ryż ze śmietaną, cynamonem i cukrem". Danie było niesamowicie słodkie i gęste. I ciepłe. Zjadłam ile mogłam i pod koniec powiedziałam "pass". Poziom cukru we krwi przekroczył dopuszczalny poziom. Na szczęście kompot z truskawek nie był słodzony, więc miałam czym przepijać.
Igor - Zacząłem od sałatek - zawód. Pierwsze co poczułem to że były przesolone. Na dobra sprawę różniły się tylko wyglądem. Potem doszedłem do tego, że to były zwykłe sałatki "z pojemnika". Kartofle, no cóż, wolę jak są ciepłe. Co dziwne, przy takiej temperaturze były chłodne. A kotlet, jak to kotlet. Ani przepalony, ani niedopieczony, ani nie przyprawione i też nie przesolone. Był niestety, nijaki. Ot kotlet schabowy.
Asia - Gdy zjedliśmy nie było po co dłużej siedzieć. To jest lokal nastawiony na klienta, który ma wejść, zjeść i wyjść. Poszliśmy więc sobie.
Igor - Za całość zapłaciliśmy 20 zł. Jak na obiad dla dwóch osób z napojami jest to bardzo niewygórowana cena.
Asia - Dla kogo są Ciepłe Kluchy? Dla głodnych i oszczędnych. Za cielęcinę z ziemniakami zapłacimy 18 zł, za de volaille 11 zł, zupy od 3,50 do 5,50 (flaki), pierogi z mięsem 6,50 zł, pampuchy z gulaszem 9 zł. Można także zamówić piwo 0,5l za 3,50 i 4 zł.
Igor - I raczej nie dla smakoszy. W tym barze można po prostu zjeść. Niestety, zjedzone potrawy "wspominały" nam się aż do wieczora.

Wydatki:
Schabowy, ziemniaki, surówka 11,00 zł
Ryż ze śmietaną i cynamonem 4,50 zł
Kompot 0,80 zł
Nestea 3,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +2
jedzenie: +1
czas: +4
wystrój: +4
czystość: +4


Ogólna ocena:

Ciepłe Kluchy
Łódź, ul. Zachodnia 66A
tel. 042 633 03 07
www.cieplekluchy.com



Wyświetl większą mapę

15 lip 2009

InVito - zwykła pizzeria


Igor - Jest środa 15 lipca, połowa miesiąca po tym jak powinniśmy odwiedzić Ciepłe Kluchy.
Asia - Zaraz po pracy udaliśmy się na Zachodnią 66A, niestety byliśmy tam za pięć dwunasta, a w zasadzie za pięć 19.00.
Igor - Okazało się, że możemy jeszcze wejść i zjeść, ale niestety wybór dań nie jest już za duży. Nie chcąc więc przetrzymywać pracowników, postanowiliśmy poszukać czegoś w okolicy.
Asia - Poszliśmy więc na drugą stronę kwartału ulic Zachodnia, Próchnika, Piotrkowska, Więcowskiego. I weszliśmy do InVito przy Piotrkowskiej 25.
Igor - Jest to pizzeria - sieciówka, w tym momencie poza Łodzią InVito jest także w Warszawie, Gdyni, Krakowie, Wrocławiu, Sandomierzu i Bielsko-Białej.
Asia - Mimo, że lokal ten jest otwarty stosunkowo od niedawna, już teraz nie brak mu klientów. Ogródek, który wydał nam się najlepszym miejscem na leni obiad, był niestety wypełniony po brzegi. Zdecydowaliśmy się wejść do klimatyzowanego środka.
Igor - Takie upały, że jednak klima nie dawała rady, i warunki były podobne do tych na zewnątrz. W środku, jest jedna sala wypełniona stoliczkami. Przede wszystkich czteroosobowymi, ale są też miejsca na liczniejszych grup.
Asia - Zaraz po tym jak usiedliśmy, podeszła do nas kelnerka i położyła menu.
Igor - Karty, to 8 stron zalaminowanych kartek formatu A4.
Asia - Na stoiku stały karteczki informujące, że wino białe lub czerwone sprzedawane na lampki (100 ml) kosztuje 5 złotych.
Igor - A w samym menu znaleźć można przekąski, zupy, sałatki, spaghetti, penne, tagliatelle, tortellini, lasagne, no i oczywiście bogaty wybór pizzy. 29 rodzajów oraz możliwość skomponowania własnej pizzy - każdy dodatek w zależności od wielkości ciasta kosztuje 3.50 zł lub 4.50 zł.
Asia - Najdroższa pizza kosztuje 34.90 zł (Frutti di mare 42cm), a najtańsza Margherita kosztuje 14.90 zł za 32cm.
Igor - Poza jedzeniem, można też zamówić napoje zimne, alkohole i wina.
Asia - Do napojów jak i do win podawana jest "przekąska gastronomiczna".
Igor - No ale podeszła do nas kelnerka i musieliśmy się na coś zdecydować. Asia wzięła Sałatkę wegetariańską, ja zaś skusiłem się na pizzę. Wybrałem Calzone Capri czyli pizzę "pieróg" (sos, ser, szynka, pieczarki, oregano), licząc na coś smacznego i wyglądającego nieco inaczej.
Asia - Kelnerka przyjęła od nas zamówienie i zabrała jedną z kart. My zaś zaczęliśmy się rozglądać po lokalu.
Igor - Pod sufitem zawieszone są dwa duże monitory, na których wyświetlany jest jakiś program (chyba N Sport).
Asia - Po chwili przyszła do nas kelnerka z zamówionymi napojami i przekąską gastronomiczną.
Igor - Nie do końca wiemy jak nazwać te paluszki, przypominały nieco kształtem grissini. Były z wierzchu pokryte delikatnie słoną i ostrawą warstwą. Delikatnie wypieczone, świetnie pasowały jako "czasoumilacze". Wraz z tymi paluszkami, kelnerka przyniosła dwie malutkie miseczki z sosami - jeden biały: czosnkowy, drugi brunatno-czerwony: pomidorowy z dodatkiem ziół.
Asia - Chrupiąc rozglądaliśmy się dalej. Na ciekawie wystrojonej sali stało trzynaście stoliczków, przy których wszystkie krzesełka i po jednym czerwonym fotelu. Krzesełka czarne i zwykłe, ciekawie komponowały się przy zupełnie inaczej wyglądających fotelach.
Igor - Na jednej ze ścian namalowany jest duży fresk przedstawiający amfiteatr Claudi.
Asia - Po drugiej stronie sali, na ścianach wiszą czarno-białe fotografie. Na podłodze położone są duże kremowe kafle, kompletujące dość nowoczesny wystrój.
Igor - Wystrój uzupełniały dwie szafeczki na butelki z winami.
Asia - Było ich zdecydowanie więcej niż w menu. Poza tym wszystkie butelki były puste. Wszystko stało tylko dla ozdoby.
Igor - Nasza przekąska szybko znikała. Była pyszna, a w połączeniu z przyniesionymi sosami smakowała jeszcze bardziej. Na tyle, że zjadłem chyba z połowę sosjerek.
Asia - Ponieważ naszych dań jeszcze nie było, udałam się do toalety. O ile większość znajdującego się tam sprzętu była czysta, tak poręcz tuż przy muszli, nie widziała ścierki chyba od tygodnia. Damska toaleta połączona jest ubikacją dla niepełnosprawnych.
Igor - Swoją drogą śmieszne jest, że lokal posiada toaletę dla niepełnosprawnych, ale żeby się do niego dostać trzeba pokonać dwa stopnie i wąskie wejście.
Asia - Niedługo potem przyszła kelnerka z naszymi daniami. Przede mną stanął kwadratowy talerz wypełniony po brzegi składnikami sałatki. Jako dodatek dwie kromeczki bagietki, sowicie nasączonych oliwą (albo bardziej prawodopodobne że olejem).
Igor - Przede mną zaś postawiono ogromny talerz z parującą pizzą. Wtedy tez okazało się, że te dwa pyszne sosy, nie były dodatkiem do przekąski gastronomicznej, a sosami do pizzy. Połowę zjadłem wraz z paluszkami, druga połowa miała mi starczyć do pizzy? No i zapomniano też o jakiejś łyżeczce do nalewania sosu - widelcem robi się to wyjątkowo ciężko, a wylewanie z tych miseczek kończyło się zaciekami na stole.
Asia - Moja sałatka składała się z sałaty, pomidora, ogórka, papryki, cebuli, kukurydzy i oliwek. Całość zroszona sosem winegret, ale w menu było podane, że sałatkę można także zamówić z sosem czosnkowym - kelnerka nie dała mi jednak wyboru.
Igor - Po przekrojeniu ciasta, z środka wylała się woda. Niestety, ale pieczarki których użyto do mojego dania, nie były wcześniej przesuszone, przez co całą wodę jaką w sobie miały - oddały podczas pieczenia.
Asia - Za to moja sałatka była świeża i chrupiąca. Sosu winegret jest nie za dużo, akurat w sam raz.
Igor - Moja pizza nie należała do najlepszych jakie jadłem. Ciasto nieco gumowate, nadzienie pływające, a szynka pociachana na wielkie plastry.
Asia - Ja w swoim daniu nie znalazłam wad.
Igor - Pałaszując nasze dania spostrzegliśmy, że przestała grać muzyka. Po przyjściu coś sączyło się z głośników, teraz jedyne co było słychać to odgłosy z kuchni.
Asia - Zastanówmy się nad samym lokalem. Wnętrze nie jest porywające, jest bardzo czyste i nowoczesne. Nie jest też przytulnie, co raczej sprzyja szybkiemu wejściu i zjedzeniu, ale nie posiedzeniu ze znajomymi lub na randce.
Igor - InVito znajduje się tuz obok pizzerii Presto - dość silnej konkurencji. Vis a vis jest "szybkonald's" na parterze Magdy.
Asia - Kiedy zjedliśmy, pojawiła się kelnerka pytając czy chcielibyśmy coś jeszcze.
Igor - Poprosiliśmy o rachunek, upewniając się że można płacić kartą. I tu miła niespodzianka na koniec. Kelnerka spytała się, czy jesteśmy studentami bądź mamy swoją firmę - dla tych grup przewidziane są zniżki (odpowiednio 15 i 20%). To samo, przy zamówieniu dużej pizzy, gdyż za drugą płacimy 50% ceny.
Asia - Komu polecić InVito? Tym, którzy chcą szybko zjeść w ciągu dnia w niezobowiązujacej atmosferze.
Igor - No i na koniec - to jest pizzeria, można zamówić na wynos.

Wydatki:
Sałatka wegetariańska 13,90 zł
Pizza Calzone Capri 16,90 zł
Pepsi 4,50 zł
Mirinda 4,50 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +2
jedzenie: +2
czas: +5
wystrój: +2
czystość: +4


Ogólna ocena:

InVito
Łódź, Piotrkowska 25
tel.0 801 468 486
www.invitopizza.pl
11:00-23:00 w piątki i soboty do 24:00



Wyświetl większą mapę

24 maj 2009

Rossija - shoarma i szczur


Asia - Ankieta w kwietniu zawierała jak zwykle cztery propozycje lokali jakie możemy odwiedzić w maju, jednak niekwestionowanym zwycięzcą okazała się nowa restauracja z kuchnią rosyjską.
Igor - Rossija przy ul. Andrzeja Struga 2 - w piwnicy takiej czerwonej, odnowionej kamienicy. Wejście od ulicy.
Asia - Wybraliśmy się tam w niedzielne popołudnie. Pogoda dopisywała, więc z rozkoszą poszliśmy na spacer.
Igor - Po przejściu niemal całej Piotrkowskiej, skręciliśmy w uliczkę gdzie znajduje się nasza restauracja. Zeszliśmy o żeliwnych schodach do piwnicy gdzie panował półmrok.
Asia - Po lewo mała salka z kilkoma stolikami, na wprost salka z dwoma większymi stołami, po prawej - także przejście... Stanęliśmy na środku i w tym momencie podeszła do nas kelnerka proponując pomoc. Po ustaleniu, że wolimy salę dla niepalących pokazała nam salę na wprost i jeszcze jedną, po skosie od wejścia.
Igor - Zaraz po tym jak się rozsiedliśmy wróciła kelnerka. Położyła przed nami menu i spytała się czy mamy ochotę coś się napić. Podziękowaliśmy, bo najpierw woleliśmy zobaczyć co lokal nam może zaoferować.
Asia - Pobieżna lektura pozwoliła nam wybrać przystawki, dzięki czemu zyskaliśmy trochę czasu na wybór dania głównego. Mnie spodobała się nazwa "czasoumilacz": dla chleba ze smalcem.
Igor - Mnie do gustu przypadła Sałatka czarnomorska z działu "startery". W skład tej przystawki wchodzą sałata lodowa, ogórek, pomidor, cebula, fasola czerwona, kukurydza, filet kurczaka, sos curry.
Asia - Dalsze przeglądanie menu bardzo cieszyło mój żołądek. Dość duży wybór znanych potraw - barszcz ukraiński, placki ziemniaczane, golonka, stroganow czy bliny. Dania główne podzielone są na kuchnię rosyjską i gruzińską, potem jeszcze wybór deserów, dodatków i sosów (Iwan Groźny, zajefajniaszczy, słodko-kwaśny i czosnkowy).
Igor - Wszystko wskazywało, że trafiliśmy do restauracji w której można zjeść dania kuchni rosyjskiej i gruzińskiej. Z resztą bez problemu można było się połapać, gdyż na każdej stronie był nagłówek z jakiej kuchni wybieramy.
Asia - Ja zdecydowałam się na gruzińskie danie z mięsem wieprzowym czyli "delikatne, drobno cięte, opiekane mięso wieprzowe, tradycyjnie przyprawione, podawane z ryżem lub frytkami oraz surówką". Gdy podeszła do nas kelnerka aby zapytać o wybór dania i dodatków poprosiłam aby sama zdecydowała który dodatek najbardziej będzie pasował do tego dania. Pani uznała, że dziki ryż.
Igor - Moją uwagę przykuły szczury... tak tak, w tej restauracji są szczury! Tak przynajmniej głosił napis w menu, gdzie odnalazłem Szczury na patyku czyli filet z kurczaka na wykałaczce razem z warzywami.
Asia - Gdy tylko kelnerka przyjęła zamówienie czmychnęłam do łazienki, która była tuż obok. Dość duża, z małą umywalką, unisex i bez lustra. Znaczy się lustro było, ale już na zewnątrz toalety. Tak dziwnie poprawiać makijaż czy fryzurę gdy obok stoją stoliki, kręcą się ludzie.
Igor - W tym czasie ja oglądałem wnętrze i można powiedzieć że jest ono bez rewelacji. Tzn jest bardzo schludnie, ściany wyściełane bordo tapetą, co jakiś czas wiszą obrazy z pejzażami lub postaciami. Ważną sprawą jest także to, że każdy stolik jest wyściełany obrusem, który jak zaobserwowaliśmy jest wymieniany niezwłocznie po wyjściu klienta.
Asia - Gdy wróciłam z toalety koło stolika stała kelnerka tłumacząc, że nie mogę zamówić "czasoumilacza", bo jest to czasoumilacz dawany gratis do każdego zamówienia. Przyjęłam tę informację z uśmiechem i delikatnym niezrozumieniem... Dlaczego więc kelnerka pozwoliła mi to zamówić.
Igor - Kiedy zaś ja wróciłem z toalety, na stole leżały już sztućce, a zaraz po tym pojawiła się kelnerka z naszymi starterami. Moje danie pachniało wyśmienicie, mięso było zdjęte prosto z patelni, a woń unosząca się z talerza jeszcze bardziej podsycała mój głód. Kelnerka ponownie zapytała się, czy nie chcemy czegoś do picia.
Asia - Póki co podziękowaliśmy. Ja zabrałam się za świeży chleb z chrupiąca skórką i spróbowałam obu smalcy - jednego paprykowego, drugiego z curry. Osobiście przypadł do gustu mi ten pierwszy.
Igor - Ja zaś zabrałem się za pyszną sałatkę. Mięsko było soczyste, sałata lodowa chrupiąca, a inne dodatki pysznie spowite dipem. Całość oceniam za świetną przekąskę, po zjedzeniu której mogłem spokojniej czekać na danie główne.
Asia - Po ok. 30 minutach od zamówienia kelnerka przyniosła nam główne dania. Na moim okrągłym talerzu w malowane kwiaty leżało mięso wyglądem przypominające shoarmę, do tego malutki kubeczek ryżu i trochę surówki. "Delikatne, drobno cięte, opiekane mięso wieprzowe" nie tylko wyglądało jak shoarma, ale też tak smakowało. Nijak. Mojego mięsa nie ratowały ani przyprawy, ani rzekoma delikatność. W sumie ze wszystkiego najbardziej smakowała mi surówka.
Igor - Mój szczurek jednak był pyszny. Wyglądem przypominał de volaille`a. Różnił się tylko długą wykałaczką (używaną do szaszłyków) oraz nadzieniem - zamiast masła były suszone pomidory. Dla upodobania do upieczonego zwierzaka, w jednym końcu były dwa ziarna pieprzu imitujące oczy tytułowego szczura. Obok mięsa otrzymałem smażone ziemniaczki, które smakowały wyśmienicie - delikatnie słone, z pysznym posmakiem kartoflanej skórki. Surówka stanowiła tylko miłe uzupełnienie.
Asia - Zjadłam co się dało z mojego talerza i zaczęłam szukać jakiegoś ukojenia złości na nieciekawą potrawę. Moje ucho wychwyciło muzykę. Rosyjskie hity z głośników - czasem były liryczne, czasem takie bardziej dyskotekowe, ale zdecydowanie za głośne. Do tego wszystkiego jeszcze szum przejeżdżających po ulicy samochodów. Nie wyobrażam sobie tam romantycznej kolacji we dwoje - choć jako taki klimat tworzą świece na stołach.
Igor - Minęły kolejne minuty i zjawiła się kelnerka aby zabrać nasze naczynia i spytać się czy chcemy coś do picia. Odparliśmy, że chcemy jakiś deser.
Asia - Mnie już na samym początku wpadły w oko pączki z pieca. Niestety, okazało się, że dziś ich nie ma (co wzbudziło moje podejrzenie, że pączki pochodzą z pobliskiej cukierni, w niedziele zamkniętej). Ostatecznie poprosiłam o bliny z bita śmietaną i żurawiną.
Igor - A ja po krótkiej konwersacji z kelnerką postawiłem na Pischingera, czyli kawałek tortu waflowego oblany gorącą czekoladą.
Asia - Po około 10 minutah ptrzymaliśmy nasze słodkości. Moje bliny jeszcze parowały, były słodkie, lekko chrupiące. Bardzo smaczne połączenie smaków i konsystencji.
Igor - Mój deser był równie gorący i aromatyczny. Jednak jak na mój gust tort waflowy był za twardy. Mimo wszystko całość smakowała wyśmienicie, po jej zjedzeniu nie miałem już na nic ochoty. No może po za spacerem.
Asia - Gdy tylko kelnerka pojawiła się w zasięgu wzroku (co nie było częste) poprosiliśmy o rachunek. Gdy dziewczyna przyniosła go schowanego w matrioszce podaliśmy jej kartę płatniczą. I tu niemiłe zaskoczenie. W Rossiji nie można płacić kartami płatniczymi! Szybkie przeszukanie kieszeni pozwoliło nam uzbierać gotówkę na rachunek.
Igor - Czy ta restauracja jest godna polecenia? Bez zachwytów, ale jest sympatycznie. Nie wszystko może powala z nóg, ale jest poprawnie. Moje danie było bardzo smaczne, Asia wybrała coś gruzińskiego a otrzymała pospolitą shoarmę.
Asia - Będąc głodnym w tej okolicy można zajrzeć do Rossiji i ostrożnie wybrać jakieś danie. A nuż traficie lepiej niż ja.
Igor - Asia, nie marudź! Moje danie było bardzo dobre i ta nietuzinkowa nazwa.

Wydatki:
Sałatka czarnomorska 9,90 zł
Szczury na patyku 19,00 zł
Gruzińskie danie z mięsem wieprzowym 15,80 zł
Bliny przekładane śmietaną i żurawiną 7,90 zł
Pischinger 4,90 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +2
jedzenie: +3
czas: +2
wystrój: +2
czystość: +5


Ogólna ocena:

"Rossija"
Łódź, ul. A. Struga 2
tel. 504 148 607
www.restauracjarosyjska.pl


Wyświetl większą mapę

27 lut 2009

Kawiarnia Syrena - herbata i szisza


Asia - Po zjedzeniu niedrogiej chińszczyzny, postanowiliśmy zaszaleć i zjeść jeszcze deser w jakiejś kawiarni lub herbaciarni.
Igor - I idąc Piotrkowską zaszliśmy do małej kawiarenki przy Piotrkowskiej 66. Dość niepozorna, w oknach jakieś kraty, małe drzwi. No ale spróbowaliśmy, zaryzykowaliśmy i weszliśmy.
Asia - Wcześniej wiele razy mijałam ten lokal, ale jakoś nie wchodziłam, bo wydawał mi się taki "z poprzedniej epoki"... Stare drzwi, klasyczna witryna, okienko aby kupić coś stojąc na ulicy.
Igor - Otóż to, witryna nie zachęca ale intryguje swoją archaicznością. Po otwarciu drzwi wyglądających jak te zakładane w dawnych supersamach - szkło i aluminium, weszliśmy do środka.
Asia - Lokal jest raczej wąski i długi. Od lewej strony są w nim: ściana, kanapa, rząd stolików, krzesła, przejście, krzesła, rząd stolików, kanapa, ściana.
Igor - Bar znajduje się na końcu sali. Tak na dobrą sprawę to nie wiedzieliśmy czy panuje samoobsługa czy jest jakiś kelner. Na wszelki wypadek, po tym jak się rozpłaszczyliśmy, poszedłem do baru zamówić coś na deser.
Asia - Tuż obok baru stoją dwie lodówki. Jedna z napojami, druga z ciastami: torty, szarlotka, sernik... Do tego przy barze słoiki z ciasteczkami z orzechów i pączki. Moje oczy aż pojaśniały na takie smakołyki.
Igor - W barze do tego duży wybór napojów i soków. Można też napić się świeżego soku z marchewki (szklanka 5zł). Nie wiem, ale alkoholu chyba nie sprzedają. Nie jestem do końca przekonany, bo w menu nie było a jakaś butelka piwa rzuciła mi się w oczy.
Asia - Na pewno ucieszą się wielbiciele herbat: do wyboru jest wiele rodzajów czarnych herbat. A dla kawoszy ekspres ciśnieniowy (w menu jest np. cappucino).
Igor - Gdy zamówiłem dla Asi herbatę i sernik, a dla mnie biały tort usiedliśmy przy stoliku. Pan który stał za barem powiedział, że zaraz nam to poda.
Asia - Początkowo nie zwróciłam na to uwagi, ale Pan miał jakiś obcy akcent. Dopiero jak usiadłam i rozejrzałam się po tej kawiarni zauważyłam, że w zasadzie przy każdym stoliku siedzą ludzie innej narodowości. Ciekawie to wyglądało.
Igor - Można by powiedzieć, że Bliski Wschód. Gwar panował w całej kawiarni, ale słychać było przede wszystkim język arabski. Także wielu gości paliło fajki wodne, przez co w lokalu było dość mglisto. Ale był to dość przyjemny w zapachu dym.
Asia - Fakt, dla tych którzy nie tolerują dymu dłuższa wizyta w Syrenie może być męcząca, bo na klimatyzację nie ma co liczyć. W lokalu nie dość że panuje półmrok, to jeszcze chmura siwego dymu... Klimat jak z filmów o bossach mafii.
Igor - No ale do naszego stolika podszedł pan, który wcześniej przyjął zamówienie. Postawił na stoliku filiżankę i wybraną saszetkę z herbatą. Po chwili wrócił z nałożonymi na dwa talerzyki ciastami.
Asia - Herbata marki Ahmad nie wymaga komentowania - albo się ją lubi, albo nie. Ja lubię bardzo. Na szczęście w coraz większej ilości sklepów można ją kupić. Zaś sernik? Osobiście wolę sernik pieczony, który ma temperaturę pokojową (a nie z lodówki), ale gdy za chwilkę się ogrzał był całkiem smaczny. Bardzo waniliowy, z półkruchym spodem. Do gorącej herbaty w sam raz.
Igor - Mój torcik wyglądał apetycznie. Duża porcja białego tortu z biszkoptowego ciasta, do tego dużo białej i ciemnej czekolady. Całość smaczna ale bez rewelacji. Sam bardzo lubię słodycze, ale ciasta lubię lekkie w smaku. Niestety, mój tort był trochę tłusty, a całość zapychająca. Zjadłem jednak całą porcję, bo pomimo lekkiego uczucia nadmiaru słodyczy, całość mi smakowała.
Asia - Spokojnie mogliśmy jeść nasz deser i bezkarnie rozglądać się po kawiarni. A jest na czym oko zawiesić. Przy ścianach są buteleczki, świeczniki, obrazki, lustra. Na stołach i obok stołów oraz w witrynie stoją kolorowe butelki fajek wodnych.
Igor - Ogólnie rzecz biorą to miejsce ma specyficzny klimat. Można się poczuć jak w jakimś arabskim kraju, choć niestety aktualna temperatura temu nie sprzyja. Przy stołach ludzie z róznych stron świata, rozmawiają nie po polsku, palą fajki wodne, nawet z głośników lecą hity popu z krajów arabskich.
Asia - Nie jest to miejsce na spotkanie biznesowe (chyba, że kontrahent jest Arabem), ale na spotkanie ze znajomymi zdecydowanie tak. Atmosfera jest swobodna, jest gwarno, można posiedzieć, pośmiać się. Minusem jest jednak powietrze. Wszystkie ubrania nadają się od razu do prania.
Igor - Chyba jeszcze tu wrócę, choćby po to aby spróbować fajki wodnej (szisza).

Wydatki:
Herbata 4,00 zł
Sernik 4,50 zł
Torcik 4,50 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +3
jedzenie: +3
czas: +5
wystrój: +2
czystość: +3


Ogólna ocena:

Kawiarnia Syrena
Łódź, ul. Piotrkowska 66


Wyświetl większą mapę

China Restaurant - zjeść i wyjść


Igor - W piątkowy wieczór, łażąc po sklepach na Pietrynie, zgłodnieliśmy. Uzmysłowiliśmy sobie, że nie napisaliśmy jeszcze lutowej recenzji.
Asia - A, że luty krótki, to jakoś nam tak szybko zleciało. Dla odmiany poszukiwania wolnego lokalu trwały długo.
Igor - A to, kuchnia nie taka jak byśmy chcieli, a to za daleko, a to w końcu tłoczno. I takim oto sposobem wylądowaliśmy w lokalu przy Piotrkowskiej 41.
Asia - Jeszcze nie tak dawno w tym miejscu był jakiś sklep, ale teraz mieści się tam lokal "China Restaurant", utrzymany w kolorystyce czarno-czerwonej.
Igor - Ogólnie wygląda to bardziej jak fast-food podający chińskie dania. Bo od wejścia jest jedna duża sala dla gości, a w końcu jest lada z kasą a za nią kucharz uwijający się przy wookach.
Asia - Na jednej ścianie długi pasek zdjęć z Chin, na drugiej ogromne chińskie znaki oraz wielka plazma z włączonym kanałem muzycznym. A przy oknach wysoko zawieszony blat i stołki barowe.
Igor - Tak, w telewizorze Viva, z głośników ESKA, a dookoła chińskie widoczki. No ale usiedliśmy przy jednym ze stoliczków i czekaliśmy na kelnerkę.
Asia - W zasadzie to zanim podeszła mogliśmy wybrać swoje dania, ponieważ karty dań stoją na stolikach. Ot dwie karki czerwonego brystolu przewiązane wstążeczką z nadrukowanymi daniami i cenami.
Igor - W tej karcie były 62 pozycje, w tym napoje i piwa. Jak na chiński bar, jest w czym wybierać - ryże smażone, kurczak, wieprzowina i wołowina na kilkanaście sposobów.
Asia - Do dań można wybrać sobie różnorodne dodatki od białego ryżu, przez ryż z warzywami, makaron sojowy na frytkach kończąc. Ja zdecydowałam się na kurczaka GomBao z ryżem i warzywami.
Igor - Ja nie wiedziałem co wziąć, ale postawiłem na smażony ryż z warzywami, jajkiem i wieprzowiną. Ceny obu dać dzieliła różnica 10 groszy. Byłem bardzo ciekaw skąd ona wynikała.
Asia - Warto wspomnieć w tym miejscu o cenach, bo są dość niewygórowane. Np. 11,10 zł; 11,30 zł; czy 13,20 zł. Zdążyliśmy przeczytać menu, rozejrzeć się po China Restaurant, a kelnerki nadal nie było. Zajęta była sprzątaniem po poprzednich klientach.
Igor - Każdy stolik jest spryskiwany jest jakimś środkiem czyszczącym i czyszczony szmatką. Po kilku minutach kelnerka pojawiła się przy naszym.
Asia - Przekazaliśmy nasz wybór. Pani zapytała czy życzymy sobie coś do picia. Ponieważ nie wiedzieliśmy czego się spodziewać - postanowiliśmy domówić picie później.
Igor - Po kilku minutach, kelnerka znów się pojawiła przynosząc sztućce i pałeczki.
Asia - A ja zapytałam gdzie jest toaleta. Po pierwszym wyjaśnieniu myślałam, że mam iść na zaplecze. Toaleta jest bowiem tuż obok baru, ale zamiast iść prosto do kuchni należy skręcić w lewo. Dość przestronna, z maluteńką umywalką, sporym lustrem o fatalną żarówką. Taką chyba energooszczędną, która potrzebuje kilku chwil aby się rozpalić. Tak więc dopiero jak wychodziłam światło było na tyle mocne aby poprawić chociażby makijaż.
Igor - W tym czasie na stole postawiono moje danie. Talerz, na którym średniej wielkości kopczyk ryżu, z którego wystawały kawałeczki warzyw i kilka cząstek mięsa. Niestety, wieprzowina najwyraźniej nie była za długo smażona. No więc ja siedziałem przy stole, Asi jeszcze nie było (jak i jej dania) a ja głodny nad talerzem jedzenia.
Asia - Gdy wróciłam byłam zaskoczona, że danie już jest. Tęsknie zerknęłam więc w kierunku kuchni licząc, że zaraz dostanę także moje... Wzięłam więc swoje pałeczki i delikatnie zaczęłam podskubywać danie Igora.
Igor - Jadłem sobie, ale w sumie bez rewelacji. Ot, ryż z dodatkami. Kupka ryżu znikała, a dania Asi dalej nie było. Pomyślałem - wreszcie, jest sprawiedliwość na tym świecie, bo do tej pory to ja zwykle musiałem czekać na swoje danie. Doszedłem do mniej więcej 3/4 dania, kiedy pojawiła się kelnerka z daniem Asi.
Asia - I zamarłam! Postawiony przede mną talerz był o 5 cm w każą stronę większy od Igorowego! Pół zajmował: ryż z dużymi kawałkami warzyw (brokuły, kalafior, groszek, troszkę marchewki), a drugie pół: mięso, warzywa, orzechy i sos. Gorące, parujące i ciekawie pachnące. Kilka kęsów utwierdziło mnie w przekonaniu, że trzeba było zamówić jakieś picie. Danie było delikatnie pikantne. Na szczęście Igor skończył swoją porcję i zaczął mi pomagać. Taka ilość i takie przyprawy są idealne dla kobiety o wilczym apetycie.
Igor - Szkoda, że nasze dania nie zostały przyniesione jednocześnie - prawdopodobnie zamienilibyśmy się daniami.
Asia - Powoli, powoli... uporaliśmy się z kurczakiem GomBao. Ciekawie chrupało się kawałki orzeszków ziemnych. Całość oceniam smacznie. A w tej cenie nawet bardzo smacznie.
Igor - Jako że moje danie było mniejsze, ja czułem pewien niedosyt. Dlatego tez po zakończeniu mojej porcji podjadałem od Asi warzywka i mięso.
Asia - Był piątek, wieczór. Za oknem snuły się grupki klubowiczów. A wewnątrz China Restaurant były wolne stoliki. W sumie się dziwię, bo zamiast jeść kanapkę czy kebab to chyba lepiej wejść i przekąsić coś tanio tutaj.
Igor - Tanio, na talerzu i metalowymi sztućcami. Można się najeść.
Asia - Komu polecić ten lokal? Wszystkim, którzy muszą coś szybko zjeść na mieście. Biznesowa kolacja tam średnio pasuje, ale już niezobowiązujący lunch aby porozmawiać o czymś zawodowym - tak.
Igor - Ot, wejść, za niewielkie pieniądze zjeść i wyjść. Poza posiłkiem, nie należy od tego baru za wiele wymagać. Wyszliśmy więc i poszliśmy na deser...

Wydatki:
Kurczaka GomBao z ryżem i warzywami 11,10 zł
smażony ryż z warzywami, jajkiem i wieprzowiną 11,20 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +1
jedzenie: +4
czas: +3
wystrój: +3
czystość: +4


Ogólna ocena:

China Restaurant
Łódź, ul. Piotrkowska 41
tel. 042-634 26 51


Wyświetl większą mapę

29 sty 2009

Filmowa Showtime - w towarzystwie gwiazd


Asia - W grudniowym głosowaniu wskazaliście, że w tym miesiącu mamy odwiedzić restaurację Filmową Showtime.
Igor - Nazwa dość ciekawa, ale w pełni uzasadniona jeśli weźmiemy pod uwagę lokalizację - ul. Łąkowa 29 to dawna Wytwórnia Filmów Fabularnych w Łodzi.
Asia - No tak... lokalizacja. W zasadzie bez samochodu nie ma jak się tam dostać. Chyba, że ktoś ma ochotę się przespacerować od Dworca Łódź Kaliska lub od szpitala WAM / hotelu Qubus.
Igor - No niestety, lokalizacja nie jest za dogodna dla niezmotoryzowanych. Dla samochodziarzy jest parking, na który bez problemu można wjechać zarówno od strony Łąkowej jak i Mickiewicza.
Asia - Ponieważ wybraliśmy się do Filmowej po zmroku to trochę na czuja podeszliśmy do drzwi, z których ktoś przed momentem wyszedł.
Igor - Przed drzwiami jakaś sztaluga, na które wypisane sceny - godziny podawania śniadań, obiadów i innych posiłków. Najważniejsze, zjeść można w Filmowej tylko do godziny 22:00.
Asia - Drzwi jedne, przedsionek, drzwi drugie, czarna kotara. Weszliśmy do hallu, gdzie po lewej stronie zauważyliśmy dywan z napisem "Filmowa Showtime". I wielkie drewniane, białe drzwi.
Igor - Przed drzwiami kolejny napis Filmowa Showtime. Nie mieliśmy wątpliwości, to tutaj. Weszliśmy do środka...
Asia - Wewnątrz panował półmrok. Ciemna podłoga, czarne stoliki, szare krzesła, białe serwery, punktowe oświetlenie, film wyświetlany na ścianie i niebo na ścianach... A w zasadzie ciemne kotary z mnóstwem małych lampeczek. Pierwsze wrażenie zdecydowanie na plus.
Igor - Wrażenie wejścia do jakiegoś klubu nie restauracji. Ale pozytywnie.
Asia - Wybraliśmy sobie stolik, z którego widzieliśmy i bar, i wyświetlane filmy i słupy ogłoszeniowe obklejone plakatami reklamowymi różnych filmów. Jeśli chodzi o wystrój to robi fajne, trochę klubowe wrażenie. A co najważniejsze jest spójny.
Igor - Ledwo usiedliśmy podszedł do nas kelner i podał nam menu. Formatu A4, na srebrnym, połyskującym papierze.
Asia - Jednak zawartość już nie była taka oszałamiająca. 10 różnych śniadań, serwowanych do godziny 12.00, 7 przystawek (11-20 zł), 4 zupy (10-12 zł), 7 dań gorących (od 28-38 zł), 6 deserów (11-16 zł) i pokaźna ilość trunków: wódki czyste, smakowe, gatunkowe, drinki. Słowem do picia każdy coś powinien znaleźć.
Igor - Pora była już taka, że obiadów nie podawano, więc skupiliśmy się na "daniach gorących". Wybierać mogliśmy spośród siedmiu posiłków - dwa z polędwiczek, eskalopki, pierś kurczaka, dwie rybki i frykas.
Asia - Ja zdecydowałam się na polędwiczki wieprzowe na dziko. Na moją decyzję wpłynął dodatek: ryż z kaszą. Byłam ciekawa takiego połączenia. W zestaw wchodził jeszcze mix jarzyn.
Igor - Mnie na wstępie żadne z dań jakoś nie zachęciło. Postanowiłem wyeliminować to na co ochoty nie miałem i tak został mi do zamówienia frykas wieprzowy z sosem korniszonowym z ziemniaczkami. Dodatkiem do dania miała być sałatka z buraczków.
Asia - Kelner przyszedł w dobrym momencie. Ja do swojego dania poprosiłam herbatę z cytryną, a Igor piwo.
Igor - Zamówiłem Pilsner Urquell, a sam poszedłem do toalety aby umyć ręce i zrobić trochę miejsca na napój. Kelner kiedy zobaczył że kieruję się w stronę wyjścia (do toalety wchodzi się z "klatki schodowej", z tej samej z której wchodzi się do restauracji), podał mi metrowej wysokości maskotkę.
Asia - Igor wyglądał na dość zaskoczonego, ale chyba kelner wiedział, że goście tak reagują, więc szybko wyjaśnił, że to po to aby klucza nie zgubić.
Igor - Poszedłem i stanąłem przed drzwiami, na których były napisy: na jednych "homo", na drugich "hetero". Wziąłem sobie do serca łaciński napis człowiek, i tam wszedłem. Tak coś czułem, że wybrałem niemęską toaletę, ale trudno. Niestety, całość zbytnio czystością nie świeciła. Daruję szczegóły, bo będę pisał jeszcze o jedzeniu. Chwyciłem maskotkę pod ramię i wróciłem na salę. A tu barman spieszy do mnie z niedobrą informacją - Pilsner Urquell brak, jest tylko Tyskie i Lech.
Asia - Postanowiłam umyć ręce, więc przechwyciłam maskotkę od Igora. Zanim wyszłam z restauracji kelner rzucił: "homo". I co się okazało, damska toaleta nazwana jest "homo", ponieważ kobiety są homogeniczne, a męska "hetero" - od heterogeniczności (wyjaśnienie wg. kelnera). Toaleta utrzymana była w kolorystyce czarno-biało-papierowej. Na podłodze walały się resztki papieru, brudna umywalka, pochlapane lustro... Zupełnie jakby przed chwilą zakończyła się impreza i nie zdążyli sprzątnąć.
Igor - A ja w tym czasie siedziałem przy stoliku i się rozglądałem. Na dwadzieścia stolików zajęty był... jeden. Sala ładna, przestronna, siedzisk na około 80 osób - czyli można organizować imprezy. W jednym narożniku scena - tymczasowo postawiona na niej sofa/szezlong, z dużą białą kartką reklamującą producenta tego mebla (mało estetyczne). W drugim narożniku bar, dobrze zaopatrzony w alkohole, bardzo miło podświetlany. Do tego w sali był jeden ekran, a na innej ścianie ten sam film wyświetlany z rzutnika. Z głośników leciał soundtrack - muzyka z wyświetlanego filmu.
Asia - Gdy wróciłam i oddałam lalkę, kelner podał nam "poczekajki". Dwie kromeczki bagietki z jakąś pastą... niestety nie byłam w stanie rozpoznać poszczególnych składników. Ale całość smaczna.
Igor - W menu zainteresowała mnie wzmianka "wszelkie zamówienia realizujemy w ciągu 20 minut". Nie wiem z jakiego powodu, ale my na nasze posiłki czekaliśmy tych minut 35.
Asia - Kelner podał nam najpierw napoje, chwilę później dania, a po minucie doniósł nam jeszcze nasze dodatki. Znaczy się moje warzywa - dał Igorowi, a jego buraczki przypadły mnie.
Igor - Bez różnicy, powiem że nawet wolę jarzynki robione na parze. Wszystko przyjemnie parowało i pachniało. Frykasik może lekko mało przyprawiony, ale cała reszta pyszna. Kartofelki w kształcie kul, były miękkie ale się nie rozpadały.
Asia - Ja miałam mięso w miarę ciepłe, polane dwoma różnymi sosami, z dekoracją i jednocześnie dodatkiem do mięsa - pomarańczą. A ryż i kasza? Uformowane były w zgrabny stożek. Górną jego część stanowił ryż, dolną zaś kasza. Całość ciekawa w smaku, ale nie powalająca.
Igor - Po zjedzeniu całości czułem pewien niedosyt. Mięso nijakie, ziemniaczki fikuśne ale mało, jarzyny pyszne. Postanowiłem, że wypróbujemy "Filmową" z deserów.
Asia - Mnie już wcześniej, podczas wybierania dań, w oko wpadł sorbet malinowy z likierem Passosa.
Igor - Mnie skusiło ciasto czekoladowe i miodowe z sosem. Byłem bardzo ciekawy tej kombinacji smakowej.
Asia - Na desery nie czekaliśmy długo, ale zaczęliśmy czuć chłód. Może od okien, może od drzwi, ale chłodno się zrobiło. Po kilku minutach kelner postawił przed Igorem duży, kwadratowy talerz z ciastem, a mnie trójkątną szklaneczkę z małymi kuleczkami sorbetu malinowego, obficie skropionego Passosa.
Igor - Miód w gębie, to mało powiedziane. Dwa kawałki ciasta, po jednym miodowym i czekoladowym. Wszystko oblane sosami o tych samych smakach. Wszystko wybornie słodkie, ale całe szczęście nie za słodkie.
Asia - Po takim deserze nie mieliśmy już miejsca na nic więcej. No chyba, że skorzystalibyśmy z kilku kanap ustawionych w Filmowej.
Igor - Trochę trwało zanim kelner zauważył, że próbuję go poprosić o rachunek. No ale w końcu się udało. Kelner po chwili przyniósł na podstawku rachunek i położył przede mną. W sumie przejedliśmy 94 złotych.
Asia - Z jednej strony sporo, ale z drugiej Filmowa, to raczej nie jest lokal na codzienne kolacje. Wydaje mi się, że warto tam zajrzeć większym gronem, przekąsić coś, napić się, obejrzeć wspólnie film. Czyli lokal, taki właśnie klubowy. Nie wiem czy są tam regularne imprezy, ale lokal można sobie wynająć na wesele, komunię czy urodziny.
Igor - Nie wiem też jak ten lokal wygląda za dnia - czy są pozapalane gwieździste lampeczki na kotarach. W pobliżu jest biurowiec, więc pewnie lunche czy też spotkania biznesowe są tu nierzadkie. Lokal także nadaje się na oryginalną randkę z degustacją wymyślnych trunków.

Wydatki:
Polędwiczki wieprzowe na dziko 32,00 zł
Frykas wieprzowy 28,00 zł
Sorbet malinowy 11,00 zł
Ciasto czekoladowe i miodowe 12,00 zł
Herbata 4,00 zł
Piwo 7,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +3
jedzenie: +3
czas: +3
wystrój: +5
czystość: +4


Ogólna ocena:

Restauracja Filmowa "Showtime"
www.filmowa.eu
Łódź, ul. Łąkowa 29
tel. 042-634 21 23


Wyświetl większą mapę

29 gru 2008

Orfeusz - nie był kucharzem


Asia - Listopadowa ankieta była bardzo wyrównana. Z dwóch lokali z czołówki: Orfeusza i Cafe Lulu; zdecydowaliście, że powinniśmy odwiedzić właśnie restaurację przy Narutowicza.
Igor - Mroźny wieczór sprawił, że z przyjemnością weszliśmy do ciepłego lokalu. Po otwarciu pierwszych drzwi, obok których znajduje się bankomat, weszliśmy do przedsionka. Chwila konsternacji, czy aby to dobre drzwi. W środku pełno luster, małe okienko niczym od kasy biletowej i... zero ludzi. W końcu korytarzyka widoczne jedynie wejścia do toalet.
Asia - Kilka niepewnych kroków do przodu upewniło nas, że jednak dobrze weszliśmy. Weneckie lustra ustawione w "przejrzystą stronę" do nas pozwoliły nam zajrzeć do wnętrza i jednocześnie pozostać niezauważonymi przez kelnerów.
Igor - Nie wiem czemu miał służyć ten zabieg z lustrami, ale cóż, poszliśmy dalej. Weszliśmy na przestronny dobrze oświetlony hall, z którego widać było cały lokal, bar i wejścia do różnych przyciemnionych salek.
Asia - Zza baru wyłoniła się kelnerka. Przezornie zapytaliśmy o salę dla niepalących. Jest to pierwsza salka po lewej stronie. Dość ciemna, której jedna ze ścian jest oknem na ul. Narutowicza.
Igor - Ogólnie większość ścianek, także tych oddzielających salki, jest przeszklonych. W niektórych z nich stoją stroje z "pewnej sztuki".
Asia - Czyli wystrój taki teatralny. Wszak tuż obok Teatr Wielki. Gdy już usiedliśmy podeszła do nas kelnerka i podała karty. Zapaliła też świeczkę-podgrzewach na stole i odeszła.
Igor - Menu długie, wąskie złożone na 3. Do wyboru zakąski, zupy, makarony, sałatki, dania główne, desery oraz napoje w tym alkoholowe.
Asia - Co ciekawe bardzo różne są ceny tych dań. Najdroższa zakąska 29 zł, a najdroższe danie z makaronu 28 zł. Pobieżna lektura w sumie niewielkiej ilości dan pozwoliła mi zdecydować się na farfalle - makaron z kurczakiem i pieczarkami w sosie śmietanowym.
Igor - W menu wszystkie pozycje są opisane w dwóch językach - po polsku i pod spodem po angielsku. Ja po lekturze karty dań zdecydowałem się na sałatkę cesarskę z grillowanym kurczakiem i cebulką.
Asia - Mimo iż było zimno, więc naturalną do picia byłaby herbata lub wino... W menu dojrzałam jednak sok marchwiowy. Zapytałam kelnerkę czy to ten jednodniowy. Jakieś było moje zaskoczenie gdy usłyszałam, że mają sokowirówkę i sok jest świeżo wyciskany!
Igor - Ja nie miałem ochoty na napój. Stwierdziłem, że jeśli już coś, to po posiłku. Kiedy kelnerka odeszła, ja udałem się do toalety, którą widziałem przy wejściu do restauracji.
Asia - Ja w tym czasie porozglądałam się po Orfeuszu. Najbardziej oświetlona, środkowa część lokalu to część barowo-kawiarniana: wyściełane tkaniną krzesła, owalne stoły. Od niej odchodzą trzy sale z kwadratowymi stołami z obrusami (a w zasadzie serwetami) i drewnianymi krzesłami - to wygląda na część restauracyjną.
Igor - A kibelek? Schludny, czysty, ale jakiś taki nijaki. Ponadto osoby niepełnosprawne lub mające problemy z motoryką raczej z toalety nie skorzystają - tron jest faktycznie niczym tron, trzeba do niego dojść po kilku metalowych schodkach. Ale ja wszedłem tylko umyć ręce, mydło było sympatycznie pachnące. Zaraz wróciłem do stolika.
Asia - Chwilę po tym jak Igor wrócił kelnerka przyniosła mój sok, a zaraz po tym sztućce i nasze dania. Nie minęło 6 minut od złożenia zamówienia!
Igor - Szok! Szybko, za szybko! To nie miało prawa być przygotowane specjalnie dla nas, od razu nabraliśmy podejrzeń że wszystko zostało odgrzane w mikrofalówce.
Asia - Żeby nie było - nie podejrzewam, że gdy zamawiam makaron w restauracji to jest on dopiero gotowany, choć czasem czas oczekiwania na potrawę na to wskazuje. Ale tak szybkie podanie dań z mięsem sugeruje, że nawet mięsa są usmażone wcześniej. Ile wcześniej? Nie wiadomo.
Igor - Mój kurczak był pyszny w smaku, ale gdy ugryzłem dopiero w środku był gorący. Jednocześnie całość dość gumowata. Dobrze że choć dwie podane grzanki były ciepłe i chyba przygotowane dla mnie. Reszta sałatki... no cóż sałata dość chrupka, ale ten majonez którym była oblana, jakiś taki niepewny. Zjadłem całość, bo byłem głodny, ale na nic więcej apetytu już nie miałem.
Asia - Ja dostałam głęboki talerz z makaronem "kokardki", sporą ilością pieczarek, troszkę grillowanego kurczaka i całkiem smaczny sos śmietanowy. Całość zjadliwa, smaczna, bez jakiegoś zachwytu... Zjadłam. I tyle. Nawet tę suszoną pietruszkę, którą całość była posypana.
Igor - Po takim daniu, nie miałem już ochoty na jedzenie, na nic w tym lokalu. Myślałem że zjem coś lekkiego i pysznego, a dostałem coś co sprawiło uczucie połkniętego kamienia.
Asia - Spędziwszy więc niespełna 20 minut, postanowiliśmy wyjść. Poczekaliśmy kilka minut aż kelnerka zauważy, że skończyliśmy i poprosiliśmy o rachunek.
Igor - Całkiem spory jak na przekąski, które zjedliśmy. W tym czasie słuchałem muzyczni płynącej gdzieś w tle... no i nawet to jakos się nie udało - płyta się zacięła, a obsługa zauważyła problem dopiero po dłuższym czasie.
Asia - Dla kogo to może być lokal? Może dla tych co czekają na jakieś przedstawienie w teatrze, może na pogawędkę i lekturę prasy, bo koło wejścia stoi stojak (jakości kawy nie sprawdzałam!). Raczej nie na studencką kieszeń, ale i spotkania biznesowego tam nie wizę. Szybciej jakieś imprezy zamknięte. Wesela, komunie itp.
Igor - Może dla "klientów" pobliskiego sądu? Z pewnością nie jest do lokal z dobrym jedzeniem.

Wydatki:
Farfalle con pollo 19,00 zł
Sałatka cesarska 22,00 zł
Sok z marchwii 5,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +4
jedzenie: -2
czas: +2
wystrój: +4
czystość: +5


Ogólna ocena:

Restauracja Orfeusz
Łódź, ul. Narutowicza 43
tel. 042-631 98 06
www.restauracja-orfeusz.pl


Wyświetl większą mapę

26 lis 2008

U Chochoła - do gór daleko


Asia - Zorientowaliśmy się, że zbliża się koniec miesiąca dlatego skierowaliśmy nasze kroki na Piotrkowską 200 do Niebieskich Migdałów.
Igor - Ponieważ jednak byliśmy głodni, weszliśmy najpierw do restauracji karczmy "U Chochoła" aby coś przekąsić.
Asia - Wybraliśmy dobry dzień, bo u Chochoła było prawie pusto, więc bez problemów wybraliśmy sobie stolik w kącie, myślami już będąc kilka metrów dalej...
Igor - Tak, to miał być szybki posiłek przed relaksem... ale o nim później.
Asia - Zaraz po tym jak zasiedliśmy, podszedł do nas kelner i podał karty dań.
Igor - Są dość osobliwe, bo poza szeregiem kartek jest też gruba na kilka centymetrów deska, która jest jednocześnie "ostatnia kartką" tegoż menu.
Asia - Moje menu zaczynało się od wierszyka, o tym jaki to fajny lokal, jak dobrze żywią, że imprezy zamknięte można organizować i takie tam. Potem zaczynały się kartki z daniami... na specjalne zamówienie, dla kilku osób, zakąski, polewki, i na stół "wół podany może być" i "ptaki tyż są" - słowem menu w klimacie.
Igor - Ogólnie cała knajpa stylizowana jest na góralską. Na ścianach wiszą ciupagi, skóry itp. Stoły i ławy są drewniane.
Asia - Podszedł do nas kelner. Zanim złożyłam zamówienie upewniłam się, że na wybrane przeze mnie pierogi nie będę długo czekać. Usłyszałam, że to potrwa ok. 10 minut. Zamówiłam więc 8 sztuk pierogów z kapustą i grzybami.
Igor - Ja kierując się tym samym, wybrałem gołąbki 3 sztuki. Troszkę się zastanawiałem czy to wystarczy. Kelner spytał, czy do tego życzyłbym sobie ziemniaki z wody, lub kopytka. Podziękowałem i poprosiłem o chleb. Kelner dopytał się jeszcze ile sztuk, a także zaproponował kapustę zasmażaną. Jako że lubię gołąbki, ale same w sobie, nie zdecydowałem się już na żadne dodatki.
Asia - Za picie też podziękowaliśmy, wszak czekała na nas pyszna herbata za kilka minut... Po chwili kelner wrócił z trzema(!) kompletami sztućców w koszyczku oraz darmową przystawką: w koszyczku stały dwa pojemniczki, jeden z twarożkiem ze szczypiorkiem, drugi z smalcem. Do tego z boku dwie pajdki chleba. O ile twarożek był smaczny, tak smalec... cóż jadałam lepszy. Ten był bez smaku, prawie bez skwarek.
Igor - Zjadłem swoją pajdę chleba z twarożkiem. Był smaczny, choć jak na mój gust nieco bez smaku, a szczypiorek jakby mało aromatyczny. Kiedy zjadłem, stwierdziłem że pójdę do toalety. Trafić tam było dość prosto, bo wejście do korytarzyka jest niemal na środku sali. Sama toaleta (jednyna w lokalu) schowana jest za drewnianymi drzwiami. W środku... miszmasz. Z jednej strony wszystko wzorowane na góralskie klimaty, a z drugiej szklany "dizajnerski" zlew w kształcie leja. Nad głową głośnik z którego płynie góralska muzyka, taka sama jak w całym lokalu.
Asia - W tym czasie z kuchni przyszła kelnerka z dwoma talerzami i koszyczkiem ze sztućcami. Postawiła to przede mną z tekstem: "te gołąbki i pierogi to dla pani?". Odbąknęłam, że jestem jeszcze z kimś, ale pani już nie było. Poczekałam więc aż Igor wróci i pozwoliłam mu wybrać sobie jeden z pięciu kompletów sztućców, które mieliśmy na stole.
Igor - Kiedy przyszedłem, na stole stały już talerze z potrawami. No i się nieco zdziwiłem. Poza pięcioma parami sztućców, zaskoczyła mnie też wielkość mojej potrawy. Specjalnie pytałem się kelnera czy są to "gołębie", czy bardziej "wróble", jakiej one są wielkości, mógł powiedzieć że sprzedają gołąbeczki. Trzy małe kawałki z zawartością mięsa porównywalną do paluszków rybnych. Całość oblana smacznym, gęstym sosem pomidorowym. Same gołąbki też niczego sobie - miłe w smaku, bez jakichś szczególnych odchyleń od normy. Ani za słone, ani za kwaśne, ani też za gorące.
Asia - Moje pierogi zajmowały zaś cały talerz! Osiem dużych pierogów, z dość grubego ciasta, w środku ze smacznym farszem. Szkoda, że letnim. Gdy jadłam ostatniego pieroga był już zimny.
Igor - W czasie gdy jedliśmy, z restauracji wyszedł kelner który nas obsługiwał. Na całą salę została jedna kelnerka.
Asia - To co przykuło moją uwagę to jej wyjątkowo modernistyczne kierpce... znaczy się japonki. OK, jeśli jej wygodnie to nie ma problemu, szkoda tylko, że gryzło się to z góralską spódnicą i resztą góralskiego stroju.
Igor - Może kelnerka miała problemy ze wzrokiem? To by wiele tłumaczyło - nie widziała że wchodzą nowi klienci, nie widziała też że my skończyliśmy i coś od niej chcemy. A zwyczajnie, chcieliśmy już wyjść z tej karczmy, bo gości przybywało niestety także tych palących.
Asia - Ubraliśmy się zatem i podeszliśmy do kasy aby uregulować rachunek. Całe 27 zł. Jednak po wydrukowaniu paragonu okazało się, że 29 zł... skąd te 2 zł więcej? Za dwie pajdy chleba które Igor zamówił, a nie dostał... Chyba, że to ta przystawka była płatna.
Igor - Nie chciało mi się tego wyjaśniać, ale niesmak pozostał. Tym bardziej, że zapytana kelnerka kompletnie nie była w stanie odpowiedzieć na moje pytanie. To nic, że to ona osobiście przynosiła nam potrawy, swoja niewiedzę tłumaczyła jednym - to kolega przyjmował zamówienie. Machnąłem ręką i wyszedłem, aby dogonić Asię.
Asia - Wyszłam z karczmy. Nawet najedzona. Ale niezadowolona: z obsługi, z palących obok klientów, z rachunku. Wątpię abym tam wróciła.
Igor - Może to i dobre miejsce na zjedzenie jakiegoś dania, ale to niestety wszystko. Zabiegi jakie czynią właściciele, aby ustylizować miejsce na góralskie, jest jak dla mnie niewystarczające, aby z nędznego miejsca zrobić knajpę z klimatem.
Asia - Dla kogo to lokal? Może dla wielbicieli góralskich klimatów? Ale chyba są lepsze pod tym względem karczmy w Łodzi. Dla wielbicieli polskiego jedzenia? Też są lepsze lokale w tym zakresie.
Igor - Jak ktoś lubi posłuchać góralskiej muzyki z płyty, pooglądać góralskie kapelusze i ciupagi, posiedzieć na niewygodnych ławach... Polecamy!

Wydatki:
8 pierogów 10,00 zł
3 gołąbeczki 17,00 zł
2 pajdy chleba 2,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: -3
jedzenie: +3
czas: +3
wystrój: +3
czystość: +3


Ogólna ocena:


Restauracja Karczma "U Chochoła"
Łódź, ul. Piotrkowska 200
tel. 042-637 09 19
www.uchochola.pl


Wyświetl większą mapę

27 sie 2008

Sioux - dziki zawód


Asia - Środa, popołudnie, zakupy... Koniec końców troszkę zgłodnieliśmy.
Igor - No nawet troszkę bardziej niż troszkę. Dlatego jak już znaleźliśmy się w Manufakturze, stwierdziliśmy że można coś tu przekąsić.
Asia - Przeszliśmy aż od kina do "food court" - zdecydowaliśmy przysiąść w ogródku sieciowej restauracji Sioux.
Igor - I tu, aby być uczciwym, należy powiedzieć że restauracjach Sioux byliśmy już parokrotnie. Chyba z dwa razy w lokalu przy ul. Piotrkowskiej i tyle samo razu w tym Manufaktorowym.
Asia - Nie zdarzyło się przy tym żebyśmy trafili do pustego lokalu. Zawsze zajętych jest tam więcej niż połowa miejsc. Na szczęście w ogródku znalazł się stolik dla nas. Chwilę po tym jak usiedliśmy podeszłą do nas kelnerka z menu.
Igor - Tak stolik... jeden z wielu stolików. Jeden z za wielu stolików. Aby do niego dojść, trzeba było przeciskać się między wieloma innymi stolikami i ustawionymi wokół nich krzesełkami, przeskakując przez podpory do stojących parasoli. A przy samym stoliku, w sam raz aby usiąść i siedzieć. O wstawaniu już mowy nie ma, bo oparcie krzesełka przyblokuje krzesełkiem klient za moimi plecami.
Asia - Ale na szczęście mieliśmy miejsce. Jak na te warunki nawet wygodne. No może poza tymi lampkami na środku - na każdym stole jest lampka, której nie da się przestawić, więc zerkaliśmy na siebie raz z prawa raz z lewa wybierając dania z menu.
Igor - I to nie jest wymysł tylko tej restauracji i tylko ogródka. Za każdym razem, te lampki stawały pomiędzy nami.
Asia - Wróćmy jednak do jedzenia i obsługi. Ponieważ byliśmy dość głodni zależało nam na daniu które dostaniemy szybko, lub na jakiejś przekąsce na początek.
Igor - A kelnerka pojawiła się po około 5 minutach od naszego przyjścia. Troszkę zacząłem się niecierpliwić że tak długo. No ale dobra kelnerka, to już połowa sukcesu knajpy. Była uśmiechnięta i od razu zaproponowała nam coś do picia. My wiedzieliśmy, że musimy coś zjeść na szybko, spytaliśmy się jej co może nam polecić.
Asia - Dziewczyna rozpoczęła wymienianie przystawek na ciepło... stanęło na porcji pieczywa czosnkowego oraz porcji z serem. Nawet nie wybraliśmy napojów - chcieliśmy aby te tosty trawiły do nas. Gdy kelnerka odeszła zaczęliśmy wybierać właściwe dania.
Igor - Co by tu wybrać? Menu Siouxa słynie z nietuzinkowych nazw. To już któryś raz, kiedy spotykamy się w menu z jakimiś wymyślnymi nazwami dla zwykłych dań. Nie wiem czemu ma to służyć, chyba tylko pokazaniu jak bujną wyobraźnię ma twórca takiej karty dań.
Asia - Takie wymyślne nazwy są także m.in. w HollyŁódź. Ja w Sioux wybrałam "lot orła stepowego" czyli filet z kurczaka grilla z frytkami i surówką. Brzmiało ciekawie.
Igor - Ja kierowałem się opisami, a nie tymi nazwami. Ale wziąłem tez pod uwagę, w jakiej knajpie jesteśmy... dziki zachód to także Meksyk. Wybrałem zatem meksykańskie danie Fajitas de cerdo, czyli kawałki marynowanego mięsa smażonego z cebulą, papryką, przyprawą meksykańską, podawane na gorącej patelni z sosami i dwoma tortillami na ciepło w koszyczkach.
Asia - Gdy wybraliśmy dania, na stole pojawiły się koszyczki z naszą ciepłą przystawką. 4 grube kromki, przyjemnie przysmażone, z odrobiną sera, delikatnie chrupiące. Kelnerka przyjęła od nas zamówienie na główne jedzenie i zostawiła nam jedno menu - gdybyśmy chcieli coś domówić.
Igor - Pieczywo czosnkowe było wyśmienite. Chrupiące, delikatnie nasmarowane czosnkiem, a ser przyjemnie przypieczony. Trochę szkoda, że te koszyczki takie dziurawe, bo zostawiłem pełno okruszków na stole. Niemniej, palce lizać.
Asia - Myślałam, że napiszesz coś o menu, ale widać tak przyjemnie wspominasz to smaczne pieczywo, że wyleciało Ci z głowy. A słówko o menu trzeba napisać... Niestety, widać że nie wytrzymuje ono próby czasu i ilości klientów. Wprawdzie okładki są drewniane, więc dużo im nie zaszkodzi, ale papierowe kartki z metalowymi narożnikami po prostu odpadają.
Igor - No faktycznie, menu wyglądało nieapetycznie. W przeciwieństwie do pieczywka. No ale wszystko co smaczne, szybko znika. Równie szybko pojawiła się kelnerka, która z uśmiechem na twarzy zapytała, czy już zdecydowaliśmy co do picia.
Asia - Tradycyjnie wybrałam wodę - gdyby danie było za ostre, mam czym przepłukać kubeczki smakowe; gdy niesmaczne, zapycham sobie żołądek wodą.
Igor - Ja wybrałem ice tea. Zaraz po tym udałem się do toalety. No i powiem wam, że równie oryginalnej jeszcze nie widziałem. Niby nic specjalnego, ale wchodzi się przez skrzypiące zablokowane zablokowane dość oryginalną zasuwką/skobelkiem zamiast klamki. W środku, pierwsze pomieszczenie to umywaleczka - mała, ale kran idealnie po środku. Niby głupi szczegół, ale mało to knajp w których kran jest na wysokości zewnętrznej krawędzi umywalki? I jak tam się nie pochlapać? Następne drzwi prowadzą do półokrągłego pomieszczenia z pisuarem. A następne pomieszczenie, znajduje się na końcu tego ślimakowatego pomieszczenia. Ślimakowatego, bo po toalecie łazi się jak po wnętrzu skorupy ślimaka. Wszystko czyste i pachnące.
Asia - Damska toaleta to raczej jaskinia. Duża owalna przestrzeń z muszką po jednej stronie i umywalką po drugiej. To chyba pierwsza toaleta w której poza lustrem nie ma ani jednej linii prostej (ściany łączą się łukiem z sufitem - całość wygląda jak wnętrze jaja).
Igor - Kiedy wróciliśmy, zaraz po tym przyszła kelnerka i postawiła przed nami nasze dania. Życzyła smacznego i zostaliśmy sami. Ja z gorącym talerzem i z koszyczkiem obok, a Asia ze swoim talerzem i trzema sosami.
Asia - Na moim talerzu była ogromna pierś "orła", troszkę frytek, trzy surówki i pita w kształcie gwiazdy. Rozpoczęłam od surówek (smakowały jak kupne) bo widziałam że cieknie z nich sok... a nie ma nic gorszego niż podmoknięte frytki. Niestety, jadłam zbyt wolno i każda kolejna frytka nasiąkała coraz mocniej sokiem z buraczków/ białej kapusty. Co do mięsa to mogę powiedzieć, że było. Cienkie, delikatnie wysmażone. Bez rewelacji smakowych, ale smaczne. Sosy były zjadliwe, nie jakoś specjalnie zachwycające - konsystencja gęsta, smak całkiem-całkiem; szkoda tylko, że miały zaschniętą skórkę na górze.
Igor - Natomiast moje danie, to niestety porażka. Liczyłem na coś pysznego, a dostałem jakieś leczo ze skrawkami wypieczonej shoarmy. Wszystko strasznie ciężkie w smaku. Cebula, papryka i sos - to główne składki tego dania. Gdybym szedł na popijawę, z dużą ilością alkoholu, to pewnie takie jedzenie by mnie uratowało, ale tym razem chciałem coś mniej ociekającego tłuszczem. Dodatkowo moje tortille, które podano mi na osobnym koszyczku, mimo że miały być ciepłe, to już w chwili podania były chłodne. Mieszałem widelcem i wybierałem co lepsze kąski. Nawet ciekawa forma podania dania - na gorącym grubym talerzu, nie sprawiała że mi bardziej smakowało. Ale i tam bym pewnie nie dał rady zjeść wszystkiego, fakt bo porcja była naprawdę duża.
Asia - Ja swoje danie skończyłabym pewnie dużo wcześniej gdyby nie pita... Dość niewyrośnięta, dość gumowata. Słowem jeden kęs żułam przez ponad minutę. Jedzeniowo nie byłam usatysfakcjonowana. Ale obsługa - bez najmniejszych zastrzeżeń. Gdy jedliśmy kelnerka podeszła i mimochodem zapytała czy nam smakuje. Odmruknęliśmy coś przeżuwając swoje porcje.
Igor - Czy się najadłem? Nie. Czy zjadłbym coś więcej? Też nie. W ustach i w brzuchu czułem rozlewający się tłuszcz mojego dania. Jedyny smaczny element, to ta "meksykańska przyprawa", ale to trochę mało na uratowanie spapranego dania. Dlatego też, gdy przyszła kelnerka spytać się, czy może mamy ochotę na deser, podziękowałem i poprosiłem o rachunek.
Asia - Kelnerka zapytała czy chcielibyśmy zapłacić kartą czy gotówką. Ponieważ wybraliśmy kartę, dziewczyna zniknęła w lokalu i wróciła z przenośnym terminalem. Wreszcie lokal gdzie nie trzeba chodzić do baru czy na zaplecze (vide: Wielki Mur), zwłaszcza, że w Sioux ciężko się poruszać.
Igor - No właśnie, wnętrze jest dość ciasne, co sprawia że osoby tu siedzące mogą się czuć nieco skrępowane i jak na jakiejś stołówce. Trzeba przyznać, że dekoratorzy włożyli wiele wysiłku w stworzenie fajnego klimatu. Właściciel chyba tez włożył sporo funduszy, które teraz za wszelką cenę chce odzyskać, maksymalnie dużą ilością stolików na metr kwadratowy.
Asia - Ale ilość przebywających tam ludzi o czymś świadczy. Być może my tylko trafiliśmy w środku tygodnia na niezbyt smaczne dania? Nie przekreślam tej knajpy, bo kilka razy jedliśmy już tam bardzo smaczne rzeczy. Jednak poleciałabym ją bardziej na wypad z kumplami niż na romantyczną kolację czy posiedzenie z dziećmi.
Igor - Ja wolę Siouxa na Piotrkowskiej, bo tam faktycznie jedliśmy smacznie. No ale teraz musi upłynąć sporo wody w Łódce, abym zapomniał smak jedzenia w Sioux.

Wydatki:
Podniebny lot orła stepowego 19.90zł
Fajitas de cerdo 23.90zł
Pieczywo czosnkowe z serem 7.90zł
Pieczywo czosnkowe 5.90zł
Ice Tea 0,25l 3.50zł
Woda 0,25l 3.00zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: 5
jedzenie: -2
czas: 4
wystrój: 5
czystość: 5


Ogólna ocena:


Restauracja „Sioux”
Łódź, Manufaktura
tel. 0-42 632 33 80
www.sioux.com.pl


Wyświetl większą mapę

10 lip 2008

Wielki Mur - pusto tu


Asia - W ubiegło-miesięcznej sondzie, większość osób wskazała nam, abyśmy poszli do chińskiej restauracji Wielki Mur.
Igor - Szliśmy tam zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewać. Żadne z nas tam nigdy nie gościło i na dobrą sprawę, wiedzieliśmy tylko że to jedna ze starszych knajp w Łodzi serwujących orientalne jedzenie.
Asia - Okolica zupełnie nie imprezowa, choć przy pobliskim skrzyżowaniu są dwie małe restauracje: Sezam i Tradycja. Poszliśmy więc do Wielkiego Muru w ciemno.
Igor - Jeśli nadal nie wiecie, gdzie się wybraliśmy, przypomnijcie sobie gdzie jest skrzyżowanie ulicy Tuwima i Sienkiewicza, a następnie pobliski wieżowiec. To właśnie na pierwszym piętrze tego budynku, znajduje się restauracja którą odwiedziliśmy.
Asia - Przy wejściu do budynku są lwy, wchodzimy do przedsionka i rozpoczynamy naszą podróż do Chin. Ściany, dekoracje, poręcze schodów wszystko wprowadza nas w klimat. Udajemy się schodami na pierwsze piętro. Z każdym krokiem naszym oczom ukazuje się coraz większy obszar stołów i stolików - wszystkich już zastawionych i czekających na klientów. Tyle tylko, że gdy weszliśmy nie zauważyliśmy nikogo. Ani klientów ani obsługi.
Igor - Chwila zawahania i pojawił się kelner, który spytał się na ile osób chcemy stolik i czy w sali dla palących. Kiedy wybraliśmy, zaprosił nas za sobą, usadził przy stoliku i podał nam menu.
Asia - Usiedliśmy w rogu sali przy wskazanym stoliku dla dwóch osób. Choć prawdopodobnie mogliśmy usiąść przy dowolnym w jednej z 5 sal. Każda jest w nieco innym stylu i kolorystyce.
Igor - Jak można wyczytać na stronie internetowej restauracji, każda z sal ma inną nazwę. Poza główną na około 100 osób, można usiąść w sali "tramwaj" na 20 osób, "różowej" na 28 osób, "kominkowej" na 14 osób, oraz w salce "B" na raptem 8 osób. Nas usadzono nie wiem w której z tych sal, pamiętam tylko że było duszno. Po jakims czasie jednak zaczęła działać klimatyzacja.
Asia - Zaczęłam przeglądać menu... dość duży wybór dań spowodował, że wybranie jednej potrawy nastręczyło mi nie lada trudności. Po dłuższym zastanowieniu wiedziałam, że mam ochotę na wieprzowinę z warzywami w pięciu kolorach. Do tego wino.
Igor - Ja też stwierdziłem, że dobrym uzupełnieniem posiłku będzie wino. Nie mieliśmy ochoty rozpijać się, więc zdecydowaliśmy się na jedną lampkę wina. I tu małe zaskoczenie, chcąc mieć dopasowane wino do jedzenia (wybrałem wieprzowinę, więc wino czerwone), a jednocześnie chcąc zamówić tylko jedną lampkę pozostał nam wybór jednego wina: Chianti Cecchi. Do jedzenia zdecydowałem się wziąć, Gorący talerz: „Osiem skarbów” czyli cztery rodzaje mięsa, podane na gorącym talerzu.
Asia - Podobnie jest z winem białym - na lampki tylko jedno. Pozostałe tylko w całości - pozwala to się zorientować na jakich klientów nastawiony jest Wielki Mur. Chwilę po tym jak wybraliśmy dania podszedł kelner i przyjął od nas zamówienie dopytując jednocześnie o dodatki, gdyż danie główne zawiera tylko mięso, a dodatki typu surówki, ryż, czy frytki są dodatkowo płatne.
Igor - Licząc się z tym, że moje danie będzie się składało z dużej ilości mięsa i sosu, domówiłem jeszcze ryż. Po złożeniu zamówienia, kelner zabrał nam karty dań i zniknął na zapleczu. W lokalu nadal panowała pustka - tylko my z klientów, kelner i jakaś dziewczyna za barem. Nota bene, przez cały czas oczekiwania na danie, obie osoby zajęte były... czyszczeniem wspomnianego wcześniej akwarium.
Asia - Gdy kelner wrócił i podmienił nam mniejsze talerze na większe nie zdążyłam zapytać o toaletę, więc gdy on zniknął na zapleczu wybrałam się na zwiedzanie poszczególnych sal aby znaleźć ustronne miejsce. Tym samym zawitałam do sali "B" - wyjątkowo przytulnej i kameralnej. W sam raz na małą rodzinną uroczystość. O samej toalecie mogę powiedzieć tyle, że pamięta czasy powstanie lokalu - zarówno armatura jak i wystrój do bardzo eleganckich nie należą, i stylem zdecydowanie nie nawiązują do Chin.
Igor - Nie pasuje chyba też do rangi do jakiej aspiruje ten lokal. No ale w restauracji są ważniejsze rzeczy...
Asia - Wprawdzie tylko Igor zamówił danie na gorącym talerzu, ale moje także pojawiło się na mini kuchence - podobnej do kuchenki turystycznej. Zostałam tym miło zaskoczona. Na "kuchence" stał prostokątny talerz z moją wieprzowiną i warzywami... raczej nie dostrzegłam ich pięciu kolorów, ale do całości: smaku, ostrości, proporcji i ilości nie mogę mieć zastrzeżeń. Całość fajnie się komponowała.
Igor - A mój gorący talerz był faktycznie gorący. To gruby, wykonany z kamienia półmisek, wypełniony mięsiwem. Dziwił mnie tylko sposób, w jaki kucharz zabezpieczył talerz przed przywieraniem do niego jedzenia. Jeśli będziecie to zamawiać, uważajcie na odrywającą się pod wpływem łyżki, folię aluminiową. Natomiast samo danie, wraz z sosem i kawałkami warzyw - rewelacja! Smak, twardość, ilość i estetyka bez zastrzeżeń. Do tego jedna mała porcja białego gotowanego ryżu, podanego na sposób chiński, czyli nieco lepiący się i dający się jeść pałeczkami - tych jednak nie dostaliśmy.
Asia - Smaku wina, którego dostaliśmy, nie będziemy oceniać - ile ludzi tyle gustów, a jak smakuje Chianti Cecchi każdy może sprawdzić sam. Godne uwagi były jednak kieliszki w jakich podano nam wino. Ogromne, na oko 300 ml. Wyglądały wyjątkowo elegancko.
Igor - Smakowało nam bardzo. Ja, mimo że miałem większą porcję, zjadłem pierwszy. Kelner myślał, że skończyliśmy oboje i przyszedł zabrać nasze puste talerze. I tu zaskoczenie, a jednocześnie potwierdzenie jak powinien zachowywać się rasowy kelner - widząc że Asia jeszcze kończy swój posiłek, odwrócił się na pięcie i wrócił dopiero wtedy, gdy Asia skończyła.
Asia - Ponieważ jedzenie było dobre, ale nie rozsadzało nam żołądków postanowiliśmy zamówić jeszcze jakiś deser. Ja zdecydowałam się na smażonego banana z miodem.
Igor - Ja miałem ochotę na coś słodkiego, ale coś co nie spowodowałoby zasłodzenia. Zdecydowałem się na Lychee w czekoladzie.
Asia - Kelner ponownie zniknął i po jakimś czasie pojawił się z naszymi deserami. Mój banan był w kawałkach. Zasadniczo był to banan w cieście naleśnikowym, smażony w głębokim oleju, a na małej miseczce dostałam miód wielokwiatowy. O ile główne danie było ok, tak nie mogę tego powiedzieć o bananie. Był za miękki, ociekał tłuszczem i zasadniczo był mdły.
Igor - Niestety, mój deser również skutecznie zatarł doskonałe wrażenie dania głównego. W salaterce dostałem kilka owoców lychee wyłowionych z puszki, całość oblana dość obficie... bitą śmietaną. A gdzie tytułowa czekolada spytacie? No było jej tyle co kot napłakał. Kilka kropel sosu czekoladowego znalazłem na tym śmietankowym kopczyku.
Asia - Jakiego typu lokalem jest Wielki Mur? Raczej nie jest to knajpa na szybki lunch, młodzieżowo też raczej nie jest. Wydaje mi się, że spokojnie można tam zorganizować większe i mniejsze uroczystości rodzinne (z DJ i tańcami, gdyż w lokalu jest parkiet, nagłośnienie i stanowisko dla DJ). Obsługa, ceny i menu pozwalają zaś twierdzić, że spokojnie można udać się tam na spotkanie biznesowe, gdyż klasa i takt kelnera jest niezaprzeczalny.
Igor - Restauracja nazywa się chińską i chyba dania tej kuchni należy zamawiać. Odradzamy wszelkie desery, bo są kompletnie zaprzeczeniem dobrego smaku jak i jakości. I coś jeszcze, na co zawsze zwracamy uwagę w naszych recenzjach - stosunek ceny do jakości. W przypadku Wielkiego Muru, ten współczynnik nie wypada za dobrze. Śmiem twierdzić, że równie dobre jedzenie, ale za niższą cenę można zjeść w innych lokalach. Bo jak oceniać restaurację, w której zjedliśmy wyśmienite danie główne, wypiliśmy po lampce przeciętnego wina i zjedliśmy kiepski deser, a na rachunku mamy prawie 120zł do zapłacenia?
Asia - Zazwyczaj nie noszę takiej gotówki w portfelu, więc dobrze, że w Wielkim Murze można płacić kartą...
Igor - ...można, ale na zapleczu! Tak tak, tam musiałem iść, aby w tym wykwintnym lokalu móc zapłacić kartą płatniczą. Nie wiem, może przeciętny klient tej restauracji, niczym pewien łódzki ex poseł, nosi gruby zwitek banknotów w kieszeni.

Wydatki:
Wieprzowina z warzywami w pięciu kolorach 21,80 zł
„Gorący talerz”: „Osiem skarbów” 29,80 zł
Ryż gotowany (150g) 3,20 zł
Smażony banan z miodem 7,20 zł
Lychee w czekoladzie 13,80 zł
Sok porzeczkowy 4.90zł
Chianti Cecchi 2x10cl 26.00zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: 4
jedzenie: 2
czas: 3
wystrój: 4
czystość: 3

Ogólna ocena:

Restauracja chińska Wielki Mur
Łódź, ul. Tuwima 28
tel. 042-630 67 85
www.wielkimur.pl


Wyświetl większą mapę

19 mar 2008

Cud Miód - przaśna willa


Asia - Zazwyczaj gdy jemy coś na mieście - wybieramy coś w centrum. Tym razem wywiało nas w okolice al. Włókniarzy / Lutomierska, gdzie w zabytkowej wilii znajduje się restauracja Cud Miód.
Igor - Tak właśnie. Łódzka mapa kulinarna, to nie tylko Manufaktura i Piotrkowska. Tym razem wybraliśmy restaurację serwującą jedzenie staropolskie, jest położona poza centrum, no i sam fakt otwarcia spotkał się z wieloma kontrowersjami, z uwagi na "owsiowienie" zabytkowego budynku.
Asia - Ale do rzeczy. Od wejścia widać, że w środku można skosztować polskiego jadła. Zamiast stołów - drewniane ławy, zamiast krzeseł drewniane ławki, na ścianach wieńce, kwiatki. Ot chłopska izba.
Igor - Przaśnie tu aż do przesady, ale tylko pod względem wystroju. Kelnerka, która pojawiła się od razu zanim jeszcze usiedliśmy, była ubrana normalnie - jak w każdej knajpie. Czego oczekiwałem? No kiedyś byłem w Karczmie "Za młynem", która nota bene należy do tego samego właściciela co odwiedzany przez nas Cud Miód, i tam kelnerki były poubierane w ludowe wdzianka, czyniąc już totalną wiochę z restauracji ;-)
Asia - Ale ta kelnerka, mimo że pojawiła się od razu, nie była dla nas pomocą przy wyborze stolika. Krążyliśmy więc od jednego do drugiego, patrząc który jest wolny, lub nie zarezerwowany.
Igor - No ale jak już wybraliśmy, podeszła, pokazała że na stołach czekały na nas już karty dań, zapaliła świeczkę i sobie poszła.
Asia - Zostaliśmy przy lekturze menu. Kategorie dań mają dość "obrazowe" nazwy: "żarcie z grilla" czy "cuda wianki". Wszystkich dań i dodatków w karcie naliczyliśmy około setki. Są też napoje, oraz alkohole.
Igor - Jeszcze nie zdążyliśmy się zdecydować, a już pojawiła się kelnerka... w sumie, to my się troszkę ociągaliśmy, bo nazwy dań nie wymagają zbyt długiego odgadywania co się pod nimi kryje.
Asia - Postanowiłam wybrać coś co "Poleca szef kuchni Cud Miód". Zdecydowałam się na kotlet drobiowy na sposób Cud Miód, nadziewany brokułami, którego cena wydawała mi się bardzo atrakcyjna.
Igor - Prawdę mówiąc to właśnie ja, zwykle zamawiam coś polecanego przez szefa kuchni, no bo jak takie danie jest polecane - znaczy najlepsze w knajpie. Nie inaczej było i tym razem, to znaczy zamówiłem danie polecane: jagnięcinę marynowaną w naszych piwnicach z dodatkiem jałowca, według receptury szefa kuchni. Skusiła mnie też nazwa, bo chciałem poznać smak tej tutejszej piwnicy ;-)
Asia - Kelnerka przyjmująca zamówienie, po usłyszeniu mojego wyboru, od razu spytała się jaki chcę do tego dodatek. Zaproponowała ziemniaki gotowane, frytki lub ziemniaki opiekane. Wybrałam to ostatnie, a do picia wzięłam kefir.
Igor - I tu tkwi szkopuł - dodatki. Może i ceny są atrakcyjne, ale jak się doda ziemniaczki i surówkę, to danie takie tanie już nie będzie. Ja miałem już nieco przesyt tej przaśności, więc wziąłem "staropolskie frytki", a kelnerce udało się jeszcze wcisnąć mi kapustę zasmażaną. Szkoda, że kelnerka widząc moje niezdecydowanie, nie poleciła mi "baru sałatkowego". Dostrzegłem go dopiero później, a w nim takie specjały jak kiszone ogórki, kapusta kiszona i inne tego typu dodatki. W menu zapisane jest średni czas oczekiwania od 20 do 30 minut. Na ten czas wziąłem sobie do picia herbatę mrożoną.
Asia - Przeglądając menu, zastanawialiśmy się nad przystawką i deserem. Ale okazało się, że przystawka jest i tak dodawana do każdego dania - dwa rodzaje smalcu plus ponoć wiejski chleb. Zarówno smalec jak i chleb bardzo dobre, choć jadałam lepsze.
Igor - Ale na danie czekaliśmy tylko 15 minut... Jak dobrze, że nie wzięliśmy przystawek! To są ogromne dania.
Asia - Podane, na równie ogromnych talerzach, na oko miały 30 cm średnicy. Połowę mojego półmiska, zajmowały opiekane ziemniaki, obficie przykryte (nie "tylko" posypane) przyprawami - głównie solą i sypaną słodką papryką. Obok, położone dwie ogromne piersi z kurczaka, wewnątrz których, znajdowały się gotowane pokrojone w kosteczkę brokuły. Do tego dostałam kefir, podany w zwyczajnym porcelanowym kubku - przyozdobionym kwiatkami i zdjęciami kotów.
Igor - Na moim ogromnym talerzu zaś, pojawił się kopiec frytek! Zacząłem żałować, że wyłamałem się z tej przaśnej konwencji, bo frytki które zaczęły rozmiękać w mięsnym sosie nie smakowały już za dobrze. A trzeba było wziąć normalne pyry i je wymieszać z sosem, ech. Pod frytkami mięsko - dwa kawałki czarnej od przypraw jagnięciny. Zasmażana kapusta podawana już w osobnej salaterce.
Asia - Moje ziemniaki (i celowo nie używam zdrobnień, bo były to duże kawały kartofli), były fajnie obsmażone, ale zbyt mocno przyprawione. Już po trzech kęsach, zaczęłam otrząsać nadmiar przypraw. Kurczak zaś, wyglądał bardzo apetycznie i smakował równie dobrze. Mięso było wyjątkowo kruche, soczyste i fajnie komponowało się brokułami.
Igor - Moje kawałki mięsa, tonęły w ogromnej ilości sosu. Ciemnego, gęstego, aromatycznego... tylko tego jałowca jakoś mi brakowało, no ale może smak tutejszej piwnicy go zagłuszył? Smaczne mięso, jednak jak na jagnięcinę dość twarde i żylaste. Co chwila jakiś kawałek właził mi między zęby. Frytki, mimo że było ich naprawdę sporo, nie znudziły mi się, bo były wyśmienite - złociste, miękkie w środku i chrupiące. Zaś kapusta zasmażana jak na mój gust była średnia, a wręcz nijaka. Czułem ją na żołądku jeszcze kilka godzin po naszej kolacji.
Asia - Podczas jedzenia, rozglądałam się dookoła. Moją ciekawość wzbudził, długi stół w końcu sali, nad którym był daszek pokryty strzechą, do tego stołu może zasiąść około 15 osób.
Igor - Dania były wielkie, to też nic dziwnego że staraliśmy się robić przerwy co jakiś moment i w tym czasie rozglądaliśmy się po sali. Wszystkie ściany otynkowane specjalną okładziną, nieco chropowatą, dającą surowy charakter wiejskiej izby. W wykonanie wnętrz ktoś włożył ogrom pracy, dziwi więc to, że nie pomyślano o zasłonięciu paskudnych "blokowych" wlotów wentylacyjnych, które zauważyłem pod sufitem. Poza tym, brakowało mi w wystroju wnętrza jakiegoś homonto, koła z wozu lub innych elementów kojarzących się z wsią. Ściany są wymalowane w kwiatki - bardziej to infantylne niż klimatyczne. Za to nie zabrakło telewizorka, czarno-białego w obudowie stylizowanej na lata 60. Pasowało to do chłopskiej izby jak pięść do oka, bo ani nic na tym mini-telewizorku nie było widać, ani nie stanowił elementu dekoracyjnego
Asia - Dłuższe niż godzinne siedzenie w Cud Miód wydaje się być niemożliwe. Drewniane siedziska, nie pozwalają na dłuższe wysiedzenie w jednym miejscu. Są twarde, niewygodne, a mała ilość miejsca pod ławą nie pozwala na wyciągnięcie nóg. Co więcej, zauważyłam że przy niektórych stołach były ławki bez oparć. Nie wyobrażam sobie siedzenia na czymś takim podczas jedzenia.
Igor - Ja zjadłem swoje danie jako pierwszy, a na Asie musiałem jeszcze trochę poczekać. Mimo to, moje brudne talerze stały i czekały na zabranie, do momentu gdy i Asia skończyła.
Asia - Zastanawialiśmy się czy w lokalu można płacić kartą płatniczą. Nie widzieliśmy nigdzie nalepki, a takiej informacji nie znaleźliśmy także w menu.
Igor - O właśnie, menu! Przeczytaliśmy je i okazuje się, że nad restauracją znajduje się "motel". Właściciel zachwala, że dysponuje pokojem, którym największym atutem jest możliwość wyjścia na prywatny taras, z którego rozpościera się panorama miasta...
Asia - Kelnerka przyniosła nam, podany na małym talerzyku, rachunek. Płacąc kartą, trzeba podejść do baru i tam zaakceptować płatność. Bar przypomina dużą glinianą chatkę. Dach przykryty strzechą, a siedząca wewnątrz barmanka, wygląda jak zamknięta w ogromnym glinianym garnku. Wracając do stolika, nieopatrznie strąciłam swoją torebkę na ziemię. Po podniesieniu spod stołu, zmieniła kolor z czarnego na kurzowo-szary.
Igor - Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, od razu zaczęliśmy szukać wspomnianego tarasu z widokiem na panoramę miasta. Dla osób nie znających czym jest al. Włókniarzy, wspomnę tylko że to fragment drogi krajowej nr 1 - cały tranzyt północ-południe, jedzie właśnie tędy. I właśnie na taką panoramę rozpościera się widok z owego tarasu, bo sama willa znajduje się jakieś 50m od drogi mającej po trzy pasy w każdą stronę z torowiskiem tramwajowym po środku.

Wydatki:
Pierś nadziana brokułami 15,00 zł
Ziemniaki opiekane 5,00 zł
Jagnięcina 20,00 zł
Frytki 5,00 zł
Kapusta zasmażana 5,00 zł
Kefir 4,00 zł
Nestea (0,5 l.) 5,00 zł

Ocena (skala od -5 do +5):
obsługa: +1
jedzenie: +3
czas: +5
wystrój: +3
czystość: +3

Ogólna ocena:

Cud miód
Łódź al. Włókniarzy 151
www.cudmiod.pl
tel. 042-611 03 71

Wyświetl większą mapę

PokazuJemy czytelników strony